HFM

artykulylista3

 

Marcin Wasilewski Trio - Faithful

116-118 05 2011 marcinWasilewskiTrio

2011 ECM
Dystrybucja: Universal

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Długo trzeba było czekać na kolejną płytę Marcina Wasilewskiego. Długo, ale było warto. Na 10 utworów pięć to kompozycje pióra Marcina; resztę dostarczyli wielcy świata jazzu m.in.: Ornette Coleman (utwór tytułowy), Hermeto Pascoal, Paul Bley oraz Hanns Eisler (kompozycja „An den kleinen Radioapparat”, znana lepiej z wykonania Stinga jako „The Secret Marriage”).
Skład się nie zmienił. Na kontrabasie nadal gra Sławek Kurkiewicz, a na perkusji Michał Miśkiewicz. I tak od 20 lat! Imponujący jubileusz. Ten staż zresztą słychać. W tym miejscu trzeba by napisać, jak cudownie brzmi zespół, jak ciekawie potrafi modelować przestrzeń i jak w ogóle jest fantastyczny. Oczywiście, że jest, ale to już zwyczajny banał!
Jedyne, co jeszcze przy okazji tego albumu warto powiedzieć, to że ma bardzo przyjazną cenę, która została skalkulowana według zasady „zagraniczna płyta, polska cena”. A zatem, drodzy Państwo, do sklepów! Kupować bez marudzenia, a potem zasiąść wygodnie w fotelu – przed wyrafinowanym systemem hi-fi albo przy lichutkiej wieżyczce i rozkoszować się muzyką.

Autor: Maciej Karłowski
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mostly Other People Do The Killing - Coimbra Concert

116-118 05 2011 mostlyOtherPeopleDoTheKilling

2010 Clean Feed

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Mamy już piątą w kolekcji płytę amerykańskiego bandu Mostly Other People Do The Killing. Mamy także za sobą koncertowe doświadczenia z tą formacją w czasie ostatniej edycji Warsaw Summer Jazz Days. Teraz możemy je skonfrontować z płytową rejestracją „live”.
Na żywo grupa wypada znakomicie. Koncerty to jej żywioł. Wtedy jeszcze wyraźniej i z jeszcze większym rozmachem słychać, z jak dużym zapasem zespół mierzy się z jazzową tradycją. Jak swobodnie potrafi mieszać stylistyczne konteksty i harcować po przestrzeni od Gillespiego, przez Coltrane’a, po Pink Floyd, cytując wielkich poprzedników z uderzającą nonszalancją.
Takie granie ma swoich zwolenników i przeciwników. Pierwsi podziwiają błyskotliwość skojarzeń i wiedzę. Drudzy nad znajomością historii przechodzą najczęściej do porządku dziennego, ale oburzają się na obrazoburstwo. A muzycy MOPDK, czyli Moppa Elliot (kontrabas), Peter Evans (trąbka), Jon Irabagon (saksofony) i Kevin Shea (perkusja) nic sobie z tego nie robią. Puszczają do nas oko i bawią się w najlepsze.
Zasadne będzie z zaproszenia do zabawy skorzystać. Tym bardziej, że nie jest to durny kabaret wywołujący tępy rechot, ale świetna propozycja przewietrzenia uszu i uczestnictwa w doskonale przygotowanym improwizatorskim show.

Autor: Maciej Karłowski
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Rafał Sarnecki - The Madman Rambles Again

116-118 05 2011 rafalSarnecki

Fresh Sound 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Drugi autorski album młodego gitarzysty Rafała Sarneckiego, działającego w Polsce i USA. W Stanach przebywa od 2005 roku. Ukończył tam dwie prestiżowe uczelnie, natomiast w kraju prowadzi własny zespół, koncertuje i nagrywa płyty. Swój najnowszy krążek zarejestrował z partnerami z poprzedniego albumu (Kaczmarczyk, Pulcyn, Żyta), do których dołączyli: Jerzy Małek, Łukasz Dobrowolski i amerykański saksofonista Lukas Pino.
Na „The Madman Rambles Again” Sarnecki pokazuje, jak grać nowoczesny jazz, bez wywracania do góry nogami całej jego tradycji. Płyta od pierwszych minut zaskakuje wysmakowanym brzmieniem, oryginalnymi tematami i aranżami z eksponowaniem faktury polifonicznej. Sarnecki jako kompozytor i gitarzysta myśli linearnie, wielopoziomowo, co powoduje, że jego utwory są atrakcyjne pod względem melodycznym i wieloznaczne harmonicznie. Pulsujące, przenikające się warstwy mogą niekiedy budzić skojarzenia z kompozycjami George’a Russella (np. „Hermeto”). Muzyka jest emocjonalnie stonowana, wolna od fajerwerków technicznych i nieco introwertyczna.
Uwagę zwraca perfekcyjna gra wykonawców oraz płynność przechodzenia partii aranżowanych w improwizacje. Najlepszą rekomendacją dla tego albumu jest opinia Tomasza Stańki, zamieszczona na okładce: „Bardzo ciekawa płyta, doskonale się jej słucha, po prostu bomba!”

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Cyminology - Saburi

116-118 05 2011 cyminology

ECM 2011

Interpretacja: k3
Realizacja: k5

„Saburi” to druga płyta kwartetu Cyminology, którego liderką jest wokalistka i kompozytorka Cymin Samawatie. Urodziła się w 1976 w Niemczech, natomiast jej rodzice pochodzą z Iranu.
Cymin jest silnie związana z kulturą i tradycją perską. Posługuje się swobodnie językiem farsi, co możemy usłyszeć w nagraniach. Odebrała solidne wykształcenie klasyczne (fortepian, śpiew), uczyła się jazzu (wokal i kompozycja) w Hochschule der Kunste w Berlinie. Jest fanką Debussy’ego i Shortera, którzy inspirują ją także jako kompozytorkę.
Na „Saburi” nie słychać jednak tych wpływów. Stylistycznie muzyka grupy łączy elementy ethnic jazzu i tradycji zachodniej (forma, dur-moll, chromatyka), współgrając ze stylistyką promowaną przez ECM. Prawie wszystkie kompozycje i teksty są dziełem Samawatie.
Muzyka jest delikatna, wyciszona, jednolita dynamicznie i kolorystycznie, nostalgiczna. Chyba głównym grzechem albumu jest jego monotonia; kolejne utwory przypominają jedną rozbudowaną wariację na ten sam temat. Technika wokalna Cymin także pozostawia lekki niedosyt. Ekspresja jest mało zróżnicowana, a intonacja szwankuje (m.in. „Nemibinam”). Wśród utworów pozytywnie wyróżnia się pierwszy „Sibaai”, z szybko zmieniającą się harmonią i wokalizą Cymin w dalszym planie. Muzykę ożywia sekcja rytmiczna, z oryginalnym pianistą Benediktem Jahnelem.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

The Bad Plus - Never Stop

116-118 05 2011 theBadPlus

Emarcy 2010
Dystrybucja: Universal

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

Amerykańskie trio fortepianowe Bad Plus (Ethan Iverson (p), Reid Anderson (b), Dave King (dr)) od blisko dekady pozostaje w awangardzie zespołów walczących ze skostniałym wizerunkiem tej szlachetnej jazzowej formacji. Kiedyś walkę tę toczyli ramię w ramię ze słynnym E.S.T. (Esbjorn Svensson Trio), teraz pozostali sami. Ale nie obawiajmy się – za ich plecami już się czają zastępy nowych zespołów, także na polskiej ziemi.
Na czym ta walka polega? Ano przede wszystkim na tym, że muzycy The Bad Plus grają w sposób bardziej kojarzony z wykonawcami rockowymi niż jazzowymi. Dotyczy to głównie motorycznej gry sekcji rytmicznej, ze strzelającym co chwila werblem. Dzielnie sekunduje jej pianista, nie stroniący od dysonansowych klastrów. Także sposób rejestracji nagrań jest bliższy tradycji rockowej niż jazzowej (dźwięk jest potężny; rozsadza głośniki). Członkom grupy nieobce jest również poczucie humoru. Utwory to kalejdoskop cytatów, zmian tempa, igraszek gatunkowych i stylistycznych. The Bad Plus był znany także z interpretacji tematów zaczerpniętych z rockowego, popowego i klasycznego repertuaru.
Napisałem: „był”, gdyż „Never Stop” zostało w całości wypełnione oryginalnymi kompozycjami zespołu. W niczym to jednak nie zmienia lekko prześmiewczej, a przy tym oryginalnej i znakomicie zagranej propozycji trójki sympatycznych Amerykanów.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Diego Figueiredo, Rodolfo Stroeter, Robertinho Silva - Dadaio

116-118 05 2011 dadalo

Stunt Records 2008
Dystrybucja: Multikulti

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Czasami sporo czasu mija, zanim jakaś płyta dotrze do Polski. Nie wiem, czy w przypadku „Dadaio” premiera u nas się opóźniła, czy po prostu dopiero teraz dystrybutor postanowił album przesłać do oceny. Bez względu na przyczynę, dobrze się stało, że można „Dadaio” kupić, bo trudno się od tej płyty oderwać.
Tak wspaniale brzmiącego akustycznego tria w składzie: gitara, kontrabas i perkusja dawno nie słyszałem. Nie z powodu szczególnie wymyślnego frazowania czy wyjątkowo złożonych partii solowych, ale głównie ze względu na świetną współpracę trzech wytrawnych instrumentalistów, którzy z latynoskich standardów i kilku utrzymanych w podobnym stylu utworów autorskich przygotowali duchową ucztę.
Współbrzmienia akustycznej gitary, na której gra lider tria, Diego Figueiredo, i kontrabasu są iście bajeczne. Najmniej z trójki zwraca na siebie uwagę perkusista, jednak i jego popisy, zwłaszcza w autorskiej kompozycji tytułowej, są na medal.
Jako okrasę otrzymujemy prawdziwie audiofilską realizację. Niech nie kupują tej płyty melomani, którzy nie lubią w domu gości. Trójka muzyków pojawi się bowiem w pokoju każdego, kto zacznie jej słuchać. Na szczęście nie trzeba przygotowywać poczęstunku, ponieważ kiedy tylko muzycy skończą grać, błyskawicznie znikają. Czyli nie dość, że czarują, to jeszcze nie przeszkadzają. No proszę!

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF