HFM

artykulylista3

 

Pan Samochodzik i dumna Dunka

Jak wszyscy wiedzą, znany polski superbohater, Pan Samochodzik, prowadził nieuregulowane życie uczuciowe. Niemal każda książka o jego przygodach kończyła się sceną z dłonią jakiejś pięknej kobiety w jego dłoni, a w kolejnym tomie nie było już nawet śladu po biedaczce. Co się działo w międzyczasie, wiedział tylko autor.

Doszedłem do wniosku, że Pan Samochodzik konsumował kolejne związki pomiędzy oficjalnymi przygodami, a potem się z nich jakoś wywijał. Postanowiłem w miarę możliwości uzupełnić luki w biografii naszego ulubionego bohatera. Przed Państwem odcinek zrekonstruowanych międzyprzygód Pana Samochodzika. Oczywiście do lektury zachęcam wyłącznie osoby, które ukończyły 18. rok życia.
Gdy nawiązywałem nie pozbawiony elementów gry intelektualnej romans z piękną Karen Petersen, nie przypuszczałem, że w mojej wybrance tkwi demon. Choć z drugiej strony, pewne objawy dały się zauważyć, jeśli ktoś umiał patrzeć. Zainteresowanie techniką motoryzacyjną, opowiadanie, ile cylindrów ma lincoln papy Petersena, liczenie tychże cylindrów w moim wehikule, potem odejmowanie tych dwóch liczb od siebie… Powinno mnie to ostrzec, byłem jednak ślepy jak mucha łątka jednooczka, znana z lecenia na oślep, w dodatku z przechyłem na jedną burtę.

Grająca bieda

Podobno kryzys hula strasznie. Ludzie boją się wydawać pieniądze, bo nie wiedzą, co będzie jutro. Z tego powodu bankrutuje mnóstwo firm. Liczby idą w tysiące, a może nawet dziesiątki tysięcy. A jak jest w naszej branży?

Ostatnio zrobiliśmy sobie objazd po dystrybutorach i sklepach. Oczywiście, wszyscy narzekają: „Tak źle to jeszcze nie było”, „Ludzie przestali kupować cokolwiek”. Do narzekań akurat jestem przyzwyczajony, bo je słyszę od zawsze. Jest to nawet pewien model konwersacji z interesem w tle. Zapewne znacie te rozmowy telefoniczne, zaczynające się od „Co słychać?”. Potem wymiana grzeczności, a na koniec: „Nie pożyczyłbyś mi dwieście złotych?”. Kultywując ten schemat na co dzień, przynajmniej w tak zwanych towarzyskich stosunkach, staram się go odwrócić: „Mam do Ciebie sprawę, a potem powiesz mi, co słychać”. Tak mi się wydaje zdrowiej.

Zanim zaczniecie czytać

Test słuchawek, który macie przed oczami, przekazujemy z zadowoleniem, ponieważ dołożyliśmy wszelkich starań, aby był przeprowadzony rzetelnie, jak najbardziej obiektywnie (choć każda opinia jest przecież subiektywna) i na bazie doświadczeń redakcji miesięcznika „Hi-Fi i Muzyka”, działającego od 1995 roku.

Zespół dokonujący odsłuchów składał się z trzech osób, chociaż były też brane pod uwagę opinie innych autorów, na stałe współpracujących z tytułem. Kompendium powstało na bazie kilkumiesięcznych testów, wykonanych w przemyślany i starannie przygotowany sposób.
Wszystkie słuchawki były traktowane demokratycznie, to znaczy – nie wyodrębnialiśmy tanich, drogich, dousznych, nausznych oraz zamkniętych i otwartych. Dlatego też nie pozostaliśmy przy zaleceniach producentów, choć braliśmy je zawsze pod uwagę. Na podziały znaleźliśmy miejsce dopiero w rankingu.

Nowe rozdanie

Jeśli wziąć pod uwagę, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”, trudno się dziwić, że i co do kryzysu zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że dusi nas jak ta lala, i że to, co uważamy za wiosenną ruń zieloną, to wywalony agonalnie język Polski, a dlatego zielony, że agonia miała miejsce już dość dawno temu.

Inni (zwłaszcza ci, co mieli przyjemność z musu być partycypantami wdrażania kolejnych etapów tzw. reformy gospodarczej w latach 80.) twierdzą, że tym pierwszym w głowach się przewróciło i że w istocie żyjemy w umiarkowanym, ale jednak dobrobycie. Oczywiście, na co dzień interesują nas te kwestie ogromnie, ale przecież nie raz w miesiącu, gdy ukazuje się numer naszego magazynu. W tym dniu interesuje wszystkich w Polsce głównie tematyka hi-fi. Taki jest nasz wpływ na opinię publiczną.
Jak się zatem mają te kryzysy-niekryzysy do produkcji i rynku hi-fi w Polsce i jak tym negatywnym zjawiskom zaradzić? Produkcja sprzętu stereo w Polsce jest trochę dziwna.

Muzak

Piątego lutego 2013 roku znikła z rynku marka Muzak, należąca obecnie do Mood Media (Concord, Ontario). Firma Mood Media kupiła Muzaka, by zintegrować rynek produktów mających bezpośredni wpływ na zmysły: zapachy rozpylane w publicznych miejscach (nie toaletach), obrazy oraz muzykę funkcjonalną.

Z jednej strony, ma to na celu zamknięcie klienta w kokonie bodźców ułatwiających kupno nowego, modnego, wyrafinowanego, niech szlag trafi koleżankę, bez którego życie nie ma sensu, produktu. Z drugiej – to alternatywny środek motywacji pracownika, by działał bardziej wydajnie, nie czując zmęczenia lub senności, mobilizując skupienie w czasie wykonywania rutynowej pracy. By trafić na różne rynki, konieczna jest rozmaitość komercyjnych produktów dźwiękowych. Istnieją więc tapety muzyczne przeznaczone dla szpitali, hoteli, lotnisk, fabryk, restauracji, barów, biur, etc.
Muzak był firmą założoną w 1934 roku, oferującą „muzykę” odtwarzaną w windach, sklepach i centrach handlowych – tapety akustyczne rozpinane pomiędzy muzyką a ciszą. Miały one wspaniałą cechę: wchodziły jednym uchem, a wychodziły drugim.

Dziennik

W deszczowy piątek redaktor naczelny pewnego znanego pisma dla ludzi, co słyszą kable, odwiedził pewnego dystrybutora sprzętu dla niebiednych. Najpierw w ramach szorstkiej, męskiej przyjaźni wymienili uprzejmości z gatunku: „Powiedziałbym ci, że przytyłeś, ale obawiam się riposty”, a potem oglądali razem nowe Thiele CS 1.7 i cmokaniom nie było końca.

Sobotnim popołudniem redaktor naczelny pewnego pisma dla ludzi, którzy oczyszczają prąd do słuchania złotych płyt, siedział naburmuszony. Nie podobały mu się słuchawki, w których miał właśnie zamiar uciąć sobie podszytą muzycznym podkładem drzemkę po obiedzie, złożonym z placków ziemniaczanych ze śmietaną i wina kupionego w Lidlu za 14,90 zł. W końcu mruknął pod nosem: „Niech tam” i udał się do komórki lokatorskiej. Za chwilę zaczęły stamtąd dochodzić hałasy i smród nadpalonej gumy. Po dobrej godzinie zmagań redaktor zasiadł w swoim fotelu ze sztucznej skóry, włączył telewizor i siarczyście zaklął. Bo cóż z tego, że nowe słuchawki gotowe, kiedy przegapił „Familiadę” i nie będzie miał dowcipu na nadchodzący tydzień.