fbpx

HFM

artykulylista3

 

Lenny Kravitz - Niech rządzi miłość

088 091 Hifi 7 8 2019 001Lenny Kravitz to kwintesencja rockowej gwiazdy. „W wieku 54 lat wciąż rzuca się w oczy. Okulary i bijąca od niego charyzma robią swoje. Gdyby nawet nie istniał, to jakiś wysoko postawiony menadżer z branży muzycznej uruchomiłby laboratorium, w którym próbowano by go stworzyć” – napisała o nim Samantha Fraser w magazynie „Square Mile”

Pod koniec 2018 roku Lenny Kravitz wydał nowy album i wyruszył w promocyjną trasę koncertową. Krótko przed swoimi 55. urodzinami, które obchodził 26 maja 2019, wystąpił w Łodzi.


Muzyka dzieciństwa i młodości

Przygodę z muzyką rozpoczął bardzo wcześnie. „Kiedy miałem pięć lat, dostałem od mamy i babci single artystów z wytwórni Motown. Byłem pod wrażeniem ich muzyki. Rok później ojciec zabrał mnie na koncert The Jackson 5 do Madison Square Garden, który otwierała grupa The Commodores. Po tym występie moje życie całkowicie się zmieniło. Wiedziałem już, kim będę.”
Jego rodzice poznali się w telewizji NBC. Ojciec, Sy Kravitz – Żyd ukraińskiego pochodzenia – był tam producentem i uwielbiał jazz. Często zabierał syna na koncerty. W ten sposób Lenny poznał twórczość Milesa Davisa, Lionela Hamptona, Jamesa Browna oraz innych sław. Zdarzyło się nawet, że jako malec siedział na kolanach Duke’a Ellingtona, kiedy ten w czasie próby grał na pianinie.
Matka, Roxie Albertha Roker, której rodzice pochodzili z wysp Bahama, pracowała w tej samej co ojciec stacji jako sekretarka i równocześnie próbowała swoich sił w zawodzie aktorki. Występowała w teatrze, a później w filmach i serialach telewizyjnych. Jest znana głównie z sitcomu „The Jeffersons”, w którym grała w latach 1975-85.
Dorastając w artystycznym środowisku, przyszły piosenkarz nasłuchał się rozmaitej muzyki: jazzowej, bluesowej, a nawet klasycznej oraz operowej. Kiedy wraz z rodzicami osiedlił się w Los Angeles, przez trzy lata śpiewał w miejscowym chórze. Tam też poznał płyty The Rolling Stones, Led Zeppelin, Kiss, Aerosmith oraz innych modnych grup. Pokochał też rockandrollowy styl życia. Do szkoły średniej w Beverly Hills chodził razem ze Slashem, Nicolasem Cage’em i Marią McKee. Jak w takich okolicznościach nie rozpocząć muzycznej kariery?

088 091 Hifi 7 8 2019 002

Pierwsze kroki w show-businessie
Pomimo dorastania w rodzinie związanej z show-businessem, z początku Lenny miał w branży pod górkę. Jego muzyka nie była bowiem ani czarna, ani biała, przez co trudno ją było wypromować. Szefowie wytwórni fonograficznych bali się po nią sięgnąć. „Twierdzili, że jako ciemnoskóry powinienem grać R&B lub hip-hop, a zaprezentowałem gitarowego rock and rolla”. Kravitz postanowił więc zarejestrować swoje utwory samodzielnie; za wynajęcie studia zapłacił ojciec. Dopiero z niemal gotowym materiałem Lenny pojawił się w Virgin Records.
Zadebiutował w 1989 roku i od razu odniósł sukces. Najpierw w Europie, gdzie słuchacze poznali się na nim dość szybko, a dopiero później w USA. Jego płytowy debiut „Let Love Rule” to dzieło jak na tamte czasy nietypowe, bo na listach bestsellerów dominowały wówczas brzmienia syntezatorów i stylistyka new wave. Tymczasem album Kravitza zawierał muzykę nawiązującą do najlepszych lat rock and rolla. W kompozycjach pobrzmiewały energia i nowatorstwo Hendriksa, poetyka ballad Joni Mitchell i psychodelia wczesnych Pink Floydów. A wszystko pod hasłem miłości, która nad nami panuje. Teksty były ciekawe i nierzadko zaangażowane społecznie, jak choćby ten o taksówkarzu, który nie zatrzymuje się na widok ciemnoskórego mężczyzny z dredami („Mr. Cab Driver”). Rockowe utwory Kravitz wzbogacił funkowymi rytmami i stylistyką R&B. Nawet sposób akustycznej realizacji nawiązywał do brzmień z lat 60. XX wieku.

088 091 Hifi 7 8 2019 002

Gwiazda MTV
Kiedy Kravitz wrócił do USA, zaczął od występów z gwiazdami sceny rockowej. Otwierał koncerty Boba Dylana, Toma Petty i Davida Bowie. W dotarciu do milionów słuchaczy pomogła mu MTV, która w czasach jego debiutu była niezwykle popularna. Na marginesie warto wspomnieć, że telewizja wystartowała 1 sierpnia 1981, z hasłem „Panie i panowie: rock and roll”. Słowa te wypowiedział John Lack, kiedy na ekranie pojawił się montaż relacji ze startu promu kosmicznego Columbia i lądowania Apollo 11 na Księżycu, a z głośników poleciała rockowa kompozycja Jonathana Eliasa i Johna Petersena.
Muzyczna stacja stanowiła idealną scenerię dla twórczości Kravitza. Kiedy nagrał teledysk do „Let Love Rule”, ten na długo wszedł do stałego repertuaru stacji. Clip był apoteozą beztroski i trudno go było nie lubić. Uczynił wykonawcę rozpoznawalnym na całym świecie i zachęcił fanów do zakupu albumu.

088 091 Hifi 7 8 2019 002

Hit za hitem i Grammy
Po fantastycznym debiucie przyszła pora na kolejny udany krążek. Longplay „Mama Said” nie tylko dorównał poziomem poprzednikowi, ale pod kilkoma względami go przewyższał. Zachęcony sukcesem „Let Love Rule”, Kravitz śmielej podszedł do twórczych wyzwań. Pojawiła się jeszcze większa różnorodność treści i tematów. „Fields of Joy”, „Stand by My Woman” czy kończąca program ballada „Butterfly” spodobały się zarówno melomanom, jak i krytykom. Piosenkarz sam zagrał na większości instrumentów, choć w części utworów towarzyszyli mu inni świetni muzycy (w „Always on the Run” był to Slash, zarazem współautor piosenki).
Pierwsze dwa albumy, mimo że wysoko oceniane i nagradzane, nie przyniosły Kravitzowi najbardziej prestiżowego wyróżnienia muzycznego, czyli Grammy. Dopiero trzeci – „Are You Gonna Go My Way” – został do niego nominowany, ale na tym się skończyło.
W późniejszych latach artysta stopniowo odchodził od estetyki z przeszłości. Starał się podążać za modą, co nie zawsze przynosiło dobre efekty. W jego piosenkach zaczęły się pojawiać elementy różnych stylów, niekiedy dalekich od rocka. Zdarzały się kompozycje z dużą dawką elektroniki, a w niektórych pobrzmiewał przebojowy pop. Tak było m.in. na krążku „5” z roku 1998. Właśnie wtedy amerykańska Narodowa Akademia Sztuki i Techniki Rejestracji uhonorowała Kravitza dwiema statuetkami Grammy – za nagrania „Fly Away” i „American Woman”. Drugi utwór jest o tyle nietypowy dla repertuaru piosenkarza, że nie on jest jego autorem. Wylansowała go kanadyjska kapela rockowa The Guess Who, a Kravitz nagrał swoją wersję na potrzeby ścieżki dźwiękowej filmu „Austin Powers 2 – Szpieg, który nie umiera nigdy”, z Mikiem Myersem w roli głównej.
Dwie kolejne nagrody Grammy muzyk otrzymał za singlowy przebój „Again” (dostępny również na składance z 2000 roku) oraz piosenkę „Dig In” z longplaya „Lenny”. Charakterystyczne, że wszystkie wyróżnienia należą do kategorii „męskie wykonanie rockowe” i to cztery razy z rzędu (lata 1999-2002). Taki sukces nie przypadł w udziale żadnemu innemu wykonawcy. Są wprawdzie artyści z większą liczbą statuetek, ale otrzymać Grammy przez kolejne cztery lata i to w tej samej kategorii, nikomu przed Kravitzem się nie udało.

088 091 Hifi 7 8 2019 002

Projekty poboczne
Niezależnie od aktywności solowej, Kravitz chętnie współpracuje z innymi gwiazdami, zarówno w roli muzyka, jak i producenta nagrań. Z Madonną napisał utwór „Justify My Love”. Rozsławił francuską wokalistkę Vanessę Paradis, pisząc repertuar na jej trzeci album; zagrał też na większości instrumentów. Ponadto wziął udział w nagraniu solowej płyty Micka Jaggera „Goddess in the Doorway”, komponując wspólnie z wokalistą The Rolling Stones utwór „God Gave Me Everything”. Słyszymy go ponadto w nagraniu „Guns & Roses”, wydanym na krążku „The Blueprint 2: The Gift & The Curse” rapera Jaya-Z.
Kravitz udzielał się także jako aktor. Zagrał samego siebie w obu częściach komedii „Zoolander” (reż. Ben Stiller, 2001 i 2016). W obrazie „Hej, skarbie” (reż. Lee Daniels, 2009) wcielił się w postać pielęgniarza Johna, który okazuje serce maltretowanej dziewczynie. Później jeszcze kilka razy pojawił się na dużym ekranie, m.in. w popularnych „Igrzyskach śmierci”.

088 091 Hifi 7 8 2019 002

Nowy album
Ubiegły rok przyniósł 11. krążek artysty. „Zanim zacząłem pracę, zastanawiałem się, kim obecnie jestem. W miarę upływu czasu człowiek przechodzi przez różne wersje samego siebie. Stuknęło mi 30 lat na scenie. (…) Musiałem sobie zrobić przerwę. Zaszyłem się w moim domu na Bahamach, żeby spokojnie wszystko przemyśleć. Wypoczywałem, dużo spałem i tam wyśniłem tę płytę.”
Kravitz często rozpoczynał pracę w środku nocy. Kiedy tylko w snach pojawiał się pomysł, co zdarzało się nierzadko między 3:00 a 5:00 nad ranem, zmuszał się do pobudki i sięgał po gitarę. „Mam sprzęt do nagrywania, więc mogłem na gorąco rejestrować pomysły. W ten sposób tworzyłem ramy piosenki, którą kończyłem w studiu.”
Artysta nie ma stałego schematu pracy. Czasami najpierw tworzy melodię; innym razem zaczyna od tekstu. Zdarza się też, że oba procesy zachodzą równocześnie. Tak było w przypadku kompozycji „Here To Love”. „Wydawało mi się, że nie ja ją stworzyłem, ale że została mi podarowana” – stwierdził.
W nowej muzyce Kravitza tematyka miłości pojawia się rzadziej niż kiedyś. Artysta śpiewa o polityce, zanieczyszczaniu środowiska oraz innych współczesnych zagrożeniach. Przykładem kompozycja „It’s Enough”, promowana teledyskiem pełnym przykładów przemocy we współczesnym świecie. „To piosenka łatwa do napisania, gdyż jest odbiciem tego, co się dzieje dookoła. Żyjemy w czasach prób, ciekawych, ale też trudnych. Męczy mnie, że ludzie sami siebie niszczą, a wszystko wynika z chciwości, dążenia do władzy i chęci osiągnięcia korzyści. Znaleźliśmy się na rozdrożu. Musimy wybrać, czy skręcimy tam, gdzie czeka nas zagłada (…), czy pójdziemy w innym kierunku, żeby wszystko naprawić.”

088 091 Hifi 7 8 2019 002

Z wizytą w Łodzi
Poprzedni koncert w Łodzi miał się odbyć w listopadzie 2014 roku, ale Kravitza zmogła choroba. Dotarł do Polski, ale do koncertu nie doszło. Muzyk obawiał się, że z powodu złego stanu zdrowia nie wypadnie na scenie tak dobrze, jak by chciał. Spędził prawie tydzień w hotelu i jedynie zwiedził Łódź. Wrócił dopiero po miesiącu – tym razem zdrowy i w pełni sił.
W 2019 roku nic nie zakłóciło koncertowych planów, a wykonawca był w świetnej formie. Przywitała go licznie zgromadzona w Atlas Arenie publiczność. Na początek usłyszeliśmy kompozycję „We Can Get It All Together”, pochodzącą z promowanego  trasą koncertową albumu „Raise Vibration”. Kravitz śpiewał, stojąc na platformie zamontowanej kilka metrów nad sceną i dopiero po drugim utworze („Fly Away” z albumu „5”) dołączył do zespołu. Towarzyszyła mu dwuosobowa sekcja rytmiczna (Franklin Vanderbilt – perkusja, Gail Ann Dorsey – bas), gitarzysta Craig Ross, z którym Kravitz czasami komponuje, i pianista George Laks. W niektórych utworach dołączała do nich trzyosobowa sekcja dęta (saksofoniści Harold Todd i Michael Sherman oraz trębacz Cameron Johnson).
Pod względem wizualnym na estradzie było niemal jak w czasach The Beatles. W oprawie zabrakło wszechobecnych ostatnio telebimów. Scenerię uatrakcyjniała jedynie ściana różnokolorowych świateł, która stwarzała wrażenie oglądania występu w muzycznym klubie. O walory dźwiękowe zadbały stare szafy wzmacniające firmy Marshall, które na przełomie lat 60. i 70. XX wieku nadawały rockowemu brzmieniu charakterystyczną barwę.
Mimo że Kravitz coraz częściej podąża za nowymi brzmieniami, to w czasie występów pozostaje kwintesencją rockmana. Oprócz 20 utworów ze swojego repertuaru oraz kompozycji „American Woman”, zaśpiewał hit „Get Up, Stand Up” Boba Marleya i The Wailers.


Bisy
Choć w porównaniu z rokiem 2014 program koncertu został poszerzony o nowe kompozycje, to nie zabrakło również tych najpopularniejszych, jak „Let Love Rule”. Bez niej, zagranej jako przedostatni z bisów, występ nie byłby kompletny. Kiedy wreszcie Kravitz ją zaintonował, publiczność nagrodziła go rzęsistymi brawami. Muzyk zszedł ze sceny i zaczął się przechadzać wśród widzów. Powiedział kilka zdań do mikrofonu, ściskał dłonie fanów, a kiedy powrócił na estradę, rozległo się gromkie „Let Love Rule”.
Na finał zabrzmiała kompozycja „Again”. Zanim jednak artysta zaczął ją śpiewać, zaprosił na scenę chłopca i wskazując go, powiedział: „Oto, dlaczego musimy się zmienić. To dla nich musimy być inni!”. Kiedy muzycy z zespołu grali solówki, Kravitz ponownie zszedł ze sceny i długo składał autografy na podsuwanych mu płytach. „Dziękuję za waszą obecność – powiedział na koniec, wyciągając do publiczności dłoń, w której trzymał gitarę – Mam nadzieję, że wkrótce znów się zobaczymy”.


Plany
Trasa koncertowa trwa. Na razie znane są miejsca i daty występów do września 2019, kiedy to tournée „Raise Vibration” dotrze do Los Angeles. Mimo licznych występów, artysta przygotowuje się do wydania kolejnego albumu; podobno z muzyką do filmu. Na razie szczegółów brak, ale połączenie kompozycji Kravitza z obrazem wydaje się dobrym pomysłem.

Dyskografia studyjna:
1.    Let Love Rule (1989)
2.    Mama Said (1991)
3.    Are You Gonna Go My Way (1993)
4.    Circus (1995)
5.    5 (1998)
6.    Lenny (2001)
7.    Baptism (2004)
8.    It Is Time for a Love Revolution (2008)
9.    Black and White America (2011)
10.     Strut (2014)
11.     Raise Vibration (2018)

 

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFM 07-08/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF