HFM

artykulylista3

 

Mo’ Blow - Live in Berlin

cd052016 005

ACT Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Jazz na dyskotekę? Raczej nie, ale do tanecznego klubu dla amatorów funku, którzy nie stronią od jazzu – jak najbardziej. Niemiecki kwartet Mo’ Blow już nie z taką publicznością sobie radził, występując z efektownym jazz-funkiem nie tylko w Europie, ale w krajach tak odległych, jak Korea, Chiny czy Malezja. Na występ w Berlinie zaprosił znanych artystów. Utwór „Rolling in the Deep” z repertuaru Adele zaśpiewał szwedzki puzonista Nils Landgren. Jego miękki głos, czasami przechodzący w szept, nie sprawdza się w każdym repertuarze, ale akurat tutaj pasował. Natomiast zawsze popisowo gra on na swoim podstawowym instrumencie, czego kolejnym przykładem wykonana w tym utworze solówka. Puzon Landgrena słyszymy również w zamykającym album nagraniu „Gimme the Boots”. Wcześniej, w „No Particular Way”, śpiewa z Mo’ Blow kolejny gość, Pat Appleton. W „Along Came Mag” na wibrafonie gra Franz Bauer. To jeszcze nie koniec występów zaproszonych na berliński koncert gości. W dwóch numerach pojawiają się polscy instrumentaliści. W kompozycji „Ray” słychać solówkę Adama Bałdycha, natomiast we „Fried Chocolate” na harmonijce ustnej gra Kacper Smoliński.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 05/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Soren Gemmer - The Lark

cd042016 005

WhyPlayJazz

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Soren Gemmer jest młodym duńskim pianistą, który śmiało wkracza na międzynarodowe sceny. Jego debiutancki krążek „At First” zwracał uwagę szlachetnym liryzmem i naturalnym zmysłem lidera do tworzenia pięknych melodii. „The Lark” został nagrany w kwintecie znakomitych muzyków ze Skandynawii. Wszyscy są wrażliwymi artystami, którzy idealnie ze sobą współpracują. A że Gemmer ma własny świat dźwięków, to w efekcie otrzymujemy płytę brzmiącą niezwykle oryginalnie. Trębacz Mads La Cour tworzy wspaniałe, arabeskowe linie. Często – zwłaszcza na flugelhornie – brzmi jak kanadyjski mistrz Kenny Wheeler. Gemmer improwizuje z lekkością i polotem. Łączy przy tym język europejskiego romantyzmu z tradycją jazzową. Sekcja rytmiczna podkreśla urodę muzyki, nigdy jednak nie wysuwa się na pierwszy plan. Gitarzysta Per Mollehoj ma kilka solówek, w których jawi się jako spadkobierca takich sław jak Jim Hall czy Attila Zoller, najczęściej jednak wspomaga sekcję rytmiczną. Mimo że nie ma tu nic awangardowego, „The Lark” potrafi zaintrygować. Album często gości w moim odtwarzaczu i trudno mi się od niego oderwać. To dopiero drugie solowe dzieło Duńczyka. Strach pomyśleć, do czego dojdzie, jeżeli nadal będzie się rozwijał w tym tempie.

Marek Romański
Źródło: HFiM 04/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Anat Fort Trio - Birdwatching

cd042016 001

ACT Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Urodzona w Tel Awiwie Anat Fort studiowała pianistykę jazzową w USA, m.in. pod okiem wirtuoza tego instrumentu Paula Bleya. Jej specyficzny styl, znany z poprzednich płyt i goszczący również na najnowszym krążku, wiele zawdzięcza temu kanadyjskiemu pianiście (zmarłemu w styczniu 2016). Kiedy Fort zaczęła nagrywać dla ECM-u, współpracowała też z perkusistą Paulem Motianem. „Birdwatching” z początku ma w sobie sporo łagodności; pierwsza kompozycja jest wręcz liryczna. Jeżeli jednak się do niej ograniczymy, nie poznamy innego oblicza artystki. Kolejne utwory przynoszą zmianę nastroju. W utworze „Not the Perfect Storm” gwałtowna burza jest obecna nie tylko w tytule nagrania. Liderce towarzyszą pozostali członkowie tria, czyli grający na kontrabasie Gary Wang oraz perkusista Roland Schneider. W tym utworze występuje gościnnie także Gianluigi Trovesi, grający na klarnecie altowym. Muzyka jest dość trudna w odbiorze; raczej nie dla przypadkowych słuchaczy jazzu, ale dla sympatyków brzmień improwizowanych spod znaku „free”. Jedynie „It’s Your Song” nadaje się dla wszystkich. Dodatkową cechą krążka jest jego różnorodność. Sam fakt, że zawiera aż 12 nagrań, o czymś świadczy.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Lou Tavano - For You

cd042016 007

ACT Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Delikatna wokalna muzyka jazzowa, ale z nutą pop. Do tego ciekawe improwizacje. Przyjemnie się słucha, tym bardziej że realizatorzy postarali się o dobry dźwięk. Głos bohaterki płyty, Lou Tavano, brzmi klarownie. Artystka studiowała pianistykę jazzową w Amerykańskiej Szkole Muzyki Współczesnej (filii bostońskiej Berklee School of Music). Instrumenty zgrabnie łączą się z partiami wokalnymi. Najłatwiej zauważyć to na początku utworu „Emotional Riot”, w którym głos Tavano szybuje na chmurkach ulotnego podkładu sekcji rytmicznej. Większość programu stanowią kompozycje wokalistki oraz grającego na fortepianie Alekseya Asantcheeffa. Temu ostatniemu album zawdzięcza również ciekawe aranżacje. Wyróżniają się nagrania „Quiet Enlightenment” oraz zamykający program „Through A Nightmare”. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie drażniące słuch wysokie dźwięki. Tavano ma ładny tembr głosu, ale kiedy operuje na szczycie skali, pojawia się irytujący element. Do repertuaru w języku angielskim dodano dwa utwory po francusku, które według mnie stylistycznie nie pasują do reszty krążka. Poza tym repertuar jest zgrabnie wykonany, z ciekawymi solówkami instrumentalnymi.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Nils Landgren i Janis Siegel - Some Other Time

cd032016 018

ECM 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Nils Landgren, jeden z dwojga głównych wykonawców, w notce dołączonej do płyty kokieteryjnie pyta, czy szwedzki puzonista i wokalista powinien brać na warsztat genialną twórczość Leonarda Bernsteina. Uważam, że niekoniecznie. Tym bardziej, że niektóre przeboje słynnego kompozytora nie wypadły najlepiej. Landgren średnio poradził sobie wokalnie z „Somewhere”. Jego wersji daleko do genialnej interpretacji Toma Waitsa, znanej z albumu „Blue Valentine”. Może to kwestia charakteru utworu albo braku pomysłu, bo przecież śpiewać potrafi. Dowiódł tego m.in. na udanym albumie „Sentimental Journey” (2002). Na szczęście, jest przede wszystkim znakomitym puzonistą, a jego solówki instrumentalne z nawiązką wynagradzają niedostatki interpretacji wokalnej. Akompaniujące trio oraz orkiestra radzą sobie z kompozycjami Bernsteina popisowo. Poza tym Landgren przy mikrofonie zmienia się z Janis Siegel, znaną z jazzowej formacji Manhattan Transfer. I jeszcze drobna uwaga. Zamysłem producenta, a jest nim również Landgren, było utrzymanie całości w lirycznym, powolnym tempie. Wydaje mi się jednak, że czasami jest zbyt melancholijnie. Niektórym interpretacjom przydałoby się trochę ikry, tak jak się to udało choćby w „Something’s Coming”.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ben Monder - Amorphae

cd032016 020

ECM 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Ben Monder jest rozchwytywanym, wszechstronnym gitarzystą studyjnym. Uczestniczył w wielu projektach jazzowych, popowych i rockowych. Słychać go m.in. na ostatnim albumie Davida Bowie „Blackstar”. Zastanawiające jest hasło dotyczące amerykańskiego gitarzysty na Wikipedii: „Krytycy definiują styl solowych projektów Mondera jako trudny do opisania, choć chwalą jego twórczy geniusz”. Abstrahując od zabawnej nielogiczności tego zdania, faktycznie trudno opisać muzykę na „Amorphae”. Leży ona gdzieś wpół drogi pomiędzy subtelnym, czasem mrocznym ambientem, ECM-owskim pościelowym soundem, a tymi delikatniejszymi, bardziej przestrzennymi nagraniami Billa Frisella. Dominują statyczne plamy dźwięku, uzyskiwane dzięki elektronicznie przetworzonej gitarze. Dodatkową przestrzeń tworzą syntezatory Petera Rende. Weteran freejazzowej perkusji Andrew Cyrille radzi sobie zaskakująco dobrze. Gra często pojedynczymi uderzeniami, podkreślając raczej atmosferę niż wprowadzając rytmiczny puls. Jednak wystarczy posłuchać dwóch nagrań z udziałem nieodżałowanego Paula Motiana, by dostrzec różnicę. To zupełnie inna wrażliwość, empatia i wyobraźnia. „Amorphae” zawiera muzykę, która ma wpływać na nasz nastrój. Zwolennicy jasno zdefiniowanych linii melodycznych, rytmu i gry zespołowej powinni poszukać czegoś innego.

Marek Romański
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF