HFM

artykulylista3

 

Stevie Nimmo - Sky Won’t Fall

cd062016 015

Manhaton Records 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Nowa płyta rockowego gitarzysty, wokalisty i kompozytora Steviego Nimmo została nagrana w trzyosobowym składzie z Matem Beable (gitara basowa) i Craigiem Baconem (perkusja). Poza własnymi kompozycjami lidera, album zawiera też ciekawą wersję „Gambler’s Roll” z repertuaru The Allman Brothers Band. Trio pracuje niczym dobrze naoliwiona rockowa maszyna. Nimmo dysponuje silnym niskim głosem, idealnie uzupełniającym brzmienie jego gitary. Aż się tu roi od pełnokrwistych solówek, którymi nas raczy. Wytchnieniem jest utrzymany w średnim rytmie funkujący „Change” z „kaczkującymi” wtrąceniami gitary, „I’ll Pray For You” w podobnym klimacie oraz beztrosko swawolny „Lovin’ Might Do Us Good”. Mięsiste rockowe brzmienie wraca w kapitalnym temacie „Still Hungry”. Przy wtórze perfekcyjnie pracującej perkusji i stylowo zniekształconego basu, Nimmo „wycina” niebywałe partie. Przypominają się najlepsze czasy Walijczyków z Budgie. W dobie dominacji postrockowych produkcji dobrze wiedzieć, że porządne, nie wspierane elektroniką rockowe rzemiosło ma tak doskonałych sukcesorów jak Stevie Nimmo. Ta muzyka może wywołać rumieniec wstydu na obliczu niejednego wykonawcy, chcącego uchodzić za rasowego rockmana.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Nash - Trik

cd062016 018

Fonobo 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Pod nazwą Nash kryje się duet wokalistki Anny Gadt i pianisty Miłosza Wośko. Na swej pierwszej autorskiej płycie łączą brzmienia akustyczne z elektroniką. W projekcie wsparli ich multiinstrumentalista Andrzej Izdebski (także producent albumu), Robert Rasz (perkusja) oraz szczecińska sekcja instrumentów dętych i smyczkowych. Album wypełnia 12 piosenek w odrealnionym, chwilami baśniowym klimacie, z którym harmonizuje ciekawy projekt graficzny okładki. Anna Gadt śpiewa z niezwykłą lekkością, nie pozbawioną jednak siły i ekspresyjnych uniesień. O wyjątkowości oprawy tych uroczych piosenek w dużej mierze decyduje oryginalne instrumentarium: waltornia, skrzypce i klarnet basowy, doskonale harmonizujące ze stylowym pianinem Yamaha CP-70, którego błyskotliwym wirtuozem okazuje się Miłosz Wośko. Uwagę przykuwa specyficzne brzmienie perkusji, czasem sprawiające wrażenie, jakby wyszło z warsztatu legendarnego Phila Spectora. Album odświeża formułę tradycyjnej polskiej piosenki z mądrym tekstem i wyrazistą melodyką. Jednocześnie pozostaje jak najdalszy od kiczu i banału. Emanuje spokojem. Niesie wytchnienie i stwarza złudzenie zatrzymania czasu.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ana Moura - Moura

cd062016 021

Universal Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Fado wymyka się jednoznacznym definicjom i wywołuje wiele sporów. Tam, gdzie jedni widzą tylko tradycyjną pieśń, inni doszukują się filozoficznej refleksji o czymś, co nieokreślone i ulotne. Ana Moura kolejnym znakomitym albumem udziela prostej odpowiedzi, czym jest fado. To chwile i uczucia, zatrzymane w kilku taktach. Z nich wybrzmiewa opowieść, której kształt określa fenomenalny głos o intrygującej barwie, cudownie zmatowiony w dole skali, ale lśniący wyżej. Ten głos to wielki dar od losu. Podobną rolę pełni unikalna ekspresja Moury. O tym, jak śpiewa, można by pisać długo, ale zdecydowanie polecam posłuchać – to kunszt wysokiej próby. Ana Moura wyraża swoje emocje poprzez najbardziej uniwersalny nośnik, jakim jest piękno sztuki. Język nie ma znaczenia – portugalski czy angielski; mogłaby śpiewać po węgiersku, a i tak wszystko byłoby jasne. Po pierwszym przesłuchaniu odbiorca nastraja się na sugerowane fale. Wysmakowane aranżacje są realizowane przez instrumentalistów z najwyższej półki (m.in. znakomity Angelo Freire na gitarze portugalskiej), co kapitalnie podkreśla nienaganne nagranie materiału. To nie płyta jedna z wielu. Muzyka Moury jest oryginalnym zjawiskiem na skalę światową. Każdy utwór to dźwiękowa wiadomość, wysłana gdzieś z daleka. Warto ją odebrać, bo może się okazać, że właśnie na ten przekaz czekamy.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Asking Alexandria - The Black

cd052016 006

Sumerian 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Asking Alexandria, wzorem wielu kolegów z branży, już od jakiegoś czasu oddala się od swoich metalcore’owych korzeni. Na swoje nieszczęście, nie zastępuje ich godnymi uwagi inspiracjami, a jedynie ugrzecznia brzmienie, celując w gusta mniej wybrednego odbiorcy. „The Black” nie ma wiele do zaoferowania. Muzycy bezwstydnie sięgnęli po najbardziej sztampowe zagrywki ze światów metalcore’u i pozbawionego osobowości radiowego rocka. Z tego powodu kompozycje stały się ciągiem typowych breakdownów, partii gitarowych wypełniających jedynie tło oraz przesłodzonych linii wokalnych. Oliwy do ognia dolewają karygodnie nieciekawe ballady, mające na celu wbicie słuchaczom do głów pojedynczego motywu, w którym nie dzieje się prawie nic. A jednak niektóre fragmenty wypadły nieźle. „The Lost Souls”, pomijając cokolwiek infantylną melodię refrenu, jest świetnym przykładem, jak należy łączyć światy rocka i cięższych odmian metalu. Następujące po nim „Just a Slave to Rock and Roll” potrafi przyprawić o łezkę nostalgii i przypomnieć złote lata glam metalu. Sęk w tym, że Asking Alexandria idzie po linii najmniejszego oporu, topiąc kreatywność w oceanie banałów. Dzięki jej odrobinie nie można jednak zupełnie odradzić kontaktu z „The Black”, aczkolwiek warto do albumu podchodzić z dystansem.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 05/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Amon Amarth - Jomsviking

cd052016 011

Metal Blade 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Amon Amarth z pewnością nie należy do najbardziej zaskakujących zespołów na metalowej scenie. Grając bezpiecznie, zespół stara się wprowadzać do swojej formuły jedynie drobne zmiany, które nie zrażą dotychczasowych fanów. W warstwie instrumentalnej kontynuuje trend odchodzenia od melodeathowych korzeni na rzecz inspiracji innymi gatunkami metalu. Z początku jesteśmy częstowani kilkoma „singlowymi” kawałkami, z których zespół jest znany, a które nie powalają kreatywnością. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak od „At Dawn’s First Light”, kiedy grupa odchodzi od powtarzania starych schematów i, jak na „One Thousand Burning Arrows”, fachowo buduje nastrój. Wisienkę na torcie kładzie „A Dream That Cannot Be”, któremu głosu użyczyła Doro Pesch. Co zaskakuje, czyste żeńskie wokale w piosence Amon Amarth nie wydają się nie na miejscu i działają odświeżająco. Problem, niestety, stanowi realizacja. Kompresja daje się mocno we znaki. Dźwięk nie jest zbyt przestrzenny, co odczuwa się na bardziej stonowanych piosenkach. Kiedy natomiast akcja się zagęszcza, partie rytmiczne zlewają się w jedno. „Jomsviking” nie przyniósł żadnej rewolucji i nie przysporzy zespołowi wielu nowych fanów. Starzy wielbiciele będą natomiast wniebowzięci.


Źródło: HFiM 05/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Killswitch Engage - Incarnate

cd052016 008

Roadrunner 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Tradycyjny metalcore cieszy się obecnie jedynie cieniem popularności, która towarzyszyła mu przed dekadą. W nurcie zostali tylko najsilniejsi, a pośród nich – Killswitch Engage. Panowie nie silą się na oryginalność od dobrych kilkunastu lat, a jednak nadal potrafią wydać bardzo przyzwoity materiał. „Incarnate” to seria dość standardowych, metalcore’owych piosenek, opartych na typowym schemacie refren-zwrotka-refren, aczkolwiek różniących się od siebie na tyle, by nie znudzić słuchacza od razu. Siła albumu leży nie w odkrywczych kompozycjach, lecz niebywałym talencie wykonawców. Gitarzyści jak z rękawa sypią pomysłami na ciekawe riffy. W partie instrumentalne włożono wiele pracy oraz wyobraźni, co słychać w wielu miejscach. Perkusista znakomicie odnajduje się zarówno w spokojniejszych, jak i żwawszych fragmentach. Wielkim plusem są również wokale. Jesse Leach to profesjonalista w każdym calu. Śpiewając czysto, potrafi zarówno pokazać pazur, jak i ująć delikatnością. Dzięki pierwszorzędnemu, profesjonalnemu wykonaniu oraz bogactwu interesujących riffów najnowszy album Killswitch Engage jest zdecydowanie wart uwagi.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 05/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF