HFM

artykulyskrot3

Burson Conductor Virtuoso

2831112015 001
Australijska firma Burson jest znana każdemu entuzjaście porządnych słuchawek, a także fanom niewielkich wzmacniaczy stereo. Miłośnicy dobrego dźwięku lubią ją też za atrakcyjną relację jakości do ceny. Dwie konstrukcje doczekały się ostatnio niemałych zmian.

Jedną z nich jest wzmacniacz słuchawkowy Conductor Virtuoso.





Budowa
Conductor Virtuoso to następca jednego z najpopularniejszych produktów Bursona. W hierarchii australijskiej firmy jest też najwyższym wzmacniaczem słuchawkowym – oprócz niego dostępny jest jeszcze tylko jeden model – Soloist. Producent nie ukrywa, że sekcja sygnałowa Virtuoso pochodzi właśnie stamtąd.   

W porównaniu z poprzednikiem Conductora Virtuoso wyposażono w 100-krokową regulację głośności, opartą na drabince rezystorowej. Wcześniej była 24-krokowa. Nabywca może sam wybrać, z jakiego przetwornika c/a będzie korzystał. To rozwiązanie praktycznie niespotykane. Do wyboru są dwa popularne konwertery delta-sigma: ES9018 albo PCM1793. Całkiem niezłe, często widywane w znacznie droższych produktach. Do sterowania służy niewielki, elegancki pilot z aluminium. Miło by było, gdyby każdy producent tak się starał.
Conductor Virtuoso to kawał ciężkiej elektroniki, zarówno pod względem gabarytów, jak i masy. Prezentuje się minimalistycznie, ale bardzo dobrze zarazem. Jest pancerny, świetnie wykonany, a elementy znakomicie dopasowane. Front to wyjątkowo gruby plaster szczotkowanego aluminium. W lewym górnym rogu widać logo producenta, a poniżej – wyjście słuchawkowe typu duży jack; dodajmy, że jedyne. Najwyraźniej ludzie z Bursona uznali, że jeszcze nie czas na czteropinowe XLR-y.

2831112015 003Pod maską panuje wojskowy porządek.


Tuż obok wyjścia słuchawkowego dostrzeżemy otwory, które układają się w dwie ósemki, jakie widuje się chociażby w kalkulatorach. Po włączeniu urządzenia okazuje się, że to elegancki i prosty wyświetlacz. Podobne rozwiązanie stosuje m.in. NuPrime. Zapalające się na niebiesko diody informują o poziomie głośności, w skali od 1 do 99. Do jej regulacji służy centrycznie umiejscowione pokrętło. Wciska się je w celu całkowitego wyciszenia. Niestety, dość odczuwalnie się chybocze, a po wykonaniu obrotu widać, że nie jest idealnie zamontowane. Gałka również jest mała i trzeba się dobrze nakręcić, żeby zwiększyć głośność. W pierwszym Conductorze działało to lepiej, a pokrętło było bardziej okazałe.


Bliżej prawej krawędzi znalazło się pięć diod, podpisanych cyframi oraz literami. Odpowiadają wejściom cyfrowym i analogowym. Przycisk poniżej służy do przełączania między nimi.
Z tyłu zamontowano trzy wejścia cyfrowe: USB typu B, optyczne i współosiowe. Para wejść liniowych to popularny standard RCA (cinch). Tego samego typu są wyjścia, z których jedno jest regulowane. Gniazdo zasilania IEC zintegrowano z wymiennym bezpiecznikiem. W sąsiedztwie ulokowano przełącznik napięcia.


Konfiguracja
W testach odsłuchowych wykorzystałem słuchawki Sennheiser HD 800, a do porównań – wzmacniacz Questyle CMA800R. DAC to LampizatOr Level7 z lampami WE101D-L. Przewód USB dostarczyła Forza AudioWorks. Program użyty do obsługi plików to Foobar2000.

2831112015 004Funkcjonalny front.


Wrażenia odsłuchowe
Klasa A powoduje szybsze bicie serca u entuzjastów sprzętu grającego. Należycie zrealizowana, daje piękną barwę. Wzmacniacze w klasie A potrafią grać z duszą, naturalnością i gładkością. Burson Conductor Virtuoso jest tego kolejnym dowodem.
Twórcy australijskiej integry dali nabywcy wybór sekcji c/a, co niesie za sobą konkretne następstwa. Układy ES9018 uchodzą za odchudzające przekaz, ale przydające mu detaliczności. To sprawia, że Conductor Virtuoso zaczyna grać bardzo szczegółowo, ale z mniejszą obfitością barwy. DAC wyraźnie wtrąca swoje trzy grosze, obniżając temperaturę barw. Dzięki temu Conductor Virtuoso staje się sprzętem o dość uniwersalnym brzmieniu.

2831112015 005Aluminiowy pilot


Połączenie z Sennheiserami HD 800 okazuje się bardzo dobre. Syntetyczność tych słuchawek zostaje złagodzona. Dźwięk zyskuje dociążenie, a dynamika pozostaje na wysokim poziomie. Nie cierpią przy tym aspekty, z których flagowy model niemieckiego producenta jest znany: przestrzenność, detaliczność i lekkość. Mało tego, Conductor Virtuoso dodaje przekazowi nieco gładkości, co pozytywnie wpływa też na całość. W tym dźwięku słychać wyrafinowanie. Jest to niełatwe do osiągnięcia, bo HD 800 są wyjątkowo wybredne. Z klasą A jednak bardzo się lubią. Nie wykluczam, że gdyby w dostarczonym do recenzji wzmacniaczu znalazł się przetwornik Wolfsona WM8741, połączenie wypadłoby jeszcze lepiej. Ta kostka uchodzi za faworyzującą miękkość i koloryt, a osiemsetkom Sennheisera barwy nigdy dość.
Wstawienie układu Sabre automatycznie powoduje, że Conductor Virtuoso ma w sobie na tyle dużo transparentności, że wiele słuchawek zabrzmi z nim naprawdę dobrze. Można nawet próbować z produktami o cięższym niż HD 800 charakterze, planarnymi Audeze chociażby. Wierzę, że ta uniwersalność sprawi, że nabywca Bursona prędzej zechce dokupić kolejne słuchawki, niż zmienić wzmacniacz. Co więcej, sekcja analogowa w australijskim produkcie jest tak dobra, że łączenie go z high-endowymi źródłami nie będzie przerostem formy nad treścią.
Oparta na scalonej drabince rezystorowej regulacja głośności dobrze spełnia swoje zadanie. Nie psuje brzmienia, nawet w połączeniach ze znacznie droższymi końcówkami mocy i kolumnami. Nie spłyca przekazu; nie ogranicza stereofonii ani dynamiki. Jak zawsze – są lepsi, ale i tak efekt zasługuje na uznanie.     

2831112015 006Dobrze oznaczony, bogaty w gniazda tył


Konkluzja
Burson Conductor Virtuoso to produkt solidny i uczciwie wyceniony. Wysokiej jakości obudowa, dyskretny tor sygnałowy, klasa A i sprawdzona sekcja konwersji c/a… To nie mogło się nie udać. Australijczycy znają się na rzeczy. Burson Conductor Virtuoso jest całkiem uniwersalny brzmieniowo i ma dostateczny zapas mocy, by poradzić sobie nawet z wymagającymi nausznikami. Polecam.

 



burson conductor virtuoso o

Dawid Grzyb
Źródło: HFM 11/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF