HFM

artykulylista3

 

The Beach Boys – dobre wibracje z Kalifornii

076 079 Hifi 06 2018 001
Zdarza się, że o gwieździe sprzed lat robi się głośno za sprawą nowo wydanej płyty. Tym razem mowa o grupie The Beach Boys, której przeboje pojawiły się niedawno w nowych aranżacjach.

The Necks - Karki z Antypodów

072 075 Hifi 06 2018 001

Australijskie trio The Necks nie mieści się w żadnych tradycyjnych ramach gatunkowych. Ta muzyka, choć improwizowana, wywodzi się z wielu źródeł, wśród których jazz wcale nie jest tym najważniejszym.

The Necks to grupa zajmująca swoją własną niszę w, bogatym przecież, muzycznym krajobrazie. Albo się ich kocha, albo nienawidzi; na koncertach Australijczyków raczej nie spotkacie przypadkowych słuchaczy. Fani The Necks to sekta, którą łączy bezgraniczne uwielbienie dla swoich idoli i przeświadczenie, że to właśnie oni grają muzykę przyszłości.

 

Siergiej Prokofiew – siła indywidualności

067 071 Hifi 06 2018 001
„Czy Soncowka była okręgiem ubogim w pieśni, czy też drażniły mnie wokalne metody wiejskich śpiewaczek, nie szczędzących swoich głosów – w ich śpiewach nie dostrzegłem piękna ludowej pieśni i nie zapamiętałem ani jednej melodii. Przypuszczam jednak, że wchłonąłem pieśni te podświadomie […]”
Siergiej Prokofiew: „Autobiografia”

 

Symfonia na cztery kalkulatory

066 071 Hifi 05 2018 001
Dla jednych Kraftwerk to tylko przebrzmiały niemiecki zespół z przebojem „Das Model”. Dla innych – ojcowie techno, prekursorzy elektroniki, odważni artyści. Dla niektórych to przebogata kopalnia ampli, a dla nielicznych – dzieło sztuki z dżentelmeńskim, acz stanowczym ostrzeżeniem: postęp jest ekscytujący, choć bywa niebezpieczny.

Od mniej więcej 1955 roku, dzięki wielkiemu politykowi Konradowi Adenauerowi, Niemcy zaczęły łapać oddech po II wojnie światowej. Wiadomo, kto ją wywołał, ale nie wszyscy tak samo jej pragnęli. Wspomniany wyżej mąż stanu bardzo długo walczył z hitlerowskim aparatem. A ten nie grał wobec niego fair. Gdy gestapo nie mogło dosięgnąć samego Adenauera, porwało jego żonę.
Po wojnie Niemcy podnosiły się z kryzysu, a Konrad Adenauer w latach 1949-1963 pełnił funkcję kanclerza. I pełnił ją znakomicie. Biografowie wspominają, że „otoczył kraj ojcowską opieką i wyprowadził na prostą po koszmarze hitleryzmu”. W Polsce nie cieszył się dobrą sławą. Peerelowska prasa rysowała go jako wroga, wywlekając zdjęcie w krzyżackim płaszczu. Gdy zmarł pod koniec lat sześćdziesiątych, Zachodnie Niemcy były już po kilku głębszych oddechach i rosły w siłę, również kulturowo. Na Zachodzie nikt nie traktował ich jednak poważnie. Wiązało się to, rzecz jasna, z losem przegranego agresora, który „był na tyle głupi, że dał się pokonać”.

Niekonwencjonalny Jack White

076 079 HIFI 04 2018 001O Jacku Whicie po raz pierwszy zrobiło się głośno w 2004 roku. Jego kompozycja „Seven Nation Army”, nagrana przez duet The White Stripes, została wówczas uznana za najlepszą piosenkę rockową i zdobyła nagrodę Grammy.


Od tamtego czasu nazwisko wykonawcy regularnie gości w muzycznych mediach. Ostatnio za sprawą najnowszego, kontrowersyjnego albumu „Boarding House Reach”.
W 2008 roku na ekrany kin wszedł dokument Davisa Guggenheima „Będzie głośno”, traktujący o roli gitary w muzyce rockowej. Jack White wystąpił w nim obok Jimmy’ego Page’a (związanego dawniej z Led Zeppelin) oraz Davida Howella Evansa, szerzej znanego jako The Edge (U2). Zrobił duże wrażenie. Wypowiadać się na temat najważniejszego instrumentu rockowego w takim towarzystwie to przywilej, który nie trafia się każdemu.

W królestwie umierającego słońca

76 80 HIFI 03 2018 001
Spotkałem kiedyś w warszawskim klubie australijskiego jazzmana. Dość szybko przeszliśmy do wątków muzycznych z jego kraju. Był rok 1998, a duet Dead Can Dance właśnie się rozpadł, ku ogromnemu smutkowi fanów. Mówię mu więc, że szkoda, bo wszyscy liczyliśmy na jeszcze kilka płyt… A on się głupio pyta: „Decadence? Nigdy nie słyszałem o tej punkowej grupie”.

Wzdrygnąłem się i wycyzelowałem: „D E A D… C A N… D A N C E…”. Mój angielski był bardzo staranny, a klub nie należał do głośnych. A ten znowu zapytał: „Decadence?!” Poczułem zażenowanie, choć także pewną ulgę, że nie pomylił australijskiego duetu z kalifornijskim Dead Kennedys. Nie, nie robił sobie żartów. Naprawdę nie miał pojęcia, o czym mówię.