fbpx

HFM

artykulylista3

 

Inflacja w kosmosie

Co jakiś czas ogłasza się w mediach, że w zeszłym roku inflacja osiągnęła poziom kilku procent. To jeszcze nie powód do paniki, ale myślę, że gdyby na liczniku pojawiły się dwie cyfry, ekonomiści powyrywaliby sobie stawy od załamywania rąk, a na niebie pokazałaby się dziura wielkości Księżyca.

Tymczasem mój ulubiony serek jest droższy o prawie 30 % niż ubiegłej wiosny, prąd szybuje tak, że nie opłaca się nim pieścić i dosłownie każdy towar codziennego użytku staje się luksusem. Jeżeli cofniemy się o 10 lat, okaże się, że mamy do czynienia z ponaddwukrotnym wzrostem cen. Nie dysponuję twardymi danymi, ale pamiętam, że wydając 200 zł na zakupy, zapełniałem nimi prawie cały kosz, a teraz ledwie przykrywam dno.
Wizyta w sklepiku osiedlowym prowadzi do smutniejszych wniosków. Każdy zapewne zna to uczucie, kiedy przy kasie zostawił stówkę, a przychodząc do domu wyłożył dobra na stół i było tego tyle, co nic…

Nie mam pomysłu na tytuł

Ostatnio dziwne myśli chodzą mi po głowie. Czy to objaw nieprzystosowania, może jakiejś choroby? Nie, ja po prostu nie rozumiem, co tu się wyprawia.

Ostatnio dwie rzeczy wzbudziły społeczne zainteresowanie i falę oburzenia. Pierwszą były śmiałe wypowiedzi jednej pani poseł o urodzie i innych cechach drugiej pani poseł. Były śmiechy. Inni posłowie z kolei obiecali, że pierwszą panią poseł pozwą na pieniądze za to zachowanie. Komedia slapstikowa, ale w końcu jesteśmy narodem Kiepskich albo Zulusów, jak to zauważył bohater Gombrowicza. Bawią nas grube żarty. Dowcip jednak w tym, że zaangażowani w te wydarzenia państwo nie bawią się na własny koszt, tylko za bardzo porządną pensję, równą zarobkom ministra kultury. Dla dobra sprawy wyobraźmy sobie chwilowo, że nie wiem, na czym polegają obowiązki parlamentarzysty. Musiałbym wtedy zgadywać. No więc instynktownie zgaduję, że nie na tym, zatem pensyjka idzie w błoto. Może się nie znam, ale ja bym te pieniądze przeznaczył na co innego, na przykład na wystawienie opery. Byłoby ładniej, na pewno przyzwoiciej i przy muzyce. W dodatku w wykonaniu zawodowców, a nie przepłaconych amatorów.

Sztuka

Mam to szczęście, że zanim coś napiszę w aktualnym numerze, mogę wszystko przeczytać. Dlatego, przed lekturą tego tekstu, odsyłam na stronę 72. Stamtąd wypływają poniższe akapity. Nie będzie to polemika, ale własne wnioski. Niech będzie, że końcowe, bo ponoć pół świata przewraca kartki w odwrotną stronę.

Dlaczego kultura zanika, a jej miejsce zajmuje sport (w kwestii widowiska dla tłumu)? Bo nikt jej nie potrzebuje. A raczej osoby odczuwające jej głód z racji wieku wymierają. Młodzi nie znają tego typu aktywności. Po ilości wyświetleń na YouTubie widać, że wystarczy im Gangam Style i zespół Weekend.
Nie można ich za to winić, bo kto inny układa im programy w szkołach. Ludzie, którym ktoś chyba nalał szamba do głowy, bo jak nazwać likwidowanie lekcji historii, kasowanie wszystkiego, co wypływa z europejskiego dziedzictwa kulturalnego i tak zwanych konserwatywnych wartości? Za to każdy zwolennik postępu najchętniej zobaczyłby już w przedszkolu ćwiczenia w odnajdywaniu seksualności z koleżanką, kolegą i, obym był złym prorokiem, kotkiem lub pieskiem. Skoro rewolucja obyczajowa idzie tak szybko, to „postępowa” lewica dostrzeże i ten rodzaj miłości.

Te nasze kropeczki

Szanowni Państwo, dzisiejsza lekcja będzie poświęcona tandecie. Tym razem nie będę się zajmował tandetnym sprzętem i przedmiotami nietrwałymi, tylko przeciwnie, czymś trwalszym od spiżu. Mam na myśli tandetę estetyczną, ukrytą w poezji (w tym śpiewanej i słuchanej) oraz w prozie.

Uważa się, że tandeta jest czymś złym. Tandetne przedmioty są nietrwałe, niepraktyczne; mogą być nawet niebezpieczne dla użytkownika. Gdy spojrzeć na problem od strony muzyki, też nie jest różowo. Tandetna zwrotka, zaśpiewana przez osobę o dużej sile oddziaływania („spal żółte kalendarze”), też może być niebezpieczna, w tym wypadku dla odczuwania estetycznego słuchacza. W dodatku jest trwała nieprzytomnie: maszynka do golenia „Polska krew”, którą gardło podcinali sobie i dziad, i wnuk, dawno zardzewiała na wysypisku lub po przetopieniu weszła w skład pancerza KTO Rosomak, natomiast wspomniana fraza straszy od pięćdziesięciu lat. Tylko właśnie: jak konkretnie ona straszy? Co się dzieje z naszymi tandetnymi do bólu canzonami?

Nagroda Roku – realizacja dźwięku

Oprócz wzmacniaczy, kolumn i słuchawek co rok przyznajemy nagrody płytom. Bez muzyki sprzęt nie miałby przecież sensu. Podobnie kino domowe nie ma sensu bez filmów i koncertów.

W tej dziedzinie nie przyznawaliśmy do tej pory żadnych nagród. Tym razem jednak trudno nie zauważyć czegoś, co jest wydarzeniem – w moim odczuciu – przełomowym. Film polski zawsze cierpiał albo na brak fachowców od dźwięku, albo na brak sprzętu, albo na niechlujne podejście producentów do tego tematu. Lata 70., 80., a nawet 90. pozostawiły po sobie wiele wartościowych obrazów. Celowo użyłem tego słowa, bo ścieżka dźwiękowa przeważnie wołała o pomstę do nieba. Muzyka ryczała zniekształceniami, a z drugiej strony trudno było w ogóle zrozumieć, co mówią aktorzy. Co gorsza, obecne „rekonstrukcje” niekoniecznie poprawiały ten stan rzeczy; czasem go nawet pogarszały.
Ten przydługi wstęp ma na celu zwrócenie uwagi, że w Polsce nie ma tradycji ani dobrej szkoły realizatorów dźwięku filmowego.

Pomiar czy odsłuch, talent czy wiedza?

Co jest ważniejsze przy projektowaniu sprzętu hi-fi – pomiary i techniczna wiedza czy dobre ucho i talent? Pytanie niby banalne. Wiele osób uzna, że dobry projektant powinien mieć zarówno głęboką wiedzę techniczną, jak i wyczulony słuch. Inni zaś znajdą w tym pytaniu punkt wyjściowy do dyskusji, w której zwolennicy technicznej analizy będą się znów spierać z piewcami odsłuchów. Postarajmy się jednak nadać tej konfrontacji wymiar bardziej praktyczny.

Żeby wejść w materię praktyczną, trzeba się odnieść do konkretnych decyzji projektowych. Rolę niezbędnego przykładu może spełnić analiza parametrów technicznych, ale najlepiej zająć się czymś znanym i zrozumiałym, jak charakterystyka przenoszenia kolumn.
Z reguły przyjmujemy niemal automatycznie, że powinna być płaska. Można jednak przytoczyć szereg poważnych teorii, według których powinna być gdzieś nieco przechylona. Zatem dążenie do płaskiego wykresu nie jest wcale absolutnym pewnikiem. Natomiast niemal całkowita jest zgodność co do tego, że należy dążyć do minimalizacji zafalowań na charakterystyce. Z pozoru ich redukcja wygląda na jednoznaczne kryterium, które nadaje się do praktycznego wykorzystania przy projektowaniu. Jednak jakieś zafalowania zawsze pozostaną i zaraz mnożą się pytania.