HFM

artykulylista3

 

Polish Radio Experimental Studio - Zeitkratzer plays PRES

99-100 11 2011 zeitkratzerPlaysPRES

Dux 2010

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Studio Eksperymentalne Polskiego Radia (skrót nazwy angielskiej: PRES) powstało w 1957 roku jako jedno z pierwszych europejskich (po Paryżu, Kolonii i Mediolanie) studiów nagrań muzyki elektronicznej. Była to nie tylko pracownia nowoczesnych technik generowania i zapisu dźwięku, lecz także miejsce swobodnych poszukiwań artystycznych i praktycznego zastosowania teorii estetycznych; oaza niepokornych dusz i umysłów.
Atmosfera kreatywności wynagradzała kompozytorom i realizatorom braki sprzętowe. Owoce blisko półwiecznej działalności PRES przypomniano teraz dzięki serii płyt z nagraniami oryginalnymi i nowymi wersjami utworów sprzed lat.
Autor projektu fonograficznego, Michał Libera, zaprosił niemiecką formację Zeitkratzer do „reinterpretacji” kilku kompozycji z archiwum PRES. Reinhold Friedl, lider Zeitkratzer i uczeń polskiego kompozytora Witolda Szalonka, wybrał sześć utworów, autorstwa Eugeniusza Rudnika, Elżbiety Sikory, Krzysztofa Knittla i Bohdana Mazurka. Materiał zarejestrowano w trakcie koncertu w Białej Synagodze w Sejnach.
Dziesiątka muzyków Zeitkratzer przearanżowała czy może raczej – przełożyła syntetyczne brzmienia elektroniczne na brzmienia klasycznych instrumentów (plus gitara elektryczna), poddane amplifikacji i obróbce. Najciekawszy efekt dało to w „Dixi” Eugeniusza Rudnika i w „Episodes” Bohdana Mazurka. „Żywe” dźwięki zostają tu zanurzone w przestrzeni powiększonej sztucznie, ale sztuczność znaczy tu: nad-naturalność, a więc muzyka czyni krok w stronę metafizyki. Życie po życiu PRES.

Autor: Hanna Milewska
Źródło: HFiM 11/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mahler - Das Lied von der Erde

81-83 12 2011 mahler

Jadwiga Rappé (alt)
Piotr Kusiewicz (tenor)
Wielka Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach/Michael Zilm
(nagr. 1989)
Dux 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Dwadzieścia dwa lata na wydanie czekał zapis katowickiego koncertu WOSPR-u (dziś: NOSPR), którym polscy instrumentaliści i śpiewacy pod batutą niemieckiego dyrygenta złożyli hołd perle w koronie dzieł Gustava Mahlera. Zilm prowadzi narrację potoczyście, miejscami gorączkowo (cz. I, IV), lecz bez monumentalizmu. Stara się podkreślić ciągłość muzyczną i filozoficzną między poszczególnymi częściami „symfonii pieśni”.
Rozpisana na dwa głosy opowieść chińskich poetów (w niemieckojęzycznych parafrazach Hansa Bethgego) o kolejach ludzkiego bytowania staje się żarliwym wyznaniem radości życia w harmonii z przyrodą i bliźnimi, w pogodzeniu się ze śmiercią jako przejściem do istnienia w innym wymiarze.
Świetnie dobranych solistów charakteryzuje dobra dykcja i piękne frazowanie, idące za duchem i literą tekstu lirycznego. W śpiewie brzmią nuty szlachetnego wzruszenia (Kusiewicz – górne dźwięki na granicy ekstazy) i z trudem powściąganych emocji (Rappé). O maestrii orkiestry świadczy znakomita realizacja solowych motywów instrumentów dętych, szczególnie w finałowej części „Abschied“. I chociaż wciąż nagrywa się nowe wykonania, wciąż wznawia klasyczne interpretacje „Pieśni o ziemi“, rejestrowane od lat 20. przez największe sławy dyrygentury (jak Bruno Walter) i wokalistyki (choćby Kathleen Ferrier), omawiana tu edycja jest warta poznania i włączenia do domowej fonoteki.

Autor: Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Tori Amos - Night of Hunters

81-83 12 2011 ToriAmos

Deutsche Grammophon 2011
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Najnowsza płyta Tori Amos, jako pierwszy jej album, na etapie nagrywania i dystrybuowania została zaklasyfikowana do działu muzyki klasycznej. Kwestia do dyskusji. Raczej jest to produkt pogranicza, strefy „cross-over”.
Samo korzystanie z tematów muzyki poważnej i charakterystycznego dla niej instrumentarium nie przesądza o ostatecznym efekcie. Ambicją Amerykanki było stworzenie XXI-wiecznego cyklu pieśni, czerpiącego inspiracje z klasycznych wzorów. Elementem spajającym wszystkie czternaście ogniw cyklu miał być temat polowania – myśliwego i ofiary, współistnienia obu tych ról w każdym z nas – jak wyjaśnia Amos. Cóż, w historii progresywnego rocka takie płyty nazwano „concept albums” i to chyba najlepsze określenie gatunkowe tego kompaktu.
Tori, grająca tu na fortepianie Bösendorfer, zaprosiła do współpracy wirtuozów instrumentów dętych drewnianych oraz Apollon Musagète Quartet – młody polski kwartet, który wygrał prestiżowy konkurs ARD w Monachium (2008). Kolejne piosenki zostały oparte na mocno przetworzonych motywach kompozycji Satiego, Granadosa, Schuberta, Mussorgskiego, Debussy’ego etc. Muzyka buduje dość jednolitą klimatycznie suitę smutku, grozy i tajemnicy. Najsłabszym punktem przedsięwzięcia jest składnik literacki. Teksty obracają się wokół kilku słów kluczy, takich jak: „noc“, „drzewo“, „księżyc“, „duch“ i „szept“. Mętny, by nie rzec: bełkotliwy przekaz. Może to Kornwalia, w której osiedliła się Amos, spowiła ją w mglisty nastrój?

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Elżbieta Karaś-Krasztel - Mazurki polskie

81-83 12 2011 mazurkiPolskie

Elżbieta Karaś-Krasztel (fortepian)
(nagr. 1995)
Dux 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Materiał na tę płytę zarejestrowano piętnaście lat temu i chociaż leżakowanie w archiwum radiowym mu nie zaszkodziło, to jednak można było go uzupełnić o utwory powstałe po 1995 roku – wszak trzeba przyjąć, że w tym czasie powstały jakieś nowe mazurki rodzimych kompozytorów. Ostatecznie program albumu „Mazurki polskie“ objął pozycje literatury fortepianowej z lat 1810 (symboliczna data urodzin Chopina) – 1994, czyli od Michała Kleofasa Ogińskiego do Mariana Sawy. Świetny pomysł, pozwalający śledzić ewolucję gatunku, a przy okazji odświeżyć pamięć o kompozytorach (i niejednokrotnie wybitnych pianistach), takich jak Karol Mikuli, Ignacy Friedmann czy Wawrzyniec Żuławski.
Wśród nagranych mazurków są prawdziwe perły. Efektowna, zakończona frenetycznym wirem kompozycja Józefa Lubowskiego „Grande mazurka” B-dur op. 6 (z roku 1855), leniwie „rozpełzliwy“ mazurek a-moll op. 3 nr 2 Eugeniusza Pankiewicza (1884), impresjonistycznie zharmonizowany mazurek a-moll op. 20 nr 5 Feliksa Nowowiejskiego (około 1920; istna mazurkowa „Zatopiona katedra” Debussy’ego), hektyczny mazurek op. 1 nr 1 Żuławskiego (193338) – to tylko niektóre z 25 powodów do zadziwienia i zasłuchania. Elżbieta KaraśKrasztel z zapałem wydobywa ogrom emocji, od radości do melancholii, zapisanych w trójdzielnym synkopowanym rytmie. Może czasem ponosi ją temperament (podkreślanie rubata), ale niuanse ornamentacji, jakże ważne w tych utworach, realizuje z wielką precyzją. Płyta warta włączenia do kanonu muzyki polskiej.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Heinz Holliger - Induuchlen

81-83 12 2011 heinzHolliger

Sylvia Nopper (sopran)
Kai Wessel (kontratenor)
ECM 2011
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Heinz Holliger – szwajcarski oboista, kompozytor i dyrygent – od półwiecza szuka inspiracji we współczesnej poezji niemieckojęzycznej, tworząc cykle wokalne do wierszy takich poetów, jak Nelly Sachs czy Robert Walser. Na jego ostatniej autorskiej płycie, zawierającej kompozycje z lat 2000-2005, znalazły się umuzycznienia liryki Anny Marii Bacher i Alberta Streicha – dwa zupełnie odmienne cykle pieśniarskie – przeznaczone na dwie diametralnie różne obsady wokalne i instrumentalne, inaczej zbudowane oraz bardzo różniące się nastrojem i charakterem.
Holliger dał absolutne pierwszeństwo słowu; ale nie semantyce, lecz fonetyce. Spróbował – i słuchacz może też spróbować – domyślać się znaczenia słów (a przynajmniej kręgu znaczeń, swoistej chmury semantycznej) z ich brzmienia. Wybrał wiersze napisane w wymierających dialektach języka niemieckiego z obszaru Szwajcarii i pogranicza szwajcarsko-włoskiego, mianowicie pełnym przegłosów Pumatter Titsch (Bacher) i śpiewnym Briensertiitsch (Streich). Próbki głosów poetów w autorecytacji zamieszczono na krążku, a potem słychać już tylko to, co zrobił Holliger. Tytułowy cykl czterech pieśni „Induuchlen” (czyli: „Ciemnienie”) to niesamowity, fantasmagoryczny obraz zmierzchu, a zarazem przejścia między życiem a śmiercią. Metafizyczny pejzaż namalowany jedynie śpiewem kontratenora i dźwiękiem rogu naturalnego, przy czym często nie sposób odróżnić obu brzmień. Absolutna jedność liryki i muzyki – wrażenia nie do opowiedzenia. Rewelacyjny album.

Autor: Hanna Milewska
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Charles Aznavour - Toujours

81-83 12 2011 toujours

EMI 2011
Dystrybucja: BMG Polska

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Na zdjęciach na okładce, wystylizowany przez Karla Lagerfelda, 87-letni Charles Aznavour wygląda na krzepkiego 70-latka i w takiej też jest formie wokalno-autorskiej. Gratulacje – to fenomen. To ostatni żyjący, a w dodatku czynny bard ze słynnej czwórki: Aznavour, Brel, Brassens, Becaud. Czy nowym albumem wnosi coś nowego do dzisiejszej muzyki pop, do własnego dorobku?
Niespecjalnie. Przy całym szacunku dla kondycji i zapału Aznavoura, z dwunastu piosenek płyty „Toujours” („Zawsze”), do których, poza jedną, napisał i muzykę, i słowa, wieje straszliwą nudą, a przyczyna tkwi w ich bolesnej przewidywalności. Wszystkie utwory sprawiają wrażenie, jakby wyszły spod jednej sztancy. Przygrywka, kilka zwrotek, koniec. Eumir Deodato, również przecież nie młodzik, opracował dynamiczne aranżacje oparte na instrumentach klawiszowych (m.in. organy Hammomda, wprowadzające klimat retro) i rozbudowanej perkusji; skrzypce i klarnet, akcenty klezmerskie. Na pierwszy rzut ucha brzmi to nawet nieźle, ale melodie, a zwłaszcza słowa, to czysty banał, powielanie schematu pojęciowego „My way“ Sinatry (a właściwie francuskiego pierwowzoru tego szlagieru, czyli „Comme d’habitude“ Claude’a François).
Przez kolejne długaśne strofki trwa wyliczanka wszystkich doświadczeń biograficznych, wszystkich krzywd i radości, spuentowana jakimś komunałem, w stylu: szedłem – idę – będę szedł – w życiu trzeba iść. Jedna taka piosenka na krążku miałaby wielką moc konfesji, ale tuzin takich samych to emerycka konfekcja.

Autor: Hanna Milewska
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF