fbpx

HFM

artykulylista3

 

Nie chcę być zwykłym człowiekiem - Ozzy Osbourne

090 095 Hifi 6 2020 001
„Nie chcę być zwykłym człowiekiem” – śpiewa były frontman Black Sabbath na solowym albumie z roku 2020. Przyznaje, że nie zawsze był grzeczny i wspomina, jak wspiął się „wyżej niż błękitne niebo”.

Ozzy Osbourne częstuje słuchaczy premierowymi nagraniami, więc nadarza się okazja, by powiedzieć o nim kilka słów. Tym bardziej, że grupa Black Sabbath, z którą odnosił największe sukcesy, świętuje w tym roku 50-lecie fonograficznego debiutu.




Muzyczne inspiracje
„Pierwszym nagraniem, które mnie nakręciło, było „She Loves You” – wspomina urodzony 3 grudnia 1948 w Birmingham wokalista. – Chciałem być Beatlesem, a wylądowałem w Black Sabbath” – dodaje ze śmiechem.
Zanim jednak młody Ozzy trafił na scenę, rozrabiał jako nastolatek. Przed osiemnastką trafił nawet do aresztu za rabunek w sklepie radiowo-telewizyjnym. Działał w rękawiczkach, ale takich, które nie zakrywały kciuków. Na miejscu kradzieży zostawił więc ich odciski, dzięki którym policja łatwo go namierzyła. Kiedy wyszedł na wolność, często wdawał się w uliczne bójki. Po jednej z nich doznał takich obrażeń, że trafił do szpitala. Przez ponad rok pracował w ubojni, gdzie patroszył bydlęce żołądki. Na początku codziennie z obrzydzenia wymiotował, jednak po paru miesiącach się przyzwyczaił. Nauczył się też robić tatuaże. Wydziergał sobie na kolanach uśmiechnięte emotikony, żeby – jak twierdzi – mieć dobry humor, kiedy siedzi na sedesie.

090 095 Hifi 6 2020 002

Tony Iommi
„Birmingham (pod koniec lat 60. ubiegłego wieku) było miastem przemysłowym i młodzież miała trudności ze znalezieniem sobie miejsca – opowiada Tony Iommi, gitarzysta Black Sabbath. – Jeśli nie było się członkiem któregoś z miejscowych gangów, to było się wyrzutkiem. Jedyną odskocznią od konieczności dołączenia do jednej z licznych w tamtych czasach młodocianych band było poświęcenie się muzyce. Stwarzała ona możliwość odejścia od schematu.”
Zajmowanie się muzyką nie było jednak zajęciem budzącym szacunek. Starsze pokolenie uważało, że biorą się za to tylko ci, którzy nie potrafią znaleźć normalnej pracy. Mimo to Iommi skorzystał z furtki i zaczął grać w różnych formacjach. Zainspirowali go The Shadows, gdzie na gitarze prowadzącej grał Hank Marvin, jeden z jego ulubionych instrumentalistów. Grupa wykonywała zarówno kompozycje własne, jak i przeboje Cliffa Richarda, któremu akompaniowała. Estetyka tamtej muzyki znacznie odbiegała od późniejszego stylu Black Sabbath, niemniej Iommi pozostawał jej fanem aż do chwili, kiedy z Osbourne’em wymyślili coś zupełnie nowego. Z mocnym brzmieniem gitarzysta zaczął eksperymentować w blues-rockowej kapeli Mythology, w której grał też Bill Ward, późniejszy perkusista Black Sabbath.
Osbourne, mimo że dziś kojarzy się jednoznacznie z Black Sabbath, nie zawsze był jego wokalistą. Kiedy nagrywał lub występował solo, przy mikrofonie zastępowali go m.in. Ronnie James Dio, Tony Martin, Glenn Hughes (śpiewający w kapeli Black Country Communion, której gitarzystą jest Joe Bonamassa), a nawet Ian Gillan – frontman Deep Purple.

090 095 Hifi 6 2020 002

Wasz wokalista to dno!
Iommi z Osbourne’em chodzili do tej samej szkoły. Ozzy o klasę niżej, więc w tamtym czasie się nie kolegowali. Kiedy jednak grupa Mythology się rozpadła, Iommi z Wardem postanowili sformować nowy zespół i potrzebowali wokalisty. W jednym ze sklepów muzycznych w Birmingham zobaczyli ogłoszenie mówiące o tym, że jakiś Ozzy poszukuje muzyków („Ozzy Zig Needs Gig”).
„Pamiętam ze szkoły kogoś o tym imieniu – powiedział wówczas Iommi do Warda. – Ale ten Ozzy, którego znam, nie potrafi śpiewać.” Gitarzysta nie był jednak pewien, czy chodzi właśnie o niego, więc razem z Wardem udali się pod wskazany adres. Otworzyła im jakaś kobieta, jak się okazało – matka Ozzy’ego. Kiedy powołali się na ogłoszenie, za jej plecami pojawił się on. „Zbieramy się – szepnął na ucho Wardowi Iommi. – Nic z tego nie będzie.” Zamienili parę słów i szybko wyszli. Jednak trzy dni później Ozzy odwiedził Iommiego w jego domu z Geezerem Butlerem – późniejszym basistą Black Sabbath. Ponieważ razem tworzyli skład, który odpowiadał całej czwórce, umówili się na próbę.
„Nasze wspólne początki były fatalne – opowiada ze śmiechem Iommi. – Geezer wcześniej grał jedynie na sześciostrunowej gitarze, a nie na basie. Brzmieliśmy beznadziejnie. Mimo to trzymaliśmy się razem. Nie zrezygnowaliśmy nawet, kiedy po jednym z koncertów ktoś do nas podszedł i krzyknął: «Wasz wokalista to dno!». Zaczęliśmy po prostu intensywniej pracować.”

090 095 Hifi 6 2020 002

Black Sabbath
Powstała w 1968 w roku grupa występowała najpierw pod nazwą The Polka Tulk Blues Band, gdyż zamierzali grać ostrego blues-rocka. Później – w miarę przechodzenia do nowego brzmienia – muzycy skrócili ją do Polka Tulk. Na koniec przechrzcili się na Earth. Okazało się jednak, że w Anglii działa już zespół o tej nazwie, więc trzeba było poszukać innej.
Traf chciał, że ich próby odbywały w budynku naprzeciwko kina. Wyświetlano w nim akurat horror „Black Sabbath” (1963) z Borisem Karloffem w roli głównej. Obraz cieszył się dużą popularnością, więc po bilety ustawiały się kolejki. Muzycy marzyli wtedy, aby podobne zainteresowanie towarzyszyło także ich twórczości. Uznali, że wprowadzenie do piosenek elementu grozy może przyciągnąć słuchaczy. Zaczęli więc komponować muzyczne horrory, zaś tytuł wspomnianego filmu od sierpnia 1969 roku stał się ich oficjalną nazwą.
Niewiele brakowało, by w tamtym czasie Tony Iommi opuścił grupę. Rozpoczął bowiem współpracę z innym przyszłym rockowym gigantem – Jethro Tull. Na szczęście dla fanów metalu, Iommiego zraziły przywódcze zapędy Iana Andersona i wrócił do Earth. Przed odejściem wystąpił jeszcze z Jethro Tull na zorganizowanym przez Micka Jaggera koncercie gwiazd. Początkowo wydarzenie miało promować longplay The Rolling Stones „Beggars Banquet”, ale ostatecznie stało się niezależne. Na scenie wystąpili wówczas m.in. The Who, Marianne Faithfull, a także John Lennon i Yoko Ono. Relacja z koncertu ukazała się na płycie „The Rolling Stones Rock and Roll Circus”.

090 095 Hifi 6 2020 002

Narodziny heavy metalu
W stworzeniu oryginalnego stylu „pomógł” zespołowi wypadek, jakiemu w młodości uległ Iommi. „Pracowałem jako spawacz – wspomina gitarzysta. – Dostawałem od współpracowników pocięte kawałki blachy i musiałem je połączyć. Raz jeden z kolegów nie zjawił się w pracy, więc zastąpiłem go przy olbrzymiej gilotynie. Kiedy wkładałem tam jeden z elementów, ostrze spadło mi na dłoń. Wyszarpnąłem więc szybko rękę, ale koniuszki palców zostały…”
Lekarzom nie udało się przywrócić dłoni gitarzysty pełnej sprawności. Iommi musiał więc dociskać struny do gryfu przez plastikowe nakładki. Żeby łatwiej się grało, stroił gitarę niżej niż normalnie i stosował lżejsze struny, które łatwiej podciągać. Miało to wpływ na brzmienie instrumentu. W efekcie kompozycje Black Sabbath charakteryzują się specyficzną barwą, która – razem z mrocznymi tekstami – tworzy oryginalny klimat. Z powodu bulwersujących słów niektórych piosenek członkowie grupy byli posądzani o szerzenie obrazoburczych treści, a nawet o satanizm. Zwłaszcza po tym, jak nieopatrznie zastosowali w utworze „Black Sabbath” kwintę zmniejszoną, uznawaną za diaboliczną. „Zagraliśmy nuty, których nie powinno się używać. Nie wiedziałem o tym – mówi Iommi. – Po prostu tak wyszło. Nie chciałem nikogo urazić.”
Kiedy ktoś określił ich styl jako „heavy metal”, Iommi był początkowo oburzony. „Jaki metal?! Przecież gramy heavy rock” – próbował prostować. Jednak w końcu się przyzwyczaił i nawet polubił to określenie.

090 095 Hifi 6 2020 002

Fonograficzny debiut
9 stycznia 1970 roku ukazał się pierwszy singiel Black Sabbath z nagraniem „Evil Woman”. Nie była to jednak kompozycja zespołu; pochodziła z repertuaru amerykańskiej kapeli Crow. Krótko po singlu, w lutym 1970, nieprzypadkowo w piątek trzynastego, do sklepów trafił album „Black Sabbath”. Jeszcze w tym samym roku – 18 września – miał premierę longplay „Paranoid”, który uchodzi za najważniejszy w fonograficznym dorobku grupy i stanowi kwintesencję jej stylu. Tytułowy utwór z tego krążka oraz takie nagrania, jak „War Pigs”, a zwłaszcza „Iron Man”, wpisały się na trwałe w historię metalu.
Po ukazaniu się płyty „Paranoid” nikt już nie miał zastrzeżeń do wokalu Osbourne’a. Tembr jego głosu na tle gitarowych zagrywek Iommiego stał się wzorem dla innych wykonawców, próbujących pójść w ślady grupy. Z kolei Osbourne, z uwagi na specyficzne kostiumy, w których dominowała czerń, żywiołowy sposób bycia na scenie i oryginalny głos, zyskał przydomek „Prince of Darkness”, czyli „Książę Ciemności”. Dał grupie zarówno wokalną, jak i wizualną osobowość. „Ktoś raz rzucił na scenę nietoperza – wspomina Ozzy. – Myślałem, że to zabawka, więc odgryzłem mu głowę. Wtedy zorientowałem się, że był prawdziwy.”
Zaraz po tym wydarzeniu wokalista musiał otrzymać serię bolesnych zastrzyków przeciwko wściekliźnie. Na następnych występach co rusz coś lądowało na scenie. Raz nawet pod nogi wokalisty trafił żywy wąż...
Kapela z Osbourne’em w roli frontmana nie tylko wylansowała charakterystyczne dla heavy metalu brzmienie. Wzorem Black Sabbath, inni przedstawiciele gatunku zaczęli przywdziewać mroczne kostiumy, a występy dekorowali demoniczną scenografią.
Zespół wydał 19 albumów studyjnych, które rozeszły się w nakładzie ponad 70 milionów egzemplarzy. Black Sabbath są laureatami trzech nagród Grammy, w tym jednej za całokształt twórczości. Stacja MTV umieściła ich na szczycie listy najlepszych grup metalowych. W 2006 roku grupę przyjęto do Rockandrollowej Izby Sławy. Ostatni koncert Black Sabbath odbył się 4 lutego 2017 roku w Birmingham, gdzie debiutowali. Już bez Warda, który opuścił skład pięć lat wcześniej. Na pożegnalnej trasie zastąpił go Tommy Clufetos.

090 095 Hifi 6 2020 002

Solo
Problemy związane z nadużywaniem przez Osbourne’a alkoholu i narkotyków doprowadziły do tego, że w 1979 roku został wyrzucony z zespołu. „Kiedy wymówiono mi w Sabbath, myślałem, że to już koniec. Bałem się, że nie pozostanie mi nic innego, jak wrócić do Birmingham i zatrudnić się w jednej z tamtejszych fabryk” – mówi wokalista.
Osbourne miał wtedy zaledwie 30 lat. Współpraca z Black Sabbath uczyniła z niego światową gwiazdę. Poza tym już rok wcześniej krótko działał bez kolegów w projekcie Blizzard of Ozz. Wrócił jednak jeszcze do Black Sabbath, by nagrać materiał na „Never Say Die!”.
Jego fonograficzny debiut solowy trafił do sklepów w 1980 roku. Na „Blizzard of Ozz” Osbourne’owi towarzyszył gwiazdorski skład instrumentalistów. Na perkusji zagrał Lee Kerslake z Uriah Heep, na organach Don Airey ( Rainbow, Deep Purple), na basie Bob Daisley (Rainbow, a następnie Uriah Heep), a na gitarze Randy Rhoads (Quiet Riot). Ten ostatni był wyjątkowo uzdolniony i mógłby wiele osiągnąć, jednak zginął w katastrofie lotniczej.
„W czasie współpracy z Black Sabbath miałem sporo pomysłów, ale koledzy ich nie akceptowali – mówi Osbourne o pracy nad swoim pierwszym solowym projektem. – Dopiero teraz mogłem je urzeczywistnić.”
Płyta szybko zyskała popularność w wielu krajach. Piosenkarz z sukcesem promował album w czasie trasy koncertowej. Tak samo robił w przypadku kolejnych wydawnictw. Nierzadko współpracował też z innymi muzykami w ich projektach i to niekoniecznie związanych z heavy metalem. W 1982 roku z formacją Was (Not Was) i aktorką Kim Bassinger zaśpiewał nowofalową taneczną piosenkę „Shake Your Head (Let’s Go to Bed)”. Głośno było również o jego kontaktach z Lemmym Kilmisterem, liderem Motörhead. Razem nie tylko muzykowali, ale też pili na umór. Osbourne postanowił jednak wyzwolić się z nałogów, co po wielu trudach w końcu mu się udało.
Niezależnie od sukcesów komercyjnych piosenkarz był nagradzany za umiejętności wokalne. W 1994 roku otrzymał Grammy za wykonanie utworu „I Don’t Want to Change the World”, wydanego na koncertowym albumie „Live & Loud”. Później został trzykrotnie nominowany do tego prestiżowego wyróżnienia – za wykonanie „I Don’t Wanna Stop” (2008) i „Let Me Hear You Scream” (2011) oraz za kompozycję „God Is Dead?” (2014). W 2013 roku wrócił do Black Sabbath i nagrał z grupą longplay „13”. Uczestniczył też w pożegnalnym tournée zespołu.

090 095 Hifi 6 2020 002

Telewizja
Przygodę z telewizją rozpoczął 5 marca 2002. Wtedy stacja MTV przeprowadziła po raz pierwszy transmisję z jego domu. W reality show „The Osbournes” wziął udział nie tylko on, ale prawie cała jego najbliższa rodzina, czyli żona Sharon oraz syn Jack i córka Kelly. Osbourne’owie mają jeszcze jedną córkę, Aimee, ale ona nie zgodziła się uczestniczyć w programie. Publicznie krytykowała ojca za to, że pozwolił widzom MTV zajrzeć do ich prywatnego życia. Sukces formatu spowodował, że piosenkarz jeszcze kilkakrotnie do niego powracał. Zarówno w kontynuacji „The Osbournes”, jak i w podobnych produkcjach, których przykładem jest show „Osbournes Reloaded” (2009). W 2016 roku wystartował telewizyjny serial z jego udziałem, zatytułowany „Ozzy & Jack’s World Detour”. Przedstawia on międzynarodowe podróże, które były wokalista Black Sabbath odbywa razem z synem.


„Ordinary Man”
W lutym 2020 miała premierę kolejna solowa płyta Ozzy’ego Osbourne’a, promowana od listopada 2019 nagraniem „Under the Graveyard”. W wersji podstawowej album „Ordinary Man” składa się z 10 nagrań. Europejskie wydanie specjalne zawiera dodatkowo utwór „Take What You Want”, natomiast na wersji japońskiej znalazł się bonusowy „Darkside Blues”.
Płytę zarejestrowano w doborowym składzie. Osbourne’owi towarzyszą dwaj członkowie Guns N’Roses – Duff McKagan (bas) i Slash (gitara), perkusista Red Hot Chili Peppers Chad Smith oraz raper Post Malone. Piosenkę tytułową wykonuje z nim Elton John.
„Utwór od razu mi się skojarzył z kompozycjami Eltona z lat siedemdziesiątych – opowiada Osbourne. – Powiedziałem Andrew (Wattowi, głównemu producentowi albumu – przyp. red.), żeby pojechał do niego i nagrał z nim wokal”.
Repertuar jest znacznie łagodniejszy niż na płytach Black Sabbath, ale pojawiają się też klimaty znane z nagrań grupy. Nawet jeśli niektóre utwory zaczynają się spokojnie, to zwykle po chwili wkradają się ostrzejsze elementy. Przykładem „Scary Little Green Man” czy „Goodbye”. Zdarzają się również zupełnie spokojne kawałki, jak tytułowy czy piosenka „Holy For Tonight”. Pojawia się też utwór z piekłem w tytule („Straight To Hell”). Najwyraźniej bez tego Książę Ciemności nie byłby sobą.
Pomimo licznych sukcesów z Black Sabbath, występów w telewizyjnych reality shows i udanych płyt solowych, Osbourne nadal nie czuje się spełniony. „Nie nagrałem jeszcze swojego «Sierżanta Pieprza»” – twierdzi, nawiązując do przełomowego albumu The Beatles.

090 095 Hifi 6 2020 002


Należy zatem sądzić, że albumem „Ordinary Man” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Trzeba jednak wspomnieć, że teraz pracować będzie mu trudniej. Cierpi bowiem na odmianę choroby Parkinsona. „Biorę mnóstwo leków, ręce mi drętwieją, a nogi robią się zimne” – powiedział niedawno, mimo że wcześniej długo nie udzielał informacji o swoim stanie zdrowia. Zamierza teraz szukać ratunku w szwajcarskiej klinice. Twierdzi, że nie planuje jeszcze umierać, ale na razie musi wstrzymać koncerty. Z powodów zdrowotnych odwołał część tegorocznej trasy.
Miejmy nadzieję, że stan artysty się poprawi. „On musi wrócić na scenę, bo dzięki niej żyje” – mówi jego żona Sharon. „Powinienem się pozbierać i ponownie stanąć przy mikrofonie – oznajmia Ozzy. – Teraz to scena jest moim narkotykiem.”

Albumy studyjne
Z Black Sabbath
1.    Black Sabbath (1970)
2.    Paranoid (1970)
3.    Master of Reality (1971)
4.    Vol. 4 (1972)
5.    Sabbath Bloody Sabbath (1973)
6.    Sabotage (1975)
7.    Technical Ecstasy (1976)
8.    Never Say Die! (1978)
9.    13 (2013)

Solo
1.    Blizzard of Ozz (1980)
2.    Diary of a Madman (1981)
3.    Bark at the Moon (1983)
4.    The Ultimate Sin (1986)
5.    No Rest for the Wicked (1988)
6.    No More Tears (1991)
7.    Ozzmosis (1995)
8.    Down to Earth (2001)
9.    Under Cover (2005)
10.     Black Rain (2007)
11.     Scream (2010)
12.     Ordinary Man (2020)

 


Grzegorz Walenda
Źródło: HFM 06/2020