HFM

artykulylista3

 

Amina Alaoui - Arco Iris

j AminaAlaoui 04 2012

ECM 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

ECM promuje nie tylko ambitny jazz, ale też projekty wielokulturowe, łączące muzykę różnych zakątków świata i dziedzictwo Zachodu. W ten nurt dobrze się wpisuje najnowszy album Aminy Alaoui.
Ta intrygująca wokalistka i kompozytorka urodziła się w Maroku. Uczyła się tradycyjnej muzyki regionu, studiowała klasyczny fortepian i filologię. Pracując nad „Arco Iris”, oparła się m.in. na pismach św. Teresy z Avila i XI-wiecznego władcy Sewilli Al-Mu’tamida Ibn Abbada oraz wierszach Ibrahima Ibn Khafaja (1058-1139). Teksty te najpierw samodzielnie opracowała, a później wzbogaciła dźwiękiem.
W swych kompozycjach Amina nawiązuje do dawnej muzyki Andaluzji z jej wpływami arabskimi. Wprowadza skale orientalne, improwizowane intra i sola instrumentalne, kunsztowną ornamentykę, dialogowanie między głosem a zespołem.
Drugi wątek repertuaru stanowią pieśni fado i flamenco – muzyka bliższa współczesności, oparta na prostych formach i harmonii dur-moll.
Głos Aminy jest zjawiskowy. Czyste, nasycone brzmienie i egzotyczna aura zniewalają słuchacza. Uwagę zwracają subtelne ozdobniki, melizmaty i niuanse intonacyjne. Wokalistce towarzyszą wybitni instrumentaliści: skrzypek Saifallah Ben Abderrazak, wirtuoz oudu Sofiane Negra, gitarzysta flamenco Jose Luis Montón, mandolinista Eduardo Miranda oraz syn wokalistki, perkusjonista i gitarzysta Idriss Agnel.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Keith Jarrett - Rio

j keithJarret 04 2012

ECM 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Od pierwszego solowego albumu Keitha Jarretta „Facing You” minęło 40 lat! Wydany w 1975 roku „The Koln Concert” stał się wielkim przebojem wydawniczym i, obok „Kind of Blue” Davisa, najbardziej rozpoznawalną płytą w historii jazzu. Nie jest to najlepszy album Jarretta – obok fragmentów genialnych zdarzają się tam mielizny, okresy, gdy brakuje mu inwencji improwizatorskiej.
W późniejszych latach Jarrett dopracował koncepcję solowych recitali. Nabrał doświadczenia. Zaczął unikać mielizn, ale nie powtórzył sukcesu kolońskiego już nigdy.
Czy powtórzy teraz? Wątpię, chociaż „Rio” to znakomity album. Przeplatają się w nim gatunki – od pianistycznego ekspresjonizmu, przez całotonowe impresjonistyczne skale, po... stylizowany ragtime. Szeroki jest wachlarz i nastrojów – od dynamicznej gorączki nowojorskiej ulicy, przez rozmarzenie letniego popołudnia, melancholię samotnego wieczoru, po atmosferę zagrożenia.
Słychać wyraźnie, że pianista doskonale wie, co i jak chce wyrazić. Kompozycje, mimo że powstały w wyniku improwizacji, są zwarte i przemyślane (najdłuższe mają około 7 min.). Nie s brakuje w nich frapujących melodii i i intrygujących zwrotów akcji. Jeśli czegoś mogę jeszcze chcieć, to posłuchać wreszcie solowego koncertu Jarretta w Polsce.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ahmad Jamal - Blue Moon

j AhmadJamal BlueMoon

ACM Productions 2012
Dystrybucja: CMD

Interpretacja: k6
Realizacja: k6

Fenomenalna porcja jazzu. Artysta ma 82 lata, a gra jak młodzieniaszek; do tego wyjątkowo utalentowany. Skomponowal tylko trzy utwory, ale za to jakie!
Rozpoczynający album „Autumn Rain” to dynamit. Podobnie jak gra autora. Wprawdzie na pierwszy plan wysuwa się rytmiczny akompaniament Herlina Rileya (bębny) i Manolo Badreny (instrumenty perkusyjne), ale fortepianowe partie też są na medal. Basista, Reginald Veal, tym razem pozostaje w tle, dając o sobie znać, kiedy trzeba. Bardziej słyszymy go w utworze drugim, gdzie na wstępie „rozmawia” z instrumentami perkusyjnymi. Dopiero po kilkunastu taktach dołącza fortepian Jamala.
Utwór „Blue Moon” – kompozycja Richarda Rodgersa i Lorenza Harta – pulsuje podobnie jak utwór pierwszy. Parzyste rytmy dominują również w kolejnych. Bohater płyty postawił na rytm, ale jego muzyka nie ma nic wspólnego ze smooth jazzem. To mainstream w najczystszej postaci, do tego wyjątkowo łatwy w odbiorze. Mogą go śmiało słuchać wszyscy melomani, nawet ci, którzy nie są mocno osadzeni w jazzie. Ahmad Jamal nagrał płytę dla wszystkich wielbicieli wartościowej muzyki.
Realizatorzy dopilnowali, aby dźwięk dochodził do odbiorców w możliwie naturalnej formie. Mamy więc doskonałą muzykę i audiofilskie brzmienie.Takie nagrania nie zdarzają się często, więc gorąco polecam.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Robert Glasper Experiment - Black Radio

j RobertGlasperExperiment BlackRadio

Blue Note 2012

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Blue Note, kojarzona przez ortodoksyjnych fanów z płytami Silvera, Morgana i Blakeya, wydaje także – ostatnio coraz intensywniej – muzykę okołojazzową. Album czarnoskórego pianisty Roberta Glaspera dobrze ilustruje politykę firmy, która chce docierać do szerokiego kręgu odbiorców.
Płyta zawiera utwory utrzymane w szeroko rozumianej stylistyce „black music” i zgrabnie łączy elementy soulu, bluesa, R&B, gospel, hip-hopu, jazzu i fusion. Podstawowy zespół Glaspera (klawisze, bas, bębny) został poszerzony o kilkunastu gości, w tym grupę wokalistów, rapera i didżeja, zaś materiał zarejestrowano w różnych studiach.
Repertuar składa się z kompozycji wielu autorów, m.in. Glaspera oraz – uwaga – Davida Bowie i Nirvany. Największą szansę zostania hitem albumu ma „Afro Blue”, z Eryką Badu w roli głównej. Jest to kawałek mocno nasycony czarną ekspresją, ze świetnym aranżem, brzmieniem i rytmicznym wykopem. Można w nim także posłuchać zgrabnych solówek lidera na fortepianie. Podobał mi się też „Gonna Be Alright” w wykonaniu Ledisi oraz „Fever”, z miłą barwą głosu Hindi Zahiry. Niestety, kiepsko wypadła „czarna” wersja „Smells Like Teen Spirit”. Pomysł przepuszczenia głosu wokalisty przez vocoder okazał się, mówiąc oględnie, mało oryginalny.
Dobry, choć nierówny album.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Makoto Ozone - Live & Let Live – Love For Japan

j MakotoOzone LiveLetLive-LoveForJapan

Verve 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Projekt „Live & Let Live” powstał z inicjatywy japońskiego pianisty Makoto Ozone. Zyski ze sprzedaży albumu mają być przeznaczone na pomoc mieszkańcom obszarów zniszczonych przez tsunami w 2011 roku.
Do nagrań lider zaprosił kilku topowych artystów jazzu, m.in. Chicka Coreę, Gary Burtona, Randy Breckera, Paquita D’Riveirę. Cieszy, że w tym doborowym towarzystwie znalazła się też nasza wokalistka Anna Maria Jopek, z którą Ozone już wcześniej nagrywał („Chopin Road”) i koncertował.
Płyta zawiera tematy autorstwa wymienionych muzyków, standardy, solowe improwizacje lidera oraz jazzową wersję Adagia z koncertu klarnetowego A-dur Mozarta, wykonaną przez D’Riveirę, Ozone’a i sekcję smyczków. To niewątpliwie najbardziej dowcipny i optymistyczny utwór całego albumu. Inną kompozycją, przykuwającą uwagę od pierwszych taktów, jest świetnie napisany i popisowo zagrany „Variations On Dance” – uroczy duet Ozone’a i wirtuoza ukulele – Jake Shimabukuro. Nieźle wypadły kawałki postbopowe („Goldaze”, „There Is No Greater Love”), rozczarowała natomiast koturnowa wersja „Summertime”, zaśpiewana przez Gayle Moran.
Utwory zostały nagrane w różnych składach, a łączy je dobrze rozpoznawalny fortepian lidera. Rozległy repertuar i zróżnicowany styl gry zaproszonych artystów nie osłabiły albumu jako całości. Słucha się go z prawdziwą przyjemnością.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Adam Bałdych - Magical Theatre

j AdamBaldych MagicalTheatre

Elite Records 2011

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Adam Bałdych, młody polski skrzypek, idzie w ślady naszych wielkich wiolinistów jazzowych – Zbigniewa Seiferta i Michała Urbaniaka. Aktualnie mieszka i występuje w Nowym Jorku, a jego album „Magical Theatre” zbiera pochlebne recenzje.
Płyta Bałdycha to barwna mieszanka odmian jazzu (fusion, mainstreamu, smooth), ethnicu, rocka, klasyki oraz melodyjnych tematów i solówek. Łatwo tu znaleźć tropy wskazujące inspiracje lidera – m.in. muzykę Jean-Luca Ponty, Urbaniaka czy Mahavishnu Orchestra. Te nawiązania, mniej lub bardziej dosłowne, powodują, że „Magical Theatre” brzmi cokolwiek wtórnie. Bałdych chętniej odnosi się do tradycji (lata 60. i 70.) niż do tego, co w muzyce dzieje się dziś. Zachowawcza postawa wykonawców może nieco zaskakiwać, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę ich młody wiek i muzyczne preferencje niektórych członków zespołu, np. basisty Piotra Żaczka.
Bałdych wypada chyba lepiej w roli skrzypka niż kompozytora. Jego gra jest dojrzała, pozbawiona pustej wirtuozerii, zniuansowana kolorystycznie i intonacyjnie. W repertuarze wyróżnia się „Princess Ballet Room”, z Joshem Lawrencem w roli głównej. Szkoda, że solówkę trębacza zdominowały mainstreamowe klisze. Ciekawie zabrzmiał też quasi-impresjonistyczny „Breaking Point”.
Warto posłuchać, choć spodziewałem się czegoś bardziej niepokornego.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF