fbpx

HFM

artykulylista3

 

Tenorzy – życie bez nudy

078 081 Hifi 09 2018 001Nie piękne soprany, śmigające w górę i w dół koloraturowych drabinek; nie czelustne basy, roztaczające demoniczny urok, ale tenory zapełniają stadiony, parki i place miejskie. Tenory-głosy, nieistniejące bez tenorów – owych głosów nosicieli.





Ich problemy – gardłowe, sercowe – są tematem mainstreamu informacyjnego. Czy Carreras pokona białaczkę? Czy Pavarotti znów zostanie ojcem? Czy Villazon odzyska głos? Czy tenor Ejwazow zajmie miejsce bas-barytona Schrotta u boku Nietriebkówny? Czy Kaufmann wreszcie wypoczął i wróci na scenę?
Śpiewać na róże i na rurze
Współczesna odsłona kultu tenorów zaczęła się 7 lipca 1990 roku w rzymskich Termach Karakalli. Odbył się tam koncert uświetniający finał piłkarskich mistrzostw świata we Włoszech. José Carreras, znany hiszpański tenor, który właśnie pokonał chorobę nowotworową, wpadł na pomysł wspólnego występu z dwoma szacownymi kolegami, wówczas najpopularniejszymi śpiewakami operowymi świata, tenorami – Lucianem Pavarottim i Placidem Domingiem. Sześć tysięcy słuchaczy na widowni i osiemset milionów telewidzów podziwiało brawurowe wykonania arii operowych, pieśni neapolitańskich i przebojów musicalowych, a orkiestrą dyrygował Zubin Mehta. Podobny koncert wszedł do programu trzech kolejnych mundiali: w Los Angeles (1994), w Paryżu (1998) i w Jokohamie (2002).
Tak zwani Trzej Tenorzy spopularyzowali operę na niespotykaną skalę. Umocnili także i odświeżyli mit tenora jako bohatera kultury masowej i udowodnili, że odpowiednio opakowany „tenorowy produkt” może się stać poszukiwanym i świetnie sprzedawalnym towarem. Sukces formatu Trzech Tenorów dyskontują grupy przystojnych, zdolnych śpiewaków, jak Il Divo czy Il Volo. Ich członkowie nie prowadzą jednak solowej kariery operowej. Pojawiło się pojęcie poptenora – czyli profesjonalnie wyedukowanego śpiewaka, który występy na scenie operowej zamienia na popisy estradowe, a w jego repertuarze dominują piosenki pop. W tę stronę poszedł Andrea Bocelli, a już dawno zaszedł Marek Torzewski, niegdyś solista brukselskiej opery La Monnaie.

078 081 Hifi 09 2018 002

Luciano Pavarotti (1935-2007) tyle razy śpiewał przed wielką plenerowo-telewizyjną widownią arię Kalafa z opery „Turandot” Pucciniego, tyle razy sprawiał wrażenie (jakże złudne), że wykonanie tej arii to bułka z masłem, aż tłumy młodych ludzi za dobrą monetę wzięły końcowe słowo „Vincero!” („Zwyciężę”) i ruszyły do konkursów talentów typu „X Factor”, z tąże arią na ustach. Nie tylko młodzi mężczyźni, zdarzały się i dziewczyny, a stąd wniosek, że tenorem każdy dziś być chce.
Polscy tenorzy profesjonalni także urządzają sobie konkursy, walcząc we własnym gronie jak okazałe, wielobarwne koguty. Oczywiście nie chodzi tu o koguty wokalne, czyli o nagłą utratę kontroli nad głosem w górnych dźwiękach. Stawką tej rywalizacji są… róże (platynowa, złota etc.), a jurorem – publiczność. Tego typu turnieje śpiewacze nawiązują do wielowiekowej europejskiej tradycji (mówi o niej opera Wagnera „Śpiewacy norymberscy”); celem dzisiejszych rodzimych imprez w Szczecinie, Krynicy czy Warszawie jest zabawa, nie zaś wyłowienie i wylansowanie wielkich artystów operowych, bowiem ci już się wyłowili i wybierają teraz śpiew nie „na róże”, lecz „przy rurze”. Tak! W inscenizacji „Rigoletta” w nowojorskiej Metropolitan Opera (reż. Michael Mayer) Piotr Beczała w roli Księcia Mantui przeobraża się w szefa kasyna, który z uwodzicielskim wdziękiem kończy arię obrotem i zjazdem na rurze.

078 081 Hifi 09 2018 002

Głos ma głos
Pierwszym tenorem-idolem popkultury był Enrico Caruso (1873-1921). Lata jego wielkiej międzynarodowej kariery zbiegły się z rosnącą sprzedażą patefonów i płyt fonograficznych. Zarejestrowany na szelakowych krążkach głos włoskiego śpiewaka mogli poznać nie tylko bywalcy teatrów operowych, lecz także słuchacze na całym świecie. Dzięki tym nagraniom (cóż, że słabym akustycznie) melomani będą mogli już zawsze cieszyć się jego interpretacjami, a tenorzy następnych pokoleń – studiować technikę wokalną.
W 1986 roku włoski piosenkarz Lucio Dalla napisał piosenkę „Caruso”. Spośród ponad trzydziestu nagrań tej wzruszającej ballady największą popularność zdobyło wykonanie Pavarottiego. Legendarny tenor zaśpiewał o legendarnym tenorze, dokładając cegiełkę do budowy jego legendy. Tę legendę współtworzy również Maria Pawlikowska-Jasnorzewska cyklem wierszy „Płyty Carusa” (1930) – elegią na śmierć tytułowego bohatera. Utwór otwierający cykl brzmi:
Kołuje żałobny dysk
w trumiennym pudle odkrytym.
Caruso śpiewem wytryska,
a śmierć wtóruje mu zgrzytem...

Caruso — żywy aksamit,
życie ze szczęściem zżyte,
najżywszy ton między nami!
A śmierć zatrzymuje płytę...
Po fonografii pojawiły się następne narzędzia, przysparzające tenorom fanów poza murami teatrów muzycznych. Kino dźwiękowe uczyniło gwiazdami Polaka Jana Kiepurę (1902-66) i Amerykanina Maria Lanzę (1921-59). Ten pierwszy wystąpił w dwunastu filmach, wcielając się zazwyczaj w role młodych mężczyzn, którzy odnoszą sukces dzięki talentowi wokalnemu. Kiepura ma swoją gwiazdę w Alei Gwiazd w Hollywood. Lanza nakręcił sześć filmów, z których najważniejszy to „The Great Caruso”. Carusa zagrał zatem młody śpiewak porównywany do Carusa; Lanza w wieku zaledwie 38 lat zmarł na zawał serca. Odszedł przedwcześnie, tak jak Caruso.
Dziś wehikułem rozpoznawalności i popularności tenorów są kinowe pokazy na żywo oper z prestiżowych scen europejskich i amerykańskich, nagrania DVD, telewizja i oczywiście Internet. Na Facebooku każdy może się znaleźć w gronie przyjaciół Beczały, skomentować jego płytę czy nową fryzurę albo po prostu przesłać życzenia urodzinowe. Na YouTubie młody adept wokalistyki może pokazać, jak śpiewa, licząc na zainteresowanie pedagogów, impresariów i zwykłych słuchaczy. Tak buduje się CV, nie tylko tenora.

078 081 Hifi 09 2018 002

Tenor, czyli podtrzymywacz
Według definicji, tenor jest jednym z zakresów skali głosu ludzkiego; wśród trzech głównych głosów męskich (oprócz basu i barytonu) jest najwyższym. Obejmuje skalę dźwięków od c do c2, przy czym zapas z dołu i z góry skali jest pożądany, aby swobodnie brać dźwięki skrajne.
Dla tenora chóralnego skala jest są nieco mniejsza – najwyższy dźwięk wymagany od niego to a1. W operach istnieją partie tenorowe, których kompozytorzy przewidzieli dla śpiewaków nawet wyższe dźwięki (np. Arnold w „Wilhelmie Tellu” Rossiniego) – mistrzowie potrafią je wziąć, inni mistrzowie biorą je sposobem (falsetem), zaś mistrzowie uniku transponują trudne miejsca w dół lub proszą dyrygenta o skreślenie całej arii.
Nazwa tenor pochodzi od łacińskiego czasownika tenere, czyli: trzymać, podtrzymywać, i

historycznie jest związana z pojęciem cantus firmus (śpiew stały). W rozwoju polifonii wokalnej była to linia głosowa dodana do podstawowej melodii (cantus). Miała umacniać, stabilizować, „podtrzymywać” tę pierwszą, wyższą linię, stąd głos ją wykonujący nazwano tenorem.

 

078 081 Hifi 09 2018 002

W dalszej ewolucji polifonii wprowadzono jeszcze dwie linie: contratenor altus (czyli głos wysoki, śpiewający „przeciwko” tenorowi; linia położona między linią cantus a cantus firmus) oraz contratenor bassus (czyli głos niski, śpiewający „przeciwko” tenorowi; linia położona najniżej). W ten sposób powstał układ czterogłosowy, odpowiadający dzisiejszym głosom chóralnym: sopran-alt-tenor-bas.
Tenor zatem podtrzymuje konstrukcje wielogłosowe, a w librettach operowych jest najczęściej, obok sopranu, podstawowym protagonistą. Akcję opery napędza jego nieszczęśliwe, niespełnione, zaburzone uczucie do głównej żeńskiej bohaterki. Jak powiedział angielski pisarz George Bernard Shaw: w operze chodzi o to, że sopran kocha tenora, ale baryton im przeszkadza. Natomiast Wisława Szymborska w wierszu „Koloratura” pisze, że sopran:

Człowieka przez wysokie C
kocha i zawsze kochać chce,
dla niego w gardle ma lusterka,
trzykrotnie słówek ćwiartki ćwierka […]

W operze XIX-wiecznej – gdzie miłość z przeszkodami – tam musi być tenor, a tam gdzie tenor – muszą być efektowne arie, z efektownymi górnymi dźwiękami. Zrozumiał to Stanisław Moniuszko, który w pierwotnej wersji opery „Halka” (tzw. „wileńskiej”) partię Jontka powierzył barytonowi. Dopiero po dziesięciu latach, kiedy Jontek przeobraził się w tenora i dostał porywającą arię-dumkę „Szumią jodły…” (nie wspominając o innych zmianach w partyturze), zainteresował swoją kompozycją Operę Warszawską i odniósł sukces.

078 081 Hifi 09 2018 002

Nie należy zapominać, że tenor to zakres wysokości dźwięku, ale także barwa i siła dźwięku. Ze względu na kombinację tych cech dzieli się głosy tenorowe na główne kategorie: liryczny i dramatyczny. Tenor spinto może wykonywać różne partie – takim omnibusem jest Placido Domingo, który w dorobku ma 140 ról tenorowych, a przecież od dobrych kilku lat przestawił się na repertuar barytonowy. Uniwersalnym śpiewakiem jest też Francisco Araiza, który wykonywał 78 partii, od Mozarta do Wagnera. Istnieje też kategoria tenora bohaterskiego (Heldentenor), który siłą głosu umie się przebić przez gęste faktury orkiestrowe np. u Wagnera. Mówi się również o tenorach charakterystycznych i komediowych, obdarzonych szczególną barwą i możliwościami ekspresji aktorskiej w głosie.

078 081 Hifi 09 2018 002

Tenorzy śpiewają zwykle role amantów, ale nie zawsze ich aparycja odpowiada wizerunkowi postaci z libretta. Dziś, w epoce kultu fitness, a w teatrze operowym – kultu reżyserów, tenor powinien nie tylko śpiewać, lecz również wyglądać. Wygrywają panowie przystojni, wysportowani i wiecznie młodzi. Zadziwiającą metamorfozę przeszedł wspominany już parokrotnie Piotr Beczała. Kilka lat temu był szpakowatym, krągłolicym, raczej przysadzistym czterdziestolatkiem. Po podpisaniu kontraktu z wielkim koncernem płytowym zrzucił co najmniej dziesięć kilogramów, uczernił włosy, strzyże się i goli modnie i wygląda nadal jak prawie czterdziestolatek. Jednego tylko nie może (i nie wolno mu) zmienić: obwodu szyi. Jest on nieproporcjonalnie duży (ponad 45 cm), typowy rys anatomii śpiewaka, pracującego gardłem. Solista Met musi zatem szyć koszule na miarę.
Odchodzący w przeszłość stereotyp psychofizyczny opisał Stanisław Barańczak w znanym wierszu „Tenorzy”:
Tenorzy, czemu was kocham? Przecież wszyscy jesteście tłustawi.
Pomiędzy białą muszką a w ciup rozwartymi ustami
podbródki: podwójne, podwójnie pocące się. Rozhuśtani
na podwyższonych obcasach, podnosicie oczy ku grzędzie
wysokiego C marząc, że wasz podskok wzwyż wreszcie ugrzęźnie
w plafonie rekordem świata. […]

078 081 Hifi 09 2018 002

Imię tenora: czterdzieści i cztery
Impulsem do napisania tego tekstu była lektura niezwykłej książki „World’s Best Tenors” autorstwa Evelyn Rillé i Johannesa Ifkovitsa (Opera Rifko Verlag 2016). Ekskluzywnie wydany tom zawiera sylwetki 44 aktywnych zawodowo tenorów ze światowej ekstraklasy – wywiady i świetne fotografie. Są tu śpiewacy trzech generacji – od 80-latków (Peter Schreier, rocznik 1935, i René Kollo, ur.1937), poprzez 50-latków (np. Marcello Giordani i Roberto Alagna, rocznik 1963), aż po 30-latków (np. Joel Prieto, ur. 1981 i Pavol Breslik, ur. 1979). Jedyny Polak w książce to Piotr Beczała.
Rozmowy z tenorowymi gwiazdami, świecącymi pełnią blasku czy też już ciemniejącymi, są kopalnią wiedzy o drodze do muzyki, wspinaniu się na szczyt, podróżach, życiu rodzinnym, codzienności, pasjach, radościach i smutkach. Alagna wspomina cudowny dzień, gdy jako siedemnastolatek dowiedział się na pierwszej lekcji śpiewu, że jest tenorem. Władimir Atłantow gorzko opowiada o zbyt późnej decyzji o emigracji ze Związku Sowieckiego. Odkrył wtedy, że władze komunistyczne schowały przed nim w sumie tysiąc zaproszeń na występy w teatrach europejskich.

078 081 Hifi 09 2018 002

Bohaterowie książki zdradzają, na co przeznaczyli pierwszą gażę za występ na scenie. Ktoś kupił sobie zapasową parę butów, ktoś inny – sweter, który służył mu przez pół wieku, ktoś z młodszego pokolenia – dobry samochód. Średnie i młode pokolenie przywiązuje wielką wagę do kondycji. Biegają, pływają, jeżdżą na rowerze, tańczą salsę (Lawrence Brownlee niemal codziennie spędza na parkiecie po kilka godzin), uprawiają ogród, grają w siatkówkę i piłkę nożną. Modny jest też golf.
Jakie mają hobby? Najróżniejsze. Ktoś zbiera porcelanowe ptaszki (po każdym występie kupuje nowy okaz i nie pozwala nikomu dotykać kolekcji). Kilku panów jest koneserami wina z własnymi piwniczkami. Kilku lubi gotować lub remontować stare samochody. Ktoś pisze teksty piosenek i rysuje komiksy. Ktoś gra w szachy. Dobra kuchnia i wino to tematy przewijające się w rozmowach, wszak śpiewanie jest pracą fizyczną i nie można się żywić byle czym. Nota bene, każdy z „World’s Best Tenors” poleca czytelnikom swoje ulubione wino; to taki product placement.
Jako że życie wziętego śpiewaka jest nieustanną podróżą, prawie każdy jest przyzwyczajony do wożenia ze sobą niezbędnych przedmiotów. Dla jednego będzie to nawilżacz powietrza, dla drugiego – Biblia i witamina C.

078 081 Hifi 09 2018 002

Kiedy nie śpiewają i nie uczą się nowej roli, czasem słuchają muzyki „niepoważnej” – od ostrego rocka, do klasyki jazzu.
Na pytanie, czym jest dla nich mityczne wysokie „c”, odpowiadają dowcipnie: to jak gol dla piłkarza, to salto mortale, największa nagroda dla tenora, dziesięć orgazmów (Marco Berti), „za to mi płacą” (Benjamin Bruns). Juan Diego Flórez stwierdza krótko: „Życie bez wysokich dźwięków jest nudne”.

 

 

Hanna Milewska
Źródło: HFM 09/2018


Pobierz ten artykuł jako PDF