HFM

artykulyskrot3

Paul Bley - Pianista osobny

8183062016 001
3 stycznia 2016 odszedł kanadyjski pianista Paul Bley. Był jednym z najoryginalniejszych muzyków w historii jazzu. Wypracował własny styl – melodyjny, przesycony bluesem, ale też sięgający do doświadczeń muzyki współczesnej

 

 

 


 


W swojej grze nigdy i nigdzie się nie spieszył; wszystko robił po swojemu. Standardy jazzowe przetwarzał tak, że dla słuchacza rozpoznawalne pozostawały tylko strzępy tematu. Tam, gdzie inni improwizatorzy uciekali się do powtórzeń i tzw. licks, czyli powszechnie stosowanych fraz, będących w istocie wybiegiem ułatwiającym improwizację – on grał inaczej. Trudno go przyporządkować do jakiegoś stylu, czy wskazać jego bezpośrednie inspiracje. To muzyk prawdziwie osobny.


Początki
Urodził się 10 listopada 1932 roku w Montrealu. Jako małe dziecko został adoptowany przez małżeństwo rumuńskiej emigrantki Betty Marcovitch i Kanadyjczyka Joe’ego Bleya – właściciela fabryki koronek. Od początku wykazywał talent muzyczny. W wieku pięciu lat rozpoczął naukę gry na skrzypcach, a trzy lata później zafascynował go fortepian, któremu pozostał wierny do końca życia. Karierę profesjonalnego pianisty rozpoczął jako nastolatek – występował wówczas jako Buzzy Bley. Już wtedy dysponował świetną techniką i naturalną łatwością improwizowania.
W latach 40. XX wieku najlepszym pianistą w Kanadzie był Oscar Peterson. Wkrótce miał zostać jednym z najlepszych pianistów jazzowych na świecie. Występował często w Alberta Lounge w centrum Montrealu. Kiedy w 1949 roku wyjechał z miasta, by podbijać Stany Zjednoczone, jego miejsce zajął Paul Bley. 17-latek zastąpił wspaniałego technika, niezwykle muzykalnego i obdarzonego niebywałym wyczuciem swingu! Stało się jasne, że młodego muzyka czeka wielka przyszłość.
Nadal jednak musiał się wielu rzeczy nauczyć, a gdzie można poznać jazz lepiej niż w Nowym Jorku? Zapisał się do słynnej uczelni Juilliard School. Grał z takimi sławami, jak saksofoniści Lester Young i Ben Webster. Cały czas jednak uważnie śledził środowisko muzyczne w rodzinnym Montrealu. Wkrótce tam powrócił, żeby założyć Jazz Workshop. Była to prowadzona przez muzyków organizacja, która sprowadzała do Montrealu znanych jazzmanów. Wielcy soliści występowali na scenach stolicy Quebecu w towarzystwie lokalnych wykonawców. Zarabiali i goście, i kanadyjscy sidemani. Ci ostatni zyskiwali dodatkowo nieocenione doświadczenie.
Koncerty często rejestrowano i wydawano później na płytach. Tak doszło do wydania albumu Charlie’ego Parkera, z którym jako pianista wystąpił właśnie Bley.
Na początku lat 50. doszło do współpracy naszego bohatera ze znakomitym kontrabasistą, aranżerem i kompozytorem – Charlesem Mingusem. Bley prowadził jego zespół towarzyszący; wspólnie nagrali też płytę. Mingus zrewanżował się, grając na debiucie pianisty – „Introducing Paul Bley”. Skład był tam iście gwiazdorski: na perkusji sam Art Blakey – twórca i wieloletni lider formacji Jazz Messengers. Jeśli pierwszą autorską płytę nagrywa się z takimi gigantami, to można się spodziewać, że kariera stoi otworem. Największe sceny, płyty sprzedawane w setkach tysięcy egzemplarzy itp.

8183062016 002


Nowatorstwo i kreacja
Problem w tym, że komercyjna kariera nigdy Bleya nie interesowała. Pociągały go postaci otwarte na jazz eksperymentalny, eksplorujące możliwości wspólnej improwizacji, a także wybiegające w świat muzyki współczesnej. Tak w 1958 roku doszło do współpracy Bleya z wielkimi innowatorami jazzu – saksofonistą Ornette’em Colemanem i trębaczem Donem Cherrym. Pierwszy już wkrótce miał zasłynąć jako twórca free jazzu, autor wielu grywanych do dziś tematów, a także świetny muzyk, obdarzony charakterystycznym, szorstkim tonem. Drugi w oryginalny sposób łączył jazz z elementami muzyki etnicznej, będąc prekursorem World Music. Do grona jego sidemanów należeli wówczas basista Charlie Haden i perkusista Billy Higgins. W tym towarzystwie Paul występował stale w klubie Hillcrest w czarnej dzielnicy Los Angeles. Był tam traktowany jak swój.
Rok wcześniej w legendarnym, nowojorskim klubie Birdland poznał Karen Borg – dziewczynę z Kalifornii o szwedzkich korzeniach. Karen sprzedawała tam papierosy, a w wolnych chwilach przysłuchiwała się grającym muzykom. Delikatna blondynka i Paul szybko przypadli sobie do gustu i pobrali się jeszcze w tym samym roku. Borg u boku Bleya wyrosła na interesującą pianistkę, a przede wszystkim na wspaniałą kompozytorkę, autorkę wielu albumów, wydawanych już pod nowym imieniem i nazwiskiem – Carla Bley. Paul wielokrotnie później nagrywał utwory swojej żony. Dzięki jej wrażliwości i umiejętności zawarcia w swobodnej formie pięknych melodii płyty Bleya z pierwszej połowy lat 60. były delikatne, wręcz zwiewne. Udało mu się wówczas połączyć nowatorstwo free jazzu z kameralną atmosferą, przestrzenią i mnóstwem detali.
Lata 60. były dla niego czasem bardzo bogatym w doświadczenia. Zagrał na dwóch albumach swego mistrza, Charlesa Mingusa („Pre-Bird” i „Mingus”). Nawiązał też współpracę z innymi niekonwencjonalnymi twórcami – klarnecistą Jimmym Giuffre i basistą Steve’em Swallowem. Właśnie z nimi wybrał się po raz pierwszy do Europy. Będzie tam odtąd częstym i szanowanym gościem.

8183062016 002


Kanadyjski pianista należał do paczki niekonwencjonalnych, poruszających się na granicy awangardy muzyków z Nowego Jorku. W roku 1964 założyli oni organizację Jazz Composers Guild (należeli do niej m.in. Roswell Rudd, Cecil Taylor, Archie Shepp, Sun Ra, a także Carla Bley i Michael Mantler). Organizacja zajmowała się wspieraniem ambitnych projektów na pograniczu jazzu, muzyki współczesnej i awangardowej. Starała się uzyskiwać środki do realizacji tych zamierzeń, a także wydawać je w formie płytowej.
W 1963 roku Bley został zaproszony do współpracy przez Sonny Rollinsa i wraz z jego zespołem wyjechał na tournée po Japonii. Po powrocie wziął udział w rejestracji albumu „Sonny Meets Hawk”, przy nagraniu którego po raz pierwszy spotkali się w studiu dwaj wielcy mistrzowie saksofonu tenorowego – Sonny Rollins i Coleman Hawkins. W 1966 ukazała się bardzo ceniona przez krytykę i słuchaczy płyta „Blood”, zawierająca m.in. kompozycje Carli Bley (wówczas już byłej małżonki Paula) i Anette Peacock – nowej żony pianisty.


Nowe szlaki
W drugiej połowie lat 60. Bley zainteresował się możliwościami brzmieniowymi syntezatorów. Był jednym z pierwszych artystów, którzy dostrzegli potencjał drzemiący w elektronice i wykorzystali ją na potrzeby jazzowej improwizacji. W czasie słynnego koncertu w nowojorskiej Philharmonic Hall zaprezentował Moog Modular Synthesizer System. W latach 1969-1972 wydał serię albumów, na których eksperymentował z instrumentami elektronicznymi. Przy nagrywaniu tych krążków często korzystał z pomocy Anette Peacock, przepuszczał jej głos przez syntezatory, uzyskując niezwykłe efekty brzmieniowe.
Paul Bley współpracował z niemiecką firmą ECM prawie od początku jej działalności. Nic w tym dziwnego – jego abstrakcyjna, a jednocześnie delikatna, przestrzenna i pełna niuansów pianistyka idealnie pasowała do koncepcji artystycznej szefa wytwórni – Manfreda Eichera. W 1970 nagrał dla ECM-u album „Paul Bley With Gary Peacock” – rezultat współpracy z wybitnym kontrabasistą, później fundamentem tria Keitha Jarretta. Dwa lata później ukazała się w tej oficynie solowa płyta Bleya – „Open, To Love” z kompozycjami kobiet jego życia, Carli Bley i Annette Peacock. Był jedną z najważniejszych postaci tej firmy. Wydał w niej całą serię albumów, m.in. z takimi muzykami, jak: Barry Altschul, Tony Oxley, Barre Philips, Paul Motian, John Surman, Bill Frisell czy Evan Parker.
Bley był także prekursorem wykorzystania projekcji wideo w tworzeniu jazzowego spektaklu. Inspiracją do tego było spotkanie z artystką wideo Carol Goss w 1973 roku. Wspólnie założyli również bardzo ważną firmę płytową – Improvising Artists. Nagrywali dla niej tak wybitni muzycy, jak Jaco Pastorius, Pat Metheny, Lee Konitz czy Dave Holland oraz, rzecz jasna, Paul Bley.

 

8183062016 002


Inspirator i autorytet
W latach 80. i kolejnych dekadach Bley nagrał i wydał dziesiątki płyt (oficjalna dyskografia obejmuje ponad 100 albumów), wśród których wiele było recitalami solowymi. Jego trasy koncertowe obejmowały niemal cały świat (w Polsce, niestety, chyba nie wystąpił). W 1981 roku na ekrany wszedł film dokumentalny „Imagine the Sound”, w którym mówi o swojej muzyce, a opowiadane historie ilustruje grą na fortepianie. W 1999 ukazała się jego autobiografia: „Stopping Time: Paul Bley and the Transformation of Jazz”. Cztery lata później światło dzienne ujrzała książka „Time Will Tell: Conversations with Paul Bley”, w której prezentuje swoje teorie improwizacji.
Paul Bley był człowiekiem bardzo inteligentnym, przekornym, o specyficznym poczuciu humoru. Wywiady z nimi obfitowały w zabawne sentencje, często o posmaku delikatnej prowokacji. Na pytanie jednego z dziennikarzy o to, jak doszedł do swojego stylu gry, odpowiedział: „Spędziłem wiele lat, ucząc się grać najwolniej, jak potrafię. Później jeszcze dłużej uczyłem się grać najszybciej, jak to tylko możliwe. Następnie starałem się grać najlepiej, jak można. A teraz robię wszystko, by grać najgorzej, jak tylko umiem”.
Charakterystyczny styl pianistyki Kanadyjczyka inspirował wielu muzyków jazzowych, także tych renomowanych. Jako swego mistrza wymieniają go m.in.  Keith Jarrett, Satoko Fujii, Aaron Parks, Marcin Wasilewski czy Ethan Iverson (lider tria The Bad Plus). Jarrett za jedną ze swoich ulubionych płyt uważa album Bleya „Footloose!” z 1963, na którym towarzyszą mu basista Steve Swallow i perkusista Pete La Roca.



Marek Romański
Źródło: HFM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF