HFM

artykulylista3

 

Lester Young – pierwszy hipster jazzu

068 073 Hifi 09 2023 0111933, Kansas, czwarta rano. W klubie Blossom Cherry trwa pojedynek „na rury”. Walczą wyłącznie tenorzyści. Obwiązuje zasada „call and response” – po ataku riffem rywal musi odpowiedzieć zabójczą frazą.

 

Coleman Hawkins, waga ciężka, sieje spustoszenie, rozdając ciosy na prawo i lewo. Wyczerpany, zrzuca przepoconą marynarkę, teraz gra tylko w podkoszulku. Kolejni zawodnicy odpadają jeden po drugim. Zostaje ostatni. Bierze Hawka na przetrzymanie, przyjmuje strategię uników – nawale agresywnych dźwięków przeciwstawia zwiewne linie, na które wszechmocny „Bean” nie znajduje adekwatnych ripost. Walka Dawida z Goliatem dobiega końca. Hawk, upokorzony, schodzi do narożnika. Spici do nieprzytomności sekundanci ogłaszają zwycięzcę: nowym królem tenoru zostaje Lester Young.
Był najbardziej wpływowym saksofonistą przed Parkerem. I choć za pierwszego tenorzystę z prawdziwego zdarzenia uważa się Hawkinsa, to właśnie Young stworzył alternatywny, zrelaksowany styl gry, który zainspirował muzyków bebopu (w tym samego Parkera), cool, modal jazzu i mainstreamu – od Zoota Simsa, Dextera Gordona, Lee Konitza i Paula Desmonda, po Stana Getza, Wayne’a Shortera, Milesa Davisa, Johna Lewisa, a nawet Chicka Coreę.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Cyrk przyjechał... (i odjechał)
Urodził się w 1909 roku w Woodville (Missisipi). Niedługo później rodzina Youngów przeniosła się do Algier, dzielnicy Nowego Orleanu. Dźwięki towarzyszyły Lesterowi od najmłodszych lat – oboje rodzice profesjonalnie zajmowali się muzyką. Na jego rozwój największy wpływ miał ojciec, William Handy Young, zwany Billym. Był nietuzinkową personą na tle społeczności Algier – człowiekiem religijnym, zdyscyplinowanym, pozbawionym nałogów, dbającym o siebie. Codziennie rano odwiedzał salon fryzjerski, gdzie zamawiał golenie i masaż twarzy; lubił też eleganckie garnitury. Potrafił komponować, aranżować, prowadził zespoły, dyrygował chórem i grał na wszystkim, co wydaje dźwięk. Udzielał także lekcji muzyki, zyskując szacunek miejscowych i tytuł „profesora”. Umiejętności te nabył prawdopodobnie w trakcie nauki w Tuskegee Institute. Edukował też swoje dzieci – najstarszego Lestera, Irmę oraz Leonidasa (Lee), którego lubił najbardziej z całej trójki. Lester, prawdziwy bystrzak, miał świetne ucho, grał wszystko z pamięci, udając że czyta nuty. W końcu został zdemaskowany przez ojca, co skończyło się awanturą i sześciomiesięcznym kursem zasad notacji, w czasie którego był motywowany skórzanym pasem.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Kiedy dzieci podrosły, Billy założył rodzinny zespół o nazwie Young Family Band. Lester grał w nim na trąbce, skrzypcach i perkusji, która przez pewien czas była jego głównym instrumentem. W wieku 12 lat zdecydował się na alt, przekazując rolę drummera bratu (Lee Young grał później w zespołach Goodmana, Hamptona, Wallera, Nata King Cole’a). Young Family Band grał mieszankę ragtime’u, bluesa i jazzu w stylu Jelly’ego Roll Mortona i Kinga Olivera. Po przeprowadzce do Minneapolis robili wypady do Teksasu, Oklahomy, Arkansas, Luizjany i Missisipi. Grywali w cyrkach, na potańcówkach, pokazach minstreli i paradach marszowych.
Stosunki Lestera z ojcem nigdy nie układały się dobrze. Jego patriarchalny styl zarządzania rodziną, pouczanie wszystkich dookoła, a w końcu rozwód z żoną (w 1919 to Billy przejął opiekę nad dziećmi) fatalnie wpłynęły na psychikę wrażliwego, zamkniętego w sobie i emocjonalnie związanego z matką chłopca. Już jako nastolatek Lester zadawał się z niewłaściwym towarzystwem. Odkrywał uroki substancji zakazanych i znikał z domu na kilka dni. Z trudem wytrzymywał w zespole. Narzucony przez ojca repertuar nie do końca odpowiadał jego ambicjom, a kiedy Billy zaplanował kolejne występy na Południu, gdzie nadal obowiązywało prawo segregacji, postanowił odejść. Był indywidualistą, absolutnym zaprzeczeniem ojca. Chciał żyć po swojemu i na własny rachunek.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Basie jako baza
W 1928 wyruszył w trasę z Bostonians – grupą Arta Bronsona; to właśnie wtedy przesiadł się na tenor, któremu pozostał wierny do końca. Był w ciągłym ruchu – w 1930 występował z Blue Devils basisty Waltera Page’a. W kolejnym roku grał w Nest Club z Eddiem Barefieldem. W 1932 zasilił Cotton Club Orchestra Eugene’a Schucka, a później Thirteen Original Blue Devils. Po półrocznej współpracy z Kingiem Oliverem, w 1933 pojawił się w Kansas City. Tam grał z Clarence’em Love, a potem z Bennie Moten-George E. Lee Band, aż w końcu trafił do grupy Counta Basiego.
Kiedy miał wolne, wpadał na jamy do klubów. To właśnie wtedy doszło do konfrontacji z Hawkinsem.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Choć historia pojedynku w Blossom Cherry brzmi wiarygodnie i pojawia się w większości źródeł, nie wiadomo, czy wydarzyła się naprawdę. Przede wszystkim Hawkins, muzyk znakomicie wykształcony, o ugruntowanej pozycji i wybujałym ego, nie zadawał się z „kotami”. To nie była jego liga. Pytany o to zdarzenie, Basie twierdził, że mało pamięta, ale inni, np. Mary Lou Williams, chętnie dorzucali smakowite detale. Prawdopodobnie to sam Hawkins, goszczący w Kansas z zespołem Fletchera Hendersona, sprowokował całe zajście. Miał wyjść przed klub i wrzasnąć: „Hej, czy w Kansas znajdzie się choć jeden tenorzysta z jajami?”. Stojący nieopodal Lester Young, Ben Webster i Herschel Evans tylko na to czekali. Jam rozpoczął się o północy, a zakończył w południe. Muzycy przeoczyli poranek, gdyż na okrągło wspomagali się alkoholem – niedawno skończyła się prohibicja. Mary Lou dodaje też, że gdy „załamany” Hawkins zmierzał do swojego cadillaca, Lester podążał za nim, dobijając go jadowitą solówką. Batalia w Blossom Cherry stała się mitem założycielskim legendy Younga, natomiast rzeczywista czy rzekoma porażka Hawkinsa nie zrujnowała mu kariery. W 1939 roku nagrał swój największy hit, w którym ustanowił nowe zasady improwizacji.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Niedługo później Hawk opuścił zespół Hendersona. Jego miejsce w orkiestrze miał zająć Young. Prosto z Little Rock, gdzie zakończył trasę z Basiem, udał się do Nowego Yorku. Tam zamieszkał z rodziną lidera, czekając na wyjazd grupy w dwumiesięczne tournée. Lester wspominał później, że żona Hendersona, Leora Meaux, klasycznie wykształcona artystka, próbowała nawrócić go na styl Hawkinsa. Od samego rana katowała go płytami „Beana”, żądając, by grał jak on. Lestera doprowadzało to do szału. Nocami zaglądał do klubów, by powęszyć w środowisku. W czasie jamu w Harlemie poznał Billie Holiday. To ona nadała mu ksywkę „President” (w skrócie „Pres” lub „Prez”), a on jej – „Lady Day”. Billie zaproponowała, by wyprowadził się od Hendersonów i zamieszkał z nią i jej matką. Mimo licznych spekulacji nie istnieją dowody, że byli parą; tym, co cementowało ich przyjaźń, była muzyka, podobieństwo charakterów i zamiłowanie do trunków. Ulubionym miksem obojga było porto z ginem w stosunku 1:1.
Pozycja Lestera w zespole okazała się słaba. Muzycy Hendersona, przyzwyczajeni do potężnego tonu Hawkinsa, narzekali, że jego saksofon brzmi zbyt delikatnie, prawie jak alt. W końcu lider się ugiął i w miejsce Younga zatrudnił Bena Webstera. W lipcu 1934 Lester wrócił do Kansas i rozpoczął współpracę z Twelve Clouds of Joy Andy’ego Kirka. Tam, z tych samych powodów, również nie został zaakceptowany. Pewnego dnia usłyszał w radiu orkiestrę Basiego. Zauważył, że jej tenorzysta, Slim Freeman, wyraźnie odstaje od reszty. Wysłał więc telegram do lidera sugerując, by pozbył się Freemana i przyjął jego. Basie przystał na tę propozycję.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Lester poczuł się, jakby wrócił do domu. Zespół był akurat na fali, co pozwoliło Basiemu poszerzyć obsadę do pełnowymiarowego big-bandu (14 muzyków). Pierwszym przystankiem trasy było Chicago, wówczas ważny ośrodek jazzu, który, podobnie jak Kansas, wyhodował własną odmianę swingu. Tam, 9 listopada 1936, wraz z Basiem i kilkoma muzykami orkiestry nagrał materiał studyjny. Kiedy album ukazał się na rynku (dziś jest dostępny jako część czteropłytowego boksu „Classic Columbia, Okeh and Vocalion: Lester Young with Count Basie 1936-1940”), wywołał sensację. Young miał w tym sukcesie istotny udział – jego styl gry, jakże świeży i odmienny od innych tenorzystów, uwiódł młodych fanów. W połowie grudnia 1936 zespół Basiego dotarł Nowego Jorku. W styczniu 1937 Lester nagrywał tam z Billie Holiday i towarzyszącym jej zespołem Teddy’ego Wilsona.
Z Basiem rozstał się pod koniec 1940. Nigdy nie czuł się komfortowo w dużych składach. Potrzebował więcej przestrzeni jako solista. Znalazł ją w kwintecie Kelly’ego Stable’a, jednak na skutek nieporozumień z właścicielem klubu zespół musiał się ewakuować. Lester wyjechał do Los Angeles, gdzie grał w grupie brata, Lee Younga. Przez kilka następnych lat działał na Zachodnim Wybrzeżu, występując w klubach Trouville i Capri; stamtąd przeniósł się do Café Society w Nowym Jorku. Był też członkiem big-bandu Ala Searsa, którego muzycy przez miesiąc występowali w Renaissance Casino, a następnie ruszyli na tournée po całych Stanach, koncertując w bazach wojskowych. Wkrótce do swojego kwintetu zaprosił go Dizzy Gillespie – w kręgach rodzącego się bopu Young cieszył się wielkim poważaniem. Po wspólnych występach w Onyx Club, w 1944 powrócił do „bazy”

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


W kamaszach
Z big-bandem Basiego zakotwiczył w LA. Pewnego dnia w klubie, w którym grali, zjawił się agent FBI. Zakomunikował Lesterowi, że notorycznie wykręca się od służby wojskowej i jeśli natychmiast nie stawi się przed komisją poborową, grozi mu pięć lat więzienia. Young był wtedy zaangażowany do prac nad filmem „Jamming The Blues” (to arcydzieło krótkiego metrażu powstało pod szyldem Warner Bros. i w 1945 było nominowane do Oscara). Na filmie widać zmęczonego, przedwcześnie postarzałego, zaledwie 35-letniego muzyka, który z pewnością nie zapowiada się na bohatera wojennego. A jednak armia uważała inaczej. I choć z dokumentacji wynika, że komisja poborowa wiedziała o jego uzależnieniach, okresowych napadach padaczki (prawdopodobnie poalkoholowej) i chorobie „wstydliwej”, uznała, że spełnia wymagania. Wylądował w Fort McClellan (Alabama), gdzie, podobnie jak w innych jednostkach, obowiązywała segregacja.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 

Afroamerykanie mieli osobne wejście do koszar, od białych odgradzał ich stumetrowy trawnik, którego żadnej ze stron nie wolno było przekraczać (zakaz ten był nagminnie łamany). Działał tam zespół z Jo Jonesem, perkusistą orkiestry Basiego. Niestety, Young nie mógł do niego dołączyć. Była to kara za liczne niesubordynacje i łamanie regulaminu. Odmawiał udziału w musztrach, ćwiczeniach sprawnościowych i szkoleniu z bronią – „Chcę zabawiać ludzi, a nie strzelać do nich” – tłumaczył. Armia miała sposoby, by łamać niepokornych. Jednym z nich było upokarzanie rekrutów. Tę metodę stosowano wobec Lestera. Rozkazano mu m.in. publicznie zniszczyć zdjęcie białej kobiety (prawdopodobnie ówczesnej dziewczyny Younga), które nosił przy sobie. Kiedyś, w czasie nocnych ćwiczeń, sierżant zauważył brak jednego żołnierza. Udał się do baraku, gdzie zastał wyluzowanego Lestera, leżącego na pryczy z jointem w dłoni. Zapytał go, dlaczego nie bierze udziału w strzelaniu i w odpowiedzi usłyszał: „Sierżancie, czyż gwiazdy na niebie nie świecą dziś wyjątkowo pięknie?” Dowódca zarządził kipisz. Znaleziono alkohol, barbiturany i marihuanę. Young stanął przed sądem wojskowym. Przyznał się do posiadania nielegalnych substancji i usłyszał wyrok: 400 dni aresztu. Został przeniesiony do obozu jenieckiego w Fort Gordon (Georgia), gdzie spędził najbardziej traumatyczny okres życia. Pogrążony w depresji, odcięty od używek, błagał o dostarczenie instrumentu. Jeden ze strażników zlitował się, jednak kiedy Lester grał nieprzerwanie przez 24 godziny, współaresztanci postarali się, by mu go odebrano.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Good bye, Pork Pie Hat
Na wolność wyszedł w grudniu 1945. Nigdy nie opowiadał o tym, co go spotkało. Wszystko, co miał do przekazania, zawarł w utworze „DB Blues” (DB to skrót od detention barracks). Nagrał go jeszcze w grudniu, a później często wykonywał na koncertach.
W 1946 trafił pod skrzydła Normana Granza, rzutkiego impresaria, organizującego koncerty pod hasłem Jazz At The Philharmonic (JATP). Był w tak kiepskim stanie, że Granz wysłał go na kilkutygodniową terapię. Kiedy Young stanął na nogi, zaczął grywać z własnym kwintetem. Współpraca z Granzem ustabilizowała jego sprawy zawodowe – pracy miał sporo, zarabiał godnie, odnosił sukcesy (dwukrotna Silver Award „Esqiure”, nagroda pisma „Metronome”, 1. miejsce w ankiecie „Down Beatu” w kategorii „saksofon tenorowy”). Jednak popularność i zaszczyty nie wpłynęły na jego styl życia. Pił coraz więcej (szczególnie w trasie, gdyż źle znosił zamieszanie wokół siebie), palił bez przerwy (w łóżku, w studiu, na scenie) i kręcił jointy. W 1952 wraz z JATP Granza odbył tournée po Europie i nagrał płytę z triem Oscara Petersona. Trzy lata później, po wyczerpującej trasie z JATP, przeżył załamanie nerwowe.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 

Został przyjęty do szpitala Bellevue, gdzie przymusowa abstynencja, odpowiednia dieta i leki pozwoliły mu wrócić do grania. Granz, świadom, że jego dobra forma jest tylko stanem przejściowym, szybko zorganizował dwie sesje (styczeń 1956), które zaowocowały albumami „The Jazz Giants ‘56" oraz „Pres and Teddy” (z Teddym Wilsonem). Wiosną następnego roku Young koncertował w Europie z Birdland All-Stars, w lipcu z Countem Basiem na festiwalu w Newport, a w grudniu, wspólnie z Billie Holiday, pojawił się w programie telewizji CBS „The Sound of Jazz”.
W 1959 wyjechał do Paryża. Od stycznia do marca grał w Le Bleu Note Club. W marcu zdążył jeszcze zarejestrować „Le Dernier Message De Lester Young” („Lester Young In Paris”), ostatnią płytę w karierze. Pił wtedy na umór i odmawiał przyjmowania posiłków. Czuł się tak fatalnie, że był zmuszony zakończyć występy przed wygaśnięciem umowy z klubem.
14 marca przyleciał do Nowego Jorku. Nie chciał pójść do szpitala ani wrócić do swojego domu na Long Island, gdzie mieszkała jego żona z dwójką dzieci. Udał się do obskurnego pokoju w hotelu Alvin, vis-a-vis klubu Birdland. Wynajmował go od roku, spędzając czas na słuchaniu swoich starych nagrań i upijaniu się w samotności. Zmarł następnej nocy po powrocie z Paryża. Billie Holiday, jadąc na jego pogrzeb, miała powiedzieć: „Będę następna” (odeszła cztery miesiące później). Wkrótce po śmierci Lestera Charlie Mingus napisał balladę „Good Bye, Pork Pie Hat”, epitafium dla przyjaciela.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Pierwszy hipster
Przez całe życie kierował się zasadą non serviam. Nie chciał być jak Armstrong – w tamtym czasie jedyny muzyk akceptowany przez obie strony, lecz postrzegany przy tym jako „dobry czarnuch”, jazzowa wersja „wuja Toma”. Lester nigdy nie widział siebie w takiej roli, stworzył własny, ponadkulturowy system komunikowania się ze światem. Jego hipsterska postawa manifestowała się poprzez ubiór (obszerny płaszcz, okulary słoneczne i słynny, wykonany na zamówienie kapelusik z kokardką typu Pork Pie), zamiłowanie do substancji psychoaktywnych, które odgradzały go od pospolitości świata, oraz język. W młodości, kręcąc się w środowisku grajków, cyrkowców i minstreli, przyswoił sobie obowiązujący tam slang. Wiele określeń i zwrotów wprowadził do własnego słownika, który poszerzał przez następne lata. Na przykład słowo „chleb” oznaczało pieniądze („stary, nie mogę grać za 40 dolarów, musisz ukroić więcej chleba”), a „przeciąg” – atmosferę rasistowską. Do kolegów zwracał się per „Lady” – ci, których to drażniło, posądzali go o skłonności homoseksualne. Jednak słowem kluczowym było „cool”, które jako pierwszy wprowadził do szerokiego obiegu. „Cool” oznaczało dla niego dystans, luz i wszystko to, co cenił najbardziej, w tym muzykę, sposób grania, ludzi, atmosferę, a nawet... obuwie, które musiało być „przyjazne dla użytkownika” – buty otrzymane w prezencie od Leonarda Feathera wyrzucił do śmieci, gdyż miały zbyt twardą podeszwę; preferował mokasyny i klapki.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Był bodaj jedynym saksofonistą w dziejach, który grał na tenorze, trzymając go pod kątem 30-45 stopni. Jedni traktowali to jako hipsterskie dziwactwo, inni podejrzewali, że robił tak dlatego, by grając w większym składzie, nie zahaczać o plecy siedzącego przed nim muzyka. Być może jednak tym najważniejszym powodem było przeświadczenie, że taki właśnie sposób trzymania instrumentu daje mu lepszą kontrolę nad brzmieniem.
Jednak tym, co wyróżniało Younga najbardziej, była jego muzyka. Nie uznawał ekspresji hot, grania na wysokich obrotach. Uważał to za obciach i schlebianie publiczności. Zamiast technicznych łamańców, potężnego brzmienia i zawrotnego tempa proponował oszczędne sola, grane miękkim, słodkim dźwiękiem. Gdy w latach 30. zespoły Basiego przygrywały do tańca, łagodne melodie Lestera potrafiły wstrzymać ruch na parkiecie – pląsające pary zastygały nagle, wsłuchując się w nie jak w słowa kaznodziei. Wczesne inspiracje czerpał od dwóch białych saksofonistów – Jimmy’ego Dorseya i, szczególnie, Frankiego Trumbauera. Od pierwszego przejął głębokie zadęcie i technikę alternatywnego palcowania, przydatną przy niektórych przejściach, skokach interwałowych i osiąganiu odpowiedniej intonacji. Z kolei Trumbauer, grający na nietransponującym, rzadko używanym tenorze C-melody, był dla niego wzorem, jeśli chodzi o brzmienie i sposób budowania solówek. Improwizacje Younga, oparte na wariacyjnym przetwarzaniu motywów, miały w sobie zwartość i jednolitość – każda kolejna fraza logicznie wypływała z poprzedniej, tworząc płynną, zamkniętą historię z idealnie zbalansowaną dramaturgią. Inaczej niż Hawkins, preferujący arpeggiową (budowaną na składnikach akordów) grę staccato, prowadził melodię w ruchu ósemkowym, podkreślając (poprzez frazowanie i artykulację) jej linearną strukturę. Przekraczał regularne cztero- i ośmiotaktowe odcinki, spowalniał naturalne akcenty, co wzmagało napięcie, podkręcając jednocześnie narrację. Umiejętnie operował ciszą – umieszczał pauzy w najbardziej zaskakujących momentach. Był mistrzem niedopowiedzeń; uważał, że lepiej zagrać mniej niż za dużo. Pozostawiał więcej przestrzeni słuchaczowi. Improwizacje Lestera celnie opisał trębacz Thad Jones: „Były tak piękne, tak żywe, jak magiczny gobelin, który tkał się na naszych oczach”.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Początek lat 40. XX wieku przyniósł zmiany w brzmieniu i charakterze muzyki Younga. Barwa jego saksofonu uległa przyciemnieniu, co było bezpośrednim skutkiem zamiany stroika drewnianego na plastikowy, oraz zagęszczeniu – to z kolei efekt rezygnacji z metalowego ustnika marki Otto Link na rzecz ebonitowego brilharta. Z pozoru drobne modyfikacje instrumentu sprawiły, że muzyka Younga nabrała głębi, pewnej szorstkości i stała się, szczególnie po przejściach w armii, bardziej emocjonalna. W nagraniach ostatniego okresu można też dostrzec redukcję materiału dźwiękowego i spowolnienie tempa wykonywanych utworów. Było to z jednej strony spowodowane pogarszającym się stanem zdrowia artysty, z drugiej dążeniem do oczyszczenia przekazu ze zbędnej ornamentyki. Generalnie, poziom gry Younga zależał wtedy głównie od ilości spożywanego alkoholu. Gdy nie przesadzał, był w stanie nagrywać prawdziwe perełki, jak wspomniany „The Jazz Giants ‘56”. W momentach kryzysowych z kolei prześlizgiwał się przez ograne formułki.

 

 

058 069 Hifi 12 2023 001

 


Hipsterska postawa Younga wpłynęła na innych muzyków, m.in. Monka, Gillespiego, Davisa czy Mingusa. Jego pokręcone słownictwo wzbogaciło jazzowy slang, a słowo „cool” – szybko uznane za pełnoprawny termin muzyczny, określający styl lat 50. – funkcjonuje do dziś.
Young i jego sztuka silnie inspirowały ruch beatników. Jack Kerouac nazywał go „Bożym szaleńcem”, który zapoczątkował jazz nowoczesny. Twierdził również, że pierwszego jointa, jakiego przypalił w życiu, skręcił mu Lester.

 

Bogdan Chmura

Hi-Fi i Muzyka 02.2024