HFM

artykulylista3

 

Ida Sand - The Gospel Truth

93 10 2011 idaSand

ACT 2011
Dystrybucja: GiGi

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Ida Sand to szwedzka wokalistka, która sporo zawdzięcza puzoniście Nilsowi Landgrenowi. To właśnie w ramach jego zespołu Funk Unit stawiała pierwsze kroki na profesjonalnej scenie. Landgren patronował także jej debiutowi „Meet Me Around Midnight”. Nie mogło go więc zabraknąć na najnowszym albumie „The Gospel Truth”. A wspiera tu Idę prawdziwy dream team, z pianistą Joe Sample’em i perkusistą Steve’em Gaddem na czele.
Ida Sand wyróżnia się na tle licznych skandynawskich wokalistek jazzowych. Ma mocny głos o nieco czarnej barwie, który predestynuje ją do muzyki przepełnionej soulem i bluesem. Taka też jest większość utworów śpiewanych przez Szwedkę. Nie wynika to jednak z ich charakteru, bo oprócz kompozycji jej ulubionego Stevie Wondera czy „Ain’t No Sunshine” Billa Whitersa mamy tu np. „Like a Prayer” Madonny. Po prostu, wszystko, za co Sand się zabierze, nabiera bluesowo-soulowego posmaku.
Warto zwrócić uwagę na grę zespołu towarzyszącego, bo także dzięki niemu nagranie brzmi jak jakaś zagubiona płyta wytwórni Motown z lat 70. Audiofile lubiący tamte brzmienia będą szczęśliwi, mogąc przepuścić przez swoje zestawy tak znakomicie zrealizowaną muzykę. Nie jest to w tym stylu rzecz często spotykana.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 10/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Julia Hülsmann Trio - Imprint

93 10 2011 juliaHulsmannTrio

ECM 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

„Imprint” jest drugą płytą tria berlińskiej pianistki Julii Hülsmann, nagraną dla ECM-u. Wyciszone brzmienie, impresyjny charakter, swobodna, acz skondensowana forma pasują do założeń estetyki tej renomowanej firmy i stylu określanego mianem jazzu europejskiego. W repertuarze albumu znalazły się utwory liderki oraz członków sekcji: basisty Marka Muellbauera i perkusisty Heinricha Köbberlinga. Jest to więc dzieło wspólne, choć chwilami wydaje się, jakby utwory zostały napisane tą samą ręką (co jest plusem płyty). Album ma przemyślaną dramaturgię; eteryczny początek, punkt zwrotny i dynamiczny finał. Najbardziej śpiewnym tematem jest „Storm In A Teacup” Köbberlinga, grany unisono przez fortepian i kontrabas, a przypominający nieco klimaty Pata Metheny. Jeśli miałbym wskazać jakiś szczególny utwór Hülsmann, to byłby nim z pewnością „(Go And Open) The Door”, z charakterystycznym powtarzanym motywem wspartym prostą harmonią.
Trio brzmi jak jeden organizm, choć fortepian liderki wyraźnie dominuje. Hülsmann, jak większość pianistek jazzowych, nie stawia na wirtuozerię. Unika skrajnych emocji. Operuje dźwiękiem oszczędnie. Lubi detal, barwę i przestrzeń. Jej styl nosi znamiona pewnej oryginalności, choć pobrzmiewają w nim echa muzyki Jarretta i Mehldaua. Dobry, relaksowy album.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 10/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Thomas Maintz - This Is The Color...

84-86 12 2011 thomasMaintz

Beach Farm 2010
Dystrybucja: Multikulti

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

„This Is The Color...” to debiutancki album duńskiego gitarzysty Thomasa Maintza, nagrany w towarzystwie śmietanki jazzowego środowiska z Danii. A wiadomo, że kraj Andersena słynie ze znakomitych jazzmanów. Mamy tu obdarzonego cudownym, aksamitnym tonem saksofonistę Jespera Lovdala i grającą bardzo melodycznie, a przy tym solidną rytmicznie sekcję Thomas Fonnesbaek (kontrabas) i Morten Lund (perkusja).
Dlaczego tacy muzycy zdecydowali się wesprzeć debiutanta? Głównie dla jego gry. Gitara w rękach Maintza staje się plastycznym, wielobarwnym instrumentem, który nie tylko znakomicie dialoguje z saksofonem (to rzadkość; najczęściej gitarzyści wykazują tendencję do dominowania), jak i tworzy subtelne, malowane delikatnymi odcieniami tło.
„Malowanie” to zresztą słowo-klucz do tej płyty. Muzyka jest inspirowana wielkimi malarzami (Joan Miro, Pablo Picasso i inni), a słuchając jej doświadczamy malarskiej, lekko zamglonej aury, towarzyszącej muzyce. Jest w niej coś odrealnionego, nie z tego świata. Coś, co pozwala zatopić się w tych dźwiękach.
„This Is The Color...” został nominowany do nagrody Płyty Roku w Danii – ewenement w przypadku nagrania debiutanta. Po wysłuchaniu albumu ten wybór staje się oczywisty.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Wesseltoft/Schwarz - Duo

84-86 12 2011 Wesseltoft

Jazzland 2011

Interpretacja: k2
Realizacja: k3

Gdyby ktoś mnie zapytał, czy Bugge Wesseltoft jest dobrym pianistą, miałbym problem z udzieleniem jednoznacznej odpowiedzi. Jego umiejętności wyraźnie odstają od wyśrubowanego poziomu światowej czołówki, natomiast ceni się go jako indywidualistę, twórcę własnego stylu, który nazwał „new conception of jazz”.
Główna idea płyty „Duo” polega na zestawieniu akustycznego fortepianu z elektroniką kreowaną przez doświadczonego didżeja. Sam pomysł ciekawy, realizacja – mniej.
Utwory są do siebie podobne, mało wyraziste, jednostajne. Muzyka nie zmierza do konkretnego celu. Zaczyna się, zanika, eksponuje jakiś motyw, po czym szybko go porzuca. Wykonawcy zachowują się jak dzieci znudzone układaniem tych samych klocków. Spodziewałem się, że już samo zestawienie „skrajnych” brzmień spowoduje jakieś ciekawe napięcia. Niestety, Wesseltoft porusza się w zwietrzałej stylistyce jarrettowskiej (biegniki, ornamentyka, charakterystyczne przednutki, „stojąca” harmonia), zaś Schwarz próbuje – zbyt, jak dla mnie, nieśmiało – nadać muzyce puls i kolor.
Pamiętajmy jednak, że owa beznapięciowość, przelewanie się dźwięków i brak jasnych ram formalnych to charakterystyczne cechy „new conception”, nu jazzu i ich klonów. Album może więc przypaść do gustu tym, którzy nie lubią się angażować w dźwiękową narrację i wolą, gdy muzyka po prostu płynie.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Philip Catherine - Oscar

84-86 12 2011 philipCatherine

Igloo 2011
Dystrybucja: www.igloorecords.be

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Niedawno odwiedziłem Belgię. To bardzo ciekawa część Europy, pełna serdecznych ludzi, pięknych miast i najlepszego na świecie piwa. Można tam znaleźć także dziesiątki znakomitych muzyków. To zresztą refleksja, jaka towarzyszy mi stale w czasie wędrówek po naszym kontynencie – znacznie więcej wiemy na temat jazzmanów amerykańskich niż o tych ze scen leżących praktycznie tuż za miedzą.
Philip Catherine to gitarzysta trochę już w Polsce rozpoznany. Kilkakrotnie odwiedzał nasz kraj, ponoć nawet spędzał upojne chwile w salonach państwa Potockich. Ten muzyk to najwyższa światowa półka. Równie konkretny i skupiony co Jim Hall i eteryczny, słodki jak Pat Metheny – bez kopiowania żadnego z nich. Ma własny głos, równie hipnotyzujący jak u największych amerykańskich herosów jazzowej gitary.
Najlepszym tego dowodem jest niedawno wznowiony przez belgijską wytwórnię Igloo album „Oscar”, na którym towarzyszą mu Hein Van de Gein na kontrabasie, Dre Pallemaerts na perkusji i okazjonalnie Kevin Mulligan na klawiszach. W jednym utworze usłyszymy też słynnych gości – Joego Lovano na saksofonie i Triloka Gurtu na perkusjonaliach.
To porcja pełnokrwistego, melodyjnego, ale także – gdy trzeba – zadziornego jazzu, granego przez świadomego i oryginalnego artystę.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Grzegorz Karnas - Karnas

84-86 12 2011 grzegorzKarnas

Helvhetia 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

O ile w Polsce nie brakuje świetnych pianistów jazzowych, o tyle z wokalistami jest kłopot. Na tle tej niewielkiej grupy zdecydowanie wyróżnia się Grzegorz Karnas; jego osobowość, bezkompromisowa postawa i oryginalny styl deklasują konkurencję.
Na płycie „Karnas” znalazły się utwory lidera, wykonawców polskich (Dezerter, Dżem) i zagranicznych (The Police, Laurie Anderson, Joni Mitchell). Nie jest to przypadkowa składanka – wymienieni artyści ukształtowali Karnasa jako muzyka i są dla niego istotni także pod względem emocjonalnym.
Całość, utrzymana w klimatach jazzowo-bluesowo-popowych i eksperymentalnych, jest efektem przemyślanych przetworzeń oryginałów, czego efektem jest intrygujący muzycznie materiał o wysokich walorach artystycznych i wyjątkowym brzmieniu. Karnas stosuje rozległy katalog środków wokalnych – od czystej kantyleny, poprzez scat, efekty quasi-perkusyjne, melorecytacje i „nakładki”. Jest też świetnym aranżerem. Współtwórcami albumu są członkowie sekcji: Michał Jaros, Michał Tokaj i Sebastian Frankiewcz. Specjalną rolę improwizatora i kolorysty pełni wiolonczelista Adam Oleś.
Album wymyka się prostym kategoryzacjom. Granice między jazzem, bluesem, rockiem i eksperymentem są bardzo płynne. Muzyka brzmi klarownie i przestrzenie, co jest zasługą wirtuoza masteringu Tadeusza Mieczkowskiego. Album ukazał się na CD, teraz czekamy na jego wersję winylową.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF