HFM

artykulylista3

 

Jarek Śmietana Wojtek Karolak Band - I Love The Blues

86 09 2011 JarekSmietana

JRS 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

„Tym, co łączy muzyków naszego zespołu, jest miłość do bluesa” – powiedział Jarek Śmietana w czasie jednego z koncertów promujących ten album. To uczucie trwa zresztą od lat. Tandem Śmietana-Karolak na każdej wspólnej płycie przemyca bluesowe klimaty.
Najnowszy krążek jest podróżą przez historię tej muzyki od czasów W.C. Handy’ego (kompozytora i badacza bluesa) i Spencera Williamsa („Basin Street Blues”) do Charliego Mingusa („Good Bye Pork Pie Hat”), twórcy najbardziej wyrafinowanych i ekspresyjnych kompozycji utrzymanych w bluesowej stylistyce. W repertuarze nie zabrakło też utworów napisanych przez obu liderów (uwaga na krótkie „interludia” grane solo przez Karolaka).
Pomysł, by mieszać historię ze współczesnością, okazał się trafiony. Kolejne plusy to: rozbudowany i zmieniający się skład zespołu z trójką wokalistów (A-Star, Karen Edwards, Bill Neal), sekcją dętą i solistami oraz znakomite aranże autorstwa obu liderów. Mimo wyeksponowania partii Śmietany i Karolaka, płyta jest dziełem kolektywnym – każdy z wykonawców wyraźnie zaznaczył na niej swój udział.
Muzyka wyróżnia się świetnym brzmieniem, zróżnicowaną ekspresją i dojrzałą postawą wykonawców wobec wielkiej bluesowej tradycji. Płyta z pewnością spodoba się nie tylko miłośnikom bluesa, ale też fanom jazzu, fusion i soulu.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 09/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Marcus Miller - Tutu Revisited

93 10 2011 marcusMiller

Dream Music/Dreyfus Records 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

W 1986 ukazał się album Milesa Davisa „Tutu”, który wyznaczył nowe standardy w zastosowaniu elektroniki w jazzie i stylu pracy w studiu. Na nowo podgrzał też dyskusję o granicach gatunku. Kluczową rolę w przedsięwzięciu odegrał młody basista Marcus Miller, który teraz, po 25 latach, powraca do przygody życia.
Planując podobny projekt, miał dwa wyjścia: albo przedstawić zupełnie nową koncepcję, albo zaserwować odgrzewane danie. Wybrał drogę pośrodku, z mocnym wskazaniem na rozwiązanie drugie.
Zestaw zawiera dwie płyty CD i jedną DVD. Na CD znalazło się 12 utworów zarejestrowanych „live” w Lyonie w 2009; na DVD mamy wideo z koncertu oraz dokument „Miles And Me”.
Muzyka brzmi jędrnie, dynamicznie i przestrzennie. Tematy nie zestarzały się ani trochę. Brakuje jednak tamtej żarliwości i napięcia. Utwory w wersjach koncertowych zagubiły też niesamowitą kondensację treści, jaka cechowała oryginał.
Głównymi bohaterami są Miller i Christian Scott. Ten pierwszy jest nadal w świetnej formie, choć czasem w jego grze słychać rutynę – efekt wielu komercyjnych projektów, w których brał udział przez lata. Scott okazał się niezrównanym imitatorem Milesa; szkoda, że tak mało miał do powiedzenia od siebie. Czas pokaże, czy „Tutu Revisited” będzie w stanie funkcjonować jako autonomiczny album, czy też tylko jako „appendix” do oryginału.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 10/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ida Sand - The Gospel Truth

93 10 2011 idaSand

ACT 2011
Dystrybucja: GiGi

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Ida Sand to szwedzka wokalistka, która sporo zawdzięcza puzoniście Nilsowi Landgrenowi. To właśnie w ramach jego zespołu Funk Unit stawiała pierwsze kroki na profesjonalnej scenie. Landgren patronował także jej debiutowi „Meet Me Around Midnight”. Nie mogło go więc zabraknąć na najnowszym albumie „The Gospel Truth”. A wspiera tu Idę prawdziwy dream team, z pianistą Joe Sample’em i perkusistą Steve’em Gaddem na czele.
Ida Sand wyróżnia się na tle licznych skandynawskich wokalistek jazzowych. Ma mocny głos o nieco czarnej barwie, który predestynuje ją do muzyki przepełnionej soulem i bluesem. Taka też jest większość utworów śpiewanych przez Szwedkę. Nie wynika to jednak z ich charakteru, bo oprócz kompozycji jej ulubionego Stevie Wondera czy „Ain’t No Sunshine” Billa Whitersa mamy tu np. „Like a Prayer” Madonny. Po prostu, wszystko, za co Sand się zabierze, nabiera bluesowo-soulowego posmaku.
Warto zwrócić uwagę na grę zespołu towarzyszącego, bo także dzięki niemu nagranie brzmi jak jakaś zagubiona płyta wytwórni Motown z lat 70. Audiofile lubiący tamte brzmienia będą szczęśliwi, mogąc przepuścić przez swoje zestawy tak znakomicie zrealizowaną muzykę. Nie jest to w tym stylu rzecz często spotykana.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 10/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Julia Hülsmann Trio - Imprint

93 10 2011 juliaHulsmannTrio

ECM 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

„Imprint” jest drugą płytą tria berlińskiej pianistki Julii Hülsmann, nagraną dla ECM-u. Wyciszone brzmienie, impresyjny charakter, swobodna, acz skondensowana forma pasują do założeń estetyki tej renomowanej firmy i stylu określanego mianem jazzu europejskiego. W repertuarze albumu znalazły się utwory liderki oraz członków sekcji: basisty Marka Muellbauera i perkusisty Heinricha Köbberlinga. Jest to więc dzieło wspólne, choć chwilami wydaje się, jakby utwory zostały napisane tą samą ręką (co jest plusem płyty). Album ma przemyślaną dramaturgię; eteryczny początek, punkt zwrotny i dynamiczny finał. Najbardziej śpiewnym tematem jest „Storm In A Teacup” Köbberlinga, grany unisono przez fortepian i kontrabas, a przypominający nieco klimaty Pata Metheny. Jeśli miałbym wskazać jakiś szczególny utwór Hülsmann, to byłby nim z pewnością „(Go And Open) The Door”, z charakterystycznym powtarzanym motywem wspartym prostą harmonią.
Trio brzmi jak jeden organizm, choć fortepian liderki wyraźnie dominuje. Hülsmann, jak większość pianistek jazzowych, nie stawia na wirtuozerię. Unika skrajnych emocji. Operuje dźwiękiem oszczędnie. Lubi detal, barwę i przestrzeń. Jej styl nosi znamiona pewnej oryginalności, choć pobrzmiewają w nim echa muzyki Jarretta i Mehldaua. Dobry, relaksowy album.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 10/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Thomas Maintz - This Is The Color...

84-86 12 2011 thomasMaintz

Beach Farm 2010
Dystrybucja: Multikulti

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

„This Is The Color...” to debiutancki album duńskiego gitarzysty Thomasa Maintza, nagrany w towarzystwie śmietanki jazzowego środowiska z Danii. A wiadomo, że kraj Andersena słynie ze znakomitych jazzmanów. Mamy tu obdarzonego cudownym, aksamitnym tonem saksofonistę Jespera Lovdala i grającą bardzo melodycznie, a przy tym solidną rytmicznie sekcję Thomas Fonnesbaek (kontrabas) i Morten Lund (perkusja).
Dlaczego tacy muzycy zdecydowali się wesprzeć debiutanta? Głównie dla jego gry. Gitara w rękach Maintza staje się plastycznym, wielobarwnym instrumentem, który nie tylko znakomicie dialoguje z saksofonem (to rzadkość; najczęściej gitarzyści wykazują tendencję do dominowania), jak i tworzy subtelne, malowane delikatnymi odcieniami tło.
„Malowanie” to zresztą słowo-klucz do tej płyty. Muzyka jest inspirowana wielkimi malarzami (Joan Miro, Pablo Picasso i inni), a słuchając jej doświadczamy malarskiej, lekko zamglonej aury, towarzyszącej muzyce. Jest w niej coś odrealnionego, nie z tego świata. Coś, co pozwala zatopić się w tych dźwiękach.
„This Is The Color...” został nominowany do nagrody Płyty Roku w Danii – ewenement w przypadku nagrania debiutanta. Po wysłuchaniu albumu ten wybór staje się oczywisty.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Wesseltoft/Schwarz - Duo

84-86 12 2011 Wesseltoft

Jazzland 2011

Interpretacja: k2
Realizacja: k3

Gdyby ktoś mnie zapytał, czy Bugge Wesseltoft jest dobrym pianistą, miałbym problem z udzieleniem jednoznacznej odpowiedzi. Jego umiejętności wyraźnie odstają od wyśrubowanego poziomu światowej czołówki, natomiast ceni się go jako indywidualistę, twórcę własnego stylu, który nazwał „new conception of jazz”.
Główna idea płyty „Duo” polega na zestawieniu akustycznego fortepianu z elektroniką kreowaną przez doświadczonego didżeja. Sam pomysł ciekawy, realizacja – mniej.
Utwory są do siebie podobne, mało wyraziste, jednostajne. Muzyka nie zmierza do konkretnego celu. Zaczyna się, zanika, eksponuje jakiś motyw, po czym szybko go porzuca. Wykonawcy zachowują się jak dzieci znudzone układaniem tych samych klocków. Spodziewałem się, że już samo zestawienie „skrajnych” brzmień spowoduje jakieś ciekawe napięcia. Niestety, Wesseltoft porusza się w zwietrzałej stylistyce jarrettowskiej (biegniki, ornamentyka, charakterystyczne przednutki, „stojąca” harmonia), zaś Schwarz próbuje – zbyt, jak dla mnie, nieśmiało – nadać muzyce puls i kolor.
Pamiętajmy jednak, że owa beznapięciowość, przelewanie się dźwięków i brak jasnych ram formalnych to charakterystyczne cechy „new conception”, nu jazzu i ich klonów. Album może więc przypaść do gustu tym, którzy nie lubią się angażować w dźwiękową narrację i wolą, gdy muzyka po prostu płynie.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF