fbpx

HFM

artykulylista3

 

Jesienna fizyka i metafizyka - Warszawska Jesień 2019

084 087 Hifi 12 2019 0001
Pneuma nośna
W muzyce współczesnej za źródło dźwięku kompozytorowi może posłużyć dowolny obiekt – klasyczny instrument muzyczny, maszyna, roślina, zwierzę czy zjawisko atmosferyczne. Trzeba jeszcze przenieść dźwięk do słuchacza. Organizatorzy 62. edycji festiwalu Warszawska Jesień postanowili przypomnieć, że „powietrze to ośrodek dźwięku, w którym rodzi się on i przenosi. […] Ale powietrze to też ‘ośrodek ducha’, tej sfery naszego życia, która dąży do uchwycenia świata jako całości spójnej i sensownej”.
Filozofowie starożytni używali terminu „pneuma”, oznaczającego ruch powietrza inicjujący życie – tchnienie ducha. Biblijny Ruah (Duch Boży) i wiatr dziejów równie pięknie niosą dźwięki muzyki. I stąd ciąg skojarzeń, a właściwie haseł tematycznych Warszawskiej Jesieni AD 2019: „Pneuma – realność poszerzona/powietrze/przestrzeń/czas/materia/natura/witalność/mistyka ciała/świat ożywiony/sztuczna inteligencja/niesamowitość/sacrum modern?”.

Anaklasis – słychać, a nawet widać

2019 12 29 19 33 25 079 083 Hifi 11 2019.pdf Adobe Reader
„Anaklasis” (1959) na smyczki i perkusję to utwór młodego Krzysztofa Pendereckiego. Tytuł oznacza dosłownie „załamanie światła”, a metaforycznie – zerwanie z tradycyjnym warsztatem kompozytorskim i sposobem wykorzystywania instrumentów muzycznych.

„Anaklasis” w poezji klasycznej określa załamanie rytmu wiersza, aberrację w zaplanowanym układzie stóp metrycznych. I ta definicja także ma zastosowanie do kompozycji Pendereckiego, której istotę stanowi nieregularność rytmiczna. „Anaklasis” Pendereckiego jest jednym z najważniejszych miejsc na szlaku rodzimej awangardy muzycznej, a tytuł dzieła stał się nazwą nowej inicjatywy fonograficznej, która ma się koncentrować na polskiej muzyce współczesnej.

Drużyna ballady

080 083 Hifi 11 2019 003
„Bo jeżeli piękne poezje połączone z piękną muzyką zdolne są otworzyć sobie wstęp do ucha i serca najmniej muzycznego, to nawet słabsza muzyka, która się mniej szczęśliwie uda, przy poezji celującej zyszcze dla siebie pobłażanie; a to, co jest narodowe, krajowe, miejscowe, co jest echem dziecinnych naszych przypomnień, nigdy mieszkańcom ziemi, na której się urodzili i wzrośli, podobać się nie przestanie.”
Stanisław Moniuszko

„Billy Budd” – może morze pamięta

079 083 Hifi 09 2019 001
1.
Życie Benjamina Brittena (1913-1976) było związane z Suffolk – hrabstwem położonym na wschodzie Anglii, nad Morzem Północnym.
Urodził się w Lowestoft i tam spędził dzieciństwo. Po wojnie mieszkał w Snape i Aldeburgh; uwielbiał przechadzki brzegiem morza. Z morzem wiązało się jego pierwsze wielkie muzyczne przeżycie – jako jedenastolatek, zabrany przez rodziców na koncert muzyki współczesnej w Norwich, usłyszał poemat symfoniczny Franka Bridge’a „Morze” i, jak sam dosadnie określił, po prostu ścięło go z nóg. Trzy lata później Bridge został jego nauczycielem kompozycji i mentorem.
Z morzem ściśle wiąże się akcja trzech spośród szesnastu oper Brittena. Tytułowy bohater „Petera Grimesa” (1945) to rybak, oskarżany przez społeczność angielskiej wioski o nadmierne obciążanie pracą, a w konsekwencji – śmierć kolejnych chłopców, którzy pomagali mu w połowach. Na piaszczystej plaży nad Adriatykiem rozgrywają się najważniejsze sceny „Śmierci w Wenecji” – to tu starzejący się pisarz, jak w ekstazie, obserwuje taniec pięknego chłopca na tle fal i promieni słońca. Morska sceneria najpełniej została wykorzystana w dramaturgii „Billy’ego Budda” (1951). Ta opera „płynie” na pełnym morzu (Śródziemnym), a kapitan okrętu wojennego, nawet po zejściu na ląd, nieustannie przebywa myślami na pokładzie.

Mocni drugoplanowi Duff McKagan i Steven Van Zandt

084 087 Hifi 7 8 2019 001

Już niedługo wystąpią w Polsce Duff McKagan i Steven Van Zandt. Obaj wydali w maju swoje nowe płyty, a latem zagrają w warszawskiej „Stodole”, pierwszy 7, a drugi – 22 sierpnia 2019. Ci utalentowani muzycy, a zarazem członkowie popularnych zespołów, na co dzień żyją w cieniu sławnych frontmanów. Tym razem będzie inaczej.


Sting i The Police – 10 płyt, które warto mieć w kolekcji

078 083 Hifi 7 8 2019 001
Stinga zna cały świat. Wśród melomanów znajdzie się sporo krytyków, zarzucających muzykowi zbyt chwiejny rozkrok pomiędzy światem popu i jazzu. Sporo w tym racji, ale – z drugiej strony – Gordonowi Sumnerowi zdarzyło się tworzyć rzeczy naprawdę wybitne. Ani popowe, ani jazzowe. Po prostu Stingowe.

Ponad 40 lat aktywnej działalności estradowo-studyjnej to długi czas i trudno go skondensować w krótkim artykule. A gdy dodamy do tego, że Sting grywał także w filmach, uzyskamy materiał na ciekawą książkę. Zresztą, niejedna już o nim powstała i zapewne niejedna jeszcze powstanie.