HFM

artykulylista3

 

Hayley Westenra - Paradiso

87 01 2012 paradiso

Ennio Morricone
Decca 2011
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k2
Realizacja: k2

W tej rubryce staramy się polecać czytelnikom nagrania, które warto poznać. Z różnych względów, jak niebanalny dobór repertuaru, świetne wykonanie czy wartość archiwalna. Niestety, tym razem, aby być w zgodzie z własnym sumieniem, musimy słuchaczy do płyty zniechęcić.
Jest nam tym bardziej przykro, że chodzi o autorski album Ennia Morricone, mistrza muzyki filmowej.
Wszyscy pamiętamy jego piękne melodie, towarzyszące klasycznym pozycjom kina współczesnego („Misja”, „Kino Paradiso”, „Dawno temu w Ameryce” i inne). Znajdziemy je także na tym krążku, ale jakże zmienione, na niekorzyść. Cukierkowo-pastelowe aranżacje w manierze festiwali w San Remo, brak pomysłu na zakończenia utworów (dziwne wyciszenia; sucha i płaska akustyka nagrania) i przerobienie większości tematów instrumentalnych na piosenki. Gdybyż jeszcze miały ciekawe teksty. Gdybyż były śpiewane przez ciekawego wokalistę... Marzenie ściętej głowy. Wybrana do tego projektu nowozelandzka gwiazdka Hayley Westenra charakteryzuje się dziecinnym głosikiem i takąż infantylną, nudną interpretacją, nie mówiąc o inwencji poetyckiej. Ukoronowaniem totalnego kiczu jest koszmarnie monotonna wokaliza Westenry w temacie z „Dawno temu w Ameryce”. Uduchowiony temat Gabriela z „Misji” został wręcz sprofanowany i przerobiony na popową papkę.
Wbrew tytułowi płyty, to nie jest raj ani dla Morriconego i Westenry (która ma przecież w dorobku udane produkcje, np. covery Kate Bush), ani dla słuchaczy.

Autorzy: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 1/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Rafał Blechacz - Debussy, Szymanowski

81-83 02 2012 rafalBlechacz

Deutsche Grammophon 2012
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k6
Realizacja: k5

Za kilka miesięcy minie siedem lat od chwili, gdy drugi Polak w historii Konkursów Chopinowskich został zwycięzcą tej prestiżowej imprezy. Kontrakt z Deutsche Grammophon był jedną z wielu nagród, jakie Rafał Blechacz wówczas otrzymał.
Do sklepów trafia właśnie czwarta płyta z żółtym logiem. Artysta postanowił tym razem zbudować most łączący dwa pokolenia i dwa muzyczne światy.
Debussy’ego i Szymanowskiego dzieliło 20 lat. Gdy Francuz był dojrzałym kompozytorem, Polak dopiero debiutował. Zderzenie młodzieńczego ekspresjonizmu z subtelnością impresjonistycznego wrażenia było pomysłem intrygującym. Częścią wspólną jest tu czynnik wirtuozowski. U Debussy’ego mniej zaawansowany i potraktowany wyłącznie jako klucz do zbudowania wyjątkowego wrażenia. U Szymanowskiego stanowiący drogę do emocjonalnej kulminacji.
Blechacz w obu przypadkach znakomicie stopniuje brzmienie, wychodząc od miękkiego, szemrzącego piana, poprzez łagodne, ale dostojnie podkreślone mezzoforte, aż po majestatyczne, potężne forte fortissimo. To ostatnie pojawia się jednak wyłącznie u Szymanowskiego. Długie godziny spędzone na ćwiczeniach dały pianiście nie tylko pełnię władzy nad każdym akordem, ale też umożliwiły wzniesienie się ponad techniczne trudności, na poziom czystego artyzmu. Feeria barw, migotliwych współbrzmień i filuternych motywów u Debussy’ego wspaniale kontrastuje z energią, skupieniem i dynamizmem Szymanowskiego. Nad wszystkim unosi się intuicyjnie wyczuwalny duch Bacha. Czyżby zapowiedź kolejnych nagrań?

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Brahms - Klavierkonzert Nr. 1

81-83 02 2012 brahms

Maurizio Pollini
Staatskapelle Drezden/Christian Thielemann
Deutsche Grammophon 2011
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Młodość chętnie szuka nowych ścieżek i dzielnie znosi krytykę ze strony starego porządku. 24-letni Brahms, pisząc swój koncert, pewnie przypuszczał, że nie każdemu się on spodoba. Zamiast wysuwać na pierwszy plan pianistę-wirtuoza, zespolił go z orkiestrą w nierozerwalną całość.
Dzieło stawia najwyższe wymagania wszystkim wykonawcom. Nie ma tu orkiestrowego um-pa, um-pa, a pianista musi się wykazać wysokiej klasy techniką. Maurizio Pollini to jedna z wielkich postaci minionego stulecia. Christian Thielemann zdobywa sławę jako mistrz dzisiejszych czasów. Ich spotkanie przy udziale drezdeńskiej orkiestry było niczym wpłynięcie wulkanicznej lawy do spokojnej zatoki. Orkiestra to żywy ogień, potężne symfoniczne brzmienie, energia, błyskotliwość i fenomenalne zgranie. Solista podąża tym tropem, choć czyni to z elegancją ruchów starszego pana. Czasem zwalnia kroku, jakby chciał się przyjrzeć z bliska czemuś, co dla młodego jest tylko nieistotnym szczegółem. Jednak – co najważniejsze – mają dla siebie ogromny szacunek i zawsze się słuchają. Właśnie dlatego to spotkanie jest tak piękne i mądre. Orkiestra, choć grzmi i pędzi jak letnia burza, potrafi się wyciszyć i, szemrząc, wypełnić horyzont za fortepianem. Pianista nie stara się zaś na siłę wybić do publiczności.
Nagranie zrealizowano właśnie tak, aby ten dialog uchwycić, zachowując proporcje, oddając głębię i dramaturgię dzieła. I udało się to zrobić, mimo że przedsięwzięcie realizowano live, w czasie czerwcowego koncertu w Semperoper.
Znakomita płyta!

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Chants et danses baroques de l’Amazonie

81-83 02 2012 chantsEtDansesBaroques

Ensamble Moxos/Raquel Maldonado
K617 2011
Dystrybucja: CMD

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Barokowa muzyka z jej charakterystycznym basso continuo jest dla Europejczyków chlebem powszednim. Wrośliśmy w jej tonalność i formę i nawet jeśli nie zawsze jest naszą ulubioną, potrafimy ją docenić i uznać za swoją. Kiedy jednak jedziemy do dalekich krajów, spodziewamy się zupełnie innej tradycji. Potrzeba chwili zastanowienia nad historią odległych miejsc, by opanować zadziwienie, że tam, w gęstych lasach Amazonii, obok trzcinowych bahones, do dziś rozbrzmiewają skrzypce, a ludzie z ochotą grają muzykę zaszczepioną im kilka wieków temu przez europejskich jezuitów.
Projekt zespołu Moxos pokazuje, jak dzisiejsi uczniowie boliwijskiej szkoły muzycznej interpretują nasze zabytki i jak śpiewają własne, nigdy nie spisane pieśni wychwalające chrześcijańskich świętych. A robią to pięknie. Nie zawsze czysto, nie zawsze precyzyjnie, za to z wielkim sercem oraz wiarą w sztukę i Boga. Prości młodzi ludzie, których codziennością jest łowienie ryb czy polowania, zbierają się, by razem muzykować, a ich głosy to cuda w nieskażonej formie.
Szkoda, że nagranie nie może pokazać tanecznego rytuału, który zawsze owym śpiewom towarzyszy. Ale nawet bez tego spotkanie z tą muzyką i tymi ludźmi to niezapomniana podróż w czasie i przestrzeni. Z rękopisami, które z pokolenia na pokolenie przepisywali, gdy oryginały zaczynały niszczeć z powodu pleśni czy upływającego czasu. Z oralną tradycją, która w naszym świecie zdecydowanie zbyt często jest spychana na margines. Płyta – skarb.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Richard Galliano - Nino Rota

81-83 02 2012 ninoRota

Richard Galliano (akordeon)
Deutsche Grammophon 2011
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

W roku 2011 obchodziliśmy setną rocznicę urodzin Nino Roty, kompozytora, którego ścieżki dźwiękowe znają wszyscy, choć najczęściej nie potrafiliby przypisać tytułu filmu do danej melodii. Hołd jego pamięci postanowił złożyć Richard Galliano, chyba najsławniejszy współczesny wirtuoz akordeonu. Galliano wspomina emocjonalny wstrząs, wywołany pierwszym kontaktem z muzyką Roty. Było to w kinie w jego rodzinnej Nicei, a on, kilkuletnie dziecko, obejrzał właśnie „La Stradę” Felliniego.
Na omawianym albumie znalazły się oczywiście tematy z filmów Felliniego („La Strada”, „Wałkonie”, „Osiem i pół”, „Giulietta i duchy”, „Amarcord”, „Noce Cabirii”, „Słodkie życie”) oraz „Ojca chrzestnego” Coppoli. O dziwo, motyw otwierający trylogię Coppoli (i płytę) słyszymy w wykonaniu Galliano nie na akordeonie, lecz na puzonie – na tym instrumencie uczył się grać w nicejskim konserwatorium.
Galliano ułożył program na kształt suity, w przemyślanej kolejności zestawiając fragmenty soundtracków. Wzorował się, jak wyjaśnia, na technice montażu sekwencji filmu. Na końcu zamieścił własną kompozycję „Nino”, pastisz stylu Roty. Zamiarem Galliano było zachowanie równowagi pomiędzy jazzową transformacją oryginalnej melodii a charakterystycznym ciepłym, nostalgicznym klimatem muzyki Roty. Efekt nie zachwyca, a nawet nie zadowala: letni kompromis i monotonia, jakby zatrzymanie akcji w pół drogi. Ciekawie współbrzmiący skład (akordeon, trąbka, saksofon sopranowy lub klarnet, kontrabas, perkusja), świetni muzycy, ale sukces – połowiczny.

Autorzy: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

Fratres

81-83 02 2012 fratres

Szymon Krzeszowiec (skrzypce)
Niklas Sivelöv (fortepian)
Dux 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

„Fratres“ to tytuł słynnej kompozycji Arvo Pärta. To także tytuł płyty nagranej przez Szymona Krzeszowca i Niklasa Sivelöva i nazwa zgranego duetu polskiego skrzypka i szwedzkiego pianisty.
Szukając repertuaru do wykonania w tym składzie, z góry zrezygnowali z pozycji najoczywistszych, czyli sonat na skrzypce i fortepian. Wybrali pięć kompozycji XX-wiecznych, które również nie są hitami wiolinistyki, ale mają wspólny mianownik – są zakorzenione w klimacie muzyki barokowej, czerpią inspiracje z tematów mistrzów polifonii (Bacha, Tartiniego, Pergolesiego) oraz wzorują się na kontrapunktycznej biegłości.
Poza tytułowym „Fratres“ Pärta (w autorskiej aranżacji skrzypcowo-fortepianowej) pozostałe utwory mają formę suity. To „Tartiniana Seconda” Dallapiccoli, „Suite im alten Stil” Regera i tak samo nazwany utwór Schnittkego oraz „Suite d’après des thèmes, fragments et morceaux de Giambattista Pergolesi” Strawińskiego. Skomplikowane fakturalnie dzieła wymagają wielkiej precyzji artykulacyjnej, a równocześnie – wyobraźni kolorystycznej i wrażliwości na niuanse dynamiczne. Tymi przymiotami charakteryzują się Krzeszowiec i Sivelöv, indywidualnie i w duecie. Żelazna dyscyplina w prowadzeniu głosów (zwłaszcza realizacja misternych polifonicznych splotów w suicie Regera), niespieszne wybrzmiewanie akordów, pełne napięcia pauzy („Fratres”), perfekcyjnie zbalansowane brzmienie skrzypiec (wyborny instrument) i fortepianu, słowem: nagranie, z którym warto się zaprzyjaźnić.

Autor: Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF