HFM

artykulylista3

 

Makoto Ozone - Live & Let Live – Love For Japan

j MakotoOzone LiveLetLive-LoveForJapan

Verve 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Projekt „Live & Let Live” powstał z inicjatywy japońskiego pianisty Makoto Ozone. Zyski ze sprzedaży albumu mają być przeznaczone na pomoc mieszkańcom obszarów zniszczonych przez tsunami w 2011 roku.
Do nagrań lider zaprosił kilku topowych artystów jazzu, m.in. Chicka Coreę, Gary Burtona, Randy Breckera, Paquita D’Riveirę. Cieszy, że w tym doborowym towarzystwie znalazła się też nasza wokalistka Anna Maria Jopek, z którą Ozone już wcześniej nagrywał („Chopin Road”) i koncertował.
Płyta zawiera tematy autorstwa wymienionych muzyków, standardy, solowe improwizacje lidera oraz jazzową wersję Adagia z koncertu klarnetowego A-dur Mozarta, wykonaną przez D’Riveirę, Ozone’a i sekcję smyczków. To niewątpliwie najbardziej dowcipny i optymistyczny utwór całego albumu. Inną kompozycją, przykuwającą uwagę od pierwszych taktów, jest świetnie napisany i popisowo zagrany „Variations On Dance” – uroczy duet Ozone’a i wirtuoza ukulele – Jake Shimabukuro. Nieźle wypadły kawałki postbopowe („Goldaze”, „There Is No Greater Love”), rozczarowała natomiast koturnowa wersja „Summertime”, zaśpiewana przez Gayle Moran.
Utwory zostały nagrane w różnych składach, a łączy je dobrze rozpoznawalny fortepian lidera. Rozległy repertuar i zróżnicowany styl gry zaproszonych artystów nie osłabiły albumu jako całości. Słucha się go z prawdziwą przyjemnością.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Adam Bałdych - Magical Theatre

j AdamBaldych MagicalTheatre

Elite Records 2011

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Adam Bałdych, młody polski skrzypek, idzie w ślady naszych wielkich wiolinistów jazzowych – Zbigniewa Seiferta i Michała Urbaniaka. Aktualnie mieszka i występuje w Nowym Jorku, a jego album „Magical Theatre” zbiera pochlebne recenzje.
Płyta Bałdycha to barwna mieszanka odmian jazzu (fusion, mainstreamu, smooth), ethnicu, rocka, klasyki oraz melodyjnych tematów i solówek. Łatwo tu znaleźć tropy wskazujące inspiracje lidera – m.in. muzykę Jean-Luca Ponty, Urbaniaka czy Mahavishnu Orchestra. Te nawiązania, mniej lub bardziej dosłowne, powodują, że „Magical Theatre” brzmi cokolwiek wtórnie. Bałdych chętniej odnosi się do tradycji (lata 60. i 70.) niż do tego, co w muzyce dzieje się dziś. Zachowawcza postawa wykonawców może nieco zaskakiwać, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę ich młody wiek i muzyczne preferencje niektórych członków zespołu, np. basisty Piotra Żaczka.
Bałdych wypada chyba lepiej w roli skrzypka niż kompozytora. Jego gra jest dojrzała, pozbawiona pustej wirtuozerii, zniuansowana kolorystycznie i intonacyjnie. W repertuarze wyróżnia się „Princess Ballet Room”, z Joshem Lawrencem w roli głównej. Szkoda, że solówkę trębacza zdominowały mainstreamowe klisze. Ciekawie zabrzmiał też quasi-impresjonistyczny „Breaking Point”.
Warto posłuchać, choć spodziewałem się czegoś bardziej niepokornego.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Stacey Kent - Dreamer in concert

j StaceyKent DreamerInConcert

EMI 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

„Dreamer in Concert” jest pierwszym albumem live Stacey Kent. Materiał zarejestrowano w czasie jej koncertu w Paryżu w maju 2011. Premiera płyty odbyła się w październiku tego samego roku.
W repertuarze znalazły się kompozycje znane fanom Stacey (standardy, piosenki francuskie) oraz nowe utwory, m.in. „Dreamer” Antonia Carlosa Jobima oraz „Postcards Lovers” i „O Comboio” (mój faworyt), napisane przez saksofonistę Jima Timlinsona – muzycznego i życiowego partnera wokalistki.
O Stacey mawia się, że śpiewa tak, by nie przeszkadzać odbiorcy w wykonywaniu codziennych czynności. Ta zabawna ocena pasuje także do jej najnowszej płyty. Muzyka płynie lekko, dyskretnie, nie absorbując zbytnio słuchacza. Czysty i ciepły głos Stacey sprawdza się dobrze w balladach, sambach i utworach o szybszym tempie. Środki wokalne artystki są dość skromne, jednak charakterystyczna barwa jej głosu, swing, delikatne wibrato oraz pojawiające się czasem blue notes wystarczają do przekazania treści muzycznych i emocjonalnych. Chwilami może tylko przeszkadzać pewna „amerykańska” (nosowa) maniera, zapożyczona od piosenkarek country.
Stacey Kent towarzyszy zespół, z saksofonem, fortepianem i sekcją rytmiczną; niezły poziom gry muzyków i jazzowe solówki Tomlinsona dodatkowo podnoszą atrakcyjność albumu.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Bill Carrothers Trio - A Night at the Village Vanguard

j BillCarrothersTrio ANightAtTheVillageVanguard

Pirouet Records 2011
Dystrybucja: GiGi

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Fortepianowe granie w stylu Billa Evansa to najkrótsza recenzja tego koncertowego albumu. Podobne klimaty, zbliżona melancholijna tonacja, a nawet coś w samym brzmieniu sprawia, że gdy słuchamy Carrothersa, przypominają się nagrania jego słynnego imiennika.
A skoro mowa o podobieństwach, to trzeba pamiętać, że najsłynniejsze koncertowe sesje Evansa odbyły się właśnie w The Village Vanguard (1961). Nie dziwi więc, że często kojarzony z jego stylem Carrothers wybrał to samo miejsce, aby nagrać w 2009 roku dwa koncertowe kompakty dla audiofilskiej wytwórni Pirouet. W ubiegłym roku specjaliści od dźwięku z tej monachijskiej firmy wykonali mastering i teraz, dzięki świetnej realizacji, możemy się poczuć prawie jak na widowni.
Znanych kawałków nie brakuje. Od „Let’s Get Lost”, przez „Time”, na „Days of Wine and Roses” kończąc. Carrothers nie ograniczył repertuaru do standardów. Obok jazzowych hitów znalazły się jego własne kompozycje, na przykład utwór „Snowbound”, grany głównie solo, z cytatem z „Dla Elizy”. Dopiero w jego drugiej części pojawia się sekcja. Poza tym mnóstwo innych atrakcji. W sumie aż 140 minut wciągającej muzyki.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Quintophoniq

j 72 06 2012 Quintiphoniq

Q4Q records 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

„Quintophoniq” to nietuzinkowy projekt zrealizowany przez jazzmanów i muzyków klasycznych: Krzesimira Dębskiego, Leszka i Piotra Kułakowskich, Jacka Pelca, skrzypaczkę Magdalenę Korpysz oraz Tomasza Gołębiewskiego – koncertmistrza Filharmonii Łódzkiej, a zarazem pomysłodawcę przedsięwzięcia. Na płycie znalazły się utwory polskich muzyków jazzowych (m.in. Urbaniaka, Dębskiego, Herdzina), które zarejestrowano na żywo w trakcie Komeda Jazz Festival 2010.
Uwagę zwracają: nietypowy skład z trójką skrzypków, ciekawe kompozycje i bogate aranże. W zróżnicowanym repertuarze przenikają się elementy klasyki, mainstreamowego jazzu, fusion, a nawet rapu. Zatem każdy znajdzie tu coś dla siebie. Tym, którzy lubią muzykę dynamiczną, na pewno spodoba się „UrbTime”. Miłośnicy ballady odpłyną przy „Sounds from Serengeti”. Mnie najbardziej przypadł do gustu „Mister Q” Leszka Kułakowskiego – świetnie napisany, eksplodujący witalnością i humorem.
Jednak nie wszystkie numery prezentują się tak okazale. Tam, gdzie muzyka została puszczona na żywioł, pojawiają się pewne mankamenty natury interpretacyjnej. Tu i ówdzie słychać problemy z intonacją (skrzypkowie), czasem szwankuje synchronizacja rytmiczna. Także niektóre improwizacje mogłyby być bardziej finezyjne, zważywszy na doborowy skład zespołu. Ten ciekawy projekt na pewno zyskałby, gdyby nagrano go w warunkach studyjnych.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 6/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Christoph Titz - Here and Now

j 72 06 2012 christophTitz

Maroty Music 2012

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Jeśli ktoś szuka nastrojowych kawałków z trąbką w roli głównej i natknie się na album Christopha Titza, może zaprzestać dalszych poszukiwań – to będzie ta płyta.
Mieszkający w Berlinie Christoph Titz est dobrze znany w Polsce. Występował u i z własnym zespołem, i z muzykami naszej sceny jazzowej. Nagrał trzy autorkie albumy; najnowszy „Here and Now” est zarazem pierwszym, wydanym przez ego własną firmę Maroty Music.
Titz to artysta wszechstronny, który czuje się swobodnie w jazzie akustycznym, klimatach spod znaku pop-fusion, a nawet smooth. Na „Here and Now” połączył te style, by stworzyć coś bardzo osobistego. Generalnie jest to album balladowy. Nostalgiczne tematy utrzymane w wolnych lub umiarkowanych tempach, piękne brzmienia trąbki (w którym słychać echa Milesa), flugelhornu i smyczków – to wszystko dostarcza odbiorcy wielu miłych doznań.
Na płycie znalazły się wyłącznie kompozycje Titza, nie licząc polskiej melodii „Bajka Iskierki”. Utwory są zwarte. Składają się w zasadzie z tematu – podawanego zawsze przez lidera – i jego improwizacji. Bardzo ważną rolę pełnią aranże, z partiami altówki i wiolonczeli (nagranymi metodą nakładek), które podkreślają warstwę harmoniczną utworów.
Udział pozostałych muzyków jest skromny, tworzą oni raczej tło dla instrumentów Christopha. Polecam cały repertuar płyty, ale szczególnie „Your Things”.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 6/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF