fbpx

HFM

artykulylista3

 

Hrabina na balu maseczkowym

070 075 Hifi 10 2020 001Ja teraz okrutnie jestem zajęty instrumentowaniem i próbami „Hrabiny” i polowaniem na Wolskiego, który mi się jak lis przed chartem po knajpach kryje! A to co moment potrzebuję mieć tego prałata pod ręką! Ale zresztą dobrze idzie i zdaje się, że powodzenie będzie niezgorsze.


Stanisław Moniuszko w liście do Edwarda Ilcewicza, 18 listopada 1859




Znawczyni twórczości Moniuszki, Agnieszka Topolska, nazywa „Hrabinę” operą-widmo – i nie ma w tym krzty przesady. Zaiste, niewielu ją widziało.


Hrabina-widmo
W minionym 30-leciu „Hrabinę” wystawiono tylko na scenach Poznania, Szczecina i Gdańska. Wykonanie koncertowe (ale reżyserowane, z kostiumami i namiastką scenografii) w czasie Letniego Festiwalu Polskiego Radia we wrześniu 2019 miało zaowocować albumem CD – i wciąż na niego czekamy. Nie istnieje żadne pełne nagranie płytowe „Hrabiny”. Na aukcjach można wytropić jedynie longplay z 1973 roku, zawierający fragmenty utworu (tzw. opera w przekroju). Co więcej, nigdy w dziejach nie wydano drukiem całości partytury (ukazał się tylko wyciąg fortepianowy i samo libretto), a dyrygenci kolejnych premier musieli sięgać po jeden z dwóch manuskryptów (korzystał z nich sam kompozytor, stając za pulpitem dyrygenckim 150 lat temu), zdeponowanych w bibliotece Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, a następnie samodzielnie opracowywać materiał nutowy i przekazywać kopistom. Zredagowany w 1982 roku przez Zygmunta Latoszewskiego z myślą o publikacji tekst partytury do dziś pozostaje niedostępny nawet muzykologom. I to pomimo faktu, że ci umieszczają „Hrabinę” na podium dokonań Moniuszki, na trzecim miejscu – za „Halką” i „Strasznym dworem”.
Walory sceniczne i muzyczne, komizm i potoczysta narracja tego dzieła są bezsprzeczne. Jakie więc przeszkody wyrosły pomiędzy Moniuszką a melomanami w przypadku „Hrabiny”? Co trzeba wyjaśnić, aby odkleić od tej opery nieszczęsne określenie, od lat powtarzane za jednym z XIX-wiecznych krytyków: „tragedia rozdartej sukni/spódnicy/kiecki”?

070 075 Hifi 10 2020 002

 


Warszawa na scenie operowej
Moniuszko dedykował „Hrabinę”: „Publiczności Warszawskiej w dowód wdzięczności za uprzejme przyjęcie mojej muzyki i zachętę do dalszej pracy”. Dwa spośród trzech aktów rozgrywają się w Warszawie. Nawiązują do topografii miasta, jego atmosfery i znanych mieszkańców. W trzecim akcja przenosi się na wieś, lecz problemy wielkiego miejskiego świata podążają tam za bohaterami. Wszystkich protagonistów łączy sieć powiązań rodzinnych, towarzyskich i uczuciowych. Pokrewieństwo (dalszego stopnia, oczywiście) lub powinowactwo nie przeszkadza bohaterom, a wręcz zachęca ich do snucia planów matrymonialnych, a dzięki powszechnej orientacji w stanie majątkowym osób „do wzięcia” układana jest ich lista rankingowa. W operze nie ma postaci głównej, lecz sześć równorzędnych. Tytułowa Hrabina jest tyleż podmiotem, co przedmiotem wydarzeń.

 

070 075 Hifi 10 2020 002

 


Kontekst
Jak informuje libretto, mamy początek XIX wieku. Na pewno przed rokiem 1808, bowiem wtedy zmarła Urszula Łazarowicz, słynna warszawska krawcowa, ubierająca największe damy w kreacje szyte według najnowszej paryskiej mody, z szykownych tkanin sprowadzanych z zagranicy. Ta właśnie Lazarowicz (takie nazwisko widnieje w tekście) uszyła niezwykłą suknię-dzieło sztuki, w której Hrabina miała olśnić stołeczną socjetę, na czele z panią de Vauban, lokatorką Pałacu Pod Blachą (postać historyczna, partnerka księcia Józefa Poniatowskiego).
Z libretta wiadomo też, że między II a III aktem upłynęło pięć lat, które jeden z bohaterów spędził na wojnie – z pewnością w polskich formacjach u boku Napoleona. Można zatem wnioskować, że opera opowiada o czasach tuż przed powstaniem Księstwa Warszawskiego i tuż po tym. Wpływy francuskie na kulturę polską są wtedy przeogromne i kto chce uchodzić za człowieka światłego, „na czasie” i błyskotliwego – wzbogaca swój język o francuskie zwroty. Nadgorliwi mówią swoistym „pidżynem” – mieszanką barwnego szlagońskiego stylu ze śmiesznie przekręconymi francuskimi słowami.
Dla publiczności w roku 1860 musiało to brzmieć niemal tak egzotycznie i zabawnie jak makaronizmy z „Pamiętników” Paska. Francuszczyzna przestała otwierać drzwi do wiedzy i władzy; stała się symbolem zawiedzionych nadziei, które Polacy pokładali w Napoleonie. To jedna z prawd wyrażonych, w ezopowy sposób, w operze Moniuszki. Oczywiście jest i przesłanie patriotyczne – kultywowanie pamięci o wolnej ojczyźnie i podtrzymywanie gotowości do walki o niepodległość.
W warstwie fabularnej, dramaturgicznej, „Hrabina” to wyborna komedia charakterów, lecz wnioski z niej płyną niewesołe, o czym będzie jeszcze mowa. Zderzenie postaw przedstawicieli różnych grup społecznych z pierwszej dekady XIX stulecia ujawnia konflikty i procesy, które librecista i kompozytor widzieli również wokół siebie pół wieku później.

 

070 075 Hifi 10 2020 002

 


Wdowa czynna i bierna
Hrabina, tzw. ciepła wdówka (przez porównanie z wiekiem jednego z zalotników można przyjąć, że ma mniej niż 25 lat) w swoim apartamencie („w guście nieco rokoko”) w Warszawie, w czasie karnawału, urządza wielki bal kostiumowy z licznymi atrakcjami: żywymi obrazami z udziałem gości, popisami wokalnymi ochotników i kotylionem. Oprócz chęci zaimponowania stołecznej elicie, Hrabina ma nadzieję podbić serce Kazimierza, szlachcica z pobliskiego majątku. Do zamożnej wdowy startuje też kuzyn Dzidzi, czyli Zdzisław (ze zubożałej rodziny szlacheckiej, typ łowcy posagów), a jego wuj Podczaszyc Walenty (lat 50, czyli, na owe czasy, w poważnym wieku) snuje plany poślubienia Broni, młodziutkiego dziewczątka, sieroty, wnuczki jego sąsiada Chorążego.
Bronia potajemnie durzy się w Kazimierzu, a Kazimierz z sympatią myśli o Hrabinie. Tuż przed balem odbywa się próba scenek baletowych i podchmielony Podczaszyc w stroju Neptuna na Wiśle budzi śmiech wystającymi kalesonami. Bronia, nakłoniona do zastąpienia nieobecnej śpiewaczki amatorki, wzrusza wszystkich rzewną piosnką o dziewczynie, która wolała ubogiego żołnierza od zamożnego dziedzica. Po próbie, gdy Hrabina, przebrana za boginię łowów Dianę, pod rękę z Kazimierzem-husarzem rusza na powitanie gości, mężczyzna niechcący przydeptuje rąbek sukni i rozrywa misterną tiulową kreację. Zrozpaczona kobieta oskarża go o sabotaż. Kazimierz jest zdumiony i rozczarowany próżnością Hrabiny. Zaciąga się do wojska (wspomniana już armia Napoleona) i po pięciu latach wraca w mundurze w rodzinne strony. Hrabina chce mu wybaczyć gafę, ale Kazimierz teraz jest zauroczony Bronią, która wyrosła na piękną, wrażliwą pannę i wciąż darzy go uczuciem, na co życzliwie spogląda Chorąży i ogłasza zaręczyny wnuczki z dzielnym młodzianem. Podczaszyc, świadom śmieszności swych zalotów, wybija sobie Bronię z głowy. Za to Dzidzi wygrał los na loterii – główny konkurent do ręki Hrabiny zniknął, a i wdówka, wraz z wiekiem, straciła na atrakcyjności matrymonialnej dla innych, tak więc Dzidzi ma duże szanse na sukces.

070 075 Hifi 10 2020 002

 


Sprytne libretto
Włodzimierz Wolski (1824-1882), który wcześniej dostarczył Moniuszce drapieżną społecznie i głęboką psychologicznie „Halkę”, znalazł fundament dla nowego libretta w opowiadaniu obyczajowym (tzw. „obrazku”) Józefa Dzierzkowskiego „Suknia balowa” z roku 1842. U Dzierzkowskiego akcja toczy się w Warszawie w latach 70. XVIII wieku, a centralna bohaterka jest księżną i 19-letnią (sic!) wdową. Między epizodem rozdarcia sukni a ponownym spotkaniem z ukochanym upływa aż 20 lat i metryka staje się dla księżnej problemem nie do pokonania.
Wolski przeniósł akcję w czasy napoleońskie i skrócił skok czasowy pomiędzy wydarzeniami początkowymi a końcowymi do lat pięciu; Podczaszyc twierdzi, że tyle czasu Bronia kocha Kazimierza. Treść zaś rozłożył między fragmenty mówione (nie są to melodeklamacje, jak w operowych recytatywach, lecz dialogi, jak w singspielu), śpiewane (solo, w ansamblach i chórach), tańczone, a także przeniesione poza scenę (polowanie). Swoistymi aktorami są ubrania i rekwizyty; te źle dopasowane do swoich właścicieli-nosicieli płatają im figle.
Trzeba tu zauważyć, że kwestie wypowiadane i śpiewane w „Hrabinie”, choć momentami przybierają formę kupletów, to jednak nie kupletów wymiennych, które w zależności od zapotrzebowania satyrycznego, od atmosfery politycznej czy skandali towarzyskich autor oryginalnego tekstu bądź wynajęty humorysta dopisuje ad hoc przed danym spektaklem. Nie uszanował tego Leon Schiller i w 1951 roku, w apogeum socrealizmu, wystawił „Hrabinę” z bonusami tekstowymi – to ogółem około 500 świeżo wyprodukowanych wersów, włożonych w usta postaci-androidów, czyli obdarzonych bytem scenicznym przez Schillera osób, których nazwiska ledwie padają w dialogach (jak np. Wojciech Bogusławski). Próbka takich wstawek: „zajrzała do nas wiosna / Do wieśniaczych chat!” i „A tą ziemią po wsze czasy / Władać będzie lud!”. W 1982 roku, w mrokach stanu wojennego, Maria Fołtyn uznała za słuszne skorzystać z Schillerowskich ulepszeń. Może skonstatowała, że podtrzymają w widzach nadzieję na odrodzenie NSZZ Solidarność? Hm… Oto skutek pokutującego do dziś stereotypu postrzegania Moniuszki jako narodowego Tyrteusza i trybuna ludowego.
Dialogi, w kształcie zapisanym w libretcie, są integralną częścią tej opery i ani ich rozpulchniać, ani usuwać nie uchodzi. Chyba że głęboka dekonstrukcja, z cytatami i aluzjami do innych artefaktów kultury, daje w efekcie hipertekst żywo dyskutujący z przeszłością i teraźniejszością. Albo więc odważnie, drastycznie, odkrywczo, kreatywnie i sensownie, albo wcale.070 075 Hifi 10 2020 002

 

 
Mówi muzyka
Nadrzędnym narratorem, komentatorem świata przedstawionego, sprzymierzeńcem postaci lub ich krytykiem, wreszcie autonomicznym bohaterem, dającym dźwiękowe ciało ideom, staje się muzyka.
„Hrabina” to popis talentu Moniuszki, jego inwencji, biegłości warsztatowej, znajomości historii muzyki i nowych trendów, doskonałego wyczucia sceny oraz zmysłu obserwacji społecznej, któremu zawdzięczamy decyzję o napisaniu właśnie takiego dzieła.
Starcie kultur, obyczajów, tradycji i progresywności kompozytor przenosi w sferę muzyki. Zestawia idiomy stylistyczne. Toczy bitwę na arie. Z maestrią adaptuje chwyty podpatrzone u swych wielkich poprzedników. Całym sekwencjom nadaje rytm i charakter różnych tańców – rodzimych (np. krakowiak, polonez) i importowanych (walc, menuet). Prostą zwrotkową piosenkę Broni konfrontuje z efektowną arią koloraturową Ewy w języku włoskim. Nota bene dopiero niedawno ustalono, że Moniuszko umuzycznił tekst Pietra Metastasio z kantaty poetyckiej „La gelosia” („Zazdrość”, jakże w zgodzie z tematyką „Hrabiny”); wcześniej do tych samych słów komponowali muzykę m.in. Porpora, Beethoven i Meyerbeer. Podczaszyc wylicza zalotników Hrabiny niemal jak Leporello w sławnej arii katalogowej z „Don Giovanniego”.
Moniuszko wyprzedził również pewne trendy w europejskiej operze. W akcie II, w scenach prób miniwidowisk baletowych, zastosowano efekt teatru w teatrze, znany m.in. z późniejszych dzieł Czajkowskiego czy Richarda Straussa. A skoro o Straussie mowa, wspomnianą wyżej arię włoską można porównać, gdy chodzi o jej funkcję i wirtuozerię, z arią Śpiewaka Włoskiego z „Kawalera srebrnej róży”, opery powstałej pół wieku po „Hrabinie”. Z kolei chóralna pieśń myśliwska z towarzyszeniem waltorni, wykonywana za sceną, opiera się na chwycie Musik aus der Ferne, upodobanym przez Mahlera w symfoniach, pisanych 30-40 lat później.
W czasie premiery (a i późniejszych wykonań) wielkie emocje słuchaczy wzbudzał piękny polonez, poprzedzający akt III. Wydany wcześniej jako utwór do salonowych wykonań przez muzykalnych amatorów, przed operową inkorporacją został zaaranżowany na altówkę i trzy wiolonczele. To zapewne nieprzypadkowy wybór instrumentów. Otóż w znanej operze „Wilhelm Tell” Rossiniego (1829) solowe intermezzo wiolonczeli symbolizuje uciskaną Szwajcarię. Polonez Moniuszki przenosił publiczność w klimat sielski, do dworku Chorążego – enklawy tradycji i patriotyzmu, odpowiednika Soplicowa z „Pana Tadeusza”.
Moniuszko stawia śpiewakom wysokie wymagania nie tylko wokalne – a z pisania niewygodnego dla solistów (użycie skrajnych dźwięków skali, skoki interwałowe i dynamiczne) jest znany. Oprócz doskonałego poruszania się w przypisanych im stylach muzycznych, w tekście mówionym muszą się poruszać swobodnie jak aktorzy dramatyczni i nie mniej swobodnie operować gestem i rekwizytem. Muszą zwinnie wejść w choreografię i, co najważniejsze, posiadać vis comica. Bez wyrazistych kreacji aktorskich inscenizacja „Hrabiny” nie odniesie sukcesu. A jeśli komedia nie jest śmieszna – to w ogóle nie jest komedią i szkoda czasu.

 

070 075 Hifi 10 2020 002

 

 
Kobiecy los
W formule komedii ukrywa się gorzki dramat, a Wolski i Moniuszko stawiają Polakom surową diagnozę. Do jej zrozumienia potrzeba znajomości struktury społeczeństwa polskiego I połowy XIX wieku. Widzowie premiery „Hrabiny” znali na pamięć drabinę tytułów i godności szlacheckich, które w ich czasach nie wiązały się już z konkretnymi urzędami, lecz wciąż pozycjonowały (przez odniesienia do przodków, do niezbyt odległej historii) ich swoistych spadkobierców w towarzystwie i w lokalnej rzeczywistości. Zgodnie z tą hierarchią (nie licząc Hrabiny – arystokratycznej gwiazdy), najwyżej trzeba umieścić Kazimierza – syna podkomorzego. Niżej plasuje się Didzi – syn starosty, jeszcze niżej – Chorąży (a co za tym idzie – jego wnuczka Bronia), a najniżej – Podczaszyc (czyli syn podczaszego). Inaczej wygląda klasyfikacja majątkowa bohaterów. Ojciec Dzidziego, co można wyczytać między wersami, roztrwonił majątek. Lubiący wygodne życie młodzieniec liczy na spadek po wuju, ale majątkiem zarządza żelazną ręką i z gospodarskim sukcesem jego siostra-stara panna, więc Dzidzi, przynajmniej na razie, nie jest w stanie „skubać” Podczaszyca na spore kwoty. Kazimierz (mieszkający z matką) i Chorąży nie mają dużych posiadłości, lecz dysponują nimi roztropnie i ich status materialny jest stabilny. Natomiast Hrabina to prawdziwa obszarniczka; ma kilka kluczy, czyli grup wiosek.
Z faktu, że Hrabina wśród stołecznej socjety nie czuje się jak ryba w wodzie, można wnioskować, że funkcjonuje w niej od niedawna, a jej przepustką do wielkiego świata był ślub z wiekowym bogatym hrabią. Małżeństwo z rozsądku? Pod przymusem rodziców? Dla rozwiązania rodzinnych problemów? Raczej nie z miłości. Na miłość przyszedł czas teraz. Młodą, majętną wdowę wreszcie stać na związek z mężczyzną, którego pokocha, choćby i ze zubożałym szlachcicem, takim jak Kazimierz. A i on jest nią oczarowany i pewnie stanęliby na ślubnym kobiercu, gdyby nie incydent ze zniszczoną suknią. Kazimierz nagle zobaczył maskę pozorów na twarzy Hrabiny i poczuł, że sam też nałożył na siebie kostium, i to nawet dosłownie. Przebrany za husarza, hulał wszak na balu przebierańców. Zamienił więc kostium karnawałowy na prawdziwy mundur żołnierza; wziął udział w prawdziwej wojnie i raz na zawsze wybrał autentyczne życie. Za tym poszedł wybór kobiety żyjącej w prawdzie – Broni, stałej w uczuciu, szlachetnie opiekującej się matką Kazimierza w czasie jego nieobecności w domu.

 

070 075 Hifi 10 2020 002

 

 
Ślub z Kazimierzem uratuje Bronię przed możliwym powtórzeniem nieszczęśliwego losu Hrabiny – ułożonego małżeństwa z bogatym starcem. Przecież do Broni ślini się (trudno nazwać inaczej to, co wygaduje i jak się zachowuje) Podczaszyc. Wiecznie pijany, wiecznie w jakimś niepasującym mu, rozmemłanym stroju, marzy, jak cudownie będzie zerwać dorodne jabłuszko-Bronię. Pamiętajmy, z jaką pogardą mówi Podczaszyc o przedsiębiorczej siostrze, która nie wyszła za mąż. Gdy zerwie już jabłuszko, chyba szybko się nim znudzi i nie omieszka pokazać, kto tu rządzi. Bo skoro nie ma nic do powiedzenia w gospodarstwie, to chociaż w małżeństwie wyleczy kompleksy.
Ale czy mocna pozycja Hrabiny jest niezagrożona? Absolutnie nie. Wobec niedostępności Kazimierza, Hrabina wpada w sidła Dzidziego. Pozornie wygląda to na wsparcie psychologiczne i okazanie troski dalekiej kuzynce. Ale Dzidzi ma już gotowy scenariusz: najpierw „capnie” wdówkę, potem ona się „upokorzy”, jak „trusiątko”, jak „owieczka”. A zatem znów niecny plan zdominowania kobiety.
Nadzieja tylko w dobrych intencjach Kazimierza wobec Broni. Los kobiet w operze „Hrabina” budzi grozę.

070 075 Hifi 10 2020 002

 

 
W tonacji pandemicznej
Festiwal Chopin i Jego Europa od kilku lat przedstawia opery Moniuszki w wersji koncertowej, grane na instrumentach z epoki; te interpretacje wydawane są też na kompaktach. Orkiestra Europa Galante pod batutą Fabia Biondiego zarejestrowała już „Halkę” i „Flisa”, a w programie tegorocznej edycji znalazła się „Hrabina”. Wspaniale. Największe krajowe przedsięwzięcie artystyczne na żywo od początku pandemii. Główna sala stołecznego Teatru Wielkiego, renomowana orkiestra w pełnym składzie, sprawdzony chór, soliści. Ale jak tu się cieszyć, skoro nic nie cieszy?
Każdy jest z góry podejrzany o rozsiewanie choroby i musi przed wejściem złożyć pisemną deklarację przestrzegania regulaminu. Dopuszczalna połowa zajętych miejsc (co drugie) sprawia, że nawet ofiarne oklaski zabrzmią mizernie. W maseczkach trudno rozpoznać znajomych melomanów – więc znika radość ze spotkania przyjaciół. Maseczka noszona obowiązkowo w trakcie koncertu, co skrupulatnie sprawdza obsługa, staje się kagańcem spontanicznej mimiki. Nie da się dzielić emocjami z towarzyszem.
Co więcej, zasłonięte zostaje lustro, w którym mogliby się przejrzeć soliści. Zamiast twarzy – widzą plamy, zamiast reakcji na swój śpiew – pustkę. Pandemicznym lękiem podszyta jest cała sytuacja, w której się znajdują – dystans w czasie prób, ostrożność na każdym kroku. Nic zatem dziwnego, że na scenie stoją jak sparaliżowani, jak słupy. Nie zwracają ku sobie ciał, gdy śpiewają w ansamblach. Podświadomie wzbraniają się przed gestykulacją, a ich ekspresja nie wychodzi ze strefy temperatury letniej. Nie sposób sprawiedliwie ocenić zastraszonego śpiewaka, więc spośród siedmiorga solistów wyróżnimy in plus tylko barytona Mariusza Godlewskiego (Podczaszyc), któremu chwilami udawało się wyrwać z antykoronawirusowego kaftana i błysnąć poczuciem humoru.
Obawy epidemiczne wpłynęły też niekorzystnie na orkiestrę. Co prawda, lekkość i precyzja muzyków Biondiego zachwycały, ale niemrawe tempa, zwłaszcza w akcie I i II – usypiały. Wirus niekorzystnie wpłynął też na fragmenty chóralne – trudno o spoistość brzmienia, kiedy poszczególni chórzyści stoją w odległości dwóch metrów od siebie. Jako najpiękniejszy moment wieczoru zapamiętaliśmy śpiew… zza sceny. Jak z odległej, przedpandemiczej przeszłości.
Estradową festiwalową „Hrabinę” pozbawiono dialogów mówionych. Zgromadzenie trwałoby zbyt długo? Bardzo chcemy wierzyć, że w nagraniu płytowym teksty te zostaną przywrócone, a wykonawcy wyrwą się ze stuporu.
I żebyśmy na widowni, siedząc „w szachownicę”, mogli zdjąć kagańce.

070 075 Hifi 10 2020 002



16. Międzynarodowy Festiwal Muzyczny Chopin i jego Europa (15-31 sierpnia 2020, Warszawa)
19 sierpnia 2020, Teatr Wielki – Opera Narodowa
Stanisław Moniuszko: „Hrabina” (opera w wersji koncertowej)    
Karen Gardeazabal, Natalia Rubiś, Rafał Bartmiński, Mariusz Godlewski, Jan Martiník, Krystian Adam, Nikola Proksch
Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej
Europa Galante/Fabio BiondiHanna i Andrzej Milewscy

Źródło: HFM 10/2020