HFM

artykulylista3

 

Avenged Sevenfold - The Stage

cd032017 005

Capitol 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

„The Stage” sprawił niespodziankę na wielu poziomach. Wydany bez zapowiedzi, stanowi duże zaskoczenie także w warstwie muzycznej. Mimo że Avenged Sevenfold byli od lat wkładani do tej samej szuflady, co wyraźnie słabsze Bullet For My Valentine czy Trivium, to tym albumem udowodnili, że w swojej kategorii lokują się o klasę wyżej niż konkurencja. Grupy oscylujące pomiędzy hard rockiem i metal core’em rzadko potrafią uzyskać różnorodność brzmienia, jednak właśnie ona jest motywem przewodnim najnowszego wydawnictwa Avenged Sevenfold. Poza rozwiązaniami typowymi dla gatunku, znajdziemy tu takie smaczki, jak dźwięki instrumentów dętych, bluesowe ballady, wpływy progresywne, chór, orkiestrę, elektronikę i co tylko jeszcze przyszło muzykom do głowy. To najlepsza płyta zespołu od czasu „City of Evil”, a może nawet w całej jego karierze. Niestety, znajdzie się też parę wad. Muzycy, zachwyceni natłokiem pomysłów, niepotrzebnie przeciągnęli niektóre kompozycje. Problem stanowi także nierówny poziom realizacji. O ile, gdy aranżacja gęstnieje, nagranie otwiera przed nami pokaźną przestrzeń, to już tak podstawowe elementy jak gitary potrafią brzmieć głucho. Mimo drobnych niedociągnięć warto sięgnąć po „The Stage”. To przystępny metal w świetnym wydaniu.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 03/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Testament - Brotherhood Of The Snake

cd032017 009

Nuclear Blast 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Thrash metal bez wątpienia jest jednym z najlepiej zakonserwowanych reliktów lat osiemdziesiątych. Klasycy tego gatunku zdecydowanie nie przepadają za innowacjami, jednak co jakiś czas kolejny zespół udowadnia, że i z tej konwencji nadal można sporo wycisnąć. „Brotherhood Of The Snake” to prawdziwa uczta dla fanów gatunku, lecz ci, których ta konwencja łatwo nudzi, powinni się trzymać z daleka. Nie znajdziemy tu wielu urozmaiceń. Wszystkie kompozycje to ostre, szybkie popisy furii thrashu, bez ballad, nastrojowych przerywników; bez kombinowania. Trzeba jednak przyznać, że choć muzycy nie popisują się elastycznością, to w swojej dziedzinie prezentują poziom wybitny. Każdy utwór naszpikowano zapadającymi w pamięć, agresywnymi, lecz melodyjnymi riffami, które ukazują umiejętności wykonawców. Najlepiej wypada jednak warstwa perkusyjna, która momentami wręcz zwala z nóg. Ciekawe pomysły oraz gęsto upakowane, niesamowite przejścia wywierają nawet większe wrażenie niż sama sekcja melodyczna. Realizacja, uwydatniająca głęboki, basowy dźwięk bębnów, podkreśla to, co w albumie najlepsze. Nowym dziełem Testament zachwycą się wszyscy dotychczasowi fani, a także każdy, kogo nie znudziła jeszcze formuła thrash metalu

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 03/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Meshuggah - The Violent Sleep of Reason

cd022017 010

Nuclear Blast 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

 Szczyt popularności djent ma już za sobą. Wysyp ośmiostrunowych gitar i zabaw rytmem w pewnym momencie przesyciły scenę metalową. Ojcowie gatunku trzymają się jednak świetnie i powracają z jednym z najlepszych albumów w swojej karierze. „The Violent Sleep of Reason” stawia na warstwę melodyczną zdecydowanie mocniej niż jego poprzednicy. Meshuggah nie stracił przy tym ani krzty ciężaru, a utwory pozostają propozycją dla miłośników mocnych wrażeń. Różnica polega na tym, że teraz to nie sekcja rytmiczna przyciąga większość uwagi słuchaczy. Siedzący za zestawem perkusyjnym Tomas Haake oddał nieco światła reflektorów gitarowemu duetowi Thordendal- Hagström. Ten wykorzystał je po mistrzowsku. Dysonujące zagrywki, przechodzące nieraz przez kilka oktaw, zaskakują słuchacza zmianami nastroju i wciągają w niesamowity wir muzycznej agresji. Warto zaznaczyć, że mamy do czynienia z najlepiej zrealizowanym albumem Meshuggah w historii. Nagranie nie straszy nadmierną kompresją, a gitary uderzają mięsistym, potężnym dźwiękiem, którego kompozycje zespołu wymagały od zawsze. Na taki album szalonych Szwedów czekali wszyscy fani!

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 02/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Opeth - Sorceress

cd022017 012

Nuclear Blast 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 
Nie wszystkim zespołom zmiany wychodzą na dobre. Odcinając się od death metalowych korzeni, Opeth znacząco zubożył swoje brzmienie. Jeden z najlepszych zespołów metalowych w historii przestawił się na dość przewidywalną estetykę starego rocka progresywnego. Na szczęście „Sorceress” do pewnego stopnia zrywa z naśladownictwem i stara się przemycić odrobinę oryginalnego stylu. O powrocie do ostrych zagrań z „Blackwater Park” nie ma mowy; nie ma też co liczyć na growle. Zespół dodał jednak trochę masy, sięgając po powolne, przytłaczające riffy doom metalowe. Przeplatając się z partiami akustycznymi czy organami Hammonda, dodały one całości charakteru. Podstawą pozostaje bardzo klasycznie brzmiący rock progresywny. Wielbiciele łagodniejszych, rozbudowanych utworów o bogatych aranżacjach poczują się tu jak w domu i to głównie do nich album jest skierowany. Niestety, dalej trąci odtwórczością i choć muzykom udało się napisać kilka solidnych kompozycji, a w swojej nowej niszy stali się prawdziwą elitą, to kierunek, jaki obrali, rozczarowuje. „Sorceress” to na pewno krok w dobrą stronę. Brakuje mu jednak trochę zarówno do klasyków, pokroju Yes, jak i wcześniejszych osiągnięć samego zespołu Opeth.

 

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 02/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Sabaton - The Last Stand

cd022017 015

Nuclear Blast 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 
Power metal z całą pewnością nie jest kopalnią najbardziej oryginalnych zespołów na świecie, jednak i tu zdarzają się perełki. Jedną z nich był Sabaton ze swoim niższym wokalem, tematyką wojenną oraz niezwykle chwytliwymi refrenami. Niestety, na „The Last Stand” ta formuła zaczyna się wyczerpywać. Melodie są, jak zwykle, proste, lecz chwytliwe. Partie klawiszy miło wzbogacają brzmienie, a riffy gitarowe nie obniżyły lotów. Główny problem albumu polega na tym, że brzmi on tak samo, jak wszystkie poprzednie wydawnictwa zespołu. Nawet najlepszy schemat, powtórzony zbyt wiele razy, zaczyna nudzić. Panowie poszli na łatwiznę, odgrzewając stare pomysły i nie dodając prawie nic nowego. Utwory opowiadają o bitwach toczonych w najróżniejszych zakątkach świata, a tylko „Blood of Bannockburn” doczekało się szkockiego akcentu w postaci motywu zagranego na dudach. Podobne wstawki można by umieszczać w innych kompozycjach, choćby wplatając motywy dalekowschodnie w „Shiroyamę” czy afrykańskie w „Rorke’s Drift”. Niewykluczone, że powstałaby w ten sposób jedna z najlepszych płyt w historii zespołu. Tymczasem „The Last Stand” to zmarnowany potencjał. Wyłącznie dla zagorzałych fanów zespołu

 

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 02/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Bon Jovi - This House Is Not For Sale

cd022017 002

Island Records 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 
Bon Jovi nie zawiedli, ale też nie zachwycili swoimi nowymi piosenkami. Może dlatego, że w składzie zabrakło Richiego Sambory? Z wokalistą Jonem Bon Jovi tworzyli zawsze intrygujący duet, podobnie jak Jagger z Richardsem w Stonesach czy Taylor i Perry w Aerosmith. Phil X (Philip Eric Xenidis), który zastąpił Samborę, także nie jest w branży nowicjuszem i na gitarze grać potrafi. Wcześniej był rozchwytywanym muzykiem sesyjnym. Wystąpił na blisko czterdziestu albumach światowych gwiazd, od Alice’a Coopera po Eltona Johna. Dzięki bogatemu doświadczeniu, zdobywanemu w różnych stylach i środowiskach artystycznych, zgrabnie się wpasował w stylistyczną konwencję Bon Jovi. Z kapelą współpracuje sprawnie, tyle że repertuar okazuje się dość przewidywalny. Przez lata istnienia grupy muzycy Bon Jovi zdążyli nas do takiego przyzwyczaić. Owszem, kilka nagrań – jak choćby rockowe „Born Again Tomorrow” czy dwie ballady: „Scars On This Guitar” i „Come On Up To Our House” – przyciąga uwagę, ale to trochę za mało, jak na kapelę tej klasy. Za to fani znów mogą się nacieszyć głosem lidera. Ten nie stracił swej magicznej mocy.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF