fbpx

HFM

artykulylista3

 

Odnowiony Tom Waits

67 69 HIFI 03 2018 001
„Ten mężczyzna jest trudny do zdefiniowania, a ja jestem tu po to, żeby go zdefiniować – powiedział Neil Young, zapowiadając w 2011 roku przyjęcie Toma Waitsa do Rockandrollowej Izby Sławy. – Jest wykonawcą, piosenkarzem, aktorem, magikiem, przewodnikiem duchowym, człowiekiem o wielu twarzach…”

Zwykle, kiedy mowa o Waitsie, mam w pamięci jego występ w warszawskiej Sali Kongresowej z 26 maja 2000 roku. Może popularnością nie przebił wszystkich jej gości – trudno by mu zresztą było dorównać Stonesom, których pierwsza wizyta miała miejsce w kwietniu 1967 – ale koncert z pewnością należy zaliczyć do bardzo udanych. Nie tylko ze względu na muzykę i osobowość wykonawcy, ale również z uwagi na oryginalną choreografię.

*fot. Anti Records



Na scenie, pod nogami piosenkarza, rozsypano talk albo inny proszek i kiedy tupał w rytm piosenek, spod jego butów unosiły się chmury kurzu lub dymu. Równocześnie rozrzucał garściami konfetti, które opadało na niego niczym deszcz. Widok może trochę groteskowy, ale idealnie komponujący się ze stylistyką prezentowanych utworów.
Waits interpretował piosenki w typowy dla siebie sposób – na luzie, raz w jazzowej, innym razem w bliskiej rockowi stylistyce. Nierzadko w niedbałej, rodem z zadymionego nocnego baru, konwencji i z zaskakującymi rekwizytami. Piosenkę „Chocolate Jesus” zaśpiewał przez megafon.
Było czego posłuchać! Oprócz utworów wówczas nowych, bo pochodzących z wydanego rok wcześniej albumu „Mule Variations” (m.in. „Get Behind the Mule” i „Hold On”), nie zabrakło legendarnej kompozycji „Invitation to the Blues” (ze „Small Change”) oraz „Cemetery Polka” (z „Rain Dogs”). Były też inne przeboje (współautorką niektórych jest Kathleen Brennan – żona piosenkarza). Nie było natomiast, nie wiedzieć czemu, genialnej piosenki „Tom Traubert’s Blues” (znanej też, choć niepoprawnie, jako „Waltzing Mathilda”), chyba największego hitu wykonawcy.

67 69 HIFI 03 2018 002


Waits w trasie
Kto lubi Waitsa i nie był na tym występie, niech żałuje. Niewielu fanów z Europy miało w tamtym czasie okazję zobaczyć piosenkarza w akcji. Z USA na Stary Kontynent przyjechał tylko na cztery koncerty. Pod koniec maja zagrał jeszcze trzy razy w Paryżu, a później, w listopadzie, raz w Kopenhadze.
Muzyk nie słynie z długich światowych tras. Oczywiście, promuje kolejne płyty, ale nie są to maratony podobne do tych, które organizują Madonna, Stonesi czy Bruce Springsteen. Najczęściej można go spotkać w Stanach, choć zdarza się, że zapuści się nieco dalej. Na przykład 7 kwietnia 2007 wpadł na jeden występ do Buenos Aires.
Ponieważ fani spoza USA rzadko mają szansę trafić na jego koncert, niewątpliwie ucieszy ich wiadomość, że w 2018 roku do sklepów trafi siedem pierwszych albumów Waitsa w wersjach poddanych remasteringowi, o czym poinformował niedawno „New Musical Express”.

67 69 HIFI 03 2018 002

Na początek „Closing Time”
W marcu 2018 pojawi się wznowienie debiutu artysty, czyli „Closing Time” z 1973 roku. Nagrywając pierwszy longplay, Waits nie miał jeszcze charakterystycznego, zachrypniętego głosu, znanego z późniejszych nagrań (ktoś powiedział, że brzmi, jakby go długo moczono w bourbonie, następnie wędzono, a wreszcie wrzucono pod koła samochodu). Nie miał też jeszcze tak udziwnionej oprawy, jak na późniejszych płytach (na krążku „Swordfishtrombones” wśród instrumentów wymieniono Dzwon Wolności oraz krzesło). Za to od razu zaprezentował słuchaczom zestaw fantastycznych utworów w atrakcyjnych, choć oszczędnych aranżacjach, z gitarą akustyczną lub klasycznym fortepianem – a może pianinem, bo z tym instrumentem jest kojarzony – w rolach głównych. Piosenki miały w sobie sporo brzmień folkowych, bo jednym z idoli Waitsa w czasach jego młodości był Bob Dylan. Brakowało jednak wodewilowych smaczków i jazzowych fraz, które pojawią się w późniejszych kompozycjach, a w tekstach nie było groteski, tak charakterystycznej dla obecnych dokonań piosenkarza.
„Kawa nie była wystarczająco mocna, by się obronić” – to jeden z jego licznych żartów.
„Closing Time” nie miała więc jeszcze osobliwego, Waitsowskiego stylu, ale mimo to się spodobała. Zresztą, znajduje słuchaczy i dziś, bo wcale się nie zestarzała. Usłyszymy tu takie perełki, jak „Martha” czy „Grapefruit Moon”, przede wszystkim zaś „Ol’ ‘55”. Tę ostatnią kompozycję wzięła na warsztat grupa The Eagles i umieściła ją na swoim krążku „On the Border” (1974). Wykonywali ją też Iain Matthews (wokalista Fairport Convention), Richie Havens czy Sarah McLachlan, a całkiem niedawno grupa Gov’t Mule. Cieszy zatem, że płyta z tak atrakcyjnym programem będzie dostępna w nowym miksie i masteringu.

67 69 HIFI 03 2018 002

Kolejne remastery
Po „Closing Time” zapowiadane są odświeżone wersje kolejnych sześciu krążków Waitsa, wydanych oryginalnie przez firmę Elektra Asylum Records. Są to albumy  „Heart of Saturday Night” (1974), „Nighthawks at the Diner” (1975), „Small Change” (1976), „Foreign Affairs” (1977), „Blue Valentine” (1978) i „Heartattack and Vine” (1980).
W zapowiedziach nie ma natomiast nic na temat filmowego albumu „One From the Heart” (1982). Niewykluczone, że chodzi o to, iż ukazał się pod szyldem Columbii, a nie Elektry Asylum. Na pewno jednak zasługuje na remastering, tym bardziej, że już w oryginalnym wydaniu brzmi dobrze. Na przykład, kiedy na początku płyty słychać dźwięk upadającej na podłogę monety, można odnieść wrażenie, że wypadła nam z kieszeni w pokoju odsłuchowym. Skoro więc już 36 lat temu album brzmiał realistycznie, to efekt mógłby być jeszcze lepszy, gdyby do jego obróbki zaprzęgnięto współczesną technikę studyjną.
Poza tym repertuar „One From the Heart”, mimo że mało znany – zasługuje na uwagę. Do tego brzmi inaczej niż tradycyjne płyty Waitsa, bowiem większość piosenek autor śpiewa w duecie z amerykańską wokalistką Crystal Gayle. Piosenkarka ta jest kojarzona z country-popowym hitem „Don’t It Make My Brown Eyes Blue”, który skomponował Richard Leigh. W czerwcu 1977 roku ukazał się on na albumie Crystal „We Must Believe in Magic”, a dwa miesiące później został wydany na singlu, który wspiął się na szczyt listy bestsellerów magazynu „Billboard”. Zajął również 1. miejsce w Kanadzie i stał się przebojem w kilku krajach Europy.

67 69 HIFI 03 2018 002

Prawie Oscar
Płyta „One From the Heart” („Ten od serca”) zawiera piosenki ze ścieżki dźwiękowej filmu pod tym samym tytułem, które kandydowały do Oscara. Ostatecznie jednak go nie zdobyły – przegrały z melodiami z musicalu „Victoria/Victoria”, skomponowanymi przez Henry’ego Mancini do słów Leslie Bricusse’a. Waits twierdzi, że długo się zastanawiał, czy przyjść na uroczystość rozdania Oscarów. „Nominowali mnie ludzie z branży – opowiadał krótko po ceremonii w telewizyjnym programie Davida Lettermana. – Wielu innych kompozytorów i muzyków doceniło mój wkład w film Coppoli i to mi pochlebiało. Zajrzałem więc na galę. Poza tym mieszkam trzy skrzyżowania od sali, w której się odbywała, więc nie był to problem.” Typowy Waits.

67 69 HIFI 03 2018 002

Muzyk w roli aktora
„Ten od serca” to nie jedyna przygoda piosenkarza z filmem. Waits jest bowiem znany z wielu ról filmowych. Występował grając samego siebie, ale ma też w dorobku poważne kreacje aktorskie, podobnie jak kilka innych gwiazd piosenki, np. Barbra Streisand i Cher. Panie zdobyły nie tylko wiele nagród Grammy, ale również Oscary. Pierwsza – za występ w „Zabawnej dziewczynie”; druga za rolę w dramacie „Wpływ księżyca”. Aktorską i muzyczną karierę z powodzeniem łączy także Bette Midler – dwukrotnie nominowana do Oscara i trzykrotna laureatka Grammy.
Waits nie może się pochwalić aż takimi sukcesami, niemniej występował w filmach tak znanych reżyserów, jak Francis Ford Coppola („Cotton Club”), Tony Scott („Domino”) czy Jim Jarmusch (m.in. „Poza prawem” i „Noc na ziemi”). Ciekawostką jest fakt, że debiutował w pierwszym pełnometrażowym filmie w reżyserii Sylwestra Stallone’a – „Paradise Alley” (1978). Czy ktoś go jeszcze pamięta?

67 69 HIFI 03 2018 002

Inne wznowienia
Krążki z katalogu Elektry Asylum to nie wszystkie wydawnictwa Waitsa, które ukazują się w odnowionych wersjach. Niedawno do sklepów trafiły remastery pięciu jego płyt, wydanych przez Anti Records – od „Mule Variations” (1999) do „Bad As Me” (2011). Za pierwszą Waits otrzymał Grammy. Wcześniej pozłacanym gramofonem nagrodzono jego album „Bone Machine”.
Nie słychać na razie nic o reedycjach płyt Waitsa, nagranych dla Island Records. Są to  „Swordfishtrombones” (1983), „Rain Dogs” (1985), „Franks Wild Years” (1987), wspomniany „Bone Machine” (1992) i „The Black Rider” (1993). Prawdopodobnie również na nie przyjdzie czas, zwłaszcza że należą do liczących się i równocześnie popularnych (może poza mało rozreklamowanym „The Black Rider”). Waits na ogół miksuje swoje nagrania osobiście, razem z Kathleen Brennan. Nie ma więc powodu, żeby pominął akurat płyty z Island Records.

 

Dostępne formaty
Wznowienia są dostępne zarówno w wersji winylowej, jak i na kompaktach. Pliki na portalach muzycznych również są wymieniane na nowe, po remasteringu. Prawdopodobnie więc tylko melomani, którzy lubią fizyczne nośniki lub chcą zajrzeć do książeczki, zdecydują się na zakup CD.
Na marginesie warto dodać, że „Billboard” poinformował o kolejnym spadku sprzedaży kompaktów w USA – w ubiegłym roku o 18,5 procent. Podobno amerykańska sieć sklepów Best Buy od lipca ma je w ogóle wycofać z oferty. Takie czasy!
Nośniki odchodzą, a muzyka Waitsa pozostaje. Nic tylko do niej wracać, zwłaszcza że teraz jest dostępna w odnowionej wersji.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFM 03/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF