fbpx

HFM

artykulylista3

 

Sztuka

Mam to szczęście, że zanim coś napiszę w aktualnym numerze, mogę wszystko przeczytać. Dlatego, przed lekturą tego tekstu, odsyłam na stronę 72. Stamtąd wypływają poniższe akapity. Nie będzie to polemika, ale własne wnioski. Niech będzie, że końcowe, bo ponoć pół świata przewraca kartki w odwrotną stronę.

Dlaczego kultura zanika, a jej miejsce zajmuje sport (w kwestii widowiska dla tłumu)? Bo nikt jej nie potrzebuje. A raczej osoby odczuwające jej głód z racji wieku wymierają. Młodzi nie znają tego typu aktywności. Po ilości wyświetleń na YouTubie widać, że wystarczy im Gangam Style i zespół Weekend.
Nie można ich za to winić, bo kto inny układa im programy w szkołach. Ludzie, którym ktoś chyba nalał szamba do głowy, bo jak nazwać likwidowanie lekcji historii, kasowanie wszystkiego, co wypływa z europejskiego dziedzictwa kulturalnego i tak zwanych konserwatywnych wartości? Za to każdy zwolennik postępu najchętniej zobaczyłby już w przedszkolu ćwiczenia w odnajdywaniu seksualności z koleżanką, kolegą i, obym był złym prorokiem, kotkiem lub pieskiem. Skoro rewolucja obyczajowa idzie tak szybko, to „postępowa” lewica dostrzeże i ten rodzaj miłości.


Kultura i sztuka uczą głównie zachowań szlachetnych, opartych na kanonach wypracowanych przez wieki. Bach na przykład (ad maiorem Dei gloriam) to manifestacja religijnej zaściankowości. Sienkiewicz – uniwersytet ksenofobicznych, nacjonalistycznych zachowań. Jego książki obrażają uczucia religijne wyznawców islamu, nawołują do przemocy na tle wyznaniowym i rasowym. A malarstwo, choćby francuskie wieku XVI, przedstawia tylko osoby rasy białej, co przeczy prawdziwej strukturze społeczeństwa znad Loary i godzi w mieszkające tam miliony obywateli; ich dumę osobistą i poczucie nowoczesnej „francuskości”. Zresztą, jakiej „francuskości”? Samo to określenie jest już podejrzane, bo stoimy u progu ostatecznej europejskiej integracji, gdzie Niemiec z Polakiem i Francuz z Anglikiem zajadają kebab pokoju i cieszą się z „kulturowej różnorodności”.
W imię politycznej poprawności przeszła kultura jest szkodliwa ideologicznie i najlepiej byłoby ją wyeliminować. Mówicie, że przesadzam albo jestem zwolennikiem teorii spiskowych? Chciałbym, żebyście mieli rację. Jeżeli jednak na listę zakazanych lektur zaczną trafiać książki w rodzaju „Ogniem i mieczem”, a na wykonania pasji Bachowskich zabraknie środków, to weźcie pod uwagę jedno: dzisiaj nie trzeba palić woluminów i partytur na stosach, pod Reichstagiem. Wystarczy wymazać je z Google’a.
Teraz mam napisać, jak uzdrowić sytuację i wywołać głód kultury? Przecież to proste. Dwie godziny lekcyjne „sztuki” tygodniowo w podstawówce i gimnazjum. Zajęcia z rytmiki, malarstwa, poezji; nauka gry na gitarze, flecie. W liceum dla chętnych. A studia? Po co?
Co rok kończy je 200 skrzypków i pianistów, którzy złapią Pana Boga za nogi, jak znajdą pracę w szkole albo w orkiestrze w Szczecinie, Bydgoszczy, za 1800 zł miesięcznie. Tymczasem dziecko, które będzie gwizdać przez cztery semestry na flecie, nauczy się pewnej wrażliwości. Niech zostanie adwokatem, architektem, a nawet naczelnikiem urzędu skarbowego, ale stworzy grupę odbiorców. Dla profesjonalistów powinny zostać stworzone wyższe szkoły zawodowe.
Ci, którzy się już wykształcą, niech sobie wezmą do serca słowa Arka Hronowskiego, szefa najbardziej kultowej „placówki kulturalnej” w Polsce – sopockiego SPATiFu. Wiem, że to knajpa, ale w nich dzisiaj sztuki szuka młodzież:
„Od dawna chciałem podjąć polemikę w mediach nt. właścicieli klubów w Polsce, którzy zajmują się organizacją koncertów w swoich przybytkach. Od kiedy (13 lat) organizuję w klubach koncerty, nigdy nie powiedziałem żadnej kapeli, że zagra za bilety, czyli za darmo. Bo jeśli tak do sprawy podchodzi właściciel klubu, nie zależy mu na wypromowaniu koncertu tylko na sprzedaniu większej ilości browarów. Fakt, sporo kapel grało dla mnie za free, ale był powód (premiera płyty, którą im wydałem, urodziny klubu, impreza charytatywna). Potem odbiły to sobie, grając za normalne pieniądze. Jednak większość zawsze grała za bardzo przyzwoite stawki. Otrzymywali przyzwoity nocleg, przyzwoity bar, przyzwoite wyżywienie i przyzwoitą relację z koncertu. Nigdy żadnej kapeli nie wypłaciłem stawki później niż 15 min. po wykonaniu. I nie mówcie mi, że jak się kręci, to mogę płacić. Kręci się, bo smaruję. Wymieniam części, zawodników i dalej smaruję. Jest jeszcze jeden istotny fakt, o którym większość nie wie. Otóż tego rodzaju kluby otrzymują przyzwoite wsparcie od właścicieli marek alkoholowych i tytoniowych. Wiecie, gdzie te pieniądze w większości idą? Do ich pazernych kieszeni albo w nos. Mój klub w 100 % przeznacza te pieniądze na wsparcie koncertów, reklamy, wydawnictwo oraz sprzęt sceniczny. Dźwięk w klubach to kolejny koszmar. Nagłośnienie z odzysku, byle tańsze, gałkami kręcą przeważnie dyletanci albo pijani dyletanci. A światła? Jakie światła, przecież jasno jest. Poza tym one są na prąd. Osobiście doświadczyłem, koncertując z własną kapelą, jak właściciel sam kręcił gałkami, było ciemno, a potem w żywe oczy wypłacał nam 360 zł. Na koncercie było OK. 100 osób wyżłopało 200 browarów, za co ten ciul dostanie wsparcie od browaru. Bilety były po 15 zł. Rozumiem, że muzyk musi koncertować, ale, do kurwy nędzy, zacznijcie bojkotować te knajpy, które Was tak traktują. Frajerzy padną, a rozsądni się obudzą i zacznie się zmieniać”.
W moim odczuciu, przyszłość kultury leży obecnie w rękach właścicieli knajp. Bo jeżeli wyznaję teorię spiskową, to nie zaufam przecież rządom i politykom. Zresztą, znajdźcie mi jednego partyjnego wieprza, którego pokazali przez ostatnie 20 lat w mediach, jak wychodzi z teatru pantomimy, wystawy malarstwa klasycznego albo filharmonii, gdzie właśnie zagrał Mozarta Anderszewski, a nie wywalono w błoto trzy miliony na jakąś ideologiczną hucpę, wystawioną trzy razy i łup – dekoracje do śmietnika. Bez okazji spotkania z „zagranicznymi twórcami z dotacjami”, propagującymi takie dzieła, jak papież przywalony meteorytem albo opera o „nowoczesnej miłości”.
Dalszych recept mam kilka, na innych etapach, ale do polityki się nie pcham. Pcham się za to ostatnio coraz częściej i na coraz dłużej do łóżka. Albo to pogoda, albo mam sny lepsze niż filmy. Ale to moja własna sztuka, do indywidualnego użytku.

Autor: Maciej Stryjecki
Źródło: HFiM 02/2013

Pobierz ten artykuł jako PDF