fbpx

HFM

artykulylista3

 

Janina Fiałkowska - Virtuosa assoluta

59-61 06 2012 01Pochodzi z Kanady, ale nigdy nie wyrzekła się polskich korzeni. W jej artystycznym życiu Chopin to punkt centralny i odniesienie dla pozostałych kompozytorów. Choć życie ciężko ją doświadczyło, miała szczęście w nieszczęściu. Wygrała i nadal wygrywa każdego dnia. Dla siebie i dla publiczności.

Janina Fiałkowska urodziła się 7 maja 1951 roku w Montrealu. Jej ojciec, Jerzy Fiałkowski, był polskim
inżynierem i oficerem, który w 1945 wyemigrował z kraju. Matka, Bridget Todd, pochodziła ze znanej kanadyjskiej rodziny lekarzy i finansistów. Studiowała w paryskiej Ecole Normale fortepian u Alfreda Cortota i gdyby nie wybuch wojny, miałaby szansę na karierę artystyczną. Te niespełnione marzenia sprawiły, że już kiedy córka miała cztery lata, Bridget posadziła ją pierwszy raz przy fortepianie. Na szczęście, to spotkanie nie stało się traumą, a mała Janka chętnie ćwiczyła nowy repertuar, choć jeszcze przez kilka lat nie widziała siebie w roli zawodowej pianistki. Lekcje były jedynie częścią jej dziecięcej rzeczywistości.


W 1960 roku rozpoczęła naukę w miejscowej Ecole Vincent-d’Indy, a trzy lata później debiutowała z orkiestrą. Wtedy także zajęła się nią Yvonne Hubert, pierwsza i najważniejsza nauczycielka w życiu. Był to również czas, gdy Fiałkowska poczuła w sobie powołanie. A wszystko przez Artura Rubinsteina. Będąc z rodzicami na jego recitalu, zrozumiała, że chce być taka jak on. Tego wieczoru z uczennicy stała się spragnioną sztuki młodą pianistką. Ćwiczyła więcej i chętniej. Robiła to już wtedy dla siebie i tylko dla siebie.
Mając lat 17, z wyróżnieniem ukończyła studia na montrealskim uniwersytecie. W tym czasie wyjeżdżała dwukrotnie do Paryża na prywatne lekcje u Yvonne Lefebure. W 1969 roku zwyciężyła w ogólnokrajowym konkursie dla młodych wykonawców, organizowanym przez rozgłośnię radiową CBC. Otrzymawszy stypendium, wyjechała do Nowego Jorku na studia w prestiżowej Juilliard School u Saszy Gorodnickiego.
Rok później pierwszy raz zawitała do Warszawy, by wziąć udział w VIII Międzynarodowym Konkursie im. Fryderyka Chopina. Była pełna nadziei i z opinii osób, które ją wtedy słyszały, wiadomo, że grała naprawdę dobrze. Mimo to odrzucono ją w pierwszym etapie. Konkurs okazał się bardzo szczęśliwy dla amerykańskiej drużyny. Pierwsze miejsce zdobył Garrick Ohlsson, IV nagrodę Eugene Indjic, a wyróżnienie Emanuel Ax. Dla Fiałkowskiej było to jednak marne pocieszenie. Wyjechała rozczarowana, a dziś w jej biografiach próżno szukać wzmianki o udziale w tym wydarzeniu. W nakręconym kilka lat temu filmie Katarzyny Jezior „Dlaczego konkurs” Fiałkowska tłumaczy, że po konkursie jurorka Eliane Richepin pokazała jej punktację, z której wynikało, że zachodni jurorzy punktowali ją wysoko, a wschodni – przeciwnie. Pula Amerykanów dopuszczanych dalej nie mogła być zbyt duża, więc chcąc nie chcąc, musiano ją odrzucić. Na szczęście, porażka w Warszawie nie miała większego wpływu na dalszą karierę artystki, choć wtedy wydawało się, że będzie inaczej.
Cztery lata później pojawiła się szansa pokazania swoich umiejętności na nowym konkursie pianistycznym, któremu patronował Artur Rubinstein. Fiałkowska poleciała do Izraela i choć konkursu nie wygrała (zwyciężył wówczas Emanuel Ax), zyskała coś cenniejszego – zainteresowanie patrona imprezy. Rubinstein był podobno do łez wzruszony grą młodej artystki o polskich korzeniach, a po wszystkim podszedł i zapytał, jak układa się jej kariera. Speszona odpowiedziała, że nie ma na razie żadnej kariery i to wystarczyło, żeby nadać sprawom nowy bieg.
Protektorat Rubinsteina był argumentem bardzo silnym i skutecznym. Wkrótce po powrocie z Tel Awiwu Fiałkowska otrzymała propozycje koncertów z najlepszymi orkiestrami w USA i Kanadzie. Grała w Chicago, Cleveland, Los Angeles, Filadelfii, Houston, Pittsburgu, Montrealu, Toronto, Ottawie, Calgary i Vancouver. Potem przyszedł czas na tournee po innych kontynentach. W Europie odbyły się jej debiuty z towarzyszeniem London Philharmonic, Concertgebouw Orchestra, BBC Symphony i naszą orkiestrą Filharmonii Narodowej. Artystka odwiedziła także ponownie Izrael; poleciała do Japonii i Hongkongu. Wszędzie jej koncerty spotykały się z aplauzem publiczności i krytyków. Zyskała miano wybitnej specjalistki nie tylko od Chopina, ale w ogóle od wielkiej pianistyki romantycznej. W 1990 roku była pierwszą na świecie wykonawczynią odnalezionego po latach III koncertu fortepianowego Liszta. Rok później wzięła udział w światowej premierze koncertu fortepianowego Libby Larsen, a w lutym 1992 roku razem z Colorado Symphony po raz pierwszy w Ameryce Północnej wykonała koncert Andrzeja Panufnika. Wtedy też powstał film dokumentalny „Świat Janiny Fiałkowskiej”, który znakomicie przyjęto w rodzinnej Kanadzie, a który potem otrzymał nagrodę jury na międzynarodowym festiwalu filmowym w San Francisco.
Kariera Fiałkowskiej nabrała tempa i wydawało się, że nic jej nie zagraża. W repertuarze miała 59 koncertów fortepianowych. Na każdy sezon przygotowywała kilka różnych programów solowych, a także grywała ze śpiewakami oraz w składach kameralnych. W roku 2000 tylko w ciągu dwóch miesięcy wystąpiła z 18 różnymi koncertami.

59-61 06 2012 02     59-61 06 2012 03     59-61 06 2012 04

Pod koniec 2001, tuż przed kolejną europejską trasą, pianistka postanowiła zrobić sobie krótki urlop. Któregoś dnia w drodze do hotelowego basenu zauważyła w lustrze, że jej lewa ręka jakoś dziwnie spuchła. Kilka dni później w szpitalu zrobiono biopsję. Diagnoza nie pozostawiała złudzeń – wyjątkowo złośliwy nowotwór. Niedługo potem odbyła się operacja, w czasie której pianistce wycięto dwunastocentymetrowy guz razem ze sporym fragmentem mięśnia naramiennego oraz tricepsu i bicepsu. Naruszone też zostały istotne nerwy, choć na szczęście udało się ominąć wiązki odpowiadające za ruchomość palców. Rozpoczęła się trwająca pół roku rekonwalescencja, wymagająca codziennych, żmudnych i bolesnych ćwiczeń oraz niekończących się sesji fizykoterapii. Nawet wtedy Fiałkowska nie zrezygnowała z opanowywania nowego repertuaru. Przepisała na prawą rękę kilka koncertów Ravela i Prokofiewa napisanych na lewą i wystąpiła z nimi publicznie, wzbudzając podziw i owacje. Po pół roku mogła się odbyć druga, nietypowa i rzadko wykonywana operacja. W jej trakcie pobrano z pleców pianistki fragment mięśnia, który w praktyce używany jest tylko przez gimnastyków ćwiczących na kółkach. Przeszczepiono go w miejsce wyciętych mięśni ramienia. Niewielki i niewyćwiczony mięsień trzeba było wszystkiego nauczyć i sprawić, by podjął pracę za trzy nieistniejące. To wymagało kolejnych setek godzin przy fortepianie i uczenia się na nowo praktycznie każdego utworu z dawnego repertuaru. Choć palce wciąż pamiętały, ramię musiało przyswoić własną pamięć motoryczną.
Dziś Fiałkowska wspomina to przeżycie jako szansę na odnalezienie nowych jakości w czymś, co wcześniej znała i grywała wielokrotnie. Konieczność ćwiczenia lewej ręki sprawiła, że nagle w jej partiach odnalazła to, czego wcześniej często nie zauważała. Odkryła też zupełnie nowe utwory i kompozytorów, których niegdyś pomijała. Na ich czele stoi Schubert. Zaczęła grać jego impromptus op. 142 niedługo przed pierwszą operacją, w obliczu zagrożenia, że już nigdy nie usiądzie przy fortepianie. Półtora roku później, gdy znów mogła grać dwiema rękami, wróciła do tej niezwykłej muzyki uznając, że w końcu do niej dorosła. Dziś mówi: „Schubert to nie tylko muzyka, to stan umysłu. Stan, w którym obecnie jestem. Jego muzyka to podróż, która jednak wcale nie musi zmierzać w jakimś określonym celu. Sama taką podróż odbyłam i dziś czuję się gotowa na Schuberta jak nigdy przedtem”.
Życiowe cele Janiny Fiałkowskiej po chorobie bardzo się zmieniły. Podobnie jak wielu ludzi, którzy zwyciężyli raka, także ona zaczęła czerpać radość z innych rzeczy niż wcześniej i cieszyć się każdym dniem. Dziś gra jedynie muzykę, którą naprawdę lubi i występuje tylko w miejscach, które sama chce odwiedzić. Ważnym elementem jej repertuaru wciąż jednak jest Chopin. Jego utwory umieszcza w programie niemal każdego recitalu. „Moim zadaniem jest ożywianie tej muzyki każdego wieczoru. Chopin wcale nie potrzebuje mojej pomocy, muszę po prostu zagrać właściwie wszystkie nuty.”
Dyskografia Janiny Fiałkowskiej obejmuje Chopinowskie etiudy op. 10 i op. 25, sonaty h-moll i b-moll oraz impromptus i ostatnio wydane oba koncerty fortepianowe. Artystka zarejestrowała także swoją interpretację „12 etiud transcendentalnych” Liszta. W dorobku ma też płyty z utworami Szymanowskiego, Paderewskiego i Moszkowskiego. W roku 2010 ukazało się nagranie premierowego koncertu Johna Burge’a, inspirowanego muzyką Chopina.
Obok współczesnych fortepianów pianistka chętnie grywa również na zabytkowym pleyelu z roku 1848, występując z towarzyszeniem zespołu Tafelmusik. W ubiegłym roku Fiałkowska z powodzeniem wróciła do trudnego Lisztowskiego repertuaru, od razu zyskując miano „virtuosa assoluta” w oczach krytyka „Munich Merkur” oraz najwyższe noty „Frankfurter Allgemeine Zeitung” za swój recital lisztowki zarejestrowany na płycie. W marcu tego roku Janina Fiałkowska została przez Gubernatora Generalnego uhonorowana najwyższym kanadyjskim odznaczeniem za całokształt zasług w dziedzinie sztuki – Performing Arts Award for Lifetime Artistic Achievement in Classical Music. W ubiegłym roku odwiedziła Warszawę, dając koncert na festiwalu Chopin i Jego Europa.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 6/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF