HFM

artykulyskrot3

RCM Theriaa

image 395Lampowy wzmacniacz zintegrowany RCM Bonasus pierwszy raz zobaczyłem na wystawie w Monachium. Bardziej rozpoznawanym projektem polskiej firmy okazał się stopień korekcyjny Sensor Prelude IC, bez kompleksów stający w szranki z utytułowaną światową konkurencją. Teraz mam przed sobą najnowszą propozycję RCM-u – przedwzmacniacz gramofonowy Theriaa.



Odkąd wkroczyłem w audiofilski świat, jedną z jego ciekawszych krain była firma RCM, początkowo jako dystrybutor nieosiągalnych dla mnie urządzeń analogowych i lampowych. Po jakimś czasie właśnie stamtąd przyjechały moja pierwsza wkładka MC Benz Micro oraz ramię SME. Do regularnego odwiedzania strony internetowej i uważnego śledzenia oferty zachęcała dbałość o informacje, niezbędne melomanom poważnie traktującym przygodę z analogiem, w tym bardzo użyteczny szablon do ustawiania wkładki. Jeżeli jeszcze go nie macie, zachęcam do wykorzystania.

Koncepcja

RCM Theriaa nie jest prostym rozwinięciem Sensora Prelude IC, chociaż z jego koncepcji uwzględniono możliwość swobodnego dostosowania ustawień oraz zewnętrzny zasilacz. Wewnątrz to wyraźnie bardziej zaawansowany układ elektroniczny w konfiguracji podwójnego mono.  W konstrukcji położono nacisk na optymalizację charakterystyki przenoszenia i dokładność korekcji krzywej RIAA. Jej parametry (+/- 0,1 dB w zakresie 20 Hz – 20 kHz) budzą uznanie. Regulowana czułość wejścia wynosi od 0,2 do 5 mV. Ustawienia impedancji wejściowej w krokach 20, 30, 50, 100, 200, 400 Ω, 1 kΩ i 47 kΩ omów pozwolą dopasować ją do większości wkładek.  Nominalny poziom wyjściowy wynosi 2 V. Osiągnięcie takiego napięcia wymaga zastosowania wysokiego wzmocnienia sygnału. Zawiera się ono w zakresie od 52 do 72 dB. Oznacza to, że Theriaa jest w stanie wykonać wzmocnienie blisko 4000-krotne. Tak wysoka wartość wymaga idealnego zasilania. W związku z tym w torze analogowym nie ma lamp, które mogłyby stanowić potencjalne źródło szumów, ani transformatorów. Budowa wewnętrzna to przykład najlepszej i najsolidniejszej inżynierskiej roboty, a dobór komponentów został zweryfikowany odsłuchami.


image 3
Tylna ścianka.



Budowa
Obudowę przedwzmacniacza wykonano z aluminiowych blach. Jest bardzo sztywna, a jej ścianki skręcono ze sobą poprzez aluminiowe profile. Wolne powierzchnie wewnętrzne wyklejono matą antywibracyjną.  We wnętrzu znalazły się trzy sekcje. Przez najwęższą przebiega przewód zasilający. Pozostała część została rozdzielona na dwie mniejsze, mieszczące część zasilacza oraz obwody sygnałowe każdego kanału. Zacisk uziemienia zamontowano ponad gniazdem zasilania. Oznacza to, że od wejścia sygnałowego lewego kanału dzieli go cała szerokość obudowy. Wykonanie i montaż to najwyższa światowa jakość. Uwagę zwracają oznaczenia płytek drukowanych z naniesioną obok RCM-u nazwą Kustagon Labs. Jej obecność tłumaczy udział w projekcie twórcy tej marki, pana Adama Kubca. Elementy każdego kanału umieszczono na dwóch płytkach. Z przodu znalazły się bateria kondensatorów oraz układy stabilizacji napięcia. Sumaryczna pojemność filtrująca wynosi 251200 µF.  Bliżej gniazd ulokowano płytki z torem sygnałowym. Wzmocnienie wstępne wykonuje układ scalony That 1510. W układzie korekcji krzywej RIAA oraz dalszych stopniach wzmocnienia pracują scalaki Burr Brown OPA2134 oraz That 1610. Pomiędzy nimi widać bardzo dobrej jakości elementy Nichicon Fine Gold, WIMA, Evox czy Omron (mikroprzełączniki wzmocnienia i impedancji oraz wyboru trybu pracy: zbalansowanego i niezbalansowanego).  Sygnał wyprowadzają gniazda RCA i XLR. Poza torem sygnałowym pracuje układ zabezpieczający przed pojawieniem się na wejściu napięcia stałego, mogącego uszkodzić wkładkę gramofonową. Diody pokazują stan każdego kanału. Dwie górne pary świecą się w przypadku błędu lub przesterowania (zbyt wysoki sygnał dla wybranego wzmocnienia). Niższe sygnalizują uruchamianie się urządzenia i stabilizowanie parametrów pracy, a najniższe – pełną gotowość. Na tylnej ściance, oprócz gniazd, znajdują się cztery (po dwa na kanał) mikroprzełączniki, dopasowujące parametry pracy stopnia korekcyjnego.

Zasilacz

Zewnętrzny zasilacz umieszczono w oddzielnej obudowie – zamknięto w niej transformatory. Na przedniej ściance ulokowano jedynie diodę sygnalizującą załączenie. Zasilacz z przedwzmacniaczem łączy sztywny przewód o długości 2 m, zakończony wielopinowym złączem Amphenola z pierścieniem zaciskowym. Ponadto na tylnej ściance znalazło się gniazdo zasilania IEC oraz główny włącznik. Theriaa nie ma trybu czuwania.


image 17
Podział dual mono.



Użytkowanie
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przeprowadzenie zasilania środkiem oraz zastosowanie płytek w odbiciu lustrzanym znacznie ułatwiłoby życie użytkownikom przedwzmacniacza RCM-u. Pozostaje wierzyć, że o wyborze takiej a nie innej konfiguracji przesądziły odsłuchy. Rozmieszczenie gniazd wynikające z topologii przedwzmacniacza powoduje ich rozstrzelenie na całej szerokości tylnej ścianki i wymaga rozdzielenia przewodów sygnałowych. W przypadku łączówki VdH wyposażonej w dwa zaciski uziemienia (od ramienia i wtyków) ich podłączenie bez „przedłużacza” okazało się niemożliwe. Na szczęście, do zlikwidowania przydźwięku wystarczyło podpięcie dłuższego przewodu uziemiającego ramię. Dostęp do przełączników ulokowanych we wgłębieniach tylnej ścianki nie jest łatwy, ale takie rozwiązania znajdziecie w wielu stopniach korekcyjnych. Wobec wielości ustawień – nie ma co narzekać. Uwagę zwraca bardzo wysokie wzmocnienie. Nawet najmniejsze, wykorzystywane dla wkładek MM, wynosi 52 dB. Oznacza to, że Theriaa może być wrażliwa na ewentualny przydźwięk sieciowy. W przypadku AT-440MLa (MM), AT33PTG/2 (MC) oraz monofonicznej Grado ME+ (MI) problem nie występował, a w głośnikach panowała cisza. Przydźwięk pojawił się natomiast w przypadku DL-160 (HOMC). Na szczęście, jego niewielkie natężenie powodowało, że nie był odczuwalny w trakcie odsłuchów z normalną głośnością.


image 21
Przedwzmacniacz z zasilaczem
łączy dwumetrowy przewód.


Konfiguracja
Audio Technica 33PTG/2 zamontowana była na ramieniu SME-312; pozostałe – na Ortofonie AS-212/2 gramofonu Garrard 401. Jako przedwzmacniacze odniesienia pracowały Amplifikator Pre-Gramofonowy oraz stopnie korekcyjne MM/MC w przedwzmacniaczu McIntosh C-48. Końcówka mocy McIntosh MC-252 zasilała kolumny ATC SCM-35. Elementy systemu, ustawione na stolikach StandArt STO i SSP łączyły przewody Fadel Coherence One (listwa Hotline, zasilające, RCA oraz głośnikowe), Fadel Aerolitz i Aeroflex Plus (XLR).

Wrażenia odsłuchowe
Spotkania z drogimi stopniami korekcyjnymi to zawsze ciekawe doświadczenia. Daleki jestem od wchodzenia w rolę księgowego. Zakładam jednak, że ich cena nie tyle odzwierciedla rzeczywiste nakłady na produkcję, co raczej pozycjonuje urządzenia do współpracy z wkładkami i elektroniką w danym zakresie cenowym.

W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, by próbować mezaliansów i podłączyć high-endową wkładkę do taniego przedwzmacniacza. Jednak spokój, że wykorzystujemy pełnię jej potencjału przyniesie dopiero zastosowanie korekcji i wzmocnienia odpowiedniej jakości. Taką propozycją jest właśnie Theriaa, odważnie wkraczająca na teren VTL-a TP-6.5 Signature, Audio Researcha Reference 2SE, Manleya Steelhead czy Brinkmanna Edison. A każdy z wymienionych konkurentów ma swój styl. W przypadku tego testu miała miejsce sytuacja odmienna. Theriaa grała z wkładkami w cenie do 2000 zł. Znam ich brzmienie w różnych zestawieniach, chociaż na co dzień stosuję phono w cenie o rząd niższej, a przy tym zasilane akumulatorowo i wyposażone w transformatory wejściowe. Co w tej sytuacji może zrobić Theriaa? Poprawi dźwięk, czy tylko go zmieni? Na szczęście nie muszę tego rozstrzygać, tylko skupić się na określeniu jej cech. Za najważniejszą z nich uznaję możliwości dynamiczne, wynikające zapewne między innymi z wysokiego wzmocnienia. W porównaniu z urządzeniami odniesienia brzmienie otrzymywało wyraźny zastrzyk energii. Co ważne, wrażenie nie znikało po wyrównaniu poziomów głośności. Dynamika z wkładek MC była prawdziwie wyczynowa. Dotyczyło to także zdolności różnicowania szczegółów, wglądu w subtelności nagrań, w muzyczne drobinki, niezbędne do oddania prawdy o odtwarzanym materiale.


image 22
Zasilacz warto odsunąć
jak najdalej.



Przedwzmacniacz RCM-u buduje w ten sposób bardzo wiarygodny przekaz muzyczny. Żywa dynamika przekłada się na stabilność sceny, dokładną stereofonię oraz bardzo dobre oddanie akustyki nagrań. Kolejna ważna cecha to czystość grania. Dzięki niskim zniekształceniom dźwięk jest naturalny i bogaty w harmoniczne. Próżno by się doszukiwać rozmycia czy zafalowania choćby najcichszych tonów. Dzięki temu przyjemny staje się odsłuch nawet nieudanych realizacji i tłoczeń, a Theriaa nie dokłada swojej sygnatury, ani nie mnoży skaz. Z drugiej strony – nie stara się też upiększać nagrań. Nie podlewa ich gęstym sosem, nie doprawia na słodko czy egzotycznie; nie przegrzewa. Prezentuje je neutralnie, ocierając się chwilami o obojętność. Dzięki temu nie będzie lekarstwem na niedomagania systemu. Nie będzie też oczywistym bohaterem wydarzeń; raczej partnerem pozostałych elementów toru. Ma uwydatniać ich zalety, a unikać swoich wad. I pewnie o to chodziło konstruktorowi, który właśnie w taki sposób postanowił uczynić z niej element pasujący do high-endowych konfiguracji. Wyobrażam sobie, że sięgając po wymienione wcześniej lampowe przedwzmacniacze VTL-a czy Audio Researcha spodziewamy się określonej sygnatury, sprecyzowanych zalet, konkretnych cech brzmienia. Wybierając Therię, otrzymujemy być może większą swobodę doboru pozostałych elementów toru analogowego, a przez to może nawet większą uniwersalność. Im dłużej słuchałem tego preampu, tym lepiej rozumiałem jego zalety. A wady? Poza rozmieszczeniem gniazd nawiążę do dużego wzmocnienia. Wartość 52 dB dla wkładek MM jest w mojej opinii dyskusyjna. Tylko kto, poza zbyt dociekliwym recenzentem, będzie podłączał do tak zaawansowanego i kosztownego przedwzmacniacza tego typu przetworniki?

Konkluzja
RCM Theriaa to niebanalny i bardzo udany gramofonowy stopień korekcyjny. Obowiązkowa pozycja do odsłuchu dla poszukujących prawdziwie high-endowych rozwiązań.

 


sanki o


Paweł Gołębiewski
Źródło: HFM 02/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF