fbpx

HFM

artykulylista3

 

Elegia zamiast romansu

067 Hifi 06 2019W roku 1930 Karol Szymanowski, w liście do żony skrzypka Pawła Kochańskiego, pisał o swoich wrażeniach z lektury powieści Conrada „Ocalenie”. Poruszyła go historia znajomości pary protagonistów – „cała głębokość tego «romansu» – którego nie było”. Oto kapitan statku i atrakcyjna mężatka dobrze się czują w swoim towarzystwie, ale nigdy nie przekraczają granicy fizycznej bliskości i rozstają się.



Zofia Chylińska, edytorka wielotomowej korespondencji kompozytora i znawczyni jego biografii, twierdzi, że w literackich bohaterach Conrada zobaczył on siebie i panią Natalię Dawydową. Rekonstrukcji (a może kreacji?) ich związku dokonała Chylińska w książce pod długim tytułem: „Karol Szymanowski. Romans, którego nie było? Między Tymoszówką i Wierzbówką”. Znak zapytania to wyraz asekuracji, a wręcz kokieterii wobec czytelników. Autorka interpretuje ćwierćwiecze zażyłości dwojga sąsiadów z Ukrainy jako romans nieskonsumowany.
Natalia Dawydowa, żona siostrzeńca Piotra Czajkowskiego, Dymitra, matka trzech synów, miłośniczka muzyki i literatury, malarka, animatorka ruchu rzemiosła artystycznego (warsztat haftów wykonywanych według projektów awangardowych artystów), mieszkała w majątku Wierzbówka, zaledwie 5 km od Tymoszówki, czyli siedliska Szymanowskich. Stryjeczny brat Dymitra, Lew, z żoną Marianną gospodarzył w Kamionce, 8 km od Tymoszówki. Te trzy dwory, mimo niewielkiej odległości między nimi, nie utrzymywały żadnych kontaktów. Stanisław Szymanowski, ojciec Karola i czwórki jego rodzeństwa, uważał barierę zaszłości historycznych między Polakami i Rosjanami za nie do pokonania. Dopiero po jego śmierci (1905) lody stopniały. Trzy rodziny zaczęły spędzać wspólnie czas, razem muzykować i bawić się w teatr. Prowadzić niekończące się konwersacje o literaturze i sztuce. Nawiązywano międzypokoleniowe więzy przyjaźni, które przetrwały lata zawieruchy rewolucji, wojny domowej i tułaczki po Europie.


Karol, skupiony na swej kompozytorskiej karierze, wracał do domu, by naładować twórcze akumulatory i nacieszyć się rodzinną atmosferą. Około roku 1909 poznał panią Wierzbówki. Natalia miała wówczas 34 lata, on – 27. Wykształcona, błyskotliwa, ujmująca, wyrozumiała, opiekuńcza kobieta i utalentowany, świetnie wychowany, przystojny, delikatny mężczyzna. Ich dialog, twarzą w twarz lub korespondencyjny, będzie trwać prawie do samobójczej śmierci Dawydowej w Paryżu w 1933 roku.
Zdaniem Chylińskiej – Karol znalazł w Natalii esencję kobiecości; autorka podsumowuje to zadziwiająco pretensjonalnie: „Kupido wyciągał strzały ze swego kołczanu”.
Jednak prawda wyglądała chyba inaczej i rację ma Edward Boniecki, kiedy w zbiorze esejów o Szymanowskim „Ja niegdyś Roger…” (Warszawa 2014) pisze: „Była dla niego wszystkim, czym może być kobieta dla homoseksualisty, z czego zresztą Pani Natalia zdawała sobie sprawę”. Karol chciał bowiem subtelnie wygasić ewentualne nadzieje Dawydowej na przejście ich duchowej przyjaźni do etapu fizyczności i dokonał coming outu – w 1922 roku wysłał jej opowiadanie Andre Gide’a „Immoralista”. Odpowiedziała: „Nie mówiłam o tym, ale wiedziałam i wyczuwałam, że to Pan”. W jej relacji z Karolem nic się nie zmieniło. Maniery i konwencje działały stabilizująco, wręcz dobroczynnie w tym przypadku. Szymanowski i Dawydowa rozmawiali po francusku, nigdy nie przeszli na ty. To, co Chylińska nazywa „miłosną retoryką”, było po prostu retoryką listów przyjaciół; wyznanie „kocham” znaczy tu niewiele więcej niż deklaracja piosenkarza, że kocha publiczność koncertu, a ściskanie dłoni nie kryje podtekstów erotycznych.


Karola i Natalię połączyła wspaniała, bezinteresowna, szczera przyjaźń. Z czekania na listy Karola, na – coraz rzadsze – spotkania z nim i rozmowy o sztuce kobieta czerpała dodatkowe siły do przetrwania w chwilach, gdy umierali jej najbliżsi, gdy traciła wolność, dom, ojczyznę. Karolowi dawała motywację do pracy, była uważnym słuchaczem jego muzyki, chętnie służyła swoimi kontaktami w rosyjskim świecie artystycznym. Szymanowski dedykował jej II sonatę fortepianową A-dur (1910-1911). Uwiecznił ją jako jedyną żeńską postać, Hrabinę Łanskoj, w zaginionej powieści „Efebos”.
Z fragmentów listów Szymanowskiego, Dawydowej, ich krewnych i znajomych oraz z innych źródeł Chylińska zręcznie ułożyła potoczystą narrację, z bogatą ikonografią. Skoro nie było romansu, to o czym jest ta książka? O umieraniu pięknego, szczęśliwego świata polskiej i rosyjskiej inteligencji. O płonnej nadziei, że Rewolucja Październikowa da artystom nieograniczoną wolność (wierzyła w to, krótko, Natalia, lecz Karol nie miał żadnych złudzeń). O goryczy życia w niepodległej Polsce, o wzlotach i upadkach karier muzycznych, o udręce wędrówki w poszukiwaniu pracy i miejsca na ziemi.
Profetyczną elegią dla świata, który niebawem runie, jest testament Anny Szymanowskiej, matki Karola, sporządzony w 1911 roku. Napisała ona do dzieci: „Pamiętajcie, że zgodą i solidarnością nie tylko rodziny, ale całe narody stoją”. Szymanowscy pamiętali i trzymali się razem, lecz wszystko wokół się rozpadło.

Teresa Chylińska: „Karol Szymanowski. Romans, którego nie było? Między Tymoszówką i Wierzbówką”
Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 2018

 

Hanna Milewska
Źródło: HFM 05/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF