fbpx

HFM

artykulylista3

 

Słuchać, czytać, słyszeć

84 85 Hifi 07 2017 001

Jak słuchać lepiej? Jak słyszeć więcej? W naszym miesięczniku dajemy na to odpowiedź, przedstawiając nowoczesny sprzęt do odtwarzania muzyki. Ale, prawdę mówiąc, nawet najwspanialsze urządzenia niczego nie zmienią w naszym odbiorze muzyki, jeśli nie będziemy… czytać.

Produkt o przedłużonej świeżości
W piosence-hymnie „Hallelujah” Leonard Cohen narzeka, że wartość muzyki mierzy się dziś miejscem na liście przebojów, a cała dyskusja o danym utworze sprowadza się do opisu jego wędrówki w rankingu – czy w górę, czy w dół i o ile pozycji. Nie dotyczy to tylko muzyki popularnej. Sporządzane są również zestawienia sprzedaży płyt z utworami klasycznymi oraz najlepszych (najbardziej poszukiwanych? najlepiej opłacanych?) śpiewaków operowych. Na listy bestsellerów księgarskich trafiają czasem biografie sławnych piosenkarzy, primadonn czy dyrygentów; rzadko (ale jednak) – kompendia typu przewodniki dyskograficzne. Inne książki na tematy muzyczne nie są tak gorącym towarem. Na szczęście. Książki poszerzające wiedzę o historii, teorii, interpretacji muzyki nie tracą świeżości ani aktualności. Wchodząc do obiegu kultury, służą przez wiele lat kolejnym rocznikom uczniów i studentów szkół muzycznych, wykonawcom i melomanom. Sięgamy po nie przed koncertem i po nim, aby słuchać uważniej i słyszeć więcej. Przed wyjściem do opery, po lekturze recenzji płyty lub pod wpływem fascynacji intrygującym tekstem piosenki – chcemy poczytać lub doczytać, a potem podzielić się wiedzą z innymi, zachęcić do posłuchania i poczytania właśnie.
W „Hi-Fi i Muzyce” nr 3/2014 zamieściliśmy przegląd książek, które wpłynęły na wiedzę i upodobania m.in. osoby piszącej te słowa. Teraz chcemy zwrócić uwagę naszych Czytelników na książki polskich autorów z lat 2010-2016. Ukazało się ich całkiem sporo, w różnych oficynach. Przedstawiamy zatem, znów subiektywny, wybór i Czytelnik też może dokonać subiektywnego wyboru z zawartości. Kierując się spisem treści, może wytypować interesujący go rozdział lub artykuł, a do reszty – wrócić po pewnym czasie, gdy pojawi się nowy muzyczny bodziec. Polecamy książki, którym naprawdę „zależy na czytelniku”. Które są napisane barwnie i ze swadą, zrozumiałym językiem, ale z zachowaniem wszelkich kryteriów merytorycznych.

 

84 85 Hifi 07 2017 002


Budulec muzyki
Każdy utwór muzyczny to zestaw dźwięków i pauz. Jak to się dzieje, że w ogóle coś słyszymy? Za fenomen słyszenia odpowiedzialna jest nie tylko misterna konstrukcja ucha i tajemnicze procesy zachodzące w mózgu. Dźwięk istnieje w przestrzeni architektury i w przestrzeni społecznej. Na to, co usłyszymy, ma wpływ to, co słyszeliśmy wcześniej. To, co widzieliśmy, czego doświadczyliśmy i, oczywiście, co czytaliśmy. Tym kontekstom muzyki poświęcona jest książka Urszuli Jorasz „Słuchając czyli kontredans akustyki ze sztuką” (Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2010). Autorka pisze o roli dźwięku w dziejach kultury europejskiej, o przypisywanym mu mocom magicznym i mistycznym, o jego roli w liturgii i w sztuce. Przytacza liczne przykłady. Cytuje artystów (kompozytorów, poetów) i uczonych (filozofów, fizjologów). Kreśli, według słów jej samej, „szkice do portretu wielokrotnego akustyki odbitego w zwierciadle sztuki”. I jak na portret przystało, w książce jest mnóstwo ilustracji. Obrazy sąsiadują z manuskryptami muzycznymi, biblijne grafiki Dorégo – z rycinami medycznymi, przejrzyście opisanymi i w zasadzie nieróżniącymi się od dzieł sztuki współczesnej. W swojej fascynującej opowieści Jorasz poświęca dużo miejsca ciszy i milczeniu. Czy się jest kompozytorem, czy melomanem – dopiero w skupieniu i namyśle można rozpoznać, docenić i w pełni usłyszeć muzykę.

84 85 Hifi 07 2017 002


Kreujący i kreowany
Stanisław Moniuszko. Drugi po Chopinie (ostatnio nieśmiało w stronę drugiego miejsca na podium przesuwa się Karol Szymanowski). Twórca opery narodowej i popularnych pieśni. Kompozytor wrażliwy na krzywdę ludu i na folklor. Itd., itp. – taki uproszczony wizerunek funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni. Agnieszka Topolska postanowiła rozliczyć się ze stereotypami. Opisała i zdekonstruowała, zgodnie z tytułem swojej książki, „Mit wieszcza” (Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Poznań 2014). Podtytuł monografii brzmi: „Stanisław Moniuszko w piśmiennictwie lat 1858-1989”, jako że głównym źródłem wiedzy o postrzeganiu osoby i twórczości Moniuszki są źródła pisane. A dlaczego takie ramy czasowe? W 1858 roku odbyła się warszawska premiera „Halki”, dzięki której Moniuszko przestał być kompozytorem prowincjonalnym. 1989 – to upadek władzy komunistycznej, która używała klasyki kultury narodowej jako narzędzia ideologii.
Topolska pokazuje, że twórczość Moniuszki w dużej mierze pozostawała nieznana, niewykonywana, niewydawana i nienagrywana. Te zaniedbania, niestety, utrzymują się do dziś. Dość wspomnieć, że autorem najnowszej (2008) i od półwiecza jedynej istotnej książkowej publikacji o Moniuszce jest Niemiec, Rüdiger Ritter. Nawet dziełom, które weszły do stałego repertuaru, przypisuje się opaczne interpretacje, czyniąc np. ze „Strasznego dworu”, opery komicznej, manifest walki narodowowyzwoleńczej. Topolska dowodzi, że Moniuszkę bardziej inspirowały ideały oświecenia i pozytywizmu niż romantyzmu, zaś jego zainteresowanie ludowością nie przejawiało się w etnograficznym zauroczeniu, lecz w zręcznej stylizacji. W ciągu półtora wieku przeinaczenia i przemilczenia wokół kompozytora tak się nawarstwiły, że dziś obraz wykreowany przez pokolenia przesłania to, co stworzył Moniuszko. Książkę „Mit wieszcza” można czytać jak muzykologiczny thriller.

 

84 85 Hifi 07 2017 002


Słowa nie bez znaczenia
Autor cenionego kompendium „Tysiąc i jedna opera”, Piotr Kamiński, jest zdania, że dzieło operowe powinno być wykonywane w języku kraju, w którym właśnie jest wystawiane. Nie podzielam tej opinii; uważam jednak, że pełne tłumaczenie libretta powinno zawsze być wydrukowane w programie, a także, obowiązkowo, być wyświetlane nad sceną w formie napisów – i to nie musi być przekład kongenialny. Wszelako można by sobie wyobrazić sytuację, że do gry wkroczy ktoś z czołówki tłumaczy literackich i tak spolszczy libretto, że zachowa sens, komizm oraz prozodię – tak, że rodzima wersja językowa da się podłożyć pod partyturę i zaśpiewać. Czy spełnienie tego ideału to książka „Stanisław Barańczak słucha arcydzieł” (Wydawnictwo a5, Kraków 2016)?

84 85 Hifi 07 2017 002

Poeta (1946-2014) tak wyjaśniał, dlaczego zajął się przekładami tekstów muzyki poważnej (a tłumaczył przecież również piosenki Beatlesów): „Uwielbiam Mozarta i uwielbiam wymądrzać się na temat tego, jak powinien wyglądać dobry przekład poetycki”. W książce zebrano tłumaczenia tekstów dzieł Bacha, Schoenberga oraz librett oper Purcella („Dydona i Eneasz”) i Mozarta („Don Giovanni”, „Wesele Figara”). Pięknie wydane, opasłe tomiszcze cieszy wzrok także wysmakowaną oprawą graficzną. Nastawiamy płytę z ulubionym nagraniem „Don Giovanniego”, siadamy wygodnie z książką w ręce, słuchamy i czytamy wersję Barańczaka. I… cóż, lektura idzie gładko; podśpiewujemy nawet pod nosem w rytm dobrze znanych arii, uśmiechamy się, bo scen komicznych w tej operze nie brakuje, ale coś mimo wszystko jest nie tak. Piękna liryczna aria Don Ottavia „Il mio tesoro intanto” w językowej warstwie brzmieniowej to miód i aksamit; spółgłoski nikną w cieniu płynących, falujących samogłosek. W spolszczeniu liczba samogłosek jest ta sama, ale spółgłoski „sz” (pociesz), „cz” (rozpacze, płacze), „ż” (wierzę, poniżenia) są tak agresywne, że anihilują łagodność Don Ottavia. Powtórzone słowo „rozpacze” lub zbitka spółgłosek w słowie „gwiazd” na końcu frazy to nie lada wyzwanie dla wokalisty. Do tego zacierający się sens w zestawieniu „Nie płacze, nie płacze,/nie płacze zbawią nas” – czy o taki komizm chodziło Barańczakowi? Wątpliwe. Sprawdzony w boju (w scenicznym wykonaniu w Poznaniu) jego przekład „Wesela Figara” wzbudził kontrowersyjne odczucia. Zatem niech Barańczak będzie naszym pośrednikiem językowym, ale tylko na papierze.
Czytajmy, żeby słuchać lepiej i słyszeć więcej.

84 85 Hifi 07 2017 002


Tym, których zainteresowały przedstawione powyżej książki, polecamy lektury uzupełniające:
Anna Chęćka-Gotkowicz: „Ucho i umysł. Szkice o doświadczaniu muzyki” (2012; ebook)
Andrzej Chłopecki: „Alban Berg. Człowiek i dzieło czasu młodości. Od pieśni solowej do orkiestrowej” (2013)
„Miraże identyfikacji. Libretto w operze XX i XXI wieku” (2015)  

Hanna Milewska
Źródło: HFM 07-08/2017


Pobierz ten artykuł jako PDF