fbpx

HFM

artykulylista3

 

Królowa soulu - Aretha Franklin

066 071 Hifi 10 2019 001
16 sierpnia minął rok od jej śmierci. Zmarła na raka trzustki. Zmagała się z chorobą przez osiem ostatnich lat życia. Jeśli miałbym wskazać największych, najbardziej charyzmatycznych wokalistów – bez podziału na gatunki czy style –Aretha Franklin znalazłaby się w ścisłej czołówce tej listy. Przez ponad pół wieku nosiła tytuł królowej soulu i nie znalazł się nikt, kto mógłby zagrozić jej panowaniu.

Sukcesy Arethy Franklin były oszałamiające. Dysponowała potężnym, czterooktawowym mezzosopranem, którym posługiwała się z niewiarygodną swobodą i lekkością. Wylansowała wiele przebojów. Doceniali ją krytycy i przemysł muzyczny. Wielbili fani. Jednak jej życie obfitowało w dramaty i rozczarowania.




Cudowne dziecko
Aretha Louise Franklin urodziła się w 1942 roku w Memphis w stanie Tennesee jako czwarte dziecko pastora Clarence’a LaVaughn Franklina oraz pianistki i wokalistki Barbary Vernice Franklin. Właściwie od najmłodszych lat było jasne, że dziewczynka ma talent. W jej domu nigdy nie brakowało muzyki. Ojciec był popularnym kaznodzieją, obrońcą praw człowieka, znanym jako „człowiek z głosem jak milion dolarów”. Sprawował posługę w New Bethel Baptist Church w Detroit, ale podróżował ze swoimi kazaniami po całym kraju. Jego żarliwe przemowy, ubarwiane pieśniami gospel, wszędzie były przyjmowane entuzjastycznie. Mała Aretha szybko zaczęła mu towarzyszyć w nabożeństwach jako chórzystka i pianistka, a wkrótce też jako solistka.
W domu Franklinów pojawiały się gwiazdy jazzu, m.in. słynny pianista Art Tatum czy znakomita wokalistka Dinah Washington, a także znani artyści gospel, z Mahalią Jackson na czele.
Nie była to jednak szczęśliwa rodzina. Aretha w wieku sześciu lat musiała sobie poradzić z separacją rodziców. Cztery lata później jej matka doznała śmiertelnego ataku serca. Przyszła królowa soulu bardzo przeżyła jej odejście; tygodniami w ogóle się nie odzywała. Sytuacji nie łagodził ojciec, zmieniający kolejne kochanki. Ból i emocje, jakie kłębiły się w jej duszy, Aretha uwalniała w śpiewie.
Pierwszą płytę, jeszcze w stylu gospel, nagrała jako 14-latka. „Songs of Faith” ukazała się w 1956 roku i nie przyniosła jej wielkiej popularności. Cztery lata później, za zgodą ojca, wyjechała do Nowego Jorku, gdzie podpisała kontrakt z Columbią. Jej odkrywcą był słynny promotor John Hammond, odpowiedzialny za start do kariery niezliczonych artystów, wśród których znaleźli się Bob Dylan, Bruce Springsteen, Benny Goodman, Harry James, Charlie Christian, Billie Holiday, Count Basie, Teddy Wilson, Big Joe Turner, Pete Seeger czy Leonard Cohen. Hammond miał intuicję i dobry gust. Muzycy, których wybierał, z reguły okazywali się wielkimi talentami, a ich nagrania przynosiły firmie duże zyski. Jednak w przypadku Arethy Franklin kluczowa okazała się nie jego intuicja, ale rekomendacja kompozytora Curtisa Reginalda Lewisa – autora wielu jazzowych standardów.

066 071 Hifi 10 2019 002

Trudne początki
Pierwszy owoc współpracy z Columbią przyniósł umiarkowany sukces. Album „Aretha” (1961), nagrany z zespołem jazzowego pianisty Raya Bryanta, zawierał dość eklektyczny i niespójny zestaw standardów rhythm and bluesowych i jazzowych. Porywająca wersja klasyka r’n’b „Won’t Be Long” Lesliego McFarlanda sąsiadowała z balladą „Over the Rainbow”, a to wszystko z „It Ain’t Necessarily So” Gershwina. Przeszywający głos Arethy już wtedy robił ogromne wrażenie, ale niespójność repertuaru i brak zdecydowania co do stylu wykonawczego nie pozwoliły jej zaprezentować pełni możliwości.
Columbia nie bardzo potrafiła sobie poradzić z ognistym temperamentem nowej wokalistki. Aretha wydała w tej firmie w sumie osiem płyt długogrających, ale żadna nie odniosła jakiegoś spektakularnego sukcesu. Sprzedawały się średnio i to pomimo faktu, że krytyka bardzo doceniała umiejętności artystki. W pełnych komplementów recenzjach podkreślano jej pasję i żar interpretacji. „Down Beat” – najważniejsze jazzowe pismo na świecie – w swojej dorocznej ankiecie uznał Arethę za najlepszą wokalistkę jazzową w kategorii „Rising Star”.
Prawdziwą siłę demonstrowała na koncertach, kiedy – pozbawiona studyjnej otoczki – zamieniała swoje utwory w elementy porywającego spektaklu. Niepodzielnie władała sceną i emocjami słuchaczy. Wtedy mogła wreszcie dać upust głęboko skrywanym uczuciom.
To dzięki muzyce radziła sobie z wypełniającymi ją emocjami. A życie miała naprawdę burzliwe. Często podejmowała ryzykowne, wręcz desperackie decyzje. Już w wieku 12 lat zaszła w ciążę i urodziła pierwszego syna, Clarence’a. Nigdy nie zdradziła, kim był jego ojciec. Kilka lat później na świat przyszedł jej kolejny syn, Edward. Aretha szukała miłości i poczucia bezpieczeństwa w ramionach kolejnych mężczyzn. Jako 19-latka poślubiła swojego managera Teda White’a, a po trzech latach urodził się Ted White Junior. Po dalszych pięciu para się rozwiodła i dopiero wtedy wyszło na jaw, jak toksyczny był ich związek. Na porządku dziennym były twarde narkotyki, alkohol i przemoc, zarówno fizyczna, jak i psychiczna. Aretha wyszła z tego małżeństwa w bardzo złym stanie, na granicy depresji.

066 071 Hifi 10 2019 002

Królowa soulu
Jednak to właśnie White doprowadził do przełomu w jej karierze. W 1966 roku wspólnie zdecydowali, że współpraca z Columbią nie przyniesie nic dobrego. Aretha podpisała kontrakt z wytwórnią Atlantic. Jej kolejny album – „I Never Loved A Man (the Way I Loved You)”, nagrany w słynnym studiu FAME (Florence Alabama Musical Emporium) w Muscle Shows w Alabamie – okazał się światowym bestsellerem. W nagraniu towarzyszył artystce jej legendarny zespół muzyków sesyjnych – Muscle Shows Rhythm Section. Płyta doszła do drugiego miejsca na liście „Billboardu”. Kiedy prestiżowy magazyn „Rolling Stone” publikował w latach 2002 i 2012 listę „Women in Rock: 50 Essential Albums”, na pierwszym miejscu dwukrotnie umieścił właśnie to wydawnictwo. Dwa single z tej płyty dotarły do najwyższych pozycji list przebojów. Najpierw soulowy, oparty na podniosłej gospelowej melodii utwór tytułowy, a później jeden z największych hitów – „Respect”. To piosenka napisana przez soulowego wokalistę Otisa Reddinga, dziś znana głównie w wersji Arethy Franklin. Śpiewana przez ciemnoskórą kobietę, stała się feministycznym hymnem i symbolem walki o prawa afroamerykańskiej części społeczeństwa USA. Słychać ją było w czasie protestów przeciwko wojnie w Wietnamie, na spotkaniach Czarnych Panter i na wiecach National Organization for Women.

066 071 Hifi 10 2019 002

„I Never Loved A Man (the Way I Loved You)” zapoczątkował złoty okres w karierze Arethy. Kolejne lata przyniosły ciąg przebojów – dziś klasyków soulu. Dzięki nim stała się jedną z najbardziej rozpoznawanych wokalistek na świecie. „Baby, I Love You”, „Think”, „Chain of Fools”, „I Say a Little Prayer”, „You Make me Feel Like a Natural Woman” czy „Spanish Harlem” to utwory, które nie tylko przyniosły jej popularność i pozycję w show biznesie, ale wręcz zdefiniowały soul w jego klasycznej postaci. Wystarczyło dać artystce wokalną swobodę, wysunąć w miksie głos na pierwszy plan, dodać dynamiczny rhythm and bluesowy akompaniament z imitującymi gospelowe nawoływania chórkami i miało się pewny hit.
Energia i siła, z jaką śpiewała, skomplikowane, zawsze idealne intonacyjnie i rytmicznie melizmaty stały się wzorem dla wielu wokalistek r’n’b. Odtąd każda z nich była porównywana do królowej soulu i te porównania najczęściej wypadały dla nich druzgocąco.
To właśnie Aretha zaśpiewała hymn gospel „Precious Lord” w kwietniu 1968 w czasie pogrzebu zamordowanego w Memphis pastora Martina Luthera Kinga. W tym samym roku wybrano ją do wykonania hymnu USA na konwencji Narodowej Partii Demokratycznej w Chicago.
„I Never Loved A Man (the Way I Loved You)” był przełomem, ale też początkiem dominacji Arethy Franklin na rynku czarnej muzyki. Jej kolejne płyty – „Lady Soul”, „Aretha Now” (obie wydane w 1968 roku), bardziej jazzowa „Soul ‘69”, „This Girl’s In Love With You”, „Spirit In The Dark” (obie z 1970), „Live At Fillmore West” (1971) czy „Young, Gifted And Black” (1972) – ugruntowały pozycję artystki jako najważniejszej czarnej wokalistki amerykańskiej przełomu lat 60. i 70. XX wieku.
Choć uważa się ją za gwiazdę soulu, to nie sposób pominąć jej jazzowej swobody wokalnej (nie unikała zresztą standardów jazzowych i bardzo często z jazzmanami współpracowała), a także licznych flirtów z rockiem i popem. Wśród towarzyszących jej wówczas muzyków znaleźli się m.in. gitarzyści Eric Clapton i Duane Allman (Allman Brothers Band). Nieraz też sięgała po covery rockowych i popowych piosenek (np. „Satisfaction” Rolling Stones, „Eleanor Rigby” The Beatles czy „Bridge Over Troubled Water” Simona i Garfunkela). Bardzo ważny element jej stylu stanowiły pieśni gospel. Dała temu wyraz u szczytu swojej popularności, nagrywając w 1972 roku podwójny album „Amazing Grace”, wypełniony klasycznymi songami tego stylu. Wydawnictwo sprzedało się w liczbie ponad dwóch milionów kopii i stało się jednym z najpopularniejszych w historii gospel.
Końcówka lat 60. i początek 70. XX wieku to okres, w którym Aretha stała się wielką gwiazdą, ze wszystkim blaskami i cieniami tej pozycji. Zapraszali ją do współpracy wielcy producenci, jak np. Quincy Jones. Zdominowała też nagrody Grammy w kategorii „Best R&B Female Vocal Performance” – te statuetki odbierała przez osiem lat z rzędu!

066 071 Hifi 10 2019 002

Kryzys
Jednak w połowie lat 70. jej kariera zaczęła hamować. Wydana w 1975 roku płyta „You” nie była już tak dobra, jak poprzednie. Właściwie tylko lekka, popowa piosenka „It Only Happens (When I Look at You)” nawiązywała do przebojowości jej najlepszych utworów. Aretha zaczęła nawiązywać do modnej wówczas stylistyki disco. A w tej muzyce pojawiły się już nowe, młodsze gwiazdy, jak Chaka Khan, Donna Summer czy Diana Ross. To była ich muzyka; czuły się w niej naturalnie i mogły liczyć na młodą, klubową publiczność amerykańskich miast. Były po prostu bardziej wiarygodne niż Aretha. Do tego nasza bohaterka cierpiała na lęk przed podróżami lotniczymi, co w znacznym stopniu utrudniało trasy koncertowe.
Sytuacji nie zmienił sukces soundtracku z filmu „Sparkle” (1976), na którym znalazły się jej piosenki. Nawet koncert z okazji inauguracji prezydenta USA Jimmy’ego Cartera w 1977 nie zdołał powstrzymać spadku popularności. Kolejne płyty wydawane przez Atlantic sprzedawały się relatywnie słabo w porównaniu do złotego okresu. Doprowadziło to do rozstania z oficyną w 1979 roku.
Na kłopoty zawodowe nałożyły się problemy osobiste. W tym samym 1979 roku w swoim domu został przez włamywaczy postrzelony ojciec artystki. Przez pięć lat nie odzyskał przytomności i ostatecznie zmarł w 1984. Jakby tego było mało, amerykański Urząd Skarbowy (IRS) nakazał jej zapłatę ogromnej kwoty zaległych podatków.

066 071 Hifi 10 2019 002

Powrót na szczyt
Pierwszą jaskółką odmiany losu była niewielka rólka w filmie Johna Landisa „The Blues Brothers” z 1980 roku. Aretha zaśpiewała w nim swój klasyczny utwór „Think” w towarzystwie Johna Belushiego i Dana Aykroyda. Film okazał się wielkim sukcesem, a nowa generacja publiczności poznała królową soulu. Na fali tego sukcesu kontrakt z wokalistką podpisała Arista, która w 1982 roku wydała popularny album „Jump To It”. Artystce towarzyszył na nim m.in. młody piosenkarz Luther Vandross. Utrzymany w soulowej stylistyce utwór tytułowy stał się pierwszym od długiego czasu przebojem, który zawędrował na czołowe miejsca list przebojów. Dobrze radził sobie także duet „Love Me Right” z tej samej płyty z udziałem Vandrossa.
Jeszcze większym sukcesem okazał się album „Who’s Zoomin’ Who” z 1985 roku, na którym znalazły się przebojowe utwory, wykonane m.in. w towarzystwie grupy Eurythmics („Sisters Are Doing It For Themselves”) czy Carlosa Santany („Push”). Płytę otwiera jeden z największych hitów Arethy w latach 80., „Freeway of Love”. Wydawnictwo dotarło do trzeciego miejsca listy bestsellerów „Billboardu”.
Kolejny album o niezbyt wyszukanym tytule „Aretha” (1986) kontynuował dobrą passę piosenkarki. Pilotował go duet z George’em Michaelem „I Knew You Were Waiting (For Me)”, który wylądował na pierwszym miejscu popowej listy przebojów, po raz pierwszy od czasów słynnego „Respect” (1967). Z albumu wykrojono także trzy inne hity, wśród nich cover utworu The Rolling Stones „Jumpin’ Jack Flash”. Płyta zasłynęła także charakterystyczną okładką, zaprojektowaną przez Andy’ego Warhola. Na marginesie warto wspomnieć, że był to ostatni projekt artysty przed jego śmiercią na początku 1987 roku.
Wydany w 1989 „Through The Storm” nie powtórzył sukcesu poprzednika. Nie pomógł nawet udział wielkich gwiazd – Eltona Johna, Whitney Houston (Aretha była jej matką chrzestną), grupy The Four Tops czy Jamesa Browna. Wśród instrumentalistów zagrali na nim m.in. trębacz Chris Botti czy perkusista zespołu Toto – Jeff Porcaro. Jednak wtedy Aretha Franklin była już legendą i nic nie mogło zachwiać jej pozycją.

066 071 Hifi 10 2019 002

Królowa
W 1993 roku zaśpiewała w trakcie inauguracji prezydenta Billa Clintona. Otrzymała Grammy za całokształt osiągnięć artystycznych. Jako pierwsza kobieta została wprowadzona do Rock’n’roll Hall of Fame (w 1987).
W latach 90. powstały liczne filmy dokumentalne o jej życiu i karierze. Swoje nagrania dedykowali jej artyści rockowi i popowi. Stała się istotną postacią amerykańskiej kultury.
Do historii przeszło wydarzenie z ceremonii rozdania Grammy w 1998 roku. Luciano Pavarotti miał otrzymać nagrodę za całokształt twórczości i przy okazji zaśpiewać arię „Nessun dorma” z „Turandot” Pucciniego. Włoski tenor akurat zapadł na zdrowiu i nie mógł tego zrobić. O zastępstwo poprosił więc Arethę Franklin, a jej wykonanie wprawiło w zachwyt wszystkich obecnych wówczas w Radio City Music Hall w Nowym Jorku.
W tym samym 1998 ukazał się album „A Rose Is Still A Rose” – największy sukces artystyczny i komercyjny Arethy w latach 90. Krytycy twierdzili, że nawiązała na nim do swojego klasycznego soulu z przełomu lat 60. i 70. W rzeczywistości był to już soul nowej generacji, z wpływami hip-hopu i neosoulu, reprezentowanego m.in. przez Erykę Badu czy Marię Carey.

066 071 Hifi 10 2019 002

W 2003 ukazała się ostatnia płyta Arethy Franklin nagrana dla Aristy – „So Damn Happy”. Stylistycznie i brzmieniowo kontynuowała kierunek obrany na poprzednim krążku, jednak nie była oceniana tak dobrze, jak „A Rose Is Still A Rose”. Zarzucano jej zbytnią sterylność, choć i tak utwór „Wonderful” zapewnił jej Grammy.
Do nagród Aretha miała zresztą dużo szczęścia; w ciągu całej swej kariery otrzymała ich aż 18. Ostatnią Grammy odebrała w 2008 roku za wykonany wspólnie z Mary J. Blige utwór „Never Gonna Break My Faith”. Zaśpiewała go rok później na inauguracji prezydenta Baracka Obamy.
W 2011 ukazała się pierwsza płyta piosenkarki, nagrana w jej własnej wytwórni – Aretha Records. Oprócz kilku nowych utworów, w tym przebojowego „How Long I’ve Been Waiting”, zawierała duety z Ronaldem Isleyem czy Karen Clark-Sheard. W jednej z kompozycji wystąpił także syn Arethy – Edward.
W 2014 roku ukazał się jej ostatni album – „Aretha Franklin Sings The Great Diva Classics” (wydany przez RCA). Zawierał covery utworów spopularyzowanych przez takie wokalistki, jak Etta James, Gloria Gaynor, Barbra Streisand, Dinah Washington, Alicia Keys czy grupa The Supremes. Płyta osiągnęła 13. miejsce na popowej liście bestsellerów „Billboardu” i trzecie na liście płyt r’n’b.
Prezydent George W. Bush odznaczył Arethę Franklin Medalem Wolności. Jako druga w historii kobieta została wprowadzona do UK Music Hall of Fame. Na liście przebojów „Billboardu” umieściła ponad setkę utworów (dokładnie 112). Była pierwszą Afroamerykanką na okładce magazynu „Time”.
Ostatni raz wystąpiła publicznie 7 listopada 2017 roku w czasie zorganizowanej przez Eltona Johna gali na rzecz wsparcia dla ofiar AIDS w katedrze Saint John the Divine w Nowym Jorku.
Zmarła 16 sierpnia 2018 roku w swoim domu w Detroit. Jej pogrzeb odbył się 31 sierpnia w Greater Grace Temple w Detroit. W trakcie ceremonii śpiewali m.in. Stevie Wonder, Chaka Khan i Jennifer Hudson.
W przygotowaniu jest film kinowy o życiu Arethy Franklin, w którym w królową soulu wcieli się właśnie Jennifer Hudson. Premierę obrazu pod tytułem „Respect” zaplanowano na sierpień 2020 roku.
Aretha Franklin została pośmiertnie uhonorowana nagrodą Pulitzera za „trwały wkład w amerykańską muzykę i kulturę przez ponad pięć dziesięcioleci”.

 

 

Marek Romański
Źródło: HFM 10/2019