HFM

artykulylista3

 

Pino de Vittorio - Il Canto della Sirena. Cantate napoletane dell’èta barocca

k CantoDellaSirena 04 2012

I Turchini/Antonio Florio
Glossa Music 2011 (nagrania z lat 1991-96)

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Neapol to nie tylko kolebka chwytających za serce pieśni, które tenorzy wszystkich nacji uwielbiają śpiewać na zakończenie swoich recitali. To także miasto z wielowiekowymi tradycjami muzycznymi. Ich barokowy rozdział został udokumentowany trzypłytowym albumem „Il Canto della Sirena“ („Śpiew syreny“), zawierającym kantaty i kilka utworów instrumentalnych (toccaty, sinfonie, sonaty etc.) kompozytorów działających w Neapolu w epoce baroku. Najsłynniejszy z nich to Alessandro Scarlatti, zaś najobficiej reprezentowany na omawianym albumie – Francesco Provenzale. Wśród pozostałych nazwisk znajdziemy takie jak: Michelangelo Faggioli, Nicola Fago, Gaetano Greco, Giulio Cesare Rubino czy Simone Coya.
Zarejestrowane kantaty to w istocie minispektakle wokalno-aktorskie. Wymagają od śpiewaka doskonałego operowania głosem – dostosowywania środków ekspresji do reguł dramaturgii. Pino de Vittorio, tenor o świetnej, silnej górze skali, nie waha się poświęcić piękna barwy głosu w imię prawdy psychologicznej postaci, w którą się wciela w danym utworze – bez względu na płeć, jak choćby w anonimowym „Lamencie Marinetty, żony Masaniella“ – potrafi wyrazić śpiewem miłość, rozpacz, szyderstwo i tęsknotę kobiety.
Zespół I Turchini, precyzyjny i żywiołowy zarazem, pełnię możliwości pokazuje w kompozycjach instrumentalnych. Last but not least – okładka płyty jest rewelacyjna.

Autorzy: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Olivier Messiaen - Vingt regards sur l’Enfant-Jésus

k olivierMessiaen 04 2012

Eugeniusz Knapik (fortepian)
Dux 2011 (nagr. 1979)

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Eugeniusz Knapik, dziś lepiej znany jako kompozytor niż pianista, miał 18 lat, kiedy na festiwalu „Warszawska Jesień” w 1969 usłyszał Johna Ogdona wykonującego „Vingt regards sur l’Enfant-Jésus” Messiaena. Wspomina: „Po tym koncercie trzy dni chodziłem jak w malignie”. Zaczął się uczyć kolejnych fragmentów, a w 1977, jako pierwszy polski pianista, zagrał całe dzieło. W 1979 powstało nagranie, ale utknęło w radiowych archiwach. I oto jak Feniks z popiołów (a ptasie odwołania są jak najbardziej na miejscu w przypadku twórczości Messiaena) historyczny zapis zostaje wskrzeszony i wydany. Alleluja!
Ponaddwugodzinny cykl, napisany przez Messiaena w latach 40. XX wieku, jest wyrazem wiary autora i próbą przełożenia prawd teologii na język muzyki. Główne idee kompozytora są zawarte w eksplikacjach kolejnych „Dwudziestu spojrzeń na Dzieciątko Jezus”. I tak np. w obrazie XI, zatytułowanym „Pierwsza Komunia Dziewicy”, pojawiają się „Specjalne akordy w uszeregowanych wartościach rytmicznych, pulsacje w niskim rejestrze, przedstawiające bicie serca Dzieciątka w łonie matki”. Knapik wspaniale oddaje zarówno monumentalność architektoniki cyklu, jak i precyzję konstrukcji ogniw składowych. Pamiętając o natchnionej genezie utworu, pokazuje zróżnicowanie form i nastrojów poszczególnych części. Potęga brzmienia fortepianu-orkiestry idzie w parze z intymnym charakterem wypowiedzi – tak kompozytora, jak i wykonawcy. Mistycyzm dwóch niezwykłych kompaktowych krążków.

Autorzy: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Bach - Cantatas

k Bach Cantatas AndreasScholl

Andreas Scholl (kontratenor)
Kammerorchester Basel / Julia Schröder Decca 2011
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Ta płyta jest podsumowaniem 35 lat spotkań Andreasa Scholla z twórczością Bacha. Jako dziewięcioletni chórzysta wykonywał „Pasję św. Jana”. Wtedy ta muzyka docierała do niego nie za pośrednictwem intelektu, lecz emocji. Scholl przeciwstawia dwa niemieckie słowa: verstehen (pojmować rozumowo, analitycznie) i begreifen (ogarniać coś intuicyjnie). Kiedyś podziwiał geniusz Bacha, nie potrafiąc tego uzasadnić. Później przyszła paraliżująca refleksja i pytanie: czy jest godny i przygotowany, by śpiewać dzieła Jana Sebastiana. Dzięki Philippe’owi Herreweghe Scholl rozwiał wątpliwości i w 1997 roku nagrał płytę z solowymi ariami altowymi z kantat. Dziś, po wielu nowych doświadczeniach, powraca w tymże repertuarze. Album nagrany dla Dekki zawiera dwie kantaty (BWV 82, 169) w całości oraz arie i recytatywy z trzech innych kantat (BWV 53, 161 i 200).
Wybrane kantaty są poświęcone śmierci – pogodzeniu z nią, oczekiwaniu na kres dni, rozrachunkowi żywota, wstępowaniu w wiekuistą jasność. Scholl, nie ukrywający swej religijności, przedstawia intymną, ściszoną interpretację. Jego sugestywne aktorstwo wokalne polega na skupieniu nad sensem każdego słowa, nadawaniu znaczenia pauzom, niuansowaniu dynamiki i artykulacji. Najciekawszy, najpełniejszy efekt daje to w arii „Stirb in mir, Welt und alle deine Liebe” (BWV 169). Barwa dolnych dźwięków, długość oddechu, moc głosu Scholla – to, niestety, zmienia się z wiekiem, ale wielkie wzruszenie pozostaje.

Autorzy: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Chopin - Ronda. Fantazja

k Chopin Ronda

Elżbieta Karaś-Krasztel (fortepian)
(nagr. 1995, 2010)
Dux 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Druga płyta chopinowska sygnowana przez Elżbietę Karaś-Krasztel, a wydana w ostatnich miesiącach przez Dux, zawiera pokłosie dwóch sesji nagraniowych. Obie odbyły się w radiowym studiu S-1, lecz dzieli je piętnaście lat.
W 1995 pianistka zarejestrowała cztery ronda, a po długiej przerwie – Fantazję f-moll op. 49, co w sumie dało prawie godzinny recital.
W pierwszej części króluje styl brillant. W odmianie uprawianej przez Fryderyka. Krągła salonowa forma zdołała pomieścić zmienne nastroje (Rondo c-moll op. 1), liryzm i patos (Rondo C-dur op. 73), skrajne emocje, żywiołowość mazura (Rondo F-dur op. 5), zwroty tempa i dynamiki (Rondo Es-dur op. 16). Ten potencjał umiejętnie wydobywa Karaś-Krasztel. Gra z gracją, lecz zarazem z żarem, precyzyjnie realizując wszystkie małe wartości nut i ozdobniki; niuansując dynamikę. W drugiej części recitalu, czyli w Fantazji f-moll, artystka pokazuje prawdziwie romantyczny pazur. Może się tu popisać szeroką jak u Rachmaninowa frazą i iście lisztowską siłą uderzenia. Z drugiej strony, udowadnia wielką wrażliwość na barwę dźwięku i muśnięciami klawiatury ewokuje niemal impresjonistyczne pastelowe współbrzmienia. Nieprzesadne rubato i roztropne gospodarowanie długością pauzy to dalsze zalety interpretacji Karaś-Krasztel. W rocznicowym zalewie chopinowskich płyt dokonania tej pianistki należą do tych, które z pełnym przekonaniem można polecić melomanom.

Autor: Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Wolfgang Zerer - Organy Joachima Wagnera w Siedlcach

k OrganyJoachimaWagnera

Wolfgang Zerer (organy)
Dux 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Półtora roku (1744-45) trwała budowa organów – bohatera omawianej tu płyty – przez warsztat Joachima Wagnera z Brandenburgii. Sławny w swoim czasie organmistrz zasłynął z autorskiej innowacji konstrukcyjnej – tzw. podwójnej transmisji, wyrównującej brzmienie rejestrów między manuałami.
Powszechnie sądzono, że żaden z tego typu instrumentów nie dotrwał do naszych czasów, aż tu na początku XXI wieku na strychu kościoła w Pruszynie koło Siedlec znaleziono zdemontowane organy z „firmową” tabliczką Wagnera. Po starannej konserwacji umieszczono je w siedzibie Biskupa Siedleckiego, w sali, w której będą odbywały się koncerty.
Możliwości odnowionych organów pokazuje ciekawie ułożony recital niemieckiego wirtuoza Wolfganga Zerera.
Instrument Wagnera należy do „kameralnych” wersji organów – brak pedału, dwa manuały, tylko kilka rejestrów. Doskonale się sprawdza w utworach refleksyjnych, spokojnych (jak „Mein junges Leben hat ein Endt” Sweelinka), nastrojowych oraz tych z przeciwległego krańca palety nastrojów – wesołych, tanecznych. Klarowne współbrzmienia (trochę przypominające organy Hammonda) i „ruchliwe” (szybko reagujące) klawiatury pozwalają wykonywać zarówno żywiołowe toccaty (Frobergera, Kerlla, Muffata), jak i skoczne melodie („Andante für eine Walze in eine kleine Orgel” Mozarta).
Zerer znakomicie wykorzystuje zalety instrumentu. Gra z subtelną elegancją, utrzymując dość żwawe tempa i dbając o precyzyjną realizację ozdobników. Zachęca do posłuchania siedleckich organów na żywo – to świetna promocja miasta.

Autorzy: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mozart - Flute & Harp Concerto Sinfonia Concertante for Winds

k Mozart Flute Harp

Zoon, Belmondo, Navarro, Carbonare, Santana, Allegrini
Orchestra Mozart/Claudio Abbado Deutsche Grammophon 2011
Dystrybucja: Universal

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Kiedy piękna Helena wydaje nową płytą, rzesza melomanów płci męskiej gna do sklepów, by zobaczyć, jak wyszła na okładce. Jak zwykle, fantastycznie. Szkoda jedynie, że za zniewalającą urodą jeszcze nigdy nie poszła porównywalna jakość wykonań.
Ostatnio Grimaud wzięła na pulpit dwa koncerty Mozarta – nr 19 F-dur KV 459 oraz nr 23 A-dur KV 488. Zrezygnowała z dyrygenta, tłumacząc to chęcią bardziej kameralnego podejścia do dzieła, osiągnięciem ducha bezpośredniego porozumienia między nią a niemieckimi muzykami. Koncerty rozdzieliła arią „Ch’io temer, amato bene” z „Idomeneo”, gdzie powierzyła sobie rolę akompaniatorki sopranistki Mojki Erdmann. Wszystko nagrała live w czasie dwóch koncertów w Monachium, w maju i lipcu ubiegłego roku.
Kiedy się słucha tej płyty, najczęściej powraca pytanie: po co? Po co Grimaud bierze się za Mozarta, na którego nie ma pomysłu? Po co gra go trywialnie, jakby były to wprawki dla dziecka sąsiadki? Po co pogrywa sobie z dynamiką, nie myśląc o cennych zmianach barwy fortepianu, który brzmi tu ciągle twardo i surowo? Czemu popis wirtuozowski stał się ważniejszy niż elegancja i wyrafinowanie stylu, które w przypadku Mozarta są warunkiem koniecznym i wystarczającym? Dlaczego pozwoliła, by reżyser nagrał wszystko tak blisko siebie i słuchacza; by zapanował rozgardiasz i brak czytelności proporcji pomiędzy solistką a orkiestrą? Na te pytania Grimaud zapewne znalazłaby zgrabną ripostę, mrugając rzęsami. Ale nie o rzęsy tu chodzi, a o muzykę.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF