HFM

artykulylista3

 

Anna Gadt - Still I Rise

104 01 2011 AnnaGadt

4 Ever Music 2010

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

To drugi po „Na mojej drodze” (2008) album wokalistki jazzowej Anny Gadt (wcześniej Stępniewskiej) firmowany przez 4 Ever Music. W repertuarze krążka znalazły się popularne tematy, które w interpretacjach Anny Gadt nabierają nowego, mocno jazzującego charakteru. Wśród utworów mamy też kompozycję wokalistki napisaną do wiersza Mai Angelou „Still I Rise” – to od niego pochodzi tytuł albumu.
Piosenki zostały dobrane według określonego klucza – teksty opowiadają o życiu, uczuciach, emocjach, a muzyka – najczęściej o charakterze balladowym – układa je w intymną opowieść.
Anna Gadt, artystka wszechstronnie wykształcona, posiada ciekawy głos o szlachetnej barwie. Najchętniej porusza się w środkowym i niższym rejestrze. Operuje szeroką skalą ekspresji. Jej technika wokalna jest bez zarzutu, swobodnie interpretuje nie tylko ballady, ale też utwory o żywszym pulsie. Śpiewa też scatem („Why Should I Care”, „Afro Blue”).
Z 11 kompozycji (wszystkie wykonane po angielsku) najbardziej podobały mi się: „Dienda” Stinga oraz dwa hity Barbry Streisand: „The Way We Were” i „Send In TheClowns”.Wspanialewypadłteż„You’ll Never Know” z narastającą dramaturgią i intrygującą harmonią.
Bardzo dobre wrażenie robi sekcja rytmiczna z pianistą Rafałem Stępniem (świetne solówki!), basistą Maciejem Garbowskim i perkusistą Krzysztofem Gradziukiem.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 01/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Warsaw Paris Jazz Quintet - Chopin Symphony Jazz Project

104 01 2011 WarsawParisJazzQuintet

Blue Note 2010

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Słysząc pod koniec chopinowskiego roku frazę „Chopin na jazzowo”, mam ochotę uciec w Bieszczady, okopać się i zaminować dojazd. Tyle ostatnio powstało nikomu niepotrzebnych przeróbek dzieł Wielkiego Fryderyka, że on sam zapewne przewraca się w grobie. A jeśli ma jeszcze możliwość myślenia, to zapewne pluje sobie w brodę, że nie poświęcił życia np. zabawianiu pięknych dam w arystokratycznych salonach.
Z czasem wypracowałem sobie chyba jedyne rozsądne podejście do tego typu muzyki. Otóż zamiast dochodzić, po co dany artysta sięgnął po utwory Chopina (prócz honorarium, rzecz jasna) i do jakiego stopnia je zmasakrował, po prostu oceniam, czy to „się słucha”.
Patrząc od tej strony, album wypada nieźle. Jeśli się nie zastanawiać, dlaczego i po co zatrudniono jazzowy kwintet (z gościnnym udziałem francuskiego wokalisty Marca Thomasa) i orkiestrę symfoniczną do interpretacji m.in. „Scherza h-moll” op. 20 czy „Etiudy es-moll” op. 10 nr 6, to nie sposób odmówić tej muzyce rozmachu, bogactwa aranżacyjnego i elokwencji improwizacyjnej. Nie zabrakło także prawdziwie jazzowego, swingującego grania, jak choćby w „Preludium e-moll” op. 28 nr 4.
Brzmi to dobrze, a czy te opracowania sprowadzą Fryderyka pod strzechy? Czy tematy Chopina wynoszą ten projekt na wyższy poziom niż podobne interpretacje np. jazzowych standardów? Odpowiedź pozostawiam Państwu.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 01/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Nighthawks - Today

104 01 2011 nighthawke

Herzog Records 2010

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Niemiecki zespół Nighthawks jest dobrze znany polskim miłośnikom elektrycznego jazzu. Założyli go ponad dekadę temu basista i producent Dal Martino oraz trębacz Reiner Winterschladen, na co dzień solista NDR Big Band bodaj najlepszej orkiestry jazzowej w Europie.
Muzyka na „Today” to nieco wygładzone połączenie fusion, ethnic, pop/rocka (echa Dire Straits) oraz „rozrywkowego” Davisa. Dominują proste, melodyjne tematy, podawane przez trąbkę z tłumikiem, oparte na powtarzających się schematach harmonicznych. Dużą rolę odgrywa brzmienie inspirowane muzyką lat 70. i 80. (bas, Wurlitzer, gitary z charakterystycznymi barwami i efektami). Choć na płycie zdarzają się intrygujące momenty, które mogłyby pełnić rolę ilustracji filmowej („The Consul Is Driving”), większość kompozycji jest nieco bezbarwna. Mamy też akcent polski w postaci piosenki „Małe tęsknoty”. Ten dawny hit Krystyny Prońko śpiewa tu Anna Maria Jopek z towarzyszeniem stałego gitarzysty Stinga Dominika Millera.
Potencjał zespołu został mocno ograniczony przez konwencję muzyczną, która jest utrzymywana na całym albumie (z kilkoma drobnymi modyfikacjami). Niedawno miałem okazję słyszeć Nighthawks na żywo i brzmiał on nie tylko lepiej i drapieżniej, ale też na pewno bardziej jazzowo. Album firmuje niewielka Herzog Records, która dopiero poszukuje pomysłu na swój wizerunek.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 01/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Fernandez Guy Lopez - Morning Glory

92-93 02 2011 fernandezGuyLopez

2010 Maya Recordings
Dystrybucja: GiGi

Interpretacja: k6
Realizacja: k6

Czekałem na tę płytę bez wiary, że powstanie. „Aurora” – wspólne przedsięwzięcie Agustiego Fernandeza (fortepian), Ramona Lopeza (perkusja) i brytyjskiego maga kontrabasu Barry’ego Guya przed czterema laty okazało się wielkim sukcesem artystycznym. Nie było jednak pewne, czy współpraca przetrwa, bo przecież ryzyko, że kolejnemu spotkaniu zabraknie magii, jest w takich sytuacjach duże.
Ale się doczekałem! „Morning Glory” stało się faktem i ku uciesze nie tylko mojej jest płytą podwójną. Oprócz nowego materiału zawiera dodatkowy krążek z zapisem koncertu z maja 2009, który odbył się w nowojorskim klubie Jazz Standards. Oto więc mamy możliwość zanurzenia się w muzykę tria graną na żywo i porównania jej ze studyjną poprzedniczką, a także zaspokojenia ciekawości nowych utworów i zbadania, czy coś się zmieniło w tym niezwykłym zespole.
Oba doświadczenia niosą niebezpiecznie dużą dawkę emocji. Koncert i znane już utwory są jak poruszająca retrospekcja, a nowa muzyka uświadamia, że team wciąż potrafi poruszyć najgłębsze pokłady wrażliwości. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Z jednej strony mamy utwory o otwartej budowie z miejscem na kreację free; z drugiej – bardzo mocne przywiązanie do pięknych, melancholijnych melodii pozwalających unosić się na falach muzyki bez ryzyka utraty orientacji. Co tu więcej gadać. Cudowna płyta!

Autor: Maciej Karłowski
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Adam Pierończyk - Komeda – The Innocent Sorcerer

92-93 02 2011 adamPieronczyk

2010 Jazzwerkstatt

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

My, Polacy mamy kłopot z muzyką Komedy. Z jednej strony jest ona dla nas przepustką do świata wielkiej kultury; z drugiej, i to wcale nierzadko, po prostu mamy ją gdzieś i tak naprawdę liczy się jej potencjał finansowy.
W roku Komedy to się pewnie nie zmieni, ale jest nadzieja, że jubileusz 80. rocznicy urodzin jazzowego wieszcza przyniesie choć kilka albumów godnych uwagi.
Jeden już jest i to autorstwa muzyka, po którym trudno się było tego spodziewać. Adam Pierończyk do tej pory tak bezpośrednich hołdów nie składał; stąd pierwsze zaskoczenie. Kolejne tkwi w składzie i nie dlatego, że międzynarodowy, że Gary Thomas gra na saksofonach, a Anthony Cox na kontrabasie, ale że Komeda Pierończyka pokazuje się bez towarzystwa fortepianu, w miejsce którego zjawiła się gitara. Obiektywnie taki zabieg nie jest ani dobry, ani zły. Dobre jest natomiast, że muzyka, także dzięki świetnej grze gitarzysty Nelsona Verasa, nabiera ciekawego kontekstu brzmieniowego.
„The Innocent Sorcerer” to głos w dyskusji o muzyce Komedy, propozycja innego jej ujęcia. Pomysł na pokazanie, jak może funkcjonować w obszarze odmiennej wrażliwości. W końcu też – jak zachować tożsamość w blasku historii.
Adamowi należą się za tę płytę brawa.

Autor: Maciej Karłowski
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Bergonzi Kochan Lemańczyk - Three Points Shot

92-93 02 2011 bergoniKochanLemanczyk

2010 Intuition
Dystrybucja: Multikulti

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Jerry Bergonzi – mistrz świata w dziedzinie gry na saksofonie. Umie więcej od najsłynniejszych, prawdziwy ekspert. I, jak to bywa z tej rangi specjalistami, pozostaje skromny i szerzej nieznany. Sytuacja tyleż typowa, co irytująca.
Razem z Jackiem Kochanem – dobrze znanym czytelnikom „HFiM” perkusistą – i Piotrem Lemańczykiem (kontrabas) stworzył swoje europejskie trio. Powinniśmy się z tego cieszyć, bo zapewne nadarzy się okazja, by posłuchać ich na żywo.
Nie wiem, co napisać o tym projekcie. Nie wyważa drzwi, nie jest awangardowy ani efekciarski. Nie jest też dziełem programowym. Brakuje śladów Chopina, Komedy i Davisa. Co gorsza, gościnnie nie występuje tu ani Smolik, ani Stańko, ani Peszek. Z perspektywy polskiego rynku nie ma więc o czym pisać.
Jest tu tylko wytrawny jazz na trio bez fortepianu. Taki nowoczesny, bez mitologii, zagrany stanowczo, ciekawie, z ogromną ilością bajecznych detali wynikających po prostu z doskonałej dyspozycji wykonawców i faktu, że granie sprawia im przyjemność.
Słuchaczom też niewątpliwie sprawi podobną przyjemność, ale najpierw trzeba po płytę sięgnąć, pozwolić jej wybrzmieć i skupić się nie tylko na tematach, ale także na tym, co się dzieje wewnątrz każdego utworu.

Autor: Maciej Karłowski
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF