fbpx

HFM

artykulylista3

 

EuroMoniuszko

073 077 Hifi 7 8 2019 001Co trzy lata w Warszawie organizowany jest największy polski konkurs dla młodych śpiewaków (18-33 lata). W tym roku Międzynarodowy Konkurs Wokalny im. Stanisława Moniuszki odbył się już po raz dziesiąty, w dniach 5-11 maja 2019.

W liczbach przedstawia się imponująco: 84 uczestników z 31 krajów (selekcji dokonano na podstawie nagrań wideo 378 zgłoszonych osób z 57 państw). Transmisje na żywo na kilku stronach internetowych (w tym na europejskiej platformie OperaVision). Same tylko filmy zamieszczone na profilu konkursowym na Facebooku odtworzono 450000 razy; koncert finałowy zyskał ponad 27000 wyświetleń.




Do mnie, dzieci wdowy!
Konkurs wymyśliła wdowa po Moniuszce. Oczywiście nie ta prawdziwa, czyli Aleksandra z domu Müller, lecz żartobliwie (by nie powiedzieć: ironicznie) nazwana tak przez polskie środowisko muzyczne Maria Fołtyn (1924-2012). Ongiś ceniona śpiewaczka, której popisową rolą była Halka, w dojrzałym wieku ukończyła studia reżyserskie i z propagowania twórczości Moniuszki uczyniła swą życiową misję. Przy wsparciu ministerstwa kultury i kręgów dyplomatycznych inscenizowała opery Moniuszki w teatrach muzycznych na całym świecie. Doprowadziła do wystawienia „Strasznego dworu” w Bukareszcie, Tokio i Samarze oraz „Halki” w Hawanie, Mexico City, Ankarze, Nowosybirsku, Osace i Kurytybie.

073 077 Hifi 7 8 2019 002

W 1992 roku, we współpracy ze stołecznym Teatrem Wielkim, zorganizowała pierwszy Konkurs Moniuszkowski. W jury zasiedli głównie zasłużeni śpiewacy polscy i zagraniczni (Antonina Kawecka, Irina Archipowa czy Andrzej Hiolski). Dyrygentów reprezentował Mieczysław Dondajewski, a pianistów – Jerzy Marchwiński. Gronu oceniającemu przewodniczyła Teresa Żylis-Gara. Wśród uczestników przeważali studenci uczelni muzycznych – Polacy lub osoby polskiego pochodzenia z republik właśnie rozwiązanego Związku Sowieckiego.
W kategorii głosów kobiecych triumfatorką tego pierwszego konkursu okazała się Urszula Kryger (mezzosopran). Jak trafna była decyzja jury, dowodzi cała jej kariera. Dwa lata po „moniuszkowskim” zwycięstwie wygrała prestiżowy Konkurs ARD w Monachium, a dziś jest niezrównaną interpretatorką repertuaru pieśniarskiego, a także dziekanem Wydziału Wokalno-Aktorskiego swojej macierzystej uczelni, czyli Akademii Muzycznej w Łodzi.

073 077 Hifi 7 8 2019 002

Po co konkurs?
Siedem edycji przebiegło bez większych zmian regulaminowych i organizacyjnych. Stopniowo rosła liczba uczestników z Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Laureaci kolejnych konkursów wkraczali do światowej pierwszej ligi wokalistów. Spektakularny sukces odnieśli Aleksandra Kurzak i Mariusz Kwiecień, a z laureatów zagranicznych – sopran z Mołdawii Olga Busuioc i rosyjski baryton Aleksiej Markow. Od razu wspomnijmy laureatów IX konkursu, którzy jak burza idą przez międzynarodową scenę operową – kontratenora Jakuba Józefa Orlińskiego i barytona Andrzeja Filończyka.
Konkursy to, można by rzec, chleb powszedni w przebiegu edukacji każdego muzyka. Udział w takiej imprezie jest sprawdzeniem umiejętności i możliwością porównania z rówieśnikami; jest też motywacją do przygotowania nowego repertuaru i zachętą do doskonalenia warsztatu. Uczy panowania nad stresem i tremą. I wreszcie – last but not least – jest szansą nawiązania profesjonalnych kontaktów.
Konkurs im. Moniuszki w latach 1992-80 był nastawiony na ocenę talentów i drzemiących w nich możliwości. Dominacja śpiewaków i pedagogów śpiewu wśród jurorów decydowała o tym, że uczestników oceniano właściwie tak jak studentów na kolejnym egzaminie, tyle że międzynarodowym, wieloetapowym i bardzo uroczystym. Nagrody dawały splendor i pozytywnie „piętnowały” laureatów na dalszą drogę, ale przełożenie na konkrety miały niewielkie.

073 077 Hifi 7 8 2019 002

Przełom nastąpił w VIII edycji, kiedy to z namaszczenia chorującej Marii Fołtyn prezydentem konkursu (ale nie jurorem!) została Aleksandra Kurzak. Jako laureatka z roku 1998 i jako artystka świetnie znająca realia uprawiania zawodu śpiewaka, zwłaszcza za granicą, zdefiniowała jasno rolę konkursu: „Chodzi o to, żeby dać się poznać, dać się usłyszeć. [...] żeby każdy uczestnik był przekonany, że usłyszą go w Warszawie ważne osoby”. Słowem: „Konkurs powinien zaowocować ofertami pracy. [...] Wygranie konkursu nie jest aż tak ważne, przynajmniej w świecie operowym”.
Ważne osoby, o których mówi Kurzak, to ci, co bezpośrednio decydują o angażach – impresariowie z agencji i dyrektorzy teatrów, odpowiedzialni za obsadę. W roku 2013 w jury konkursu zgodzili się zasiąść m.in. dyrektorzy londyńskiej Covent Garden, mediolańskiej La Scali, Arena di Verona, Theater an der Wien, drezdeńskiej Semperoper, a także oper we Frankfurcie i Hamburgu oraz szef agencji IMG Artists. W jury tegorocznego, X konkursu, było tylko troje śpiewaków – Ewa Podleś, Piotr Beczała i Izabella Kłosińska (która jest obecnie dyrektorem castingu stołecznego Teatru Wielkiego). Pozostałych dwunastu jurorów to m.in. superważni dyrektorzy takich teatrów, jak nowojorska Metropolitan Opera, londyńska Covent Garden czy berlińska Unter den Linden, a także szefowie festiwali w Salzburgu, Glyndebourne i Aix-en-Provence.
Wraz ze zmianą charakteru składu jury zmienił się profil typowego uczestnika. To już nie student, który jeszcze dobrze nie zna swojego głosu i dopiero pracuje nad techniką. Poza kilkoma przypadkami wokalistów 22-24 letnich, do Warszawy przyjechali po prostu młodzi śpiewacy, już występujący na scenach i estradach, ale jeszcze szlifujący pod okiem uznanych specjalistów repertuar i interpretację konkretnych ról. To adepci sieci Akademii Operowych, istniejących od kilku lat przy najlepszych teatrach europejskich, także przy warszawskiej operze. 25-29 lat to wiek, w którym śpiewak może jeszcze wiele rozwinąć i udoskonalić, ale robi to artysta świadomy, aktywny, ze sporym już niekiedy doświadczeniem scenicznym. No bo jak długo można być studentem lub jeździć po letnich tygodniowych kursach „mistrzowskich”?

073 077 Hifi 7 8 2019 002

Kuriozalnie brzmi wypowiedź jednego z krytyków: „[…] życzę nagród w konkursie. Wciąż mam nadzieję, że finaliści wywalczą je pięknym śpiewem i mądrą interpretacją programu. O swój wizerunek marketingowy zdążą zadbać na późniejszym etapie kariery”. A jaka tu sprzeczność? Młodzi muzycy właśnie po to przyjechali, żeby przełożyć sukces artystyczny na sukces marketingowy, czyli propozycje kontraktów. Szczyt absurdu i niezrozumienia celu konkursu zawiera się w następującej opinii szanowanego krytyka: „[…] jesteśmy lubiani za to, że wspieramy międzynarodowe produkcje, a poprzez Akademię Operową i jej kontakty dostarczamy światu operowemu śpiewaków. A teraz, poprzez konkurs – nie tylko naszych. To zresztą tak jak w innych dziedzinach – dajemy światu głównie siłę roboczą. Biznes robi ktoś inny”. Wszak śpiewacy operowi to z definicji pracownicy najemni, krążący po scenach całego świata. I Polacy też powinni po skończeniu studiów wyruszać w drogę po zagranicznych teatrach, zaś na polskie sceny powinni przybywać zakontraktowani soliści z całego świata. Tak działa współczesna opera. To jest też biznes i śpiewacy również na nim zarabiają.

073 077 Hifi 7 8 2019 002

Ile jest wart Moniuszko, Chopin, Szymanowski?
Korzyści z udziału w Konkursie Moniuszkowskim mają więc być wymierne – angaże do spektakli i koncertów. Ale dla laureatów przewidziano także nagrody pieniężne. Na tle innych imprez tego typu – całkiem godziwe. W roku 2019 zwycięzca otrzymał 15000 euro; finalista bez miejsca na podium – 2000 euro. Nawet każdy uczestnik II etapu, który nie znalazł się w finale, otrzymał 500 euro. Rozmaite dodatkowe nagrody, ufundowane przez instytucje i prywatnych sponsorów, opiewały na korzyści materialne nawet do 5000 euro lub oznaczały pożytek w naturze, np. zaproszenie do udziału w koncercie.
Dla porównania – główna nagroda w prestiżowym konkursie Operalia pod patronatem Placida Dominga wynosi 30000 euro. Także najbardziej znany polski konkurs muzyczny, czyli Konkurs Chopinowski, w 2015 roku zapewnił zwycięzcy 30000 euro. Zaś najmłodszy, lecz świetnie się zapowiadający katowicki Konkurs im. Szymanowskiego w 2018 roku w kategorii śpiewaków przyniósł triumfatorce (przypomnijmy – to znakomita Ewa Tracz) 25000 euro. Ho, ho!
Korzyści, jakie daje kulturze polskiej Konkurs im. Moniuszki, trudno przecenić. Uczestnicy muszą obowiązkowo wykonywać arie i pieśni kompozytorów polskich. Co prawda, mogą je śpiewać w dowolnym języku (choćby libretto „Halki” już od czasu Moniuszki jest dostępne w języku włoskim), lecz niemal wszyscy wokaliści wybierali polszczyznę. Śpiewali z pamięci, imponując świetną wymową. Z zakulisowych rozmów z nimi wynikało, że doskonale wiedzą, o czym śpiewają i znają genezę danego utworu. Chińczyk, Koreańczyk, Czech, reprezentantka RPA czy Amerykanin – każdy śpiewał po polsku tak, że chwilami można było nie poznać, iż mamy do czynienia z cudzoziemcem. Przy czym zainteresowaniem konkursowiczów cieszyły się nie tylko pieśni Chopina (w tym trudna „Melodia”), lecz również pieśni Mieczysława Wajnberga. Rosjanka Maria Ostrouchowa zachwyciła, czy wręcz zahipnotyzowała publiczność interpretacją „Śpiewu z mogiły” Chopina – nie tylko wybitną, lecz odkrywczą. Ostrouchowa potraktowała tę pieśń jako kilkuczęściową minikantatę; zastosowała bogatą paletę środków wokalno-aktorskich. We wzruszającej wypowiedzi po występie przyznała, że jako Rosjanka ma poczucie winy za krzywdy doznane przez Polaków od wschodniego zaborcy i poprzez wybór utworu Chopina chciała okazać szacunek polskiej publiczności.

073 077 Hifi 7 8 2019 002

Echa, kontrowersje
Laureaci X Konkursu Moniuszkowskiego to:
I nagroda: Maria Motolygina (Rosja)
II: Slávká Zamečniková (Słowacja)
III: Long Long (Chiny)
IV: Ruslana Koval (Ukraina)
V: Gihoon Kim (Korea Południowa)
VI: Piotr Buszewski (Polska)
Jak każdy werdykt, także ten jest dyskusyjny. Szkoda, że na podium nie znaleźli  się Polka Monika Buczkowska (czarowne melizmaty w kołysance Roksany z „Króla Rogera”) i Amerykanin Cody Quattlebaum – bas baryton o heavymetalowym wyglądzie i cudownym poczuciu humoru, który w arii Miecznika (wystąpił w samurajskim anturażu) ze „Strasznego dworu” co prawda uroczo pokićkał tekst, ale w poprzednich etapach zaprezentował wspaniałe możliwości aktorskie oraz głos o wielkiej sile i plastyczności. Szkoda, że do finału nie przedostali się Polak Jan Żądło i wspomniana już Ostrouchowa. To tylko świadczy o tym, jak wysoki i wyrównany był poziom tegorocznej edycji.
Nie zmienią tego złośliwości krytyków – np. że laureatki II i IV nagrody śpiewały za głośno, a wygrały dzięki ładnym sukienkom i urodzie własnej albo że pominięto śpiewaków o „nieokrzepłych” głosach; przecież głos rozwija się i zmienia przez cały okres kariery, to właśnie jest „krzepnięcie”, a warszawski konkurs nie ma charakteru międzyuczelnianego spotkania studentów wokalistyki. Nie można też mieć pretensji do uczestników, że na ogół wyglądają zgrabnie i sympatycznie, a ubierają się tak, jak chcą, podkreślając swoją indywidualność (jedna z krytyczek z całą powagą obserwowała, czy aby spodnie nie opinają się zbytnio na męskich lędźwiach i czy przed jedenastą rano ktoś włożył suknię z cekinami…).

073 077 Hifi 7 8 2019 002

Śpiewak XXI wieku
Dzisiejsi młodzi śpiewacy to jedna z najaktywniejszych grup zawodowych. Edukację pobierają na uczelniach i kursach na całym świecie. Dziś Polak studiujący w nowojorskiej Juilliard School of Music nie jest białym krukiem czy półbogiem, tak samo jak cudzoziemiec wybierający staż podyplomowy w warszawskiej Akademii Operowej. Młodzież mówi i śpiewa w wielu językach. Fantastycznie posługuje się internetem, Facebookiem i Youtube’em do przedstawiania swoich dokonań i planów, do nawiązywania kontaktów, zbierania funduszy na zagraniczne studia czy wydanie płyty. Skośnooki solista opery europejskiej nie jest dziś egzotycznym zjawiskiem (vide: Koreańczyk Gihoon Kim w teatrze w Hanowerze). To artysta wykształcony na Zachodzie, znający klasyczny repertuar i czujący styl. Stereotyp zmanierowanych, napompowanych śpiewaków rosyjskich także dawno odpłynął w dal. Jeszcze raz przywołam przykład Marii Ostrouchowej, która w Warszawie, oprócz „Śpiewu z mogiły” Chopina, wstrząsająco zinterpretowała „Kadisz” Ravela.
Otóż Ostrouchowa, lat 28, pochodząca z moskiewskiej rodziny inteligenckiej, jest osobą dwujęzyczną i po angielsku po prostu wymiata, a mówi też po niemiecku, francusku i włosku. Uczęszczała do słynnej szkoły muzycznych talentów im. Gniesinych. Zrobiła dyplom z fortepianu i klawesynu w Konserwatorium im. Czajkowskiego. Tamże studiowała też śpiew, a studia kontynuowała w londyńskim Royal College of Music. Jeździ na przesłuchania do wielu teatrów europejskich. Nie waha się przyjmować nagłych zastępstw, choć może to oznaczać np. opanowanie sześciu arii Telemanna w ciągu trzech dni. Ma już imponująco rozległy repertuar, od Monteverdiego, poprzez Haendla, Rossiniego, Donizettiego, Verdiego, po pieśni Rachmaninowa. Jest aktywna na Facebooku (nie stroni od komentarzy społecznych i politycznych). Rysuje karykatury, tańczy flamenco. Mieszka w Moskwie, jeździ metrem i zdarza jej się uczyć partii w pociągu. Ostatnio, kiedy cichutko powtarzała arię w języku niemieckim, została wyzwana od faszystów i hitlerowców. Ale – nic to. Współczesny śpiewak operowy musi mieć grubą skórę, poczucie humoru, żelazną kondycję i ponadprzeciętne zdolności adaptacyjne. Oprócz talentu.  Udział w konkursie takim jak Moniuszkowski może pomóc, by talent nie stał pod korcem.

Nagrania wszystkich przesłuchań (oba etapy i koncert finałowy) oraz gali otwarcia można obejrzeć na stronie: https://moniuszko200.pl/pl/konkurs

 

 

Hanna Milewska
Źródło: HFM 07-08/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF