fbpx

HFM

artykulylista3

 

Tadeusz Wroński – Odyseusz z ulicy Promyka

074 079 Hifi 02 2020 0012
Zawsze lubiłem chodzić „pomiędzy”, wędrować samotnie i bez wiz po krainach innych niż moja muzyczna ojczyzna.
Tadeusz Wroński: „Magia życia”


Ten niezwykły człowiek był jednocześnie katolikiem i miłośnikiem astrologii. Układał horoskopy i zadania szachowe. Pisał o zagadnieniach pedagogiki skrzypcowej i o mądrości kart tarota. Jak nikt inny interpretował „Źródło Aretuzy”. Sam był ożywczym źródłem – artyzmu, wiedzy, miłości dla najbliższych. Tadeusz Wroński (1915-2000).


Artysta ze snu
Wybrał skrzypce, lecz w głębi serca uważał się za niezrealizowanego pianistę. Mistrzom klawiatury zazdrościł ogromnego repertuaru. Jego ulubionym kompozytorem był Johannes Brahms. Mawiał, że szczęście rozleniwia, zaś nieszczęście otwiera nowe horyzonty.
Wspominał: „Mój ojciec był inżynierem ogrodnikiem, matka lubiła sobie tęsknie podśpiewywać od czasu do czasu i to wszystko [...]. Nie wiedziałem, że istnieje muzyka, radia jeszcze wtedy nie było, a gramofony były rzadkością. Na koncerty nikt z rodziny nie chodził, ba, nawet nie wiedziano, że takie istnieją! I ja też nic nie wiedziałem o koncertach, o tym, że są różne utwory muzyczne i że się one jakoś nazywają. Żyłem w zupełnej głuszy, odseparowany od świata muzyki”.
Jako kilkuletni malec miał sen, w którym usłyszał piękną melodię, zagraną na skrzypcach przez siwowłosego mnicha. Jakież było jego zdziwienie, gdy rozpoznał tę melodię w utworze wykonanym przez orkiestrę na deptaku w Ciechocinku, gdzie przebywał z matką na wczasach. Zapragnął nauczyć się grać na skrzypcach. Matka przypuszczała, że ten zapał szybko minie. Zgodziła się jednak na lekcje, na razie w tajemnicy przed mężem, który marzył o innej karierze dla syna. Gdy po paru miesiącach ojciec usłyszał go grającego kolędy, pozwolił na dalszą edukację. Od siódmego do piętnastego roku życia Tadeusz uczył się na lekcjach prywatnych. Potem wstąpił do warszawskiego konserwatorium, do klasy profesora Józefa Jarzębskiego. Równolegle uczęszczał do gimnazjum im. Staszica; tam w 1934 roku zdał maturę.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Jarzębski nauczył go, jak to określał Wroński, „uczciwej gry” – to znaczy gry całym smyczkiem, swobodnie, luźno. Nie musiał uczyć frazowania – tu Wroński kierował się intuicją, wrodzonymi zdolnościami. Niestety, pedagog nie poświęcił wystarczającej uwagi położeniu kciuka na gryfie, co doprowadziło do ciągnących się dolegliwości. Co gorsza, błędny układ dłoni z czasem się utrwalił. Dopiero w wieku 32 lat, już jako zawodowy koncertujący muzyk, Tadeusz wyjechał na dwuletnie stypendium do Brukseli (1947-49). Tam profesor André Gertler – największa sława wśród ówczesnych europejskich nauczycieli gry skrzypcowej – przeprowadził tzw. korektę ręki. Według słów samego Wrońskiego, Gertler „połamał go na kawałki i złożył od nowa”; prawą rękę w ciągu czterech miesięcy, a lewą – w dwa tygodnie, tuż przed końcowym egzaminem.
Wracając do wątku kariery artystycznej Wrońskiego, zapowiadała się ona obiecująco. W 1939 roku skrzypek z wyróżnieniem ukończył studia, ale wybuch wojny pokrzyżował wszelkie plany. Po wojnie Wroński zaangażował się w odbudowę polskiego życia muzycznego. Współorganizował orkiestrę Filharmonii Bałtyckiej w Sopocie i został jej koncertmistrzem. W późniejszych latach zakładał też Stowarzyszenie Polskich Artystów Muzyków, a nawet Stowarzyszenie Polskich Artystów Lutników, ponieważ budowa instrumentów smyczkowych bardzo go interesowała.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Po powrocie z belgijskiego stypendium, nie rezygnując z czynnego muzykowania, odkrył w sobie żyłkę pedagogiczną. Mieszkał w Warszawie. Wykładał na stołecznej uczelni. Z Warszawy wyruszał w artystyczne podróże po świecie. W Warszawie (przy ulicy Promyka na Żoliborzu) miał dom, pełen rodzinnego ciepła i gościnny dla wszystkich.
Lubił kameralistykę. Występował w duecie z pianistą (i przyjacielem) Władysławem Szpilmanem; słynęli z gry bez nut. Założył Kwartet Wrońskiego, dla którego utwory komponował m.in. Tadeusz Baird. Najbardziej znaną formacją z udziałem Wrońskiego był Warszawski Kwintet Fortepianowy w składzie: Szpilman (fortepian), Bronisław Gimpel (I skrzypce), Wroński (II skrzypce), Stefan Kamasa (altówka; nota bene uważał Wrońskiego za swego muzycznego ojca), Aleksander Ciechański (wiolonczela). W latach 1963-86 zespół dał ponad 2000 koncertów w Europie, Azji i Ameryce, a jego międzynarodowa kariera zaczęła się od występu w londyńskim Wigmore Hall.
Największym atutem jego gry skrzypcowej był dźwięk – jasny, słoneczny, lekki, niespieszny. Cały on.
O skrzypcach, których najczęściej używał, barwną historię opowiedział Krzysztof Jakowicz, jego najulubieńszy wychowanek: „…zamówił przed wojną skrzypce u warszawskiego lutnika Konstantego Pruszaka. Mimo że stać go było nawet na kupno stradivariusa, chciał grać na polskich skrzypcach. Gdy jego nauczyciel, profesor Jarzębski, zobaczył te skrzypce, powiedział tylko: „Co to za gówno mi pan przyniósł, nie będzie pan grał na takim instrumencie”. Profesor Wroński się uparł. Poszedł jeszcze raz do Pruszaka, a ten je troszkę „postarzył”, wkleił francuską kartkę i za kilka miesięcy profesor triumfalnie oznajmił swojemu nauczycielowi, że znalazł skrzypce. Jarzębski posłuchał, jak brzmią i powiedział tylko: „Świetne skrzypce, widzi pan, jak dobrze zrobił, że pan tego gówna od Pruszaka nie kupił”. Profesor Wroński grał na tych skrzypcach przez całe życie […]”.
Pozostały nagrania radiowe i płytowe, w tym – Koncert skrzypcowy Zbigniewa Turskiego, dedykowany Wrońskiemu.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Pedagog
Zasługi Wrońskiego dla polskiej pedagogiki skrzypcowej (a warto wspomnieć, że nie stronił też od uczenia altowiolistów) trudno przecenić. Wnioski wyciągnięte z własnej drogi do mistrzostwa umiał przekuć w spójną, skuteczną metodę; dziś mówi się wręcz o szkole Wrońskiego.
Pokazywał, jak wykorzystywać grawitację, naturalny ciężar ręki i smyczka, do wydobywania pięknego dźwięku. Podkreślał znaczenie świadomości budowy ciała, mechanizmów ruchu mięśni. Jako jeden z pierwszych pedagogów zachęcał do wzmacniania kondycji poprzez uprawianie sportu. Kładł również nacisk na poszerzanie horyzontów intelektualnych studentów. Był otwarty na nowe trendy w wykonawstwie, jak choćby granie muzyki dawnej na instrumentach historycznych.
Miał dobrą więź ze studentami, troszczył się nie tylko o ich postępy muzyczne. Wzbudzał szacunek erudycją, potrafił być ironiczny i złośliwy, jeśli wiedział, że to zmobilizuje ucznia. Rozumiał indywidualne problemy z tremą i koncentracją, toteż stać go było na taki gest, jak dokarmianie studentki przed salą egzaminacyjną (naprawdę podawał jej cukier gronowy łyżeczką!). Kubie Jakowiczowi podarował własne skrzypce, cenny stary włoski instrument.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Znakomicie dobierał każdemu specjalny zestaw utworów i ćwiczeń. Nie lekceważył uczniów mniej utalentowanych. Przeciwnie, poświęcał im więcej uwagi, aby mogli osiągnąć maksimum swoich możliwości; napisał nawet o tym książkę, podobnie jak o walce z tremą.
Krzysztof Jakowicz widział w nim człowieka formatu Paderewskiego i żałował, że nie zainteresowała go działalność w sferze polityki. Posiadał bowiem dar jednoczenia ludzi i dar empatii.
W 1965 roku Wroński wyjechał do USA, do Bloomington w stanie Indiana, aby na wydziale muzycznym tamtejszego uniwersytetu prowadzić klasę skrzypiec. W sumie, między 1965 a 1984 rokiem, spędził tam kilkanaście sezonów akademickich. Polski skrzypek cieszył się w Bloomington opinią człowieka renesansu. Ceniono jego poczucie humoru i otwartość. Imponował wiedzą, lecz przekazywał ją w przystępny sposób. Jednak społeczność stołecznej Akademii Muzycznej wciąż go potrzebowała, a w latach 1973-75 powierzyła mu funkcję rektora. To w czasie jego kadencji powstał uczelniany Instytut Pedagogiki Muzycznej. W sumie przez jego warszawską klasę w latach 1949-89 przewinęło się około stu adeptów wiolinistyki. Nazwano ich „dynastią profesora Wrońskiego”. Oprócz wspomnianych już Krzysztofa Jakowicza i Stefana Kamasy należą do niej m.in. Kuba Jakowicz (syn Krzysztofa), Zenon Bąkowski i jego syn Krzysztof, Magdalena Rezler-Niesiołowska, Hanna Lachert-Segal (instrumentalistka Filharmonii Nowojorskiej), Sławomir Tomasik i… Michał Urbaniak, który „poszedł w jazz”.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Magia życia
Wroński wymieniał dwie książki, które wywarły na niego największy wpływ, zarówno jako dzieła literackie, jak i opowieści filozoficzne. To „Pielgrzym Kamanita” Karla Gjellerupa (Duńczyk, laureat Nagrody Nobla w 1917) – fascynujący wykład buddyzmu oraz „Klub Pickwicka” Dickensa – powieściowy dowód na to, że dobro jest większe od rozumu.
Powieść Hermanna Hessego „Gra szklanych paciorków” przeczytał w niemieckim oryginale i przywiązany był do własnego spolszczenia tytułu („Gra szklanych pereł”). Zgadzając się z diagnozą Hessego, który opisał współczesność jako czasy felietonu, Wroński postanowił podjąć felietonową grę i podzielić się z potencjalnymi czytelnikami własnymi refleksjami o dziedzinach tak pozornie od siebie oddalonych, jak moda, poezja, religia, sport czy kwiaty.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Tak powstała „Magia życia”. Napisana w czasie wakacji 1980 roku w Bloomington książka ukazała się piętnaście lat później, z przedmową profesora psychologii Tadeusza Tomaszewskiego. Zza lekkiego, potoczystego, często żartobliwego stylu wyłania się wytrawny znawca sztuki, filozofii, religioznawstwa. Drogę rozwoju osobistego przedstawia jako przekraczanie kolejnych barier magicznych – barier poznania. Od rozumienia świata na poziomie dosłownego przekazu reguł społecznych, poprzez opanowanie języka symboli, aż do silnego doznania estetycznego, które może się przerodzić w przeżycie duchowe.
Punktem wyjścia i kontekstem tych poszukiwań musi być nasz krąg kulturowy. Przy całej fascynacji dorobkiem filozofii Wschodu, Wroński konstatuje: „Bierzmy z innych kultur to, co może ożywić i nadać głębszy sens naszej, ale nie starajmy się przyjąć ZASAD innych kultur”.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Tarok i szachy
W latach trzydziestych XX wieku, nękany kontuzją ręki, z którą tradycyjna medycyna nie mogła sobie poradzić, poprosił o konsultację Daniela Druckiego, współzałożyciela Polskiego Towarzystwa Metapsychicznego. Ów irydolog i zielarz pomógł, i chociaż skutek kuracji nie utrzymał się długo, Wroński zaprzyjaźnił się z Druckim; był jego asystentem. Potem ich kontakty się rozluźniły. Po wojnie poznał Pawła „Teofana” Sadowskiego (1890-1983), wielki autorytet polskiej astrologii (on sam wolał nazywać siebie astrogenetykiem). Sadowski został mistrzem duchowym Wrońskiego i nadał mu imię „Odyseusz”. Pod tym pseudonimem Wroński opublikował w 1991 roku (Wydawnictwo Głodnych Duchów – to nie żart!) „Książkę o taroku”, 76 stroniczek w formacie A5, z czarno-białymi rycinami. Autor, jak widać, wolał używać nazwy „tarok” niż „tarot”.
Opisawszy pokrótce obrazki na kolejnych kartach taroka, Odyseusz kontynuuje idee Teofana i przedstawia na diagramie system „ekwiwalencji magicznych”. To połączenie 22 kart taroka, 12 domów horoskopu, 28 lat cyklu życia człowieka oraz dźwięki prajęzyka i gamy muzycznej.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Stwierdza: „to, co chcę powiedzieć, jest prawdą, bo sprawdziłem to tysiące razy”. I rzeczywiście, przez kilkadziesiąt lat Wroński czynił obserwacje znajomych osób. Stawiał horoskopy, porównywał z informacjami i spostrzeżeniami. Można by powiedzieć, że uprawiał psychologię wykorzystującą aparat pojęciowy i symbole ezoteryki. Pomagał ludziom lepiej rozumieć samych siebie i pokonywać własne niedoskonałości.
Czasem opracowanie horoskopu było punktem wyjścia do rozmowy, w której Wroński pomagał „bohaterowi horoskopu” poznać swoje mocne i słabe strony, problemy i sposoby na ich pokonanie. A czasem – budziło nadzieję, jakże potrzebną danej osobie (tak było w przypadku żony człowieka skazanego na karę śmierci, której przepowiedział, że jej mąż wróci cały i zdrowy. Kobieta uspokoiła się, a horoskop – nie kłamał).
Wroński był też miłośnikiem szachów, a zwłaszcza – układania zadań szachowych. Grał w tzw. szachy bajkowe, w których hetman może się dodatkowo poruszać ruchem skoczka.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Święto skrzypiec
Chociaż żywiołem Tadeusza Wrońskiego była kameralistyka, największą estymą darzył brzmienie skrzypiec solo. Jego redakcyjne opracowanie nut (wraz z komentarzem i faksymilami rękopisu) sonat i partit Jana Sebastiana Bacha na skrzypce solo uchodzi za wzorzec edycji muzycznej.
W 1990 roku zorganizował Konkurs Tadeusza Wrońskiego na skrzypce solo: „Konkurs, który zrodził się z mojego zakochania się w skrzypcach, będzie wyrazem podziwu dla samego instrumentu muzycznego, mogącego sprostać wymogom muzyki tak barokowej, jak i współczesnej”. Po trzech edycjach ogólnopolskich, w 1997 roku konkurs stał się imprezą międzynarodową, unikatową w skali światowej. Po śmierci inicjatora organizacją zajmuje się jego córka – Halina Zwolińska – wraz z fundacją. W roku 2015 ufundowała specjalną Nagrodę im. Tadeusza Wrońskiego w wysokości 1000 USD dla najciekawszej indywidualności Konkursu.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Rodzina i przyjaciele
W jego domu często odbywały się próby składów kameralnych; służył temu jeden z pokoi. Gdy urodziło się długo wyczekiwane dziecko, w pokoju prób zamontowano podwójne drzwi.
Przez sześćdziesiąt lat Wroński przyjaźnił się z Janem Ekierem – pianistą, kompozytorem, pedagogiem i edytorem. Ekier wspominał go ze wzruszeniem, jako artystę z pasją, dzielącego się wiedzą, i wielkiego pisarza muzycznego; jako człowieka, który kochał i był kochany.
Książkę „Magia życia” zadedykował: „…Żonie, mojej wiernej towarzyszce na wszystkich drogach życia i jego magii”. Była od niego o rok młodsza. Tworzyli wspaniała parę małżonków, którzy przez 62 lata dosłownie nie mogli bez siebie żyć. Halina (z domu Radlińska) zgasła zaledwie cztery dni po śmierci męża. W styczniu 1999 roku spoczęli we wspólnym grobie na Starych Powązkach (kwatera 215, rząd 1, miejsce 17).
W homilii wygłoszonej na nabożeństwie żałobnym biskup Józef Zawitkowski wyobraził sobie, jak mogłaby wyglądać pierwsza rozmowa małżonków w zaświatach. Oto słowa Haliny:
„Tadeusz, znów zapomniałeś.
Zawsze czegoś zapominałeś.
Wzięłam Twoje skrzypce i nuty,
Twój podręcznik i partity Bacha.
Zawsze byłam od pamiętania o wszystkim
i od przewracania kart.
Biegłam za Tobą”.

074 079 Hifi 02 2020 0001

Dwie dekady wcześniej, w roku 1980, Tadeusz zanotował: „… chciałbym powiedzieć, co zawsze najbardziej mnie zachwycało w stosunkach ludzi między sobą. Są to STARE MAŁŻEŃSTWA. Gdy przyglądam się, jak spacerują, jak się trzymają za ręce, jak się sobą opiekują, jak się o siebie martwią, jak czują się najlepiej, gdy są sami ze sobą, wiem, jak często niekiedy zostało to okupione. Ile tam było burz, wahań, zaniku uczuć i ich nowego rozpłomienienia się, ile błędów, a może i zdrad, i ile szczęścia jest teraz, po przezwyciężeniu wszystkiego. Natura zostawiła ich w spokoju, przeszli oni wszystkie bariery i znaleźli pokój i miłość”.
Za swoje najważniejsze sukcesy życiowe uważał dokonania na polu pedagogiki skrzypcowej i… córkę. Halina (ur. 1955) imię otrzymała po matce. Od piątego roku życia zaczęła się uczyć muzyki, lecz w inne swoje rozległe zainteresowania Wroński jej, jak to mówił, „nie wciągał”, no może poza próbą nauki gry w szachy. Halina Zwolińska wyszła za mąż za wykładowcę Politechniki Warszawskiej; synowi nadała imię po dziadku – Tadeusz. Z racji częstych i długich pobytów z ojcem w USA, znakomicie opanowała język angielski. Pracowała jako tłumaczka m.in. dla Sejmu. Jest prezesem Fundacji Skrzypce im. Tadeusza Wrońskiego (KRS: 0000292219).

074 079 Hifi 02 2020 0001



Wybrane publikacje Tadeusza Wrońskiego
O muzyce:
Intonacja, 1951
Palcowanie, 1961
Technologia gry skrzypcowej, 1965
Aparat gry, 1969
Zdolni i niezdolni, o grze i anty-grze na skrzypcach, 1979
O czym nie ma czasu mówić na lekcjach, 1986

Nie tylko o muzyce:
Tarok, 1990
Magia życia, 1995
Artysta w krainie myśli, 2000
Resztki z mojej szuflady. Rzeczy niemuzyczne, 2004
Resztki z mojej szuflady. Rzeczy muzyczne, 2009

 

Hanna Milewska
Źródło: HFM 02/2020