HFM

artykulylista3

 

Grzegorz Karnas - Karnas

84-86 12 2011 grzegorzKarnas

Helvhetia 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

O ile w Polsce nie brakuje świetnych pianistów jazzowych, o tyle z wokalistami jest kłopot. Na tle tej niewielkiej grupy zdecydowanie wyróżnia się Grzegorz Karnas; jego osobowość, bezkompromisowa postawa i oryginalny styl deklasują konkurencję.
Na płycie „Karnas” znalazły się utwory lidera, wykonawców polskich (Dezerter, Dżem) i zagranicznych (The Police, Laurie Anderson, Joni Mitchell). Nie jest to przypadkowa składanka – wymienieni artyści ukształtowali Karnasa jako muzyka i są dla niego istotni także pod względem emocjonalnym.
Całość, utrzymana w klimatach jazzowo-bluesowo-popowych i eksperymentalnych, jest efektem przemyślanych przetworzeń oryginałów, czego efektem jest intrygujący muzycznie materiał o wysokich walorach artystycznych i wyjątkowym brzmieniu. Karnas stosuje rozległy katalog środków wokalnych – od czystej kantyleny, poprzez scat, efekty quasi-perkusyjne, melorecytacje i „nakładki”. Jest też świetnym aranżerem. Współtwórcami albumu są członkowie sekcji: Michał Jaros, Michał Tokaj i Sebastian Frankiewcz. Specjalną rolę improwizatora i kolorysty pełni wiolonczelista Adam Oleś.
Album wymyka się prostym kategoryzacjom. Granice między jazzem, bluesem, rockiem i eksperymentem są bardzo płynne. Muzyka brzmi klarownie i przestrzenie, co jest zasługą wirtuoza masteringu Tadeusza Mieczkowskiego. Album ukazał się na CD, teraz czekamy na jego wersję winylową.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Gregg Allman - Low Country Blues

84-86 12 2011 gregAllman

Universal 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Gregg Allman, legenda rocka, bluesa i country, założyciel słynnej formacji The Allman Brothers Band, mimo ostrych zakrętów życiowych i zdrowotnych, wciąż pozostaje w doskonałej formie wokalnej. Od niemal 40 lat kontynuuje karierę solową, a najnowsza płyta „Low Country Blues” należy do najlepszych w całej jego dyskografii.
Album, poza dwoma wyjątkami, wypełniają standardy bluesowe, tematy m.in. takich gigantów, jak B.B. King, Otis Rush czy Muddy Waters. Soliście towarzyszy podstawowy zespół (gitara, fortepian, kontrabas, perkusja), rozszerzany czasami o dodatkowe instrumenty lub sekcję dętą. Sam lider gra na gitarze i Hammondzie B3.
Muzyka brzmi stylowo i dynamicznie. Wykonawcy to mistrzowie w swoim fachu. Ważną rolę odgrywają aranże, które w dużej mierze współtworzą klimat całości. Jednak osobą szczególną jest tutaj sam lider. Jego głos, pełen ekspresji i prawdziwie bluesowych emocji (m.in. „Just Another Rider”) robi spore wrażenie.
Album Allmana to mieszanka country i bluesa z lekką przewagą tego pierwszego. Utwór „Please Accept My Love” nie powinien więc nikogo zaskoczyć. Ważną cechą muzyki jest optymizm, który słychać szczególnie w wokalu lidera. Gregg Allman i jego ludzie potwierdzili nie tylko swą klasę, ale też pokazali, że blues to wciąż żywy gatunek o ogromnym potencjale.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Herb Alpert & Lani Hall - I Fell You

84-86 12 2011 herbAlpert

Concord 2011

Interpretacja: k3
Realizacja: k3

Herb Alpert – trębacz, kompozytor, aranżer, lider (także malarz) kojarzy się głównie z muzyką lat 60. i 70., kiedy to prowadził słynną Tijuana Brass Band, a potem rozwijał karierę solową. Dziś jego gwiazda przybladła, zatem dobrze się stało, że się przypominał słuchaczom.
Na płycie znalazły się znane tematy (autorstwa Van Morrisona, Gilberta Becaud, George’a Harrisona, Johna Lennona, Badena Powella), pochodzące z czasów świetności trębacza. Całość jest mieszanką smooth jazzu, muzyki ethnic i popu. Partie wokalne wykonuje Lani Hall (prywatnie żona Alperta), która śpiewa matowym, nieco „zmęczonym” głosem o „rozkołysanej” intonacji; szkoda, że realizatorzy nie poprawili dynamiki najniższego rejestru wokalistki.
Wszystkie utwory to duety Alperta i Hall. Oboje działają w pełnej symbiozie – Lani śpiewa piosenki, a Herb wykorzystuje każdą wolną przestrzeń, by wstrzelić się tam ze swoją solówką lub kontrapunktuje linię melodyczną. Po kolejnym utworze zasada ta staje się już manierą, zwłaszcza że wokalistka nie zaskakuje pomysłami, a Alpert gra schematycznie. Muzyka aż się prosi o odrobinę przestrzeni. Zabrakło też pomysłu na formę – po odśpiewaniu zwrotek ozdobionych trąbką utwór zostaje wyciszony. Szkoda, że nie dano pograć sekcji rytmicznej, która brzmi całkiem przyzwoicie.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Torun Eriksen - Passage

84-86 12 2011 torunEriksen

Jazzland 2010

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

To już trzecia płyta młodej norweskiej wokalistki, kompozytorki i autorki tekstów Torun Eriksen, nagrana dla wytwórni Jazzland (wcześniej ukazały się tam jej albumy „Glittercard” oraz „Preyers & Observations”). Mimo skromnego dorobku, Torun Eriksen jest już artystką w pełni ukształtowaną, zarówno jeśli chodzi o warsztat wokalny czy styl kompozytorski, jak i gatunek muzyki.
Choć jej album został uznany za jazzowy (bywa porównywana z Joni Mitchell), to tak naprawdę mamy tu raczej ambitny, balladowy pop z nikłymi śladami jazzu (harmonia), country i bluesa. Wszystkie utwory i teksty są dziełem liderki, zaś aranżacji (bardzo oszczędnych) dokonał gitarzysta Kjetil Dalland; jego rola w zespole Torun jest szczególnie eksponowana. Zdecydowanie najpiękniejszy i najbardziej wyrafinowany utwór albumu (linia melodyczna, smakowite modulacje, aranż) to ballada „Passage From The Past”. Pozostałe kompozycje, jakkolwiek interesujące, nie są w stanie przebić tego prawdziwego hitu.
Eriksen śpiewa ciepłym, nieco eterycznym głosem o łagodnej barwie i wyrównanej dynamice. Porusza się głównie w swoim naturalnym, środkowym, rejestrze; gdy melodia wspina się nieco w górę, w jej wokalu pojawia się delikatne wibrato. Warto wsłuchać się w album „Passage”, który, poza pięknym głosem Torun, prezentuje niebanalne utwory zupełnie pozbawione komercyjnej sztampy.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Paul Motian - The Windmills of Your Mind

84-86 12 2011 paulMotian

Winter & Winter 2011
Dystrybucja: GiGi

Interpretacja: k3
Realizacja: k5

Uwielbiam płyty Paula Motiana. To nie tylko jeden z najoryginalniejszych perkusistów i prawdziwy poeta zestawu perkusyjnego, ale także wrażliwy, empatyczny lider i znakomity kompozytor. Często współpracuje z równie niecodziennym gitarzystą − Billem Frisellem. Kiedy obaj firmują jakieś nagrania, to należy się spodziewać, że będą co najmniej bardzo dobre, a często – genialne. Basista Thomas Morgan jest mniej znany, ale i jego kompetencje nie budzą wątpliwości. Kiedy jednak zobaczyłem na okładce nazwisko Petry Haden, opadły mnie złe przeczucia. Okazało się, że nie bez powodu. Córka słynnego basisty Charlie Hadena dysponuje dość przeciętnymi możliwościami głosowymi. W dodatku wyśpiewuje wyświechtane standardy, które znamy z dziesiątków lepszych wykonań.
Reszta towarzystwa dostosowała się do nieco smęcących interpretacji pani Haden i wyszła płyta kołysankowa, działająca lekko nasennie. Większość repertuaru to wspomniane standardy, ale jest też kilka kompozycji Motiana. Zagrane w trio, stanowią najpiękniejsze fragmenty albumu. To dla nich, a także dla oryginalnej okładki (jak to w firmie Winter & Winter) i znakomitej, klarownej realizacji, warto mieć tę płytę. Nie przeszkadza jej stonowany, liryczny charakter, bo to czysta poezja.
Rzecz dla fanów Motiana i Frisella. Innym radzę sięgnąć raczej po wcześniejsze nagrania tych mistrzów.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Offpiste Gurus - Offpiste Gurus

84-86 12 2011 offpisteGurus

Stunt Records 2010
Dystrybucja: Multikulti

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Punk rock w jazzowym wydaniu. Tak najkrócej można scharakteryzować pierwsze dwa nagrania zespołu Offpiste Gurus. Może nie wywołują salw zachwytu, ale stanowią zapowiedź czegoś interesującego.
Na czele grupy stoi duet. On – Frederik Lundin – gra na saksofonie; ona – Trinelise Vaering – śpiewa. Oboje napisali i wykonali wszystkie utwory.
Po dwóch pierwszych dynamicznych kawałkach tempo zwalnia i odzywa się melancholijna, choć czasem również zadziorna nuta. Vaering śpiewa, że chciałaby napisać wściekłą piosenkę bez rymów. Potem słychać więcej jazzu, a saksofon Lundina gra unisono z głosem wokalistki.
Pojawiają się echa innych stylów, bo muzycy lubią też country, roots i trip hop, a do swoich ulubionych artystów zaliczają Toma Waitsa, Rickie Lee Jones i Portishead. Towarzystwo rzeczywiście różnorodne. Mieszankę stylów słychać w niejednym utworze na płycie, ale wykonawcy panują nad całością. Mimo że czerpią natchnienie z rozmaitych źródeł, stworzyli własną wypowiedź, utrzymaną w jednorodnej konwencji. I za to należą im się brawa.
Poza tym grają dobrze. Zadbali o intrygujące aranże i wpadające w ucho teksty: „Chciałabym ukraść kosztowny przedmiot, który nie ma ceny. Bo mnie nie kochasz i koniec. Zmień temat”. Czy nie ładne?

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF