fbpx

HFM

artykulylista3

 

Wojna polsko-chińska

knight 2565957 1280Internet wyzwala specyficzne emocje. Ostatnio zainteresowała mnie wypowiedź polskiego producenta, którą cytuję poniżej. Później pozwolę sobie na parę słów komentarza.


Jakiś czas temu obserwowałem dyskusję (…) na temat chińskiego wzmacniacza. To niesamowite, z jakim zaangażowaniem ludzie bronili sprzętu „made in China”, dyskredytując przy tym europejską konkurencję. Myślę, że w żadnym kraju na świecie Chińczycy nie znajdą tak lojalnej klienteli. Wszystkie narody świata zwalczają import z Chin w obawie przed szkodami dla rodzimej gospodarki, a my Polacy… prosimy o jeszcze. Po kilku dniach przeglądam Facebooka: „Witam, mam zamiar kupić wzmacniacz lampowy. Mam na oku dwa modele: XXX made in China i Fezz Audio Silver Luna. Słuchał ktoś? Porównywał? Który wybrać?”. I w komentarzach znów to samo. Postanowiłem, że się wypowiem. Wydawać by się mogło, że argumenty, których używałem, brzmiały sensownie: „(...) nie bronię siebie, ani swoich konstrukcji, ani swojej firmy. Fezz i Toroidy.pl na tę chwilę mają 100 % obłożenia produkcji przynajmniej na 6 miesięcy do przodu. Produkujemy setki wzmacniaczy i tysiące transformatorów miesięcznie. Mamy wystarczającą ilość pracy i pieniędzy. Bronię polskiego przemysłu, polskiej gospodarki, polskich inżynierów wykształconych w Polsce i polskiej pracy, bo z tego będą żyły nasze dzieci i wnuki (…)”. Odpowiedź brzmiała: „Nie trawię, jak się mówi, że to jest super, bo z Polski, a tamto do bani, bo gdzieś indziej składane. Gdzie uczciwa konkurencja? Podobne mam odczucia w sprawie Audio Academy czy Haiku Audio. Żadna z tych marek mnie nie przekonuje. Lobbuje się to na forach i w prasie patriotycznymi hasłami – to żenada”.

Lobbują zarówno polscy producenci, jak i importerzy chińskich firm. Lobbują osoby bezpośrednio zaangażowane w sprzedaż high-endowych marek z USA i Europy. Co więcej, nie tylko zachwala się produkt marki „otoczonej opieką”, ale też dyskredytuje bezpośrednią konkurencję. Znane są przypadki zarzucania awaryjności czy kiepskiego wykonania, nie mające pokrycia w rzeczywistości. Nie wspomnę już o „wrażeniach odsłuchowych” nie popartych odsłuchem. Przykleja się firmie śmierdzący placek, bo kto to sprawdzi? W takiej sytuacji można doradzić tylko rozsądek i czujność.

Fora są traktowane jako „obiektywne źródło opinii”. Tymczasem niekoniecznie wypowiadają się na nich osoby z doświadczeniem, za to finansowo zainteresowane budowaniem nastawienia do konkretnego producenta. Zwłaszcza to negatywne jest skuteczne i łatwe do „wdrożenia”. A jeśli się zastanowić, to wzmacniaczy za 50 tys. zł czy kolumn za 80 tys. nie ma na polskim rynku zbyt wiele. Podejrzliwość powinno wzbudzać zwłaszcza nadmierne zaangażowanie konkretnych użytkowników w dyskusje nad określonymi tematami. Tutaj przeważnie nie ma przypadków. Z drugiej strony – jest sporo racji w sprzeciwie wobec faworyzowania rodzimej produkcji jedynie ze względu na kraj pochodzenia. Chcemy mieć dobry produkt i jeżeli nie będziemy patrzeć obiektywnie, to polski producent nie ma motywacji, by go doskonalić. Patriotyzm to coraz ważniejszy trybik w gospodarce, ale nie powinien przybierać formy końskich okularów. Chociaż…

Od kiedy rozpocząłem budowanie marki Fezz Audio, przeprowadziłem wiele rozmów z ludźmi innych narodowości. Niemcy byli zaszokowani, kiedy opowiadałem, że Polacy hejtują naszą pracę. Nie mogli w to uwierzyć. „Jak to? Polak przeciwko Polakowi? Polacy nie są dumni z tego, co robią polskie firmy? Opowiadasz jakieś brednie (...). U nas nikt się nie odważy powiedzieć nic obraźliwego na niemiecki produkt. Największą karą w Niemczech dla niemieckiego producenta jest brak opinii.”

Pytanie, czy Niemcy przesadzają, jest jak najbardziej na miejscu. Zaraz za nim pojawi się, czy przesadzają Francuzi, Brytyjczycy i Amerykanie? Bo zarówno prasa, jak i sklepy promują rodzime produkty. Inna rzecz, że klienci podobnie głosują portfelem. Czy to oznacza, że sprzęt jest lepszy? O jakości produktów wielu marek z tych krajów nie ma co dyskutować. O ich pozycji na świecie również. Czy polskie mogą z nimi konkurować? Powiedzmy sobie szczerze: nie wszystkie. Nie widzę uzasadnienia w wydawaniu pieniędzy na słabe kolumny czy przewody zbyt drogie w relacji do wartości materiałowej, wykonania i efektu. Ale są przecież firmy, które już osiągnęły sukces. Niektóre nawet międzynarodowy. Zgoda, początkujący mają pod górkę; są też marki, które nie zostały dostatecznie docenione. Ale czy pozostają bez winy? Niekoniecznie w kwestii samej jakości oferowanych sprzętów. Zabrakło czegoś bardziej prozaicznego, gdzieś na poziomie organizacji, a nawet zaprojektowania atrakcyjnej wizualnie powierzchowności. Czasem warto się uderzyć we własną pierś, a nie we wszechobecną i działającą na mnie jak płachta na byka krytykę „tenkraju”. Co nie zmienia faktu, że cytowany producent również ma rację, zwłaszcza patrząc na efekt w ujęciu globalnym. Bo gdzie jest dzisiaj branża producentów dobrego hi-fi z Polski, a gdzie z Niemiec czy Wielkiej Brytanii? Owszem, oni mieli więcej czasu i zamożniejsze społeczeństwa jako pierwszego odbiorcę. Polacy nie są jednak obecnie znów aż tak biedni, więc wypada przynajmniej zaapelować: przyjrzyjcie się polskim produktom uważniej. Dajcie im szansę. Mówimy to z przekonaniem, którego… mieć nie powinniśmy. Od początku istnienia magazynu staraliśmy się pomagać rodzimym firmom. Możemy nawet powiedzieć, że do ich sukcesu dołożyliśmy niejedną cegiełkę, czasem nawet położyliśmy fundamenty. Tymczasem wyrazy wdzięczności przybierają nieraz postać dictium: „Nie interesuje nas rynek polski, recenzje itp. To zawracanie głowy i tylko kłopot”. Czyli: wymaga się lojalności polsko-polskiej, ale tylko wtedy, kiedy jest potrzebna; w drugą stronę to już nie działa.

Od trzech lat wzmacniacze Fezz Audio są dostępne także na rynku koreańskim. Potrzebowaliśmy blisko roku, aby przejść bardzo restrykcyjny proces certyfikacji. Raport z badań składa się z ponad 170 stron dla każdego z modeli. Po co Koreańczycy to robią? Ano po to, żeby bronić swojej gospodarki. Nie dopuszczają na rynek produktów, które są w stanie sami wytworzyć.

To klienta nie interesuje i chyba interesować nie powinno. Opisana polityka pozostaje w gestii rządu i specjalistów, którzy go otaczają. A – jak zaznaczałem już wiele razy – o polityce nie piszemy i pisać nie zamierzamy.


Maciej Stryjecki