HFM

artykulylista3

 

Mariusz Przybylski - Musica in forma di rosa

cd122016 009

Dux 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Płyta „Musica in forma di rosa” jest ostatnią pozycją zrealizowaną w ramach programu Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego – projektu promującego trzynastu młodych polskich kompozytorów. Dariusz Przybylski należy do czołówki tej grupy – pod względem twórczej płodności i różnorodności, liczby wykonań i wydanych nagrań. Okazał się utalentowanym autorem dzieł operowych („Orphée”) i sakralnych („Passio”), kameralistyki i liryki wokalnej. Najnowszy album przedstawia go jako kompozytora utworów orkiestrowych; zarejestrowane kompozycje pochodzą z lat 2010-2015. Inspirację do napisania trzech spośród nich Przybylski zaczerpnął z tradycji literackiej. Tytułowy utwór jest hołdem złożonym zamordowanemu reżyserowi filmowemu i pisarzowi – Pierowi Paolo Pasoliniemu – i nawiązuje do tytułu tomu jego wierszy. Kompozytor pokusił się o dźwiękową ilustrację podróży do wnętrza róży. Aby poznać tajemnicę piękna, trzeba zerwać kolejne płatki. Ceną poznania są ból i śmierć, wyrażone w chropawej, rozrywanej kantylenie skrzypiec (sugestywna interpretacja Patrycji Piekutowskiej). Koncert akordeonowy, zatytułowany cytatem z „Odysei”, poprzez swoistą dekompozycję i degradację partii solowej (wirtuoz Maciej Frąckiewicz doskonale oddał ten zamysł) staje się monologiem zagubionego wędrowca. „Katabasis” to symfoniczny reportaż z zejścia do piekieł. Koncert wiolonczelowy po mistrzowsku kontynuuje linię najlepszych dokonań muzyki współczesnej w tej konkurencji.

Hanna Milewska
Źródło: HFiM 12/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Wieniawski/Kania - Cello Sonatas

cd122016 003

Anagram 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Wielu kompozytorów i wiele utworów z historii polskiej muzyki czeka na ponowne odkrycie. Józef Wieniawski (1837- -1912), niegdyś rozwijający karierę „łeb w łeb” z bratem jako jego nadworny akompaniator i nie tylko, dziś, w porównaniu ze skrzypkiem-wirtuozem Henrykiem, cieszy się o wiele mniejszym zainteresowaniem i uznaniem. A przecież pozostawił po sobie szereg kompozycji, w tym sonatę E-dur op. 26 na wiolonczelę i fortepian (1875). Przypomniana na scenach koncertowych przed dekadą, doczekała się oto za sprawą firmy Anagram drugiego nagrania w dziejach. Jest to dzieło prezentujące najlepsze cechy dojrzałego romantyzmu: rozmach, emocjonalność, kontrasty nastrojów, tempa i dynamiki; wirtuozerię podporządkowaną ekspresji. Na omawianym tutaj krążku znalazło się jeszcze jedno odkrycie – Sonata a-moll na wiolonczelę i fortepian (1867) Emanuela Kani (1827-1887), dziś niemal zupełnie zapomnianego warszawskiego kompozytora, pianisty i organisty. Utwór, pełen melodyjnych tematów i efektownych ozdobników, niedawno został wydany z rękopisu przez Błażeja Golińskiego, który jest tu także wykonawcą partii wiolonczeli. Goliński gra pięknym, soczystym, głębokim dźwiękiem, subtelnie cieniując kolorystykę. Znakomicie brzmią błyskotliwe, ruchliwe fragmenty finałowej części kompozycji Kani i mroczne kantyleny Wieniawskiego. Radosław Kurek przy fortepianie jest wymarzonym partnerem w sonatowych dialogach

Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 12/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Tutti virtuosi - Trombastic

cd122016 006

For Tune 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Jeden z recenzentów uznał ten album za świetny podkład muzyczny niedzielnego śniadania. Z tego punktu widzenia można dodać: niejednego śniadania. W zależności od daty, okazji, zestawu gości przy stole, a także wydarzeń poprzedzających i następujących, można dobrać odpowiedni utwór: kolędę („Pieśń o narodzeniu Pańskim” Wacława z Szamotuł), skargę miłosną (anonimowe „Służyłem ja tobie”), opowieść o wakacjach w ciepłych krajach („Retour de Madagascar” Caroubela), sygnał do wyruszenia na polowanie („Courant de battalia” Praetoriusa) czy akompaniament do ognistego tańca („Spagnoletta” Praetoriusa). Muzyka, z którą zaprzyjaźnią się współcześni odbiorcy (i wcale nie muszą to być koneserzy), pochodzi z trzech dawnych epok – średniowiecza, renesansu i baroku, z różnych krajów Europy. Cechą wspólną jest to, że została zaaranżowana na zespół puzonów historycznych Trombastic – grupę ośmiu wirtuozów puzonu, którzy dmą w ustniki (oprócz puzonu niektórzy grają również na trąbkach i perkusji) z wielką energią, blaskiem, radością, a jednocześnie z imponującą biegłością i precyzją. Puzoniści Trombastic zaprosili do udziału w projekcie dziesięcioro wybitnych wykonawców muzyki dawnej, wzbogacając podstawowy skład m.in. o dodatkowe trąbki, harfę, dudy, skrzypce, rozmaite perkusjonalia i śpiew. Ciekawym akcentem jest dźwięk ludowych ptaszków (do dziś można kupić na jarmarkach gliniane okarynki w kształcie kogutka). Powstała płyta żywa, mieniąca się nastrojami i rytmami, po prostu „wciągająca”. W dwóch słowach: Trombastic bombastic!

Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 12/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Edward Wolanin - …Rzeka EN… Chopin, Rachmaninow, Mahler

Dux 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Kiedy Chopin zamknął etap niefortunnych starań o rękę Marii Wodzińskiej, zawinął wszystkie listy ukochanej w paczuszkę, napisał na niej: „Moja biéda” i przewiązał wstążką. Najnowszy solowy album Edwarda Wolanina mógłby nosić tytuł „Moja biéda”. Jest to bowiem opowieść o jakimś niedawnym emocjonalnym wstrząsie. Wydarzeniu, które naruszyło wewnętrzny spokój artysty, który jednak ostatecznie wyszedł z tej życiowej przygody silniejszy i bogatszy. Owocem jego doznań i przemyśleń jest program albumu. Początek intymnego recitalu to nokturn H-dur op. 62 nr 1 – jedna z ostatnich kompozycji Chopina. „Transowy stupor” – oto nastrój, w jakim Wolanin zaczyna snuć muzyczny monolog. Zastosowane tempa i rola ciszy w budowaniu narracji robią wielkie wrażenie. Cykl dziesięciu preludiów op. 62 Rachmaninowa obrazuje różne stadia zmagań z burzą uczuć. Wolanin wykorzystuje całą paletę pianistycznych środków wyrazu, szczególnie dbając o artykulację. Ostatnia stacja na samotnej drodze ku homeostazie to transkrypcja słynnego „Adagietta” z V symfonii Mahlera. Ani autor transkrypcji (John Gribben), ani wykonawca nie zamierzają się ścigać z orkiestrowym oryginałem. Chodzi raczej o tonizującą moc muzyki, a Wolanin może pokazać swe liryczne, rozpogodzone oblicze. Rzeczywisty tytuł płyty brzmi „…Rzeka EN…” . Wolanin (słowami Marcina Łukaszewskiego) nawiązuje do wielu tekstów kultury, od mitologii do Rabindranatha Tagore, niosących E-nergię i N-adzieję. Świetny album

Hanna Milewska
Źródło: HFiM 11/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ostatnia rodzina - Muzyka z filmu

Universal Music Polska 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Tylko jeden z utworów obszernej kompilacji jest oryginalną muzyką filmową. Elektroniczna kompozycja Atanasa Valkowa, zatytułowana tak jak film Jana P. Matuszyńskiego „The Last Family”, ewokuje obraz zmierzchu. To elegia na koniec życia dwóch wielkich melomanów, którzy nie potrafili żyć bez muzyki. Funkcjonowali w osobnych światach, chociaż mieli też wspólne ulubione nagrania; pożyczali sobie płyty. Kilkanaście spośród setek ich ulubionych utworów „wystąpiło” w filmie. Reżyser wprowadzał je w tych momentach, kiedy bohaterowie naprawdę ich słuchają. Dodał też kilka tytułów, których bohaterowie mogliby słuchać, lecz zabrakło już na nie miejsca w scenariuszu. Na pierwszym krążku znalazła się muzyka syna, czyli Tomasza Beksińskiego: głównie ballady rockowe, New Romantic i gothic (Nick Cave, Ultravox, Closterkeller). Tomasz prezentował te piosenki w autorskich audycjach radiowych, obszernie je komentując. Uprawiał muzykopsychoterapię na antenie. Drugi krążek zawiera muzykę, przy której Zdzisław Beksiński malował swoje mroczne obrazy. Symfonie Mahlera i Liszta, „Requiem” Alfreda Schnittkego (inne nagranie requiem poleciłem artyście, gdy przed laty pracowałem w jednym z warszawskich sklepów płytowych), sonata Debussy’ego na flet, altówkę i harfę – takie dzieła tworzyły kreatywny klimat dla wielogodzinnej pracy przy sztalugach. Beksiński twierdził, że nie szuka w muzyce znaczeń, a przecież to, czego słuchał, miało dla niego znaczenie. Wybór tego, co wybierali do słuchania Beksińscy, będzie wybornym wyborem.

Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 11/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Rufus Wainwright - Take All My Loves. 9 Shakespeare Sonnets

cd122016 002

Deutsche Grammophon 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

154 sonety Szekspira, recytowane przez dobrych aktorów, ujawniają swoje walory muzyczne: melodyjność fraz, aliteracje, zwroty rytmiczne. Od czterech stuleci niezmiennie przyciągają kompozytorów, którzy zamieniają je w pieśni, utrzymane w rozmaitych konwencjach, od stylizacji renesansowych, przez jazz, do rocka. Rufus Wainwright, pochodzący z Kanady muzyk o wielu twarzach i talentach, wykorzystał eklektyzm swoich zainteresowań jako klucz do Szekspira i wniesienia czegoś nowego do materii umuzycznień. Wainwright nie tylko wydobył ukrytą w poezji Szekspira muzyczność, lecz także wyeksponował jej wielogłosowość. Wbrew tradycyjnym interpretacjom pokazał, że każdy wiersz można potraktować jako wypowiedź innej osoby. Stąd mnogość aktorów (m.in. Helena Bonham Carter i Carrie Fisher; Inge Keller deklamująca w języku niemieckim) i wokalistów z różnych muzycznych parafii (m.in. sam Rufus i jego siostra Martha, Florence Welch, Anna Prohaska), zaangażowanych w ten projekt. Dziewięć wybranych utworów poznajemy w wersji recytowanej i śpiewanej. Wainwright daje słowom poety oprawę baśniową (aksamitna sopranowa narracja, skąpana w orkiestracji w stylu Rimskiego-Korsakowa skrzyżowanego z Mendelssohnem), kołysankową, drapieżną brechtowsko-weillowską, w formie rockowej ballady lub kampowych aranżacji grupy Queen. Powstała płyta barwna i atrakcyjna. Dzięki niej można się także przekonać, że współcześnie Szekspir dałby sobie radę jako zdolny i mądry tekściarz.

Hanna Milewska
Źródło: HFiM 10/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF