HFM

artykulylista3

 

Imelda May - Life, Love, Flesh, Blood

cd062017009

Decca 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Jeśli fani Imeldy May polubili jej cztery wcześniejsze albumy za dynamiczny rock z okazjonalnymi brzmieniami rockabilly, to jej nową propozycją będą zaskoczeni. Zamiast bowiem elektryzować słuchaczy nieco szaloną muzyką, irlandzka piosenkarka serwuje wyłącznie nastrojowe utwory. Nawet dwa szybsze – „Bad Habit” i „Don’t Leave Me Lonely” – mają niewiele wspólnego z wcześniejszymi dokonaniami artystki. „Life, Love, Flesh, Blood” wyprodukował słynny T Bone Burnett, a główną atrakcją krążka jest gwiazdorski skład akompaniatorów. Na gitarach gra Marc Ribot, znany głównie z eksperymentalnego jazzu; tutaj wyjątkowo oszczędny w środkach wyrazu, czasem zaledwie delikatnie muskający struny. W jednej z piosenek pojawia się Jeff Beck – kolejny mistrz gitary, tym razem rockowej. On także nie przesadza z ekspresją, choć umiejętnie uzupełnia oprawę. W kompozycji „When It’s My Time” słyszymy natomiast Joolsa Hollanda, grającego na fortepianie. Utalentowani instrumentaliści wiele wnoszą do ostatecznego kształtu nagrań. To dzięki nim piosenek Imeldy tak dobrze się słucha. Czasami pobrzmiewają w nich nuty folkowe, a niekiedy pojawiają się brzmienia country. Dzieje się tak na przykład w zamykającej kompozycji „The Girl I Used To Be”.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

James Blunt -The Afterlove

cd062017007

Atlantic Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

James Blunt zasłynął, kiedy jego debiutancki album „Back to Bedlam” (2004) sprzedał się w ponad 11 milionach egzemplarzy. Szczególnie podobały się melodyjne miłosne kawałki „You’re Beautiful” (wielki hit w USA i Wielkiej Brytanii) oraz „Goodbye My Lover”. Na nowej płycie podobnych hitów jest mniej, choć nie jest ich całkowicie pozbawiona – przykładem „Don’t Give Me Those Eyes”. Utworem, któremu najbliżej do przebojów ze spektakularnego debiutu, jest kompozycja „Make Me Better”. Melodyjne brzmienia odnajdujemy również w zamykającym krążek nagraniu „Paradise”. Utwory na „The Afterlove” zawierają jednak znacznie więcej dynamiki. Znajdziemy tu sporo piosenek, które świetnie nadają się do klubów. Nawet otwierające „Love Me Tender”, choć tytuł sugeruje coś innego, może z powodzeniem przygrywać do tańca. Najwyraźniej piosenkarz zatęsknił za żywszym repertuarem. Wszystkie piosenki Blunt ułożył sam, na ogół z pomocą muzykujących przyjaciół. Nie każda to strzał w dziesiątkę, ale na jogging ze słuchawkami na uszach płyta będzie w sam raz.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mark Lanegan - Band Gargoyle

cd062017006

Heavenly Recordings 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Gdyby ktoś nie znał Marka Lanegana, to spieszę poinformować, że jest on przedstawicielem amerykańskiego alternatywnego rocka i byłym członkiem grunge’owej kapeli Screaming Trees. Charakteryzuje się szorstkim głosem i gustuje w ostrym repertuarze z dekadenckimi tekstami. Zdarzały mu się także płyty z przewagą ballad, ale i na nich śpiewał o ciemnych stronach życia. Nowy album jest w większości dynamiczny, ale treści znów niesie niewesołe. Już tytuł otwierającego nagrania („Tatuaż w kształcie trupiej czaszki”) wiele mówi. To piosenka o diable, który, jak informuje tekst, żyje wszędzie. Lanegan śpiewa o broni palnej i głodującym dziecku. Nad wszystkim świeci złote kalifornijskie słońce. Czyżby miało łagodzić ponurą atmosferę? Dalej też nie jest weselej. „Nocture” opowiada o rozpaczy po utraconej kobiecie. W „Blue Blue Sea” ponownie pojawia się Lucyfer. Dominują ostre rytmy. Jeśli ktoś wysłucha płyty do końca, to nie będzie mu łatwo zasnąć. Melodiom oraz instrumentacji trudno coś zarzucić, tyle że trzeba mieć do ich odbioru odpowiedni nastrój. Gdyby go zabrakło, lepiej ograniczyć słuchanie do dwóch ballad: „Goodbye To Beauty” i „First Day of Winter”.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Eric Gales - Middle of the Road

cd062017012

Mascot Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Otwierające nagranie „Good Time” nie zachwyca, ale już od następnego – „Change in Me”, w którym odzywa się zadziorna gitara na tle pulsującej sekcji – zaczyna być dobrze. Amerykański blues-rockowy gitarzysta z Memphis przygotował ciekawy materiał. U nas Gales nie jest specjalnie popularny, ale w swojej ojczyźnie cieszy się zasłużonym uznaniem i chętnie jest zapraszany do współpracy przez innych muzyków. Zaczął grać na gitarze jako czterolatek i już wtedy słuchał takich mistrzów, jak Jimi Hendrix, Albert King i B.B. King. Nie wiem, czy to kwestia fascynacji, czy skutek wytrwałych ćwiczeń i częstego koncertowania, ale gitara Galesa brzmi porywająco. Ponadto ma on fajne pomysły na rytmiczne akompaniamenty. Przykładem rockowy aranż z delikatną nutą reggae w „Been So Long”. Pod względem wokalnym może nie zachwyca, ale jego matowy głos dobrze współbrzmi z ciekawym dźwiękiem gitary. Właściwie w każdym utworze czeka się na solówki tego instrumentu. Do współpracy Gales zaprosił bluesowych mistrzów. Kilka utworów grają z nim Gary Clark Jr., Christone „Kingfish” Ingram oraz starszy brat Eugene. Obok kawałków blues-rockowych, w programie znalazła się rockowa ballada – „Help Me Let Go”. Całość zamyka instrumentalny „Swamp”, który dobrze się zapowiada, choć pod koniec wpada w monotonię.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ronnie Baker Brooks - Times Have Changed

cd062017019

Mascot Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Ronnie Baker Brooks to bluesowy i soulowy artysta z Chicago. Jest synem innej gwiazdy tych stylów, Lonniego Booksa. Ten ostatni towarzyszy synowi w nagraniu „Twine Time”. Ponadto w sesji wzięli udział m.in. Al Kapone (świetny występ w nagraniu tytułowym), Steve Cropper („Show Me”), a także Angie Stone, która fantastycznie śpiewa z liderem piosenkę „Give me Your Love”. W tym nagraniu – starej kompozycji z repertuaru Curtisa Mayfielda – pobrzmiewają klimaty spotykane w piosenkach Barry’ego White’a (czułe słówka mówione niskim męskim głosem) i Isaaka Hayesa (brzmienie gitarowych wstawek rytmicznych oraz charakterystyczne chórki). Wprawdzie dominują głos i gitara lidera, ale oprócz klasycznej sekcji rytmicznej od czasu do czasu pojawiają się organy i dęciaki. Znani goście, bogata oprawa instrumentalna i przewaga coverów (jedynie 5 z 11 piosenek skomponował Brooks) – nic dziwnego, że album „Times Have Changed” pokazuje artystę w kilku stylistycznych odsłonach. Nagrania trzymają równy wysoki poziom, więc całej płyty słucha się przyjemnie. Na wyróżnienie zasługują utwór tytułowy oraz kończąca całość ballada „When I Was We”.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Suicide Silence - Suicide Silence

cd052017 001

Nuclear Blast 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Suicide Silence nie budzili dotąd skojarzeń z muzyką wysokich lotów. Gdy pojawiła się informacja, że na najnowszej płycie mają zamiar się pożegnać ze światem prymitywnego deathcore’u, zatliła się nadzieja. Niestety, szybko zgasła, zduszona okropnym wykonaniem oraz brakiem kreatywności. Choć fani zespołu zapewne nie podzielą tej opinii, to pomysł, by zabrać muzykę w bardziej nastrojowe rejony, wydawał się obiecujący. Niejedna formacja tego nurtu urozmaiciła tym sposobem swoją twórczość. Tym razem jednak efekt przypomina nieudaną kalkę Deftones z kilkoma core’owymi elementami. Od samego początku w uszy rzucają się niewprawne wokale Eddiego Hermidy. Przypominają melorecytacje na skraju growlingu, przeplatane kłującym falsetem. A to dopiero początek złych wieści. Grę na gitarze można określić mianem prostackiej, nastrój jest budowany nieudolnie, zaś perkusja odrywa się od całości. Czarę goryczy przelewa kompozycyjna bieda i mocno skompresowana, nieczytelna realizacja. To nie śmierć Mitcha Luckera ani zmiana stylu pogrzebała Suicide Silence. Ta transformacja mogła się udać, ale zabrakło umiejętności.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 05/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF