HFM

artykulylista3

 

Utwory fletowe kompozytorów wrocławskich XX wieku

71 03 2012 utworyFletowe

Grzegorz Olkiewicz (flet)
Teresa Worońko (fortepian)
Maria Szwajger-Kułakowska (fortepian) Mirosław Gąsieniec (fortepian)
Andrzej Jungiewicz (fortepian)
Dux 2011 (nagrania z lat 1992-93)

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Formuła przyjęta przy układaniu tego albumu zapewniła upieczenie trzech pieczeni na jednym ogniu. Wrocław wykorzystał szansę zaprezentowania kompozytorów współczesnych związanych z miastem. Melomani zyskali możliwość poznania rzadko wykonywanych utworów. Wykonawcy, a zwłaszcza wirtuoz fletu, Grzegorz Olkiewicz, dostali szansę sprawdzenia się w ciekawym repertuarze.
Na kompakcie znalazły się utwory sześciorga kompozytorów. Najmłodszy z nich i najbardziej „awangardowy“ to Jacek Rogala. Jego „Litoral“ jest dziesięciominutową fascynującą narracją. O czym? Podsuńmy interpretację: o locie ptaka nad wodą, szumie wiatru wśród trzcin; o wolności, zagrożeniu i walce o byt – a wszystko opowiedziane dźwiękami preparowanego fortepianu i fletu.
Olkiewicz okazuje się czarodziejem barwy. Artykulacyjne triki, przedęcia i niuanse dynamiki tworzą sugestywny krajobraz sonorystyczny. W „Echu“ Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil technika nagraniowa zręcznie wspomaga naturalne brzmienie fletu. W „Preludiach“ Leszka Wisłockiego i „Sonatinie“ Jadwigi Szajny-Lewandowskiej (najstarszej w tym gronie) instrumentaliści kładą nacisk na zróżnicowanie nastroju kolejnych części utworu. Efektownym zwieńczeniem recitalu Olkiewicza są dwa utwory Mirosława Gąsieńca („Capriccio“ i „Taniec hiszpański“), występującego tu także w roli akompaniatora. Brawo!

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 3/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Paavo Järvi - Schumann - Symphony no.3 & no.1

71 03 2012 schumann

The Deutsche Kammerphilharmonie Bremen RCA Red Seal 2010
Dystrybucja: Sony Music

Interpretacja: k3
Realizacja: k3

Interpretacja symfonii Schumanna to zawsze stąpanie po kruchym lodzie. Równie kruchym jak psychika kompozytora, który w obłędzie zmarł w przytułku. Nagłe kontrasty dynamiki, niedokończone myśli, a przy tym kipiący wir pomysłów rodzących się niemal w każdej sekundzie to prawdziwy tor przeszkód dla każdej orkiestry i dyrygenta.
Czy szukać w tym logiki, czy może iść na żywioł? Pokazać liryzm czy raczej dramat? Paavo Järvi wybrał wersję ognistą, pełną temperamentu, choć zagraną z niemiecką precyzją. Ordnung Schumannowi i pomógł, i zaszkodził. Precyzja każdego pasażu to radość dla ucha wielbiciela muzyki symfonicznej. Z drugiej strony jest to kaganiec dla emocji. Otrzymaliśmy zatem wieczór przy gazowym kominku, bez popiołu, bez dymu, ale też bez zapachu i odgłosów trzaskających szczap. Ten Schumann może się podobać, może wciągać i przykuć uwagę. Jest to jednak przeżycie ulotne, jakby niepełne. Nie takie, do którego chciałoby się wracać.
W odbiorze interpretacji wyraźnie przeszkadza też jakość nagrania. Eksponując instrumenty brzmiące wysoko, jak skrzypce, flety, klarnety czy trąbki, reżyser dźwięku po macoszemu potraktował basową podstawę. Słychać te instrumenty we fragmentach bardziej kameralnych, ale w tutti zlewają się z sobą, tworząc ledwo słyszalny, buczący element tła. To zachwianie proporcji męczy i denerwuje. Każe też zadać pytanie, ile więcej Järvi pokazał, czego nigdy nie usłyszymy?
Płyta czekała na polską premierę do października 2011. Dziś łatwiej zrozumieć, dlaczego. Niewiele straciliśmy.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 3/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Vivaldi - Arie per basso

k vivaldi 04 2012

Lorenzo Regazzo (bas)
Concerto Italiano/Rinaldo Alessandrini Naïve 2006
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Lorenzo Regazzo pochodzi z Wenecji. Zna tu niemal każdy kamień, a w czasie wędrówek po mieście wyobraża sobie, że spotyka innego wenecjanina, tworzącego tu trzysta lat wcześniej – Antonio Vivaldiego. Podobnie jak „rudy ksiądz”, Regazzo czerpie energię z malowniczej architektury Wenecji. Słuchacze zaś mogą ją czerpać z płyty z ariami basowymi Vivaldiego w wykonaniu włoskiego śpiewaka, bowiem żywiołowość to jedna z głównych cech jego interpretacji.
Album składa się z recytatywów i arii z oper „Tito Manlio”, „Orlando furioso”, „Semiramide”, „Il Farnace”, „La Silvia”, „L’Adelaide” i „L’Olimpiade”. To utwory efektowne, popisowe, o najwyższej trudności technicznej. Wymagają ruchliwości głosu, świetnej dykcji, idealnej precyzji intonacyjnej i artykulacyjnej, ekwilibrystyki w gospodarowaniu oddechem – a wszystkie te umiejętności mają służyć wyrażeniu prawdy psychologicznej postaci.
Regazzo to wyborny śpiewak o soczystym brzmieniu wszystkich dźwięków skali. Potrafi być drapieżny i delikatny; ma poczucie humoru. Operuje szeptem i krzykiem, liryczną kantyleną i charkotem.
Swój aktorski kunszt pokazuje nie tylko w ariach, lecz także w recytatywach. Jego najlepsze kreacje na tej płycie to Orlando („Ah sleale, ah spergiura” – scena szaleństwa z II aktu) i Farnace (aria „Gelido in ogni vena”). Orkiestra pod batutą Alessandriniego – jak zawsze w dobrej formie – świeża i żywiołowa – współtworzy sukces solisty.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Giuliano Carmignola - Haydn: Violin Concertos

k haydn 04 2012

Orchestre des Champs-Elysees Archiv 2012
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Żyjąc w epoce postromantycznej trudno sobie wyobrazić coś bardziej pożądanego przez publiczność sal koncertowych niż wirtuozowski koncert solowy z orkiestrą. A jednak jeszcze w czasach Haydna pojawiały się głosy, że koncerty to jedynie rodzaj wprawek dla kompozytorów i wykonawców. Cel był jeden – napisać wspaniałą symfonię.
Haydn poważnie potraktował te społeczne oczekiwania i dziś, obok ponad 100 symfonii, możemy słuchać zaledwie nieco ponad 30 koncertów, w tym aż 24 fortepianowych. Skrzypcowe napisał cztery, ale po jednym z nich ślad zaginął. Carmignola mógł więc bez problemu zamieścić wszystkie na swojej płycie.
Słuchając tego wykonania, trudno nie mieć powodów do zachwytu. Oto bowiem słowiczymi trelami pieści uszy Stradivarius z 1732 roku. Towarzyszy mu zgrany, genialnie zbalansowany i perfekcyjnie stylowy zespół instrumentalistów. Frazy są dopieszczone; każdy ozdobnik zagrany, jak trzeba. Każdy pasaż opanowany i wyprowadzony bez najmniejszego trudu. Pod tempa można regulować metronomy, a z rozkładu akcentów zrobić wykład o rytmach parzystych i nieparzystych. I gdy już nacieszymy tym ucho, pojawia się wątpliwość. Z początku tylko majaczy gdzieś z tyłu głowy, by na koniec przeobrazić się w najsilniejsze wrażenie po wysłuchaniu tej płyty.
Czy naprawdę taka ma być ta muzyka? Czy należy grać ją niczym film o montażu układów scalonych? Czy precyzja i zgranie to wszystko, czego powinniśmy oczekiwać? Moja odpowiedź od zawsze brzmi: nie.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Malagueña - Recital for two pianos

k malaguena 04 2012

Tamara Granat, Daniel Propper (fortepian)
Dux 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Dwa fortepiany i dwoje sprawnych pianistów-dyrygentów, zdolnych uruchomić potencjał tkwiący w strunowo-młoteczkowym mechanizmie – to dopiero orkiestra! Wizytówką duetu Granat-Propper stała się wydana przed kilku laty płyta z muzyką francuską od Bizeta do Milhauda – kalejdoskop barw pobudzających wyobraźnię.
Album „Malagueña” to zupełnie inny świat. Jedenastoma utworami (część z nich stanowią transkrypcje na dwa fortepiany) rządzą żywiołowe rytmy i mocne środki wyrazu. Kilku kompozytorów znalazło inspirację w folklorze Ameryki Południowej („Brazileira” Dariusa Milhauda, „Paseo” i „Choro” Williama Bolcoma) bądź Orientu („Blue Rondo à la Turk” Dave’a Brubecka). Recital otwierają i zamykają XX-wieczne opracowania fortepianowe klasyki sprzed stuleci – Vivaldiego (dziwacznie brzmiąca „Burza” z „Pór roku” w transkrypcji Konstantina Vilenskiego) oraz Paganiniego (zgrabne wariacje Lutosławskiego).
Granat i Propper bardzo dobrze czują się w tym repertuarze.
Pewne, silne – acz nie agresywne – uderzenie, zegarmistrzowska dokładność rytmiczna,taneczny„feeling”,aprzedewszystkim emanująca z ich interpretacji radość grania i radość ze wspólnego muzykowania – to słychać na pierwszy rzut ucha. Chwała im za śmiałe zestawienie programu z klasyki, jazzu i bluesa; za sięgnięcie po mniej znane pozycje, jak np. „Fantazja” Percy’ego Graingera na tematy z opery „Porgy and Bess” Gershwina.

Autor: Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Bronisław Kazimierz Przybylski - My home. Orchestral works

k BronislawKazimierzPrzybylski 04 2012

Jan Oberbek (gitara)
Paweł Paluch (akordeon)
Jadwiga Gadulanka (sopran)
Różne orkiestry i dyrygenci
DUX 2011 (nagrania z lat 1973-1990)

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Bronisław Kazimierz Przybylski (19412011) sam wybrał utwory na monograficzny podwójny album; sam ułożył ich kolejność. Nie doczekał już realizacji autorskiego projektu. Tytuł płyty brzmi „Mój dom” – a to dla Przybylskiego znaczyło: ojczyzna. W swojej twórczości wyrażał fascynację polskim folklorem, zainteresowanie historią, szacunek dla wielkich rodaków. Motywy ludowe łączył z nowoczesnym warsztatem. W „Czterech nokturnach kurpiowskich” (1973) zestawia gitarę solo i orkiestrę – rzadkość w praktyce polskich kompozytorów. Gitara nie należy do instrumentów zadomowionych w naszej tradycji muzycznej, a tutaj jej partia zawiera melodie pieśni z Kurpiów. Cykl „Nokturnów” Przybylskiego to w istocie czteroczęściowe kurpiowskie „Concerto d’Aranjuez” – co łatwiej byłoby zauważyć, gdyby kolejne nokturny nie zostały rozproszone po trackliście.
W „Concerto polacco” (1973) solowym wykonawcą jest akordeon. Ten instrument kojarzy się z polskim folklorem i znów z tego źródła Przybylski czerpie materiał melodyczny, ale przepracowuje go niemal nie do poznania; rytmy i współbrzmienia tego utworu bliższe są raczej drapieżnym tangom Piazzolli niż kujawiaczkom i oberkom.
Z pozostałych kompozycji zwraca uwagę „Sinfonia da Requiem” (1976), z piękną wokalizą Jadwigi Gadulanki w środkowej części („Lamentatio“). To okrojona wersja „Requiem pamięci dzieci – ofiar wojny”. Może i to dzieło doczeka się nagrania?

Autorzy: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF