HFM

artykulyskrot3

Tristan jest smutny

7981072016 001
Sezon 2015/16 w największym polskim teatrze operowym zakończył się premierą, na którą czekano od ponad roku – „Tristanem i Izoldą” Richarda Wagnera w reżyserii Mariusza Trelińskiego – koprodukcją stołecznego Teatru Wielkiego z nowojorską Metropolitan Opera.
 

 

 


 

Ta inscenizacja ma otworzyć w Met sezon 2016/17. Spektakl powstaje także w koprodukcji ze scenami w Niemczech (Baden-Baden) i Chinach (Pekin), natomiast w październiku 2016 widzowie na całym świecie zobaczą transmisję HD z Nowego Jorku, a zapis tego wydarzenia będzie potem pokazywany w telewizyjnych kanałach muzycznych.


Doceniono potencjał nie tylko samego Trelińskiego, ale całej ekipy jego współpracowników. W międzynarodowym „Tristanie i Izoldzie” polscy artyści odpowiadają za reżyserię, scenografię, kostiumy, charakteryzację, choreografię i projekcje wideo.
Dzieła Wagnera są w Polsce wystawiane bardzo rzadko. Nie tylko dlatego, że został nam zobrzydzony przez faszystów, którzy naznaczyli go piętnem piewcy niemieckiego nacjonalizmu. To muzyka ekstremalnie trudna, wymagająca od wykonawców żelaznej kondycji, siły głosu, długiego oddechu i perfekcyjnej dykcji niemieckiej, zaś od słuchaczy – maksymalnej koncentracji na znaczeniu słów. Oto sedno problemu: w przypadku Wagnera trzeba śledzić śpiewany tekst tak pilnie jak w teatrze dramatycznym.

7981072016 003


Stworzony przez siebie typ opery Wagner nazwał dramatem muzycznym, którego autorem jest „poślubiony dźwiękom poeta”. Mówił, że słowo jest jak mężczyzna, który zapładnia kobietę, zaś muzyka – jak kobieta, która rodzi. Z okazji omawianej tu premiery polscy melomani otrzymali znakomity współczesny przekład libretta „Tristana i Izoldy” pióra Moniki Muskały (tłumaczki m.in. Bernharda). Były wyświetlane napisy, było libretto wydrukowane w programie – znikło więc usprawiedliwienie dla niezrozumienia akcji, motywów i celów postaci.
Używając możliwości, które daje dzisiejsza technika teatralna, Treliński opowiada to, co napisał Wagner. Tristan jest osią tej historii. Matka umarła przy jego porodzie; ojciec zmarł, gdy chłopiec był mały. Jego wychowaniem zajął się wuj Marek, król Kornwalii. Tristan dorasta, obwiniając się podświadomie za śmierć rodziców. Nie ma w sobie radości życia, nie ma marzeń. Swój stan ducha nazywa wieczną żałobą; imię „Tristan” znaczy: „smutny”. Jest wdzięczny Markowi za opiekę, więc bez zarzutu wywiązuje się ze swej służby jako żołnierz króla. Wysłany do Irlandii z misją ściągnięcia haraczu, zabija narzeczonego księżniczki Izoldy. Izolda leczy jego rany. Jest zakochana w „Tantrisie” (bo tak przedstawił się Tristan) i liczy na to, że on odwzajemni jej uczucie. Ale Tristan uważa, że nie zasługuje na szczęście z nią. Chce ofiarować ją swemu dobroczyńcy, Markowi. Izolda czuje się upokorzona. Zamierza podać Tristanowi truciznę i sama też ją wypić, aby nie zostać żoną wroga. Jej służąca, Brangena, nie wyobraża sobie życia bez pani. Zamiast trucizny podaje jej i Tristanowi inny płyn z gamy eliksirów, których zestaw przygotowała matka Izoldy, znana czarownica. Ten płyn to napój miłosny. Odtąd tytułowi bohaterowie są skazani na miłość. Izolda będzie musiała zdradzać Marka, swego męża, a Tristan – zdradzać Marka, swego przybranego ojca, króla i dowódcę. Wszystko przestaje mieć dla kochanków znaczenie – czas, przestrzeń, życie; chcą się razem rozpuścić w wiecznej ekstazie. Ale intrygant Melot donosi królowi o romansie jego przybranego syna i w potyczce rani Tristana. Ten w agonii leży w rodzinnym zamku Kareolu. Chce wreszcie wkroczyć do upragnionej krainy nocy, ale nie może tam wejść bez Izoldy. Wstrzymuje ostatnie tchnienie do chwili, kiedy ukochana przybywa. Izolda pragnie tylko jednego – śmierci u boku Tristana. Zanim umrze, wysłucha jeszcze od Marka słów przebaczenia. Król dowiedział się od Brangeny, że zdrada najbliższych mu osób nie była przez nie zawiniona. Ostatnie słowa Izoldy wyrażają najwyższe szczęście, bo zmarli kochankowie mogą razem „zatopić się, rozpłynąć bez pamięci w uniesieniu”.

7981072016 002


Materią dramatów muzycznych Wagnera jest mit, który na scenie staje się „wyższą realnością”. Wystawiane dzieło, definiowane przez Wagnera jako tzw. „Gesamtkunstwerk”, stanowi w istocie stop różnych dziedzin sztuki. Na urzeczywistnienie mitu pracują składniki spektaklu – oprócz literatury i muzyki także scenografia, kostiumy, choreografia, aktorstwo. Dziś doszły do nich: oświetlenie i projekcje wideo.
Treliński wszystkimi dostępnymi środkami buduje spójną wizję losów Tristana. Jego wspomnienia zrastają się z krajobrazem oglądanym z pokładu statku. Na okrągłym ekranie projekcji, który jest jednocześnie monitorem radaru okrętowego, obiektywem noktowizora i oknem w burcie statku, pokazują się obrazy morza, obraz śpiącego chłopca, dziecka przytulanego przez ojca-żołnierza, ojca strzelającego do siebie (w interpretacji reżysera przyczyną śmierci ojca Tristana było samobójstwo). W akcji scenicznej pojawia się postać w podobnym mundurze – to król Marek. Tristan utożsamia go z ojcem i na niego przenosi swoje poczucie winy za śmierć rodzica. Ojciec-Marek kilkakrotnie wynurza się powoli z głębi sceny, jak przeznaczenie, wyrzut sumienia i groźba kary za zdradę. W III akcie, w agonii, Tristana odwiedza mały chłopiec, „dziecko w sobie” – znów powraca trauma dzieciństwa i pragnienie śmierci. Pogrzeb tytułowego bohatera (inscenizacyjny pomysł reżysera) jest potrzebny żywym, aby ostatecznie zamknąć pewien rozdział – Tristan odzyskuje honor, Marek przyznaje się do błędu. Izolda ignoruje ceremonię; za chwilę połączy się z Tristanem w innym wymiarze życia, w prawdziwym życiu.

7981072016 004


Tristan to tęsknota za nocą, wieczną ciemnością. Światło sprawia mu ból, trochę jak wampirowi. Na statku, którym Tristan wiezie Izoldę z Irlandii, panuje mrok, i na pokładzie pod zachmurzonym niebem, wśród szarych fal, i pod pokładem, w kajucie Izoldy i pomieszczeniach załogi; mrok spowija pokój, w którym Tristan dogorywa. Obszar prywatnej melancholii Tristana rozszerza się; wciąga innych – Izoldę, Gorwenala; pochłania dookólną przestrzeń. Inscenizacja Trelińskiego jest konsekwentnie monochromatyczna. Za każdym razem, gdy na scenę wpada snop światła, widz odczuwa dysonans i dyskomfort – podobnie jak Tristan.


Strona muzyczna warszawskiego spektaklu ma blaski i cienie. Stefan Soltesz sprawnie poprowadził orkiestrę przez Wagnerowskie morze harmonii. Doskonale ustawił proporcje brzmieniowe między grupami instrumentów oraz między kanałem orkiestrowym a sceną. Udane kreacje wokalno-aktorskie stworzyli Melanie Diener (Izolda), Michaela Selinger (Brangena) i Tómas Tómasson (Marek).

Jay Hunter Morris w wygłaszanych na gorąco opiniach był mieszany z błotem; zastanawiano się, w jaki tajemniczy sposób angaż dostał ktoś, kto nie umie w ogóle śpiewać. Nagonka na Morrisa była zresztą elementem ogólnego ataku zawiści na Trelińskiego, dyrekcję Teatru Wielkiego i Petera Gelba – dyrektora Met. Cóż, polskie piekiełko… Jay Hunter Morris rzeczywiście ma pewną manierę emisji i niezbyt urodziwą barwę, ale jego głos jest wyrównany i nośny. Cechuje go też znakomita dykcja – bezbłędna wymowa końcówek wyrazów, obfitujących w zbitki spółgłoskowe – i zrozumienie tego, co Wagner nazywał „mową-narracją”, recytatywnym ujęciem tekstu. Według koncepcji Trelińskiego, Tristan nie jest amantem; jest zakompleksionym mrukiem, nieefektownym żołnierzem, zdezorientowanym tym, co go spotyka.
Tristan jest smutny. Zalała go żółć tych, co od roku wieszczyli klęskę koprodukcji „Tristana i Izoldy” Trelińskiego.

12 czerwca 2016, Teatr Wielki – Opera Narodowa
Koprodukcja: Metropolitan Opera, Festspielhaus Baden-Baden, National Centre for the Performing Arts w Pekinie
Richard Wagner: „Tristan i Izolda”
Wykonawcy: Jay Hunter Morris, Melanie Diener, Tómas Tómasson, Michaela Selinger, Reinhard Hagen, Mateusz Zajdel i inni
Reżyseria: Mariusz Treliński
Scenografia: Boris Kudlička
Kostiumy: Marek Adamski
Chór Męski i Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej
Dyrygent: Stefan Soltesz

 


Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFM 07-08/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF