HFM

artykulylista3

 

Michał Spisak – ambasador przyjemności

096 101 Hifi 12 2017 001 "Podejrzewam, że dla Spisaka komponowanie nie było problemem filozoficznym, intelektualnym; nie było to poszukiwanie i odkrywanie nowych światów. Muzyka stanowiła w jego życiu tak naturalną potrzebę jak chleb i woda."

Jerzy Krenz



Z Dąbrowy Górniczej pochodzi wiele znanych osób, jak choćby aktor Janusz Gajos, piosenkarz Dawid Podsiadło, raper K2, kompozytor Michał Spisak, kierowca rajdowy Sobiesław Zasada, seksuolog Kazimierz Imieliński. Spośród nich tylko Michał Spisak otrzymał (pośmiertnie) tytuł honorowego obywatela. Jego dziadek, stolarz, wykonał kunsztowne meble w zakrystii miejscowej bazyliki Matki Bożej Anielskiej. Matka prowadziła tu pralnię i farbiarnię. Ojciec był bednarzem.


Niezaszczepiony
Michał Spisak urodził się 14 września 1914 roku. W tamtych czasach wobec dzieci jeszcze nie stosowano szczepień ochronnych. Dziś, gdy takie szczepienia są powszechne i obowiązkowe, duch matki Spisaka powinien kąsać sumienie rodziców, którzy na widok karty szczepień uciekają z noworodkami ze szpitala czy przychodni. Czteroletni Michał padł ofiarą epidemii choroby Heinego-Medina. Dzięki operacjom ortopedycznym zaczął znów chodzić, ale do końca życia poruszał się o kulach. Jeszcze kiedy zaczynał naukę w pierwszej klasie, ofiarna pracownica pani Spisakowej nosiła chłopca na plecach do szkoły.
Kiedy kilkuletni Michał spędzał długie miesiące przykuty do łóżka, sam nauczył się grać na organkach. Fascynował go też dźwięk skrzypiec ulicznego grajka, który na prośbę matki wystąpił z minirecitalem przed chorym słuchaczem.

Przekonana (przez jedną z klientek) do zdolności syna, pani Spisakowa opłaciła mu lekcje skrzypiec u Józefa Kozery, znanego w Dąbrowie Górniczej muzyka. Pod jego wpływem, a także chcąc odseparować wrażliwe dziecko od ojca alkoholika, matka wysłała Michała do krewnych w Warszawie. Przebywał tu do szesnastego roku życia, łącząc naukę w szkole powszechnej z zajęciami w Szkole Muzycznej im. Karłowicza.
W roku 1930 powrócił do rodzinnej Dąbrowy i, po zdaniu trudnego egzaminu wstępnego, zaczął codziennie dojeżdżać pociągiem do odległych o 15 km Katowic, do Konserwatorium Muzycznego, niedawno otwartego przez śląskie władze samorządowe. Jedną ręką opierał się na lasce, w drugiej ręce trzymał futerał ze skrzypcami i teczkę z nutami. On naprawdę miał do szkoły pod górę.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Prymus bez matury
Dojazdy do szkoły muzycznej, gęsta siatka zajęć i wiele godzin ćwiczeń – to nie były warunki do kontynuowania równocześnie edukacji ogólnokształcącej. Spisak zrezygnował z nauki w gimnazjum, lecz po kilku latach, jako absolwent-prymus konserwatorium, mimo braku matury, otrzymał świadectwo średniego wykształcenia.
Wśród profesorów, którzy go uczyli (a potem utrzymywali z nim serdeczne kontakty, listowne i osobiste), znaleźli się m.in. kompozytor i pianista Witold Frieman, pianistka Władysława Markiewiczówna i muzykolog Adam Mitscha. Spisak był w klasie skrzypiec u znanego instrumentalisty – Józefa Cetnera. Robił spektakularne postępy; opanował obszerny repertuar, w tym wszystkie skrzypcowe kompozycje Karola Szymanowskiego, tak trudne i efektowne jak „Źródło Aretuzy” czy oba koncerty solowe! Ale kariera wiolinistyczna to ciężka praca fizyczna i swoje ograniczone możliwości w tym względzie Michał mógł sprawdzić, występując choćby dorywczo w lokalnych orkiestrach. Bardziej ciągnęło go do komponowania.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Jego profesorem kompozycji w katowickim konserwatorium został Aleksander Brachocki, jednak – jak się wydaje – nie był on przygotowany na poprowadzenie nauki tak utalentowanego i w dużej mierze ukształtowanego ucznia. Dość wspomnieć, że kiedy Spisak opuszczał mury uczelni, w jego tece kompozytorskiej znajdowało się aż ponad czterdzieści utworów na rozmaite obsady wykonawcze – od miniatur fortepianowych i skrzypcowych, poprzez pieśni solowe i chóralne, kwartety smyczkowe, do dzieł orkiestrowych, w tym koncertu skrzypcowego. Spisak, w tajemnicy przed Brachockim, korzystając z rekomendacji innego swego katowickiego pedagoga – Tadeusza Prejznera, zaczął jeździć co miesiąc do Warszawy na lekcje kompozycji u Kazimierza Sikorskiego. I właśnie Sikorskiego uznawał za swojego mistrza, przez co władze śląskiego konserwatorium zarzuciły mu w późniejszych latach nielojalność. No cóż, amicus Brachocki, sed magis amica veritas.*
Michał był bardzo lubiany przez kolegów. Udzielał się w samorządzie, organizował pomoc dla najuboższych. Wraz z najpilniejszymi kolegami do późna zostawał w murach szkoły, aby ćwiczyć. Kiedy stróż wyłączał oświetlenie w budynku, ćwiczyli przy świecach; gdy dyrekcja zabroniła używania świec, grali po ciemku. Tak zadzierzgnięte przyjaźnie przetrwały wiele lat.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Rozwój i zwój
Kończąc konserwatorium, Spisak wiedział, że zostanie kompozytorem. Jako wybitny absolwent, otrzymał roczne stypendium Śląskiego Towarzystwa Muzycznego na dalsze studia w Paryżu. Wyjeżdżał tam człowiek młody (23 lata), lecz doskonale znający współczesne trendy muzyczne. Jak sam wspominał, „pożerał” najnowsze partytury: „Wcześniej zapoznałem się z Bergiem, Webernem, Schoenbergiem, Ravelem, Szymanowskim i innymi, niż z klasykami. Wydaje mi się dzisiaj, że wykonując Mozarta, byłem wtedy mniej szczery, niż grając muzykę Szymanowskiego […]”. Nader trafne podsumowanie kierunku własnej drogi twórczej brzmiało: „Bo właściwie moja ewolucja nastąpiła «na odwrót»”. Jako dojrzały twórca z niechęcią, wręcz z lekceważeniem wyrażał się o awangardystach europejskich. Luigiego Nono nazwał zakłamanym chamem, goniącym za nowinkami, a Nono odpłacił mu epitetem „kretyn”.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

W 1937 roku w Paryżu Spisak, mający od zawsze ciągoty społecznikowskie, nie tylko wstąpił do Stowarzyszenia Młodych Muzyków Polaków, lecz rychło został jego sekretarzem, potem wiceprezesem, a przez kilka lat po wojnie sprawował funkcję prezesa. Dla wielu kompozytorów i instrumentalistów pobyt nad Sekwaną był naturalnym etapem zdobywania wiedzy o panujących tendencjach estetycznych. Większość młodych adeptów muzyki (np. Zygmunt Mycielski, Grażyna Bacewicz, Tadeusz Szeligowski; a po II wojnie – m.in. Kazimierz Serocki i Wojciech Kilar) wracała po kilku, kilkunastu miesiącach do kraju. Byli też tacy, którzy na zawsze pozostali na Zachodzie, co po II wojnie motywowali głównie względami politycznymi (Antoni Szałowski, Tadeusz Kassern, Roman Maciejewski).

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Spisakowi udało się przedłużyć stypendium o następny rok, a wtedy wybuchła wojna. Po 1945 wiedział, że Francja, Paryż – to jego miejsce na ziemi. W 1955 ożenił się z Francuzką. Był jedynym rodzimym kompozytorem, który pozostał poza granicami kraju nie z motywów politycznych. Zachował obywatelstwo polskie, należał do Związku Kompozytorów Polskich i co roku odwiedzał ojczyznę, nawet w najczarniejszej stalinowskiej nocy. Dziwny przypadek. Wydaje się nieprawdopodobny? Będzie jeszcze o tym mowa.
Podobnie jak gros polskich kompozytorów, doszkalających się we Francji, Spisak wybrał na swą mentorkę Nadię Boulanger. Choć była ona także kompozytorką i dyrygentką, sławę zdobyła jako nauczycielka wielu pokoleń twórców, pielgrzymujących do niej z całego świata. Surowa, pryncypialna, obdarzona genialną pamięcią (po jednorazowym obejrzeniu partytury umiała ją bezbłędnie powtórzyć), potrafiła w mig się zorientować w wiedzy, mocnych stronach techniki kompozytorskiej oraz profilu zainteresowań studenta – aby opracować dla niego indywidualny plan pracy. Boulanger była silną osobowością i umiała przekonać uczniów do swoich racji i gustów. Mało kto odważył się oprzeć jej urokowi, poglądom i ocenom. Zdobył się na to m.in. Andrzej Czajkowski – i jego pobyt w klasie Nadii (pod koniec lat 50. XX wieku) zakończył się po kilku lekcjach awanturą i burzliwym odejściem.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Boulanger preferowała neoklasycyzm w muzyce, a zwłaszcza dzieła Igora Strawińskiego. Spisak zachwycił ją dojrzałością warsztatu i bogatym dorobkiem; doceniała też jego pracowitość, prawość, otwartość i optymizm. Michał traktował ją jak drugą matkę, a w sprawach sztuki – jak największy autorytet. Pod wpływem Nadii postanowił konsekwentnie iść ścieżką neoklasycyzmu, czyli sprawdzonych od wieków form i gatunków, przejrzystych konstrukcji, bogatej i uporządkowanej orkiestracji, piękna ukrytego w samych dźwiękach, a nie w pozamuzycznych znaczeniach.
Spisak był jednym z ulubionych uczniów Boulanger. Za wierną przyjaźń i wierność głoszonym przez nią zasadom odpłaciła mu gorącą sympatią; sympatię żywiła również wobec Polski i polskich artystów. A o Michale, po jego śmierci, pisała czule i z podziwem: „Spisak był artystą doskonałym, kompletnym, nie w sensie szukania oryginalności za wszelką cenę, ale poprzez odrębność i indywidualność swojego stylu. Jego myśl twórcza, mimo iż wyrażała się w sposób ogólnie przyjęty przez epokę, miała swój indywidualny charakter, co wypływało z tego, kim był ten człowiek. [...] Nie ma żadnych osobliwości, żadnych poszukiwań oryginalności w muzyce Spisaka. Jest w niej coś, czego nie umiem zdefiniować i co, jak sądzę, nigdy jeszcze nie zostało zdefiniowane – wybitna osobowość twórcy”.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Olimpijczyk
W czasie II wojny Spisak przeniósł się z Paryża (który leżał w okupowanej części Francji) do strefy Vichy – do Grenoble, a potem do pobliskiego miasteczka Voiron. Przebywający tam Polacy trzymali się razem. Michał zaprzyjaźnił się z eseistą Bolesławem Micińskim; po jego śmierci w 1943 zadedykował mu swoją „Suitę na fortepian”. Oprócz tego skomponował w Voiron wiele innych utworów, w tym „Koncert na dwa fortepiany” oraz „Koncert na fagot i orkiestrę”. Po powrocie do Paryża zainteresował swymi nowymi dziełami muzyków i we Francji, i w Polsce. Największą popularność zdobył wspomniany koncert fagotowy, dający soliście wielkie pole do wirtuozowskich popisów.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Wykonania, nagrania, wydania – wszystko to motywowało Spisaka do dalszej ciężkiej pracy. O tym, jaką zaczął cieszyć się estymą, świadczy chociażby fakt, że pierwszymi wykonawcami jego „Sonaty na skrzypce i orkiestrę” byli skrzypek Tibor Varga, dyrygent Ferenc Fricsay i berlińska orkiestra radiowa. Utwór ten był pisany z myślą o słynnej polskiej wirtuozce Eugenii Umińskiej, ale okoliczności sprawiły, że najpierw poznała go publiczność zachodnia. Szkoda, że tylko w szkicach pozostał planowany wówczas koncert na trzy fortepiany.
Na Olimpie (neo)klasycyzmu Spisak czuł się coraz pewniej. Postanowił sprawdzić swoje siły w zawodach sportowych, którymi dla kompozytorów są konkursy. W latach 50. XX wieku trzykrotnie wziął udział w takiej rywalizacji i trzykrotnie wygrał. Najpierw, w 1953 roku, na prestiżowy Konkurs im. Królowej Elżbiety w Brukseli wysłał utwór napisany jeszcze w 1939 roku. „Serenada na orkiestrę” zatriumfowała. Cztery lata później, na tym samym konkursie, przedstawił „Concerto Giocoso na orkiestrę kameralną” – i zwyciężył. Trzeci wielki sukces odniósł w 1955 roku w Monaco w konkursie na oficjalny hymn olimpijski. Spisak stworzył podniosłą kompozycję na chór mieszany i orkiestrę, do tekstu ody greckiego poety Pindara – i pokonał 392 rywali. Jego hymn wykonano m.in. na Igrzyskach Olimpijskich w 1956 roku: zimowych (w Cortina d’Ampezzo) i letnich (w Melbourne). Dlaczego tylko wtedy? „Historical Dictionary of the Olympic Movement” podaje, że Spisak zażądał niebotycznych opłat z tytułu praw autorskich, dlatego Międzynarodowy Komitet Olimpijski postanowił powrócić do hymnu towarzyszącego pierwszej nowożytnej olimpiadzie w 1896, skomponowanego przez Spirosa Samarasa.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

W końcu lat 50. zaczął się ciąg nieszczęśliwych wydarzeń, które utrudniły, a wreszcie uniemożliwiły mu pracę. Silnie przeżył chorobę i śmierć teściowej. Razem z żoną musiał opuścić przytulne mieszkanie w centrum Paryża (z pracownią na dachu pięknej kamienicy) i prowadzić kosztowny proces o lokal zastępczy w równoważnym standardzie i w podobnej okolicy. W wyniku wypadku samochodowego żona odniosła obrażenia twarzy. Spisak pośliznął się w kuchni i uszkodził panewkę kości biodrowej; mimo kilku miesięcy spędzonych nieruchomo w gipsie i mimo rehabilitacji kość nie zregenerowała się w oczekiwanym stopniu. Każdy krok sprawiał mu ból, a spacer dłuższy niż kilkaset metrów stał się niemożliwy. Dramatycznie pogorszył mu się wzrok. Potem pojawił się nowotwór szyi. Wycięcie guzów i inne działania lekarzy nie powstrzymały choroby.
Spisak znosił wszystkie cierpienia cierpliwie, pogodnie, a nawet z humorem. Nie informował przyjaciół o swoim terminalnym stanie. Zmarł 28 stycznia 1965 roku. Po mszy w kościele polskim przy rue St. Honoré pochowano go na cmentarzu Montmartre w Paryżu.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Przerwane życie
Michał Spisak żył zaledwie 51 lat, ale był to czas intensywnie spędzony, pracowity, pełen radości, przyjaźni i miłości. I twórczej satysfakcji. Nie pisał do szuflady. Prawie wszystko, co skomponował od chwili ukończenia studiów, było wykonane za jego życia i wydane, a często także nagrane. Jego utwory rozbrzmiewały w salach koncertowych Europy i obu Ameryk. „Dlatego drży mi ręka, gdy mam pisać o Michale Spisaku – wspaniałym artyście, kryształowym człowieku i niezrównanym przyjacielu. Od pierwszego zetknięcia się z nim miałem podziw dla jego dojrzałej, pełnej jakby surowego piękna, a przy tym niezwykle przejrzystej muzyki.” – wyznał Witold Lutosławski. A Grażyna Bacewicz skonstatowała: „Twórczość Spisaka, poza znakomitością rzemiosła, odznacza się przedziwną krystalicznością, żywotnością, a często i humorem. Muzyka ta jest przekonywająca, logiczna, pozbawiona gadulstwa. [...] Jego wybitna twórczość stanowi w historii muzyki ważne ogniwo wielkiego łańcucha”.
Trudno sobie wyobrazić, jak ewoluowałaby muzyka Spisaka. Można zaryzykować twierdzenie, że zechciałby poszerzyć pole form, które dotychczas uprawiał, a przy tym wzbogacić język kompozytorski. Bacznie obserwował rozwój swojego (i Nadii Boulanger) „idola”, czyli Strawińskiego. Na początku lat 50. Strawiński przeszedł od neoklasycyzmu ku dodekafonii, a więc w rejony, które Spisak już w konserwatorium uznał za nieciekawe i hochsztaplerskie. Autor „Święta wiosny” zaczął też wtedy poświęcać zdwojoną uwagę muzyce sakralnej, podczas gdy dorobek Spisaka w tej dziedzinie był śladowy (dwa psalmy, jeden hymn, jedna msza na chór a cappella).
Strawiński niezmiennie lubował się w błyskotliwym naśladowaniu stylu praktycznie wszystkich epok w dziejach muzyki europejskiej, Spisak natomiast bazował w bezpiecznej strefie stanów średnich mozartopodobnych, z lekkimi wycieczkami w tył i w przód od idiomu klasycyzmu wiedeńskiego. Strawiński, jako koneser literatury i teatru, komponował m.in. wielkie dzieła wokalno-instrumentalne, a utwory wokalne Spisaka można policzyć na palcach jednej ręki i nie są to duże konstrukcje.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Warto podkreślić, że na Michale ogromne wrażenie zrobiła opera zamykająca neoklasyczny etap spuścizny Strawińskiego – „Żywot rozpustnika”; słuchał transmisji radiowej premierowego spektaklu z Wenecji (1951). A może właśnie pod wpływem tego przeżycia (oraz kontaktów z Bronisławem Horowiczem, Polakiem reżyserującym we francuskich teatrach operowych) pomyślał o napisaniu opery? Miała to być opera radiowa (popularny wówczas gatunek w radiofonii francuskiej i nie tylko) według opowiadania „Serce za tamą” śląskiego pisarza Gustawa Morcinka. Największą trudnością w tym przypadku było znalezienie tłumacza, który potrafiłby przełożyć śląską gwarę i terminy górnicze na francuski. Stan zdrowia Spisaka odesłał ten projekt do wiecznej poczekalni.
Ostatni ukończony utwór (1962) prawdopodobnie otworzyłby nowy rozdział kariery Spisaka. To kantata „Pędrek Wyrzutek” z tekstem Stefana Themersona (według jego powieści „Przygody Pędrka Wyrzutka”). Spisak poznał Themersona, pisarza, filmowca i filozofa, w czasie II wojny, w schronisku Polskiego Czerwonego Krzyża w Voiron. Pełna groteskowych wydarzeń, wartka opowieść dla dzieci (z drugim dnem dla dorosłych czytelników) zainspirowała obszerną kompozycję na sopran chłopięcy, bas, recytatora, chór chłopięcy i chór mieszany. Istotą tej kantaty jest nieustanny dialog wszystkich wykonawców. Część tekstu została potraktowana onomatopeicznie; niektóre frazy są zbudowane z bezsensownych sekwencji słów. Głosy śpiewają, mówią, szepcą, krzyczą. Dzieło trudne, nowoczesne i nowatorskie doczekało się do tej pory bodajże tylko nagrania radiowego.
Spisak powtarzał, że chce tworzyć muzykę, która sprawia przyjemność – jemu, wykonawcom i słuchaczom. Oznaczało to: muzykę jasną, barwną, wesołą, melodyjną, skoczną, przystępną i przyjazną, jak w „Concerto Giocoso”. Cieszył się życiem, otaczał się dobrymi ludźmi, unikał konfliktów, żył w pięknym mieście, w wolnym kraju. Nie dotknął go ani koszmar okupacji na ziemiach polskich, ani groza stalinizmu i gorset socrealizmu, ani przygnębiające realia ery gomułkowskiej. Nie pasjonował się powojennymi prądami w filozofii i sztuce. „Przyjemność” jako motywacja, temat, cel sztuki, muzyki? Tu Spisak całkiem rozminął się z duchem „nieprzyjemnych” czasów. A może po prostu nie zdążył tego przemyśleć?

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Z ziemi polskiej do Polski
Nigdy nie wygasł w nim pierwiastek społecznikowski. Kiedy mógł pomóc –  pomagał. Udzielał gościny przybyłym z Polski muzykom, nawet jeśli ich nie znał. Na prośbę kolegów zdobywał i wysyłał im niedostępne w kraju lekarstwa. Podejmował się nawet tak nietypowych misji jak pośredniczenie w sprzedaży skrzypiec Grażyny Bacewicz. Nade wszystko uważał jednak, że ma do spełnienia misję ambasadora muzyki polskiej we Francji.
Występował w audycjach kulturalnych w paryskich rozgłośniach. Wykorzystując miejscowe kontakty, zabiegał o stypendia dla polskich artystów i wykonywanie polskiego repertuaru. Kiedyś, poproszony o sporządzenie listy polskich dzieł, wartych przedstawienia francuskim słuchaczom, nie umieścił na niej żadnej swojej kompozycji. Redaktor zareagował, jakby miał do czynienia z człowiek niespełna rozumu, no bo któż zmarnowałby taką okazję do promowania siebie?
Mimo że wciąż nad czymś pracował, że jego utwory wykonywano z sukcesem i że zdobywał nagrody, nieustannie borykał się z kłopotami finansowymi. Poczuwał się do odpowiedzialności za los krewnych w kraju: starzejącej się matki, chorej siostry, a po jej śmierci – osieroconego siostrzeńca.
Kłopoty materialne Spisaka brały się również stąd, że nie miał stałego źródła dochodów. Nie miał etatu wykładowcy akademickiego ani nauczyciela szkoły muzycznej. Nie miał kontraktu dyrygenta; nie pracował jako muzyk orkiestrowy. Utrzymywał się wyłącznie z honorariów za wykonane i wydane utwory; kilkukrotny zastrzyk pieniędzy z nagród był istnym cudem. Co prawda, Spisak miał na koncie publikacje partytur w tak szacownych oficynach, jak Universal, Ricordi i Leduc, nie mówiąc o wykonywaniu jego kompozycji przez znane orkiestry i solistów zachodnich, ale zarobków szukał… w Polsce. Polskie honoraria, przeliczone na franki i francuskie ceny – oto przepis na egzystencję na granicy bankructwa. I tak właśnie żył Spisak. Nie umiał i nie chciał inaczej. Jako polski obywatel i członek Związku Kompozytorów Polskich, walczył o zamówienia składane przez polskie instytucje muzyczne i o subwencje dla twórców w trudnej sytuacji. Walczył o zaliczki, stale przekładał terminy, usiłował wynegocjować wypłatę przed czasem. Chyba nie zdawał sobie sprawy, jakich akrobacji musiały dokonywać władze ZKP i Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, aby pójść mu na rękę. Dokonanie przelewu dewiz z Polski do Francji w roku 1949, 1955 czy 1963 wymagało poruszenia takiej machiny polityczno-biurokratycznej, że równać się to mogło z wyprawą boso na biegun.
W załatwianiu swych spraw w Polsce mógł liczyć na grono przyjaciół: kompozytorów Grażynę Bacewicz, Witolda Lutosławskiego i Zygmunta Mycielskiego, muzykologa Stefana Jarocińskiego, pianistę Jana Ekiera i wielu innych. Ostatnią z muzycznych (i ludzkich) przyjaźni Spisaka był Henryk Mikołaj Górecki, w którym cenił indywidualność i niechęć do poklasku. Prowadził rozległą, serdeczną korespondencję. W trakcie pobytów w kraju (a przyjeżdżał choćby na prawie każdy festiwal Warszawska Jesień) mieszkał najczęściej u Bacewiczówny. Od Bacewiczówny i jej męża dostał radio „Szarotka” i bardzo je sobie chwalił, a kiedy się zepsuło, z Warszawy do Paryża wysłano potrzebną część.

 

096 101 Hifi 12 2017 002

Spisak – klasyczna marka
Klasycyzm jest ponadczasowy. Neoklasyczna muzyka Spisaka jest dla kolejnych pokoleń kaligraficznie napisanym podręcznikiem dobrych praktyk kompozytorskich, zaś instrumentalistom i słuchaczom sprawia… tak, radość. I rozsławia Dąbrowę Górniczą.
Od 2006 miasto organizuje co roku międzynarodowe konkursy imienia Spisaka dla młodych muzyków różnych specjalności.
Budżet miasta sfinansował produkcję bardzo ciekawego filmu dokumentalnego „Michał Spisak. Listy rozproszone” w reżyserii Violetty Rotter-Kozery (autorki m.in. rewelacyjnego „Please Find Mr. Górecki”).
Dzięki dotacji Dąbrowy Górniczej wydano w 2005 roku solidną, dociekliwą monografię Leona Markiewicza „Michał Spisak 1914-1965”. Gdyby nie ta publikacja, nie powstałby niniejszy esej.

 

096 101 Hifi 12 2017 002


Najważniejsze kompozycje Michała Spisaka:
Suita na orkiestrę (1934)
Trzy pieśni kurpiowskie na głos i kwartet smyczkowy (1935)
Kwartet na obój, dwa klarnety i fagot (1938)
Serenada na orkiestrę (1939)
Concertino na klarnet i orkiestrę (1940-41)
Koncert na dwa fortepiany (1942)
Toccata na orkiestrę (1942-43)
„Aubade” na małą orkiestrę (1943)
Koncert na fagot i orkiestrę (1944)
Suita na orkiestrę smyczkową (1945)
Sonata na skrzypce i fortepian (1946)
Koncert na fortepian i orkiestrę (1946-47)
Sonatina na obój, klarnet i fagot (1946)
Hymn na chór mieszany i orkiestrę (1947)
Symphonie concertante nr 1 na orkiestrę (1947)
Kwintet na flet, obój, klarnet, fagot i róg (1948)
Sonata na skrzypce i orkiestrę (1950)
Concertino na puzon i małą orkiestrę (1951)
„Melos”, balet (1951)
„Musique legere nr 2”, suita na dwoje skrzypiec, wiolonczelę, kontrabas i fortepian (1951)
Etiudy na zespoły skrzypcowe (zeszyt II – 1951)
Kwartet smyczkowy nr 1 (1953)
Trzy preludia na sopran i flet (1953)
Msza na Boże Narodzenie na chór mieszany a cappella (1953)
„Hymne Olympique” na chór mieszany i orkiestrę (1955)
Symphonie concertante nr 2 na orkiestrę (1956)
„Concerto Giocoso” per orchestra da camera (1957)
Suita [wersja I] na 2 skrzypiec (1958)
Suita [wersja II] na 2 altówki (1959)
„Pędrek Wyrzutek”, kantata na sopran chłopięcy, bas, recytatora, chór chłopięcy i mieszany (1962)

*Brochocki przyjacielem, lecz większą przyjaciółką prawda.




 

Hanna Milewska
Źródło: HFM 12/2017


Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

 

 

Komentarze  

0 #1 Anna 2018-10-14 18:53
Początkowa wypowiedź należy do Jana Krenza, a nie Jerzego. Pochodzi z rozmowy z Elżbietą Markowską, opublikowanej w książce Jana Krenza pięćdziesiąt lat z batutą. Rozmowy o muzyce polskiej.
Pozdrawiam :)
Cytować | Zgłoś administratorowi