HFM

artykulylista3

 

Samotność samorodków

88-89 01 2013 01Muzykalność, uzdolnienia muzyczne, talent – te określenia słyszymy najczęściej, gdy mowa o ludziach, którzy w kontaktach z muzyką wykazują nieprzeciętną pojętność i umiejętności. Od półtora wieku psychologowie i pedagodzy zastanawiają się, jak zdefiniować te zjawiska, ustalić ich przyczyny, mechanizmy i reperkusje. Podsumowując ustalenia uczonych, można powiedzieć, że muzykalność to po prostu wrażliwość na muzykę; uzdolnienia –naturalna łatwość przyswajania wiedzy o muzyce i gry na instrumentach, zaś talent – uzdolnienia na tyle wybitne i dominujące w osobowości, że wokół nich koncentruje się życie jednostki.

Główne rozbieżności między koncepcjami psychologicznymi dotyczą wpływu środowiska na uzdolnienia muzyczne. Na ile fakt stymulowania dziecka przez rodziców, nauczycieli czy grupę rówieśniczą pomaga się ujawnić i rozwinąć tym uzdolnieniom. Innymi słowy: czy „samorodek” ma szansę zostać dobrym muzykiem, jeśli nie znajdzie zrozumienia, wsparcia (nie tylko materialnego; choć oczywiście ceny instrumentów są pewną barierą) i zachęty w otoczeniu? Czy gdyby Mozart urodził się w wielodzietnej chłopskiej rodzinie, skończyłby co najwyżej jako wiejski muzykant? A jeśli brak wsparcia dla uzdolnionego dziecka przybiera formę wręcz aktywnego zniechęcenia, barier prawnych, społecznych, kulturowych, nie mówiąc o ograniczeniach stwarzanych przez anatomię i fizjologię? Muzyczny samorodek zawsze jest samotny.

Białe i czarne
Ubóstwo to częsty problem, z którym zmagają się osoby zajmujące się muzyką – czy to na etapie edukacji, czy już zawodowej kariery. Nieobcy był też on Marian Anderson (1897-1993), słynnej amerykańskiej śpiewaczce operowej. Po śmierci ojca, sprzedawcy lodu i węgla, dziewczynka, solistka chórów kościelnych w rodzimej Filadelfii, nie mogła iść do liceum ani pobierać lekcji śpiewu. Dzięki wsparciu parafii baptystów udało jej się ukończyć szkołę średnią, ale do akademii muzycznej nie została przyjęta ze względu na kolor skóry. Anderson była Afroamerykanką, wnuczką niewolników. Największą barierą na jej muzycznej drodze okazały się przesądy rasowe.

Boże Narodzenie w wersji pop

88-91 12 2012 01Popularność i żywotność świątecznych piosenek każe się zastanowić, czy są one kolędami zglobalizowanego świata, czy sprawnie sprzedawanymi produktami?

Od kilku dekad przed świętami Bożego Narodzenia utwory takie, jak „Last Christmas” duetu Wham!, „Do They Know It’s Christmas?” Band Aid czy „White Christmas” Binga Crosby’ego, zalewają mainstreamowe media jak świat długi i szeroki. Również w Polsce stanowią integralną część świątecznego repertuaru. Dla jednych tego typu piosenki są uwspółcześnioną, zwykle zsekularyzowaną wersją kolęd, dla innych – znakiem przemienienia idei religijnych świąt w komercyjną, konsumpcyjną i niepoważną zabawę.

Muzyka – Dama z rosiczką?

96-98 11 2012 01Starożytni Grecy przypisywali muzyce niezwykłe właściwości „oczyszczająco-tonizujące”, jak głosi określenie na opakowaniach kosmetyków. Sokratesowi śniło się zalecenie Platona: „Rób i uprawiaj muzykę”. Arystoteles twierdził: „Muzyka wpływa na uszlachetnienie obyczajów”, a zdanie to w 1969 roku powróciło jako tytuł słynnego cyklu felietonów Jerzego Waldorffa: „Muzyka łagodzi obyczaje”. XIX-wieczny historyk sztuki Walter Pater uważał, że „każda sztuka zawsze dąży do tego, by stać się muzyką”, zaś popularny prezenter Lucjan Kydryński prowadził programy telewizyjne pod hasłem „Muzyka lekka, łatwa i przyjemna”.

Muzyka jako pocieszycielka duszy, rozjemczyni konfliktów, towarzyszka chwil uroczystych i tapeta sytuacji sentymentalnych. Muzyka – kraina łagodności? Dama z muzyczką jak dama z łasiczką? A może to łagodność tygrysa? Muzyczka-rosiczka? Wszak łoskot bębnów i ekstatyczne wokalizy towarzyszą najkrwawszym rytuałom plemiennym, a werble i trąbki zagrzewają rycerzy do rąbanki na polu bitwy.

Od plastiku ku wolności

76-79 09 2012 01Dopóki będzie się pisać dźwięki do słów, związek muzyki z polityką i religią będzie możliwy. Słowa mogą z muzyków zrobić przywódców rewolucji, mogą też sprawić, że staną się wyklęci przez system i w więzieniach zapłacą zdrowiem za swoje dzieła. Gdy dziś świat przygląda się sprawie Pussy Riot, warto wrócić do historii sprzed 35 lat i przypomnieć skąd wzięła się Karta 77.

Plastic People of the Universe to nazwa wyjątkowej grupy rockowej, której nieprawdopodobna historia jest jednym z przykładów artystycznej wytrwałości. A wszystko zaczęło się, a jakże, za sprawą Beatlesów w połowie lat 60. To wtedy młodzi ludzie z Europy Wschodniej i ZSRR doznali objawienia za sprawą Johna Lennona. Trzymani za żelazną kurtyną przez długie lata polowali na każdy skrawek amerykańskiej wolności, każdy przedmiot, dźwięk czy słowo, które choć na chwilę pomoże im wyrwać się z szarej pustki systemu.

Spotkanie na szczycie - Historia znajomości Milesa Davisa i Jimiego Hendriksa

73-75 09 2012 01Pod koniec lat 60. w Nowym Jorku doszło do spotkania światów jazzu i rocka. Wspólny projekt Milesa Davisa i Jimiego Hendriksa nigdy oficjalnie nie powstał, choć muzycy otarli się o nagranie płyty.

Charles R. Cross, autor biografii Hendriksa pt. „Pokój pełen luster”, opisuje jedno ze spotkań Hendriksa i Davisa. Jego świadkiem był angielski wokalista rockowy, Terry Reid, pomieszkujący przez krótki czas u Jimiego. Któregoś dnia Hendrix rzucił do Reida, że idzie do łazienki i poprosił, żeby otworzył, gdyby w tym czasie ktoś przyszedł. Minęła chwila, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Reid spojrzał przez wizjer i ujrzał w nim ubranego w fioletowy skórzany płaszcz Davisa. Zaskoczony, starał się trzymać fason. Otworzył i zaprosił go do środka. Ten nawet nie drgnął. „Jest Jimi?” – spytał Davis. Reid grzecznie potwierdził. Davis zamiast wejść, złapał za klamkę i zatrzasnął sobie drzwi przed nosem! Wokalista oniemiał i ponownie spojrzał przez wizjer – Miles wciąż tam stał. Otworzył więc ponownie i powtórzył zaproszenie.

Muzyka jak chleb dla igrzysk

67-69 09 2012 04„Raz jeden, no może dwa wzięłam na trening MP3. Raz na rower, a raz na bieganie. Wkurzało mnie, że muszę dostosowywać tempo biegu/jazdy do rytmu w głośnikach. Pewnie źle dobrałam muzę. Ale wcale nie mam czasu ani ochoty siedzieć pół dnia przed kompem i szukać z taktomierzem odpowiednich kawałków, które sobie wgram na godzinę treningu.”
Natalia Dubaj (wielokrotnie nagradzana kolarka górska)

Muzyka, technologia, fizjologia
Amerykanów uprawiających jogging spytano, czy zrezygnowaliby z codziennego biegania, gdyby nie mogli jednocześnie słuchać muzyki. Aż 37 % odpowiedziało twierdząco. Muzyka umila czas spędzany na ćwiczeniach, ale także może je ułatwiać (dyktując odpowiedni rytm ruchów) i usprawniać (wpływając na wydajność organizmu). Już sama czynność słuchania energetyzuje korę mózgową. Dobór muzyki o odpowiednim klimacie i rytmie przekłada się na lepsze dotlenienie krwi. To fakt potwierdzony naukowo. Rosyjski biochemik Aleksiej Kudinow uważa nawet, że słuchanie muzyki przed zawodami (na przykład pływackimi – niemal norma w tej dyscyplinie sportu) powinno być traktowane jak niedozwolony doping.