HFM

artykulylista3

 

Soul Note SC710

note042015 05
W recenzji wzmacniacza Soul Note SA710 („HFM 2/2015”) opisałem szerzej historię i korzenie japońskiej firmy CSR, Inc. – właściciela marki Soul Note. Przypomnę, że prezesem jest Norinaga Nakazawa, który pracę rozpoczynał jako inżynier w Standard Radio Corporation. Po przejęciu przez Amerykanów firma zmieniła nazwę na Marantz Japan Inc. Odkupiony przez Philipsa, Marantz podwyższył prestiż swoich produktów i osiągnął spektakularne sukcesy w segmencie odtwarzaczy CD. Ich ukoronowaniem był model CD7.



W projektach Marantza i Philipsa aktywnie uczestniczył konstruktor Norinaga Nakazawa. Owocna współpraca trwała aż do kolejnych zmian własnościowych, kiedy wraz z grupą około pięćdziesięciu inżynierów pan Nakazawa opuścił Marantza i w 2004 roku założył firmę CSR, Inc., produkującą sprzęt pod marką Soul Note.

CEC CD5

image 414

Niedawno z żalem żegnałem się z odtwarzaczem CEC CD-3N („HFiM 5/2014”), z którym mógłbym szczęśliwie żyć, dopóki nie utleniłyby się warstwy danych w moich płytach kompaktowych, a już do odsłuchów dotarła kompletna nowość: CEC CD5.



Japończycy wyposażyli swój topowy player w wyjście słuchawkowe i zintegrowali go z przetwornikiem c/a, a do tego opracowali do CD5 nowy napęd paskowy. To niemal pełnia audiofilskiego szczęścia.
Miłośnicy japońskiej marki z pewnością znają zalety tego typu napędu. Chodzi o to, by odsunąć silnik od lasera czytającego płytę, żeby nie zakłócał tego procesu elektromagnetycznym szumem. Płyta CD ma zmienną prędkość obrotową – aby zachować liniowy odczyt, kręci się szybciej na początku, a wolniej na końcu. W tradycyjnym napędzie nierównomierności w obrotach przenoszą się na błędy odczytu, które są, co prawda, korygowane w przeznaczonym do tego celu układzie, ale ze stratą dla jakości dźwięku. Napęd paskowy jest stabilniejszy. Ważny jest też docisk płyty ciężkim krążkiem, który zwiększa bezwładność, a co za tym idzie – stabilizuje obroty mechanicznie.

Accustic Arts Player II

image 422Niemiecka manufaktura Accustic Arts do niedawna oferowała w referencyjnej serii tylko odtwarzacz dzielony. Zamknięcie transportu i przetwornika w jednej obudowie musiało się wiązać z kompromisami konstrukcyjnymi, których konsekwencje brzmieniowe mogły być poważne. W końcu jednak udało się zaprojektować urządzenie klasy upoważniającej do konkurowania z najlepszymi.




Ofertę Accustic Arts podzielono na trzy poziomy. Podstawowa seria to Evolution, środkowa – Top, a flagowa – Reference. Analiza katalogu pozwala wyciągnąć wniosek, że nie jest jeszcze dopięty na ostatni guzik. W podstawowej linii brakuje np. przedwzmacniacza, a w Top – przetwornika (bo oddzielny transport jest). Najdroższa seria wygląda już na kompletną. Składa się z recenzowanego dziś odtwarzacza zintegrowanego, odtwarzacza dzielonego, przedwzmacniacza, dwóch stereofonicznych końcówek mocy oraz monobloków.

Burmester 102

IMG 0024Burmester to symbol i jedna z najlepiej rozpoznawalnych marek niemieckiego hi-endu. Zawrotne ceny mają stanowić gwarancję niezawodności oraz luksusu. Producent jest dumny ze współpracy z prestiżowymi graczami branży motoryzacyjnej. Jego systemy nagłośnienia znajdziemy w samochodach marki Porsche, Bugatti i Mercedes.

Tym razem do testu trafia najtańszy odtwarzacz w ofercie Burmestera. To tak, jakby niemiecka firma przekazała w prezencie część swego splendoru posiadaczom, z całym szacunkiem, Fordów Focusów. W Polsce zainteresowanie powinno więc być spore.

CEC CD-3N

ceccdProduktom CEC przypisuje się brzmienie, lapidarnie określane jako analogowe. Nowy odtwarzacz CD-3N, podobnie jak model flagowy, wyposażono w podwójny napęd paskowy.


Pod koniec lat 80. z dumą prezentowałem znajomemu melomanowi mój pierwszy, kupiony w Peweksie, odtwarzacz CD Technicsa. Kiedy kilka miesięcy później, zarażony cyfrowym bakcylem, kolega przywiózł z Zachodu źródło CD, zaprosił mnie na odsłuch. Jego CEC z wyglądu nie był tak efektowny jak mój Technics, ale kiedy w transporcie zaczęła się kręcić płyta „Brothers in Arms”, bardzo się zdziwiłem. Ten dźwięk niewiele odbiegał od gramofonowego. Więcej, brzmiał prawie jak winyl z bardzo dobrej japońskiej wkładki, łagodniej i milej dla ucha. A klasa cenowa była podobna.

Ayon CD-1sx

mhfm1 2014 010Nigdy bym nie przypuszczała, że dzięki Ayonowi dowiem się czegoś o sobie. A jednak! Okazało się, że nie jestem pozbawiona typowych dla swojej płci zachowań, co wcale nie było dobrą nowiną.

"Baba, jak nie usłyszy, to sobie dopowie" - zwykł mawiać mój Tata, który w domu od zawsze miał wszystkie stworzenia płci żeńskiej. Skoro przetrwał bez szwanku, to ewidentnie ma rację, bo takie stężenie estrogenu na metr kwadratowy słabszą jednostkę mogłoby doprowadzić do obłędu.





Wstyd się przyznać, ale w przypadku Ayona CD-1sx zachowałam się jak typowa baba.