HFM

artykulyskrot3

Monachium 2016 - część 1

IMG 1683Reportaż z wystawy High End 2016 w Monachium - część 1.

Tekst i zdjęcia: Jacek Kłos



High End w Monachium to największa wystawa sprzętu grającego w Europie, a pewnie i na świecie. Na cztery dni do stolicy Bawarii zjeżdżają niemal wszyscy, którzy w branży hi-fi się liczą albo dopiero chcą zaistnieć. Hale MOC zapełniają się najprzeróżniejszym sprzętem ze wszystkich zakresów cenowych, choć oczywiście oczy i uszy zwiedzających zwrócone są na high-end. Ze wszystkich kontynentów przybywają przedstawiciele branży – producenci, importerzy, sprzedawcy i dziennikarze – wypatrujący nowinek, prognozujący tendencje, wreszcie poszukujący wymarzonego dźwięku najwyższej jakości. Tłumnie wystawę odwiedzają także audiofile i melomani, dla których stanowi ona świetną okazję do posłuchania nieosiągalnych niekiedy konfiguracji, inspiruje do nowych poszukiwań, pozwala poszerzyć wiedzę i zapoznać się z nieznanymi wcześniej produktami. Nie inaczej było w tym roku. Według oficjalnego raportu organizatora, High End Society, imprezę odwiedziło 7053 przedstawicieli branży, w tym 516 dziennikarzy. Publiczność również dopisała, co dokumentuje liczba 19489 sprzedanych biletów. Ostatni wynik jest imponujący, choć i tak o 6 % słabszy niż w rekordowym roku 2015. Istotnej zmianie uległ charakter wydarzenia, które z lokalnego zmieniło się w międzynarodowe. 518 wystawców pochodziło z 42 krajów na całym świecie. Już przed kilkoma laty organizatorzy sygnalizowali rosnącą popularność High Endu wśród zagranicznych gości. Teraz stanowią oni 60 % wszystkich wystawców, potwierdzając już nie tylko europejską, ale światową rangę monachijskiej imprezy. Na kolejnych stronach publikujemy pierwszą część relacji; druga już za miesiąc. Ponad 50 stron w magazynie zapełnionych zdjęciami i podpisami, a temat na pewno nie został wyczerpany. To daje obraz skali zjawiska i różnorodności sprzętu, z jaką co roku mamy do czynienia. Kolejna edycja odbędzie się w dniach 18-21 maja 2017. Zdecydowanie warto się wybrać, obejrzeć i usłyszeć to wszystko samemu.





W tym roku wystawa odbywała się w dniach 5-8 maja. Pierwszy dzień, jak zawsze czwartek, był branżowy. Pozostałe – otwarte dla wszystkich.



Pogoda sprzyjała zarówno zwiedzaniu, jak i chwilom relaksu na świeżym powietrzu. Było przyjemnie, choć, na szczęście, nie upalnie i bez deszczu.



Wchodzimy do środka i po krótkim rekonesansie zaczynamy zwiedzanie od konferencji prasowej. Tym razem było ciekawiej, bo oprócz zwyczajowej dawki optymizmu organizatorów wysłuchaliśmy prelekcji przedstawicielki instytutu GfK.



Bettina Steinbrenner przedstawiła skondensowany raport na temat dzisiejszego rynku urządzeń do odtwarzania muzyki. Najszybciej, bo aż o 60 % (!) w porównaniu z ubiegłym rokiem, rośnie segment głośników bezprzewodowych (Smart Audio). Bardzo dobrze radzą sobie głośniki z funkcją dokowania (+40 %). Słuchawki trzymają się nieźle (+11 %), ale widać, że ten segment się nasyca. Pewnie stąd coraz bardziej dekadenckie modele, kosztujące nieraz po kilka tysięcy euro – rzecz jeszcze na początku stulecia nie do pomyślenia. A co spada najbardziej? Kino domowe. I to już nie jest korekta, tylko krach: - 30 % rok do roku! Przewidzieliśmy tę tendencję dobrych kilka lat temu; teraz potwierdzają ją dane o sprzedaży. Ogólnie rynek hi-fi systematycznie rośnie, głównie za sprawą produktów bezprzewodowych i do streamingu. Prognozy – tak w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym – są umiarkowanie optymistyczne.



Zwiedzanie rozpoczynamy na parterze, żeby zgromadzone na górnych poziomach centrum MOC skarby zdążyły się wygrzać. Parter to głównie prezentacje statyczne. Brytyjska firma Falcon Acoustics pokazała klasyczną,15-omową wersję minimonitora LS 3/5a. To ponoć najwierniejsza współczesna replika historycznej konstrukcji BBC. Dwudrożny układ tworzą dwa przetworniki – stożek B110 oraz miękka kopułka T27. Oba zaprojektował Malcolm Jones – ten sam, spod ręki którego wyszły dwa słynne głośniki KEF-a o identycznych symbolach. Obudowa to połączenie sklejki na bazie brzozy bałtyckiej i litego drewna bukowego. W zwrotnicy zastosowano typowe dla BBC cewki transformatorowe, wykonywane na zamówienie Falcona. Monitory są produkowane od 2014 roku i kosztują 2200 funtów za parę. W Monachium prezentowano je z elektroniką Sugdena, które to zestawienie Brytyjczycy gorąco polecają.



Invictus – szczytowy gramofon Acoustic Signature. Sześć silników kontrolowanych mikroprocesorem, konstrukcja warstwowa, łącząca mosiądz i aluminium, firmowe łożysko Tidorfolon, kanapkowy talerz o średnicy 34,5 cm i opcja montażu czterech ramion. Nieziemskiemu wyglądowi odpowiada wystrzelona w kosmos cena. Za sam gramofon, bez ramion i wkładek, trzeba zapłacić ponad pół miliona złotych.



Stoisko niewielkiej manufaktury Rumee z Tajwanu. Oferta jest skromna i aktualnie obejmuje wzmacniacz dzielony i zintegrowany oraz głośniki na podstawkę. Firma realizuje również indywidualne zamówienia.



Zarówno kolumienki, jak i wzmacniacze Rumee mają obudowy z litego drewna. W zależności od gatunku zapłacimy 3400 albo 3600 euro za parę monitorów. Tyle samo kosztuje wzmacniacz.



Studo to również ręczna robota, tym razem z Niemiec. Stolarz nazywa się Udo Steinbuchel i w pocie czoła skrawa ramiona do wysokiej klasy gramofonów. Nie są to tanie rzeczy. Na podstawowy model trzeba wyasygnować 2000 euro. Opcja z zaawansowaną regulacją wymaga dopłaty 500 euro.



Prototyp najnowszej konstrukcji Studo. Gdy zyska ostateczny szlif, trafi do sprzedaży w cenie około 2900-3000 euro.



Przetwornik z asynchronicznym wejściem USB, upsamplerem do 24 bitów/384 kHz i obróbką sygnałów DSD256 w postaci oryginalnej? Nie. Analogowy tuner Pandora 1.1. z wyjściem lampowym i RDS-em. Musica Nova proponuje taki za 990 euro.



Prosty, solidny i efektowny stolik Notrebo niemieckiej wytwórni Tabula Rasa, specjalizującej się w produkcji drewnianych mebli pod sprzęt hi-fi i telewizory. Poza względami akustycznymi liczą się dla niej wizualne walory systemu. Prezentowany model kosztuje sporo, bo 2780 euro, ale wydatek łatwiej będzie odżałować, gdy stanie na nim sprzęt.



Nawet niepozorny gramofon, umiejętnie wyeksponowany na stoliku Tabula Rasa, przyciąga wzrok.



A propos atrakcyjnego wyglądu – tak w dwóch swoich kolumnach (i subwooferze) obudowuje głośniki basowe amerykańska firma ZuAudio.



Od lewej, Definition Mk IVB za 19500 euro i Druid Mk V za 7800 euro. Właśnie w nich zamontowano przetwornik niskotonowy, osadzony w aluminiowym odlewie. To solidny kawał metalu, który z jednej strony zapobiega przenoszeniu się wibracji podłoża na obudowę, a z drugiej obniża środek ciężkości kolumny i stabilizuje ją. Dodatkowo zapewnia izolację mechaniczną i chłodzenie samemu głośnikowi, który nierzadko bywa narażony na pracę z dużym obciążeniem.



ZuAudio chętnie sięga po profesjonalne przetworniki Eminence. U tego samego dostawcy zaopatrywał się WLM.



Nic Poulson – właściciel i główny konstruktor brytyjskiej firmy Trilogy. Mocno stąpa po ziemi. Nie przepada za czarodziejskimi akcesoriami i, co ciekawe, nie widzi sensu w śrubowaniu współczynników tłumienia. W jego opinii wiele kolumn, w tym większość brytyjskich, lubi wzmacniacze z impedancją wyjściową na poziomie 0,2-0,3 oma. Wyczynowe obniżanie tej wartości powinno teoretycznie skutkować lepszą kontrolą dźwięku, ale w praktyce okazuje się on nienaturalnie ściśnięty i pozbawiony lekkości. Coś Wam powiem: Nic ma rację. Zastanówcie się kilka razy, zanim dacie się sprzedawcy namówić na „rekordowy damping factor”, bo możecie się pozbawić przyjemności ze słuchania. Wysoki współczynnik tłumienia to cecha, nie zaleta. Nie ma bezpośredniego związku pomiędzy nim a jakością brzmienia wzmacniacza. Z jednymi kolumnami pomoże, z innymi zaszkodzi. Równie dobrze można oceniać wzmacniacz na podstawie koloru płytek drukowanych albo ilości gniazd.



W Monachium Trilogy prezentowało premierowo dwie konstrukcje: lampowy przedwzmacniacz 903 i stereofoniczną końcówkę 993 o mocy 125 W. Każdy z komponentów wyceniono na 5000 funtów, co oznacza, że najnowszy dzielony wzmacniacz brytyjskiej manufaktury jest zaledwie o 1000 funtów droższy od zintegrowanego 925. Nieprzemyślany ruch? Marketingowy strzał w stopę? Nic podobnego. W rozmowie Nic stwierdził, że dla wymagającego brytyjskiego audiofila nie istnienie coś takiego jak wzmacniacz zintegrowany. Poważny sprzęt jest dzielony i nie ma odstępstw od tej reguły. Popularna w kontynentalnej Europie kategoria superintegry na Wyspach zupełnie się nie przyjęła.



Gramofon Apolyt niemieckiej firmy Acoustical Systems. Bezkompromisowy projekt dla najbardziej wymagających fanów analogu.



Apolyt daje możliwość montażu nawet pięciu ramion. Talerz jest zawieszony na łożysku powietrznym. Całość waży ponad 200 kg i wspiera się na systemie powietrznych amortyzatorów, których rezonans wynosi poniżej 0,5 Hz.



Talerz Apolyta ma konstrukcję kanapkową i waży 50 kg. Wykonano go z Delrinu (nazwa handlowa polioksymetylenu, używana przez koncern DuPont), wolframu i stali nierdzewnej, pokrytych trzema warstwami specjalnych powłok. Dodatkowo zastosowano system tłumienia cieczą. Silnik, który rusza to monstrum z miejsca, musi mieć ogromny moment obrotowy. Dalej już samo się kręci.



System kontroli ciśnienia w łożysku i zawieszeniu, sterowanie prędkością obrotową i włącznik zasilania.



Skoro mamy już gramofon, warto położyć coś na talerzu.



Na wystawie w Monachium nigdy nie brakowało stoisk z płytami.



Pogłoski o końcu CD też jakby przesadzone. Za to coraz więcej osób ma odwagę przyznać, że pliki to jednak nie to, co nośnik fizyczny. Świetnie się sprawdzają na etapie selekcjonowania tytułów do kolekcji, ale gdy chodzi o prawdziwe słuchanie, to na razie nie dorównują dobrym tłoczeniom winylowym i CD/SACD.



Coś dla rozluźnienia – stoisko tajwańskiej fabryki First Tech i kolejny dowód na to, że kable nie muszą być nudne.



Przewody zasilające, wyposażone w kolorowe wtyki, mogą wyglądać zabawnie. W sumie to nie wiadomo po co, ale mogą.



Klimat „starodawny”, przeplatany karbonową współczesnością.



A tu już na wskroś nowocześnie – włókno węglowe i powłoki ze złota albo rodu.



Brytyjczycy z Gik Acoustics proponują szeroką gamę ustrojów akustycznych, w tym kilka konstrukcji opatentowanych. W ofercie znajdują się rozpraszacze, panele tłumiąco-rozpraszające i pułapki basowe różnych typów. Na zdjęciu nowość – panel z serii Alpha Wood w cenie około 150 funtów za sztukę.



Panel akustyczny z motywem plastycznym z linii Gik ArtPanel. The Beatles są dostępni w regularnym katalogu, ale można też przesłać firmie własną grafikę, która zostanie naniesiona na tkaninę.



Pasywny przedwzmacniacz Bespoke Audio w obudowie z przeźroczystego pleksiglasu.



Sklejkowych „prawideł” Bespoke Audio używa do ustawienia elementów obudowy. Wszystkie muszą idealnie pasować, zanim zostaną skręcone.



Wykonany w drukarce 3D model obudowy przedwzmacniacza Bespoke Audio. Rozprowadza się w nim wszystkie połączenia kablowe, zanim zostaną przeniesione do docelowej obudowy.



Stoisko Bespoke Audio. Za chwilę rozpocznie się nawijanie transformatora.



Z cyklu: „Nasi tu byli” – aktywne profesjonalne monitory APS Aeon (1800) i Coax (1500 euro netto za parę).



Monitor bliskiego pola APS Klasik – 1100 euro netto za parę.



Grające meble francuskiej wytwórni La Boite. Sekretarzyk LD 130 CS ma blat z corianu i jest kompletnym zestawem hi-fi – z wbudowanym wzmacniaczem, dwudrożnym systemem głośnikowym dla każdego kanału, a nawet opracowanym przez Atolla przetwornikiem USB, do którego można podłączyć laptop. Ma też bezprzewodowy odbiornik HD do sparowania ze smartfonem. Cena: 2290 euro.



Stolik La Boite LP 160 zawiera kompletny system do odsłuchu płyt winylowych. Po zakończeniu sesji gramofon można zamknąć pod gustowną pokrywą. Mebelek z wyposażeniem, wykończony czarnym lakierem, kosztuje 2650 euro. Wersja fornirowana jest o 200 euro droższa.



Jeszcze jedna propozycja La Boite – „stolik kawowy” Cube, tutaj w wersji CS, czyli z obudową z corianu. Zawiera dwa 8-cm przetworniki szerokopasmowe i 13-cm subwoofer, sterowane wzmacniaczami o łącznej mocy 100 W. Sygnał można przesłać kablem bądź bezprzewodowo. Cena: 1330 euro. Na wrzesień 2016 La Boite zapowiada premierę gramofonu. Tym razem będzie to osobne urządzenie, do postawienia na firmowym lub dowolnym meblu. Przewidywana cena z karbonowym ramieniem i wkładką Ortofon OM 10 nie powinna przekroczyć 590 euro.



Propozycję czysto meblarską, już bez wbudowanych głośników i wzmacniaczy, prezentowała niemiecka wytwórnia Euphonie. Duża, dwupółkowa szafka Model 1 na zdjęciu wygląda nieźle, ale wrażenie robi dopiero na żywo. Pięknie położony naturalny fornir harmonizuje z płaszczyzną matowego złota. Nawet prosty sprzęt na takiej szafce zaczyna wyglądać na coś z górnej półki. Przyjemność patrzenia na ten mebel ma jednak swoją cenę. Model 1 wyceniono na 7000 euro.



W czasie High-Endu 2016 Ayon prezentował premierowo swój najnowszy, a zarazem flagowy przedwzmacniacz. Conquistador został wyposażony w osobny zasilacz z rozbudowaną stabilizacją napięć zasilających i… lampy mocy do wzmacniania sygnału. Ścieżka jest bardzo krótka, a dynamika dźwięku – praktycznie nielimitowana. Na razie nie wiadomo, kiedy Conquistador wejdzie do sprzedaży i ile będzie kosztował, ale na pewno będzie bardzo drogi.



Rosyjskie pluszaki, czyli kolumienki Deluxe Acoustics. Firma produkuje obecnie pięć dwudrożnych zestawów głośnikowych. Ich cechą wyjątkową na tle konkurencji, są okrągłe obudowy, wykonywane z warstw aluminium i poliuretanu, a następnie flokowane na jeden z pięciu kolorów. Najwyższy model DAF-350, zwany „Sound Flower” kosztuje 2450 euro. Mniejsze DAL-250 kupimy za 1133 euro, zaś DAT-200 „Sound Twins” – za 465 euro. Wszystkie konstrukcje są pasywne, przeznaczone do zasilania normalnymi wzmacniaczami. W komplecie producent dołącza podstawki.



Firma Telos z Tajwanu wyspecjalizowała się w segmencie, który część audiofilów z góry skazuje na niebyt, a inni nie wyobrażają sobie bez niego życia. W katalogu znajdziemy duży przekrój produktów, od niezbyt inspirujących bibelotów w stylu bezpieczników, podkładek pod kable, zatyczek nieużywanych gniazd czy przejściówek, po zaawansowane i kosztowne projekty, takie jak aktywny reduktor szumu masy czy kondycjoner zniekształceń sygnału. Ten ostatni widać na zdjęciu. Wpina się go między wzmacniacz a kolumny i podłącza do prądu. Podobno pomaga. Lepiej, żeby tak było, bo kosztuje ponad 5000 dolarów.



Saidi Audio to młodziutka chińska wytwórnia, założona w 2015. Z perspektywy europejskiej skala przedsięwzięcia jest jednak niezwykła, zwłaszcza jak na debiutanta. Saidi informuje, że zatrudnia 150 osób, a większość podzespołów wykonuje sama. Dysponuje 50 obrabiarkami CNC i kolejnymi 30 maszynami do produkcji elementów metalowych. Aktualnie produkuje trzy modele gramofonów z napędem paskowym i myjkę do winyli. Widoczny na zdjęciu SD-30 to flagowa konstrukcja z odseparowanym silnikiem i precyzyjną regulacją prędkości obrotowej. Litera „B” w symbolu oznacza czarne wykończenie.



Saidi SD-20 to środkowy model w ofercie. Wyposażono go podstawę ze sklejki, obustronnie usztywnioną płytami aluminiowymi, zintegrowany silnik prądu stałego przedwzmacniacz korekcyjny MM/MC i pokrywę chroniącą przed kurzem. Gramofon można podłączyć bezpośrednio do dowolnego wzmacniacza zintegrowanego lub preampu.



SD-10 to najprostszy gramofon Saidi. W wyposażeniu znajduje się przedwzmacniacz korekcyjny MM/MC, docisk, mata stroboskopowa i pokrywa chroniąca przed kurzem. Także ten model można podłączyć bezpośrednio do dowolnego wzmacniacza zintegrowanego lub preampu. W Monachium firma debiutowała na Starym Kontynencie. Sieć sprzedaży dopiero ma się tworzyć, więc detaliczne ceny produktów nie były jeszcze znane.