HFM

artykulylista3

 

Imagine Dragons - Evolve

cd122017 015

Kin in a Korner/Interscope Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Po wydaniu albumu „Night Visions” (2013) z hitem „Radioactive”, Imagine Dragons zostali uznani przez melomanów i krytyków za jednych z najciekawszych rockowych debiutantów. „Evolve” to ich trzecia płyta studyjna, potwierdzająca mocną pozycję zespołu na amerykańskiej scenie. Dominują utwory rockowe, choć ze sporą domieszką popu. W „I Don’t Know Why” syntezatory zaś grają podobnie jak w niektórych kompozycjach The Who. Na uwagę zasługuje zróżnicowany klimat nagrań. Obok rocka pojawiają się elementy hip-hopu i elektronicznej muzyki tanecznej. Dużo jest urozmaiceń, zarówno w aranżacjach instrumentów, jak i w sposobie prowadzenia partii wokalnych. Raz słychać melodyjny śpiew, czasem przechodzący w falset („I’ll Make It Up To You”), to znów wokalista niemal wykrzykuje tekst („Rise Up”). Zresztą, wokal Dana Reynoldsa jest jedną z najmocniejszych stron „Evolve”. A jako że Imagine Dragons lubią też oczarować odbiorców melancholią, w finale nie zabrakło czegoś łagodniejszego. To ballada „Dancing in the Dark”. Nie ma ona jednak nic wspólnego z tak samo zatytułowanym hitem Springsteena.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 12/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Black Country Communion - BCCIV

cd122017 020

Mascot Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Joe Bonamassa zmienia się niczym kameleon i należy do najbardziej pracowitych artystów. Rok temu mogliśmy podziwiać, jak grał dynamicznego bluesa na dwunastej studyjnej płycie „Desperation Blues”. Co rusz ukazują się jego koncertowe albumy, a niemal każdy – w innym stylu. Ostatnio wystąpił z akustycznym akompaniamentem w Carnegie Hall. Z formacją Black Country Communion Bonamassa nagrał wcześniej trzy krążki. Niedawno na rynku pojawił się czwarty – „BCCIV”, pierwszy po wznowieniu przez zespół działalności w 2016 roku. Muzyk jak zwykle gra tu w doborowym towarzystwie, wspomagany przez wokalistę i basistę Glena Hughesa (Deep Purple i Black Sabbath), klawiszowca Dereka Sheriniana (Dream Theater) oraz Jasona Bonhama, syna nieżyjącego perkusisty Led Zeppelin. Trudno, żeby członkowie takiej supergrupy wypuścili na rynek szmirę. Wszystkie ich dotychczasowe krążki mogły się podobać. Najnowszy to jakby połączenie trzech poprzednich. Zespół podąża tu utartym szlakiem. Kompozycje są przemyślane i sprawnie wykonane, bez żadnych szaleństw. Ale czy dobry, mocny rock koniecznie potrzebuje zmian? Dominują ostra gitara i ekspresyjny wokal na granicy krzyku. Obok repertuaru heavymetalowego zdarzają się jednak utwory spokojniejsze, czego przykładem „The Last Song For My Resting Place” (z nutami celtyckimi) oraz ballada „When the Morning Comes”.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 12/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Mari Boine - See the Woman

cd122017 017

Lean AS 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Mari Boine to 60-letnia piosenkarka z Norwegii. Debiutowała w 1985 roku płytą „After the Silence”. Jej dorobek artystyczny najlepiej znają sympatycy niekonwencjonalnych brzmień. Mari pochodzi z ludu Saamów, zamieszkujących tereny bliskie koła podbiegunowego i właśnie z tamtych stron i tamtej kultury czerpie twórcze natchnienie. Etniczne dźwięki umiejętnie łączy z muzyką świata i jazzem. Nowy album różni się od jej dotychczasowych dokonań. Jest to pierwsza płyta z utworami niemal wyłącznie (poza jednym) w języku angielskim. Sporo zmian zaszło także w muzyce. „See the Woman” zawiera znacznie mniej etnicznych odniesień niż wcześniej. Niekonwencjonalne pomysły artystki stały się tutaj jedynie subtelnym dodatkiem. Album ma więcej brzmień typowych dla elektronicznego popu, więc miłośnicy dotychczasowego dorobku Boine mogą czuć niedosyt. Za to melomani mniej złaknieni oryginalnych klimatów znajdą na „See the Woman” miłe dla ucha, melodyjne utwory.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 12/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Lorde - Melodrama

cd122017 012

Universal Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Lorde to nowozelandzka piosenkarka, która zadebiutowała w wieku zaledwie 16 lat albumem „Pure Heroine”. Naprawdę nazywa się Ella Marija Lani Yelich-O’Connor. Jej drugi krążek – „Melodrama” – to zbiór udanych piosenek, które potwierdzają umiejętności artystki. Na program albumu składają się jej oryginalne kompozycje, w większości napisane wspólnie z Jackiem Antonoffem. Pod względem stylistycznym przeważają modne obecnie gatunki, takie jak hip-hop, drum & bass i funk. Charakterystyczny głos Lorde przypomina głośny szept. Potrafi też zaskoczyć oryginalną nutą, czego przykładem piosenka „Writer in the Dark”. Poza tym na płycie znalazły się trzy singlowe hity. Utwór „Green Light” w Nowej Zelandii dotarł na szczyt listy przebojów i był w pierwszej dwudziestce amerykańskiego zestawienia „Billboard Hot 100”. Sporym powodzeniem cieszyła się też kompozycja „Perfect Places”, a po występie Lorde na gali rozdania nagród MTV, gdzie przeziębiona piosenkarka jedynie włączyła kasetę ze swoją piosenką „Homemade Dynamite” i do niej zatańczyła, również ten utwór podbił świat.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 12/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Dan Auerbach - Waiting on a Song

cd122017 006

Easy Eye Sound 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Dana Auerbacha melomani znają głównie jako gitarzystę i wokalistę amerykańskiej blues-rockowej formacji The Black Keys. W duecie z grającym na perkusji Patrickiem Carneyem Auerbach działa od 2002 roku. Ukazała się wówczas ich pierwsza płyta, zatytułowana „The Big Come Up”. W 2009 roku artysta debiutował solowym albumem „Keep It Hid”, który jednak cieszył się znacznie mniejszą popularnością niż dokonania The Black Keys. Przyczyną mógł być fakt, że bez Carneya muzyk zdecydował się na nieco spokojniejszy repertuar. Płyta „Waiting on a Song” również okazuje się łagodniejsza niż utwory The Black Keys. Piosenki to głównie autorski materiał. Auerbach rozstał się tutaj z rockiem i wkroczył w obszary folkowe, a nawet bliskie country. Okazało się, że jest mu z nimi po drodze. Duża w tym zasługa współpracujących instrumentalistów (m.in. gitarzysta Russ Pahl i były współpracownik Gartha Brooksa, Bobby Wood), którzy mogą się pochwalić sporym doświadczeniem w brzmieniach z amerykańskiego Południa. Zresztą, kandydatów do pomocy Auerbach miał pod dostatkiem, bo na główne miejsce sesji wybrał studio Easy Eye Sound w Nashville. I jak tu nie grać country?

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 12/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Ruth B. - Safe Haven

cd122017 008

Columbia Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Ruth B., 22-letnia Kanadyjka, skomponowała wszystkie utwory na tym albumie. Gra je sprawnie na fortepianie i nieźle śpiewa. Do pomocy ma tylko producenta płyty, za to jakiego! Jest nim Joel Little – Nowozelandczyk, znany ze współpracy z Samem Smithem, Imagine Dragons czy Ellie Goulding. On stawia kropkę nad i, grając na instrumentach i obsługując elektronikę. Na szczęście, generowane przez niego dźwięki brzmią w miarę naturalnie, przypominając akompaniament akustyczny. Gdzieniegdzie, jak choćby w melancholijnym utworze „If By Chance”, pojawia się sekcja smyczkowa. Wydaje się więc, że powinno być dobrze. Tymczasem… Głos wokalistki jest, owszem, przyjemny, szkoda jednak, że ktoś nie pomógł jej przy kompozycjach. Tematyka tekstów – i nierzadko ich poetycka stylistyka – to poziom licealny (vide: „Lost Boy”). Daleko im do utworów z repertuaru wcale nie starszych od Ruth B. wykonawców złotej ery rocka czy nawet niektórych obecnych gwiazd młodego pokolenia. W melodiach też próżno szukać sensacji. Niemal wszystkie przejścia są łatwe do przewidzenia. Młodzi słuchacze pewnie przyjmą ten repertuar z otwartymi ramionami, ale doświadczeni odbiorcy po jednym przesłuchaniu raczej poszukają czegoś innego. Może jedynie utwór „If This Is Love” pozostanie im w pamięci na dłużej.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 12/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF