fbpx

HFM

artykulylista3

 

Anna Jantar - Nie znam drogi, którą pójdę...

70-73 06 2010 01Kiedy w jednym z wywiadów zapytano ją, o czym myśli, wychodząc na scenę, odparła: „żeby nie potknąć się o kable”. Pozostawała sobą pomimo sukcesów i sławy, bez cienia megalomanii i nadętego gwiazdorstwa. Kariera Anny Jantar, uznawanej dzisiaj za jedno z najciekawszych zjawisk polskiej piosenki, zakończyła się nagle trzydzieści lat temu.

W mroźne przedpołudnie 14 marca 1980 roku podchodzący do lądowania samolot LOT-u, pilotowany przez bohaterskiego kapitana Pawła Lipowczana, uległ poważnej awarii silników i sterów. Po 26 sekundach bezwładnego opadania ściął drzewo i uderzył w powierzchnię zamarzniętej fosy zabytkowego fortu. Pilotowi udało się ominąć budynki mieszkalne. Zginęli wszyscy pasażerowie.
Szok spowodowany okolicznościami, w jakich pożegnała się z życiem uwielbiana piosenkarka, był olbrzymi.
Od razu też zaczęto mnożyć teorie spiskowe. Przekazywana konfidencjonalnie w kolejkach stugębna plotka sprzyjała tworzeniu legendy Anny Jantar. Inaczej patrzono na teksty śpiewanych przez nią piosenek, doszukując się co krok metafizycznych przepowiedni. Popularne były androny, jakoby „Jantarka” wcale nie zginęła w katastrofie, ale tuż przed wylotem została porwana przez oczarowanego jej urodą szejka. Żyje gdzieś na krańcu świata, uwięziona w przecudnym pałacu jak w złotej klatce.

Artur Rubinstein - Pianista kompletny

88-92 07-08-2010 02Niektórych pianistów cenimy za technikę, innych za wyjątkowe brzmienie, a jeszcze innych – za szeroki repertuar. Artura Rubinsteina świat kochał przede wszystkim za to, jaki był. Przy tej klasie człowieka profesja, jaką wykonuje, ma znaczenie drugorzędne. To był Artysta przez wielkie „a”.

 

Choć dziś Rubinstein jest uważany za obywatela świata, a jego sztuka przekracza granice państw, warto pamiętać, że 28 stycznia 1887 roku urodził się w Łodzi, przy ul. Południowej 28 (dziś ul. Rewolucji 1905 roku).
Jego ojciec – Izaak Rubinstein – był drobnym tkaczem, a matka, Felicja z Heymanów, zajmowała się domem. Rubinsteinowie mieli siedmioro dzieci. Artur był najmłodszy. Niedługo po jego narodzinach małżeństwo przeprowadziło się do kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 78. To mieszkanie pozostało w najwcześniejszych wspomnieniach przyszłego artysty.

Legenda katakumb - Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz

84-86 07-08 2010 01Jeżeli bez cienia przesady można kogoś określić mianem legendy polskiego jazzu, to z pewnością będzie to Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz. Jeden z pierwszych polskich jazzmanów, grał tę muzykę już w latach 40., kiedy rzadko kto w Polsce miał pojęcie, na czym ów „jazz” polega.

 

Był bohaterem heroicznego okresu „katakumbowego”, przełomu lat 40. i 50., kiedy to władza ludowa zabraniała grania i słuchania jazzu, uważając go za przejaw imperialistycznej kultury amerykańskiej. Wtedy wykonywanie amerykańskich standardów groziło poważnymi konsekwencjami. Ale, jak to w podobnych sytuacjach bywa, młodzież organizowała tajne prywatki, na których rozbrzmiewała zakazana muzyka. Zaproszenia docierały pocztą pantoflową, a bycie w gronie wybrańców świadczyło o wysokiej pozycji towarzyskiej. Jednym z najczęstszych i najbardziej szanowanych bywalców takich imprez był Duduś (przydomek ten zyskał dzięki podobieństwu do jednej z postaci satyrycznych rysunków Gwidona Miklaszewskiego).

Amalia Rodrigues - Królowa fado

80-83 07-08 2010 01„Kiedy śpiewam, słucham samej siebie, a kiedy słucham siebie, kończy się to płaczem” - Amalia da Piedade Rodrigues

Bywa nazywane „portugalskim bluesem”. Może być śpiewane tylko po portugalsku. Śpiewacy noszą obowiązkowo czarne stroje, kobiety okrywają ramiona czarnym szalem; mężczyźni narzucają pelerynę.

Fado, fadista
„Fado” kojarzy się z tradycyjną muzyką Portugalii tak jak „flamenco” – z folkorem Hiszpanii. Termin pochodzi od łacińskiego słowa „fatum”, czyli los, przeznaczenie.
Początki fado sięgają być może nawet wieku XVII – pieśni niewolników, płynących z Ameryki Południowej do Europy i tęskniących za ojczyzną. Amalia Rodrigues, zwana „królową fado” („Rainha do Fado”), miała własną teorię: „Fado przyszło z morza, z bezkresnego morza przed nami. Fado wzięło się z lamentu nad losem żeglarzy, którzy odpłynęli bezpowrotnie”.

Bobby McFerrin - Człowiek orkiestra

85-87 09 2010 01Bobby’ego McFerrina trudno zaszufladkować. Wymyka się akademickim regułom, łamie schematy i od lat udowadnia, że muzykę można nie tylko grać czy śpiewać, ale też można nią żyć. Z okazji chopinowskiego jubileuszu do kręgu jego zainteresowań dołączyła twórczość naszego kompozytora. Efekt można było usłyszeć na festiwalu Chopin i jego Europa.

Urodził się na nowojorskim Manhattanie 11 marca 1950 roku. Od kołyski miał kontakt z muzyką na żywo. Jego ojciec, Robert McFerrin, był barytonem i pierwszym w historii czarnoskórym śpiewakiem, który dostał angaż w Metropolitan Opera. Matka, Sara Cooper, także śpiewała na scenie, w lokalnych teatrach operowych oraz na Broadwayu. Rodzina mieszkała w Nowym Jorku do roku 1958 roku, kiedy Robert dostał propozycję pracy przy filmowej wersji musicalu „Porgy and Bess”, przygotowywanej przez Sidneya Poitier. Wymagało to przeprowadzki do Hollywood, gdzie młody Bobby zaczął naukę gry na klarnecie i fortepianie. Założony mu niedługo potem aparat ortodontyczny zamknął chłopcu drogę do kariery dęciaka. Jako nastolatek zaczął planować swoje życie w służbie kościołowi. Chciał zostać księdzem. Ostatecznie jednak muzyka wygrała z powołaniem.
Jeszcze w szkole średniej McFerrin utworzył kwartet Bobby Mack i odbył całkiem udane tournee po USA, akompaniując słynnej łyżwiarskiej rewii Ice Follies. Po powrocie dostał angaż w lokalnym barze Room at the Top. Mając w repertuarze jedynie pięć utworów, musiał dużo pracować. Przez cały miesiąc codziennie uczył się innego numeru. Jednak już wtedy czuł, że rola instrumentalisty nie jest do końca tym, o czym marzył. Rodzinna tradycja śpiewu okazała się silniejsza.

Roman Maciejewski - Współbrzmieć ze Wszechświatem

81-84 09 2010 01„Rytm moich dzieł jest na pewno moim własnym rytmem, bo wychodzę tu od siebie; od rytmiki mego spokojnie bijącego, zdrowego serca. [...] Nie cierpię na żadne zahamowania, pisząc muzykę, i nie męczę się nad wyborem środków wypowiedzi, co w pewnym sensie jest konsekwencją właściwego funkcjonowania wątroby i innych organów.” - Roman Maciejewski

Wielkopolski chów
Było ich czworo: jedna siostra i trzech braci. Roman (1910-1998), Jadwiga (19112006) i Zygmunt (1914-99) Maciejewscy urodzili się w Berlinie. Po I wojnie światowej, kiedy Polska odzyskała niepodległość, ich rodzice zamieszkali w Wielkopolsce, w Lesznie. Matka była nauczycielką muzyki (fortepian, skrzypce) po studiach w berlińskim konserwatorium. Ojciec, absolwent Akademii Kroju (dziś powiedzielibyśmy – studiów dla projektantów mody), prowadził zakład krawiecki i amatorsko grywał na skrzypcach. W Lesznie przyszedł na świat najmłodszy brat – Wojciech (ur. 1923).