HFM

artykulylista3

 

George Frideric Handel - Messiah (Highlights)

81-83 12 2011 georgeFridericHandel

Raskin, Kopleff, Lewis, Paul Robert Shaw Chorale & Orchestra Robert Shaw
RCA Red Seal 2011 (1967)
Dystrybucja: Sony Music

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Interpretacje muzyki dawnej w ostatnich dziesięcioleciach przeszły długą drogę. Jeszcze w latach 70. nagrywano Haendlowskiego „Mesjasza” ze 100-osobowym chórem i nikogo to specjalnie nie dziwiło. Dziś takie nagranie czy koncert jest zwyczajnie nie do pomyślenia. Zmieniły się tempa, artykulacja, sposób śpiewania i instrumenty. Jak to jednak w historii bywa, zmiany nie były rewolucyjne, ale zaczęły się już wiele lat temu.
Robert Shaw jako jeden z pierwszych na amerykańskim rynku zaczął przykładać dużą wagę do stylowego wykonywania muzyki barokowej. Oczywiście nie były to jeszcze interpretacje, jakie znamy z czasów Pinnocka, McCreesha czy Gardinera, ale w jakości chóru, sprawności orkiestry i głosach solistów można już odnaleźć cechy współczesnych wykonań dawnych mistrzów. Przypomniane właśnie przez RCA nagranie z roku 1966 to „Mesjasz” pełen nabożnego skupienia i kontemplacji. Niemal wszystko dzieje się tu wolniej niż w dzisiejszych wersjach, słuchacz dostaje więc możliwość dłuższego i spokojniejszego obcowania z tekstem i jego muzyczną oprawą. Chór zachwyca precyzją i wyrównaniem proporcji głosów, a orkiestra muzykalnością i zgraniem. Poza nieco zbyt jasnym sopranem, warto docenić dobrą rękę Shawa do solistów. Bas jest głęboki i donośny, tenor – liryczny, ale nie przesłodzony, a alt miękki i soczysty. Żadnego ze śpiewaków nie cechuje również przesadne operowe wibrato, tak częste w starych wykonaniach.
Nagrania daje się słuchać z tym większą przyjemnością, że cyfrowo odświeżone brzmi naprawdę dobrze.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mieczysław Karłowicz - „Rebirth“ Symphony, Bianca da Molena

81-83 12 2011 mieczyslawKarlowicz

Warsaw Philharmonic Orchestra
Antoni Wit
Naxos 2011
Dystrybucja: CMD

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Kilkunastoletnia współpraca Antoniego Wita z Naxososem zaowocowała blisko dwiema setkami albumów, które dzięki międzynarodowej dystrybucji i umiarkowanym cenom poniosły w świat także muzykę polską, m.in. Pendereckiego, Lutosławskiego, Szymanowskiego, Kilara, Wieniawskiego i Karłowicza. Na czwartej płycie Wita dla Naxosu poświęconej Karłowiczowi – przedwcześnie zgasłej gwieździe Młodej Polski – znalazły się dwa dzieła orkiestrowe – symfonia „Odrodzenie” i „Biała gołąbka”, czyli suita zbudowana z oprawy muzycznej sztuki teatralnej.
Zgodnie z autorskim programem zawartym w partyturze, „Odrodzenie” opowiada o mozolnej wędrówce duszy ku wzniosłości, a pełna inwencji orkiestracja ilustruje zmienne stany emocjonalne bohatera. Interpretacja Wita i warszawskich filharmoników stara się jak najsugestywniej odzwierciedlić grę uczuć i nastrojów – od depresji do ekstazy, chociaż akurat tej totalnej radości i mocy trochę zabrakło w finale zarejestrowanego wykonania.
Narracja jest płynna, frazowanie – szerokie i swobodne, kolorystyka – żywa i zniuansowana, przestrzeń akustyczna – wieloplanowa. Klarownie brzmią solowe wejścia, zwłaszcza instrumentów dętych. Z dwóch części „Białej gołąbki” bardziej zapada w pamięć interpretacja „Intermezza”, pełna subtelności dynamiki piano i niemal impresjonistycznie namalowanych pastelowych plam sonorystycznych. Karłowicz Wita jest atrakcyjny dla dzisiejszych słuchaczy.

Autor: Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

La Cetra/Andrea Marcon - Mozart Overtures

87 01 2012 mozartOvertures

Deutsche Grammophon 2011
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Firmy wydawnicze przyzwyczaiły odbiorców do składanek. W przypadku oper, poza zestawami najsłynniejszych arii, najchętniej publikuje się uwertury. Przodownikiem jest tu Rossini, ale już płyty z zestawem uwertur Mozarta trudno znaleźć. Tym ważniejszą pozycją stał się najnowszy album Andrei Marcona i orkiestry La Cetra z Bazylei.
Warto podkreślić jego rolę poznawczą i docenić zaangażowanie muzyków w przygotowanie zestawu aż szesnastu uwertur. Podróż z Mozartowskimi operami zaczyna się wraz z „Apollo et Hyacinthus”, dziełem napisanym przez 11-letniego kompozytora, a kończy „La clemenza di Tito”, wykonaną po raz pierwszy publicznie 6 września 1791 roku, na dwa miesiące przed śmiercią artysty.
Andrea Marcon jest znany nie tylko ze swojej bogatej wiedzy o muzyce dawnej, ale również z zabójczych temp i swoistej drapieżności, która towarzyszy jego interpretacjom. W tym przypadku także nie daje słuchaczowi ani chwili wytchnienia. Wychodzi z założenia, że uwertury są po to, by ucichły rozmowy, a znudzeni dniem powszednim widzowie oderwali się od wszystkiego, co ich otacza, skupiając na scenie i świecie tam przedstawianym.
I istotnie, choć po żadnym z utworów nie następuje podniesienie kurtyny, słuchając tej płyty odnosi się wrażenie, że te miniaturowe sinfonie wystarczą za wszystko, co było napisane po nich. Marcon znakomicie poradził sobie z oddaniem atmosfery tych różnorodnych dzieł. Ta muzyka wciska w fotel, porusza zmysły i każe do siebie wracać zawsze wtedy, gdy poczujemy chęć namacalnego kontaktu z dramatycznym geniuszem Mozarta.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 1/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mariusz Kwiecień - Slavic Heroes

87 01 2012 mariuszKwiecien

Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia
Łukasz Borowicz
Harmonia Mundi UK 2011
Dystrybucja: CMD

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Polscy śpiewacy zawsze byli doceniani za granicą, ale nie zawsze łatwo im było tam wyjechać. Dziś mogą to uczynić nawet bez paszportu.
Obok Piotra Beczały i Aleksandry Kurzak, tryumfy na światowych scenach święci Mariusz Kwiecień. Od chwili debiutu na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie w 1996 roku jego głos stopniowo dojrzewa. Dla barytona 39 lat to wiek wprost idealny na szczyt kariery. Nic dziwnego, że właśnie teraz artysta zdecydował się zarejestrować na płycie swój recital.
Wybrał repertuar słowiański, jego ulubiony. Melomani od Nowego Jorku po Sydney znają „Oniegina” czy „Mazepę”, ale kto z nich słyszał o „Halce”, „Verbum Nobile” czy „Strasznym dworze”? Teraz mają okazję i to w znakomitym wydaniu. Kwiecień dysponuje głosem o ciepłej, głębokiej barwie, wyrównanym w każdym rejestrze, wspaniale oddającym zarówno heroizm, jak i najgłębszy liryzm. W ariach pokazuje te atuty, urzekając słuchaczy opowieściami o miłości, zdradzie, wygranych i przegranych wojnach oraz zasadach moralnych dawnej szlachty. Aria Miecznika ze „Strasznego dworu” to największe zaskoczenie. Na seniora rodu Kwiecień nie wygląda, ale może dzięki temu zaśpiewał wszystko czysto, z werwą i polonezowym rozmachem. Zupełnie inaczej niż zwykliśmy tego słuchać na naszych scenach.
Orkiestra dzielnie podąża za głosem śpiewaka, choć realizatorzy bardzo ją spłycili i schowali. Żal też trochę przesadnego pogłosu. Niemniej płyta to dowód wielkiego talentu, który właśnie rozkwita najpiękniej. Cieszmy się z niego!

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 1/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Hayley Westenra - Paradiso

87 01 2012 paradiso

Ennio Morricone
Decca 2011
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k2
Realizacja: k2

W tej rubryce staramy się polecać czytelnikom nagrania, które warto poznać. Z różnych względów, jak niebanalny dobór repertuaru, świetne wykonanie czy wartość archiwalna. Niestety, tym razem, aby być w zgodzie z własnym sumieniem, musimy słuchaczy do płyty zniechęcić.
Jest nam tym bardziej przykro, że chodzi o autorski album Ennia Morricone, mistrza muzyki filmowej.
Wszyscy pamiętamy jego piękne melodie, towarzyszące klasycznym pozycjom kina współczesnego („Misja”, „Kino Paradiso”, „Dawno temu w Ameryce” i inne). Znajdziemy je także na tym krążku, ale jakże zmienione, na niekorzyść. Cukierkowo-pastelowe aranżacje w manierze festiwali w San Remo, brak pomysłu na zakończenia utworów (dziwne wyciszenia; sucha i płaska akustyka nagrania) i przerobienie większości tematów instrumentalnych na piosenki. Gdybyż jeszcze miały ciekawe teksty. Gdybyż były śpiewane przez ciekawego wokalistę... Marzenie ściętej głowy. Wybrana do tego projektu nowozelandzka gwiazdka Hayley Westenra charakteryzuje się dziecinnym głosikiem i takąż infantylną, nudną interpretacją, nie mówiąc o inwencji poetyckiej. Ukoronowaniem totalnego kiczu jest koszmarnie monotonna wokaliza Westenry w temacie z „Dawno temu w Ameryce”. Uduchowiony temat Gabriela z „Misji” został wręcz sprofanowany i przerobiony na popową papkę.
Wbrew tytułowi płyty, to nie jest raj ani dla Morriconego i Westenry (która ma przecież w dorobku udane produkcje, np. covery Kate Bush), ani dla słuchaczy.

Autorzy: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 1/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Rafał Blechacz - Debussy, Szymanowski

81-83 02 2012 rafalBlechacz

Deutsche Grammophon 2012
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k6
Realizacja: k5

Za kilka miesięcy minie siedem lat od chwili, gdy drugi Polak w historii Konkursów Chopinowskich został zwycięzcą tej prestiżowej imprezy. Kontrakt z Deutsche Grammophon był jedną z wielu nagród, jakie Rafał Blechacz wówczas otrzymał.
Do sklepów trafia właśnie czwarta płyta z żółtym logiem. Artysta postanowił tym razem zbudować most łączący dwa pokolenia i dwa muzyczne światy.
Debussy’ego i Szymanowskiego dzieliło 20 lat. Gdy Francuz był dojrzałym kompozytorem, Polak dopiero debiutował. Zderzenie młodzieńczego ekspresjonizmu z subtelnością impresjonistycznego wrażenia było pomysłem intrygującym. Częścią wspólną jest tu czynnik wirtuozowski. U Debussy’ego mniej zaawansowany i potraktowany wyłącznie jako klucz do zbudowania wyjątkowego wrażenia. U Szymanowskiego stanowiący drogę do emocjonalnej kulminacji.
Blechacz w obu przypadkach znakomicie stopniuje brzmienie, wychodząc od miękkiego, szemrzącego piana, poprzez łagodne, ale dostojnie podkreślone mezzoforte, aż po majestatyczne, potężne forte fortissimo. To ostatnie pojawia się jednak wyłącznie u Szymanowskiego. Długie godziny spędzone na ćwiczeniach dały pianiście nie tylko pełnię władzy nad każdym akordem, ale też umożliwiły wzniesienie się ponad techniczne trudności, na poziom czystego artyzmu. Feeria barw, migotliwych współbrzmień i filuternych motywów u Debussy’ego wspaniale kontrastuje z energią, skupieniem i dynamizmem Szymanowskiego. Nad wszystkim unosi się intuicyjnie wyczuwalny duch Bacha. Czyżby zapowiedź kolejnych nagrań?

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF