HFM

artykulylista3

 

Paul Motian - The Windmills of Your Mind

84-86 12 2011 paulMotian

Winter & Winter 2011
Dystrybucja: GiGi

Interpretacja: k3
Realizacja: k5

Uwielbiam płyty Paula Motiana. To nie tylko jeden z najoryginalniejszych perkusistów i prawdziwy poeta zestawu perkusyjnego, ale także wrażliwy, empatyczny lider i znakomity kompozytor. Często współpracuje z równie niecodziennym gitarzystą − Billem Frisellem. Kiedy obaj firmują jakieś nagrania, to należy się spodziewać, że będą co najmniej bardzo dobre, a często – genialne. Basista Thomas Morgan jest mniej znany, ale i jego kompetencje nie budzą wątpliwości. Kiedy jednak zobaczyłem na okładce nazwisko Petry Haden, opadły mnie złe przeczucia. Okazało się, że nie bez powodu. Córka słynnego basisty Charlie Hadena dysponuje dość przeciętnymi możliwościami głosowymi. W dodatku wyśpiewuje wyświechtane standardy, które znamy z dziesiątków lepszych wykonań.
Reszta towarzystwa dostosowała się do nieco smęcących interpretacji pani Haden i wyszła płyta kołysankowa, działająca lekko nasennie. Większość repertuaru to wspomniane standardy, ale jest też kilka kompozycji Motiana. Zagrane w trio, stanowią najpiękniejsze fragmenty albumu. To dla nich, a także dla oryginalnej okładki (jak to w firmie Winter & Winter) i znakomitej, klarownej realizacji, warto mieć tę płytę. Nie przeszkadza jej stonowany, liryczny charakter, bo to czysta poezja.
Rzecz dla fanów Motiana i Frisella. Innym radzę sięgnąć raczej po wcześniejsze nagrania tych mistrzów.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Offpiste Gurus - Offpiste Gurus

84-86 12 2011 offpisteGurus

Stunt Records 2010
Dystrybucja: Multikulti

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Punk rock w jazzowym wydaniu. Tak najkrócej można scharakteryzować pierwsze dwa nagrania zespołu Offpiste Gurus. Może nie wywołują salw zachwytu, ale stanowią zapowiedź czegoś interesującego.
Na czele grupy stoi duet. On – Frederik Lundin – gra na saksofonie; ona – Trinelise Vaering – śpiewa. Oboje napisali i wykonali wszystkie utwory.
Po dwóch pierwszych dynamicznych kawałkach tempo zwalnia i odzywa się melancholijna, choć czasem również zadziorna nuta. Vaering śpiewa, że chciałaby napisać wściekłą piosenkę bez rymów. Potem słychać więcej jazzu, a saksofon Lundina gra unisono z głosem wokalistki.
Pojawiają się echa innych stylów, bo muzycy lubią też country, roots i trip hop, a do swoich ulubionych artystów zaliczają Toma Waitsa, Rickie Lee Jones i Portishead. Towarzystwo rzeczywiście różnorodne. Mieszankę stylów słychać w niejednym utworze na płycie, ale wykonawcy panują nad całością. Mimo że czerpią natchnienie z rozmaitych źródeł, stworzyli własną wypowiedź, utrzymaną w jednorodnej konwencji. I za to należą im się brawa.
Poza tym grają dobrze. Zadbali o intrygujące aranże i wpadające w ucho teksty: „Chciałabym ukraść kosztowny przedmiot, który nie ma ceny. Bo mnie nie kochasz i koniec. Zmień temat”. Czy nie ładne?

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Michael Mantler - For Two

84-85 02 2012 michaelMantler

ECM 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Jedna z najciekawszych i najbardziej zaskakujących płyt, jakich ostatnio słuchałem. Michael Mantler – trębacz, kompozytor i lider aktywny na jazzowej scenie od lat 60. – zaproponował utwór na dwóch wykonawców. Zgrabnie połączył muzykę improwizowaną z elementami technik kompozytorskich XX wieku.
„For Two” nawiązuje niejako do Trzeciego Nurtu, kierunku, w którym próbowano scalić spontaniczność free jazzu z klasyczną awangardą. Mantler ma wszelkie atrybuty, by komponować podobne utwory – klasyczne wykształcenie (Akademia Muzyczna w Wiedniu) oraz współpracę z czołówką amerykańskiej sceny free.
„For Two” to osiemnaście krótkich epizodów na fortepian i gitarę elektryczną. Mantler wykorzystał tu szereg możliwości, jakie daje kameralny skład oraz różne pomysły fakturalne (odcinki quasi-punktualistyczne, polifonia) i kolorystyczne (zróżnicowane brzmienia gitary). Utwory wyróżniają się lapidarną formą i swobodną harmonią, choć trudno uznać tę muzykę za atonalną. Nie znając partytury, nie sposób mówić o detalach technicznych, a nawet o proporcjach między partiami zapisanymi a improwizowanymi. Całości słucha się znakomicie. „For Two” to muzyka o nieprzewidywalnej narracji i świetnym wykonaniu. Brawa dla gitarzysty Bjarne’a Roupé i pianisty Pera Salo. Album z pewnością zaspokoi gusta wytrawnych fanów.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Nigel Kennedy - The Four Elements

84-85 02 2012 nigelKennedy

Sony Classical 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Zaszczepiony w młodości bakcylem jazzu Nigel Kennedy koncentruje się dziś bardziej na realizacji własnych projektów spod znaku fusion niż graniu klasyki. Jego najnowsza płyta, zawierająca programową suitę „The Four Elements”, ma być – według deklaracji lidera – odpowiedzią artysty XXI wieku na „Cztery pory roku” Vivaldiego (nagranie w 1989 dzieła włoskiego mistrza było wielkim, także komercyjnym, sukcesem Kennedy’ego).
Utwór został napisany na duży skład (soliści, sekcja rytmiczna, smyczki). Jest złożony z siedmiu części i łączy wszystko, co bliskie sercu Nigela i co od lat jest obecne w jego muzyce: elementy klasyczne (m.in. intra i sola w „Air” i „Finale”), rock lat 60. i 70. (temat „Uwertury” przypomina nieco „Third Stone from the Sun” Hendriksa), pop, ethnic oraz, w niewielkim stopniu, jazz. Sporo miejsca zajmują partie wokalne wykonywane m.in. przez Xantone Blaq i Z-Star. Tę zróżnicowaną materię scala bogata aranżacja i nieposkromiona wirtuozeria lidera, wywodząca się wprost z tradycji romantycznej. Najbardziej energetyczne fragmenty to „Earth” i „Finale”, będący efektownym podsumowaniem całości.
Płyty słucha się dobrze, choć niektórych może razić przerost ornamentyki i nadużywanie przez lidera przetworników brzmienia. Na pewno jest to propozycja nietuzinkowa, kolorowa, mogąca przypaść do gustu nie tylko fanom Kennedy’ego.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Miyavi - Live In London 2011

84-85 02 2012 miyavi

EMI Music Japan 2011

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Japoński wokalista i gitarzysta o pseudonimie Miyavi ma swoich fanów także w Polsce (wystąpił u nas w kwietniu tego roku). Na „Live In Londyn” (repertuar pochodzi z jego najnowszej studyjnej płyty „What’s My Name?”) gra w duecie z perkusistą Bobo i trzeba przyznać, że ten duet jest w stanie wygenerować niezły łomot.
Muzyka Miyaviego to mieszanka metalu, popu, funku, bluesa, hip-hopu, rocka i efektów elektronicznych. Generalnie nie ma tu nic nowego, natomiast sam miks wymienionych stylów jest przekonujący; słuchacz otrzymuje muzykę niezwykle ekspresyjną, o porażającej dynamice i szybkich tempach, choć zdarzają się też miłe piosenki, jak „We Love You”. Ważną rolę odgrywa wokal lidera. Miyavi śpiewa, krzyczy, recytuje, mówi (trochę za dużo), posługując się surowym, zachrypniętym głosem. O wiele ciekawsze jest to, co wyprawia ze swoim instrumentem; bywa nazywany „samurajem gitary”. Stosuje różne techniki, m.in. slap (wcześniej grał na basie) i bogatą paletę brzmień. Nawiązuje do aktualnych i dawniejszych stylów. Czasem używa gotowych tracków z riffami lub linią basu. Jego wszechstronność sprawia, że inne instrumenty (np. klawisze) stają się zbędne, a do nadania muzyce rytmicznego kopa wystarczy jeden perkusista.
Płyta dla zwolenników ostrego grania i drapieżnego wokalu.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Gary Guthman - Solar Eclipse

84-85 02 2012 garyGuthman

Polskie Radio 2011

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Zanim trębacz Gary Guthman trafił do jazzu, był rozchwytywanym wykonawcą klasycznym, grającym z najlepszymi orkiestrami symfonicznymi. Mając świetną technikę, dar improwizacji i niespokojną duszę, postanowił się skoncentrować na muzyce synkopowanej.
Jego najnowszy album zawiera 10 kompozycji, powstałych jako zapiski z podróży po różnych krajach i miejscach (aktualnie muzyk mieszka w Polsce). Stylistyka płyty mieści się w nurcie łagodnego neobopu – muzyki akustycznej, wyrosłej z tradycji jazzu, do której Guthman chętnie się przyznaje i nawiązuje. Utwory lidera są przystępne w odbiorze. Zawierają wyraziste tematy, taneczne rytmy i regularną formę. Guthman preferuje prostotę, wręcz przewidywalność, pragnąc dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców, co udaje mu się znakomicie. Brzmienie jego trąbki jest jasne, czyste, zdecydowane, czasem liryczne, a wtedy okraszone ckliwym wibrato. Brakuje mu jednak „charakteru” i kojarzy się bardziej z estradą niż klubem jazzowym.
Mankamentem, osłabiającym siłę albumu, jest kolejność utworów. Na najciekawszą kompozycję tytułową musimy czekać do finału.
Guthmanowi towarzyszy polska sekcja, z którą na stałe współpracuje: Filip Wojciechowski (fortepian), Michał Pańta (bas/kontrabas) oraz Cezary Konrad (perkusja).

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 2/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF