HFM

artykulylista3

 

Krzysztof Herdzin - Looking For Balance

72 03 2012 krzysztofHerdzin

Universal Music Polska 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Krzysztof Herdzin to prawdziwy człowiek renesansu – komponuje, aranżuje, dyryguje, gra na fortepianie, ćwiczy na instrumentach dętych, produkuje nagrania popowych gwiazdek; ponoć w tych ostatnich sam dogrywa chórki. Chciałoby się powiedzieć, że jeszcze tańczy i stepuje... ale żarty na bok. Wszystko, czego Herdzin się podejmuje, robi w pełni profesjonalnie. Nie ma tu żadnej fuszerki; to fachowiec, jakich mało.
Pod koniec ubiegłego roku wydał dwie płyty. Druga z nich „Looking For Balance” umila mi dzisiejsze popołudnie. Nie bez kozery piszę „umila” – bo to muzyka, która poprawia nastrój. Znakomicie skomponowana, zaaranżowana, wykorzystująca patenty muzyki filmowej, klasycznej, jazz-rocka, a wreszcie delikatną folkową aurę – stanowi tło odpoczynku po ciężkiej pracy. Wszystko się tu zgadza – melodie, ich oprawa, wykonanie (czołówka polskich muzyków jazzowych: Piotr Baron, Marek Napiórkowski, Cezary Konrad, Robert Kubiszyn, orkiestra Sinfonia Viva i zagraniczny gość – harmonijkarz Gregoire Maret).
Że nie ma zakręconych improwizacji? A czy zawsze muszą być? Czy bez nich nie ma dobrej muzyki? Takiej, która niesie radość i dobry nastrój? Ta autorstwa Krzysztofa Herdzina taką jest i basta! I nie dajcie sobie wmówić, że Wam się nie podoba, skoro się podoba.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 3/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Theo Bleckmann - Hello Earth!

j theoBleckmann 04 2012

Winter & Winter 2011
Dystrybucja: GiGi

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Theo Bleckmanna trudno zaklasyfikować. Zwykle ląduje w szufladce „jazz” – głównie dlatego, że nagrywa dla jazzowych wytwórni z utożsamianymi z jazzem muzykami i ma dosyć otwarty stosunek do wykonywanych utworów. Niemiecki wokalista, spec od elektronikaliów i pianista, nijak się jednak nie mieści w najszerzej nawet rozumianym idiomie jazzowym.
Najlepszym tego potwierdzeniem jest album „Hello Earth!”, będący ni mniej, ni więcej tylko zbiorem interpretacji piosenek Kate Bush. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież nie są to zwykłe popowe piosenki, a i jazz jest sobie w stanie przyswoić niemal każdą muzykę. Racja, tyle że akurat jazzu jest tutaj najmniej.
Czy to źle? Absolutnie nie! Piosenki Bush to małe arcydziełka, łączące baśniowy klimat z przebojowością. Bleckmann przearanżował je gruntownie wraz z doborowym towarzystwem m.in. basisty Skuli Sverissona, perkusisty Johna Hollenbecka i klawiszowca Henry’ego Heya. Zrobił to niezwykle inteligentnie, każdy z utworów traktując inaczej. Dzięki temu nabrały nowego charakteru, nie tracąc jednocześnie piosenkowego uroku. Brawo Theo!

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Amina Alaoui - Arco Iris

j AminaAlaoui 04 2012

ECM 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

ECM promuje nie tylko ambitny jazz, ale też projekty wielokulturowe, łączące muzykę różnych zakątków świata i dziedzictwo Zachodu. W ten nurt dobrze się wpisuje najnowszy album Aminy Alaoui.
Ta intrygująca wokalistka i kompozytorka urodziła się w Maroku. Uczyła się tradycyjnej muzyki regionu, studiowała klasyczny fortepian i filologię. Pracując nad „Arco Iris”, oparła się m.in. na pismach św. Teresy z Avila i XI-wiecznego władcy Sewilli Al-Mu’tamida Ibn Abbada oraz wierszach Ibrahima Ibn Khafaja (1058-1139). Teksty te najpierw samodzielnie opracowała, a później wzbogaciła dźwiękiem.
W swych kompozycjach Amina nawiązuje do dawnej muzyki Andaluzji z jej wpływami arabskimi. Wprowadza skale orientalne, improwizowane intra i sola instrumentalne, kunsztowną ornamentykę, dialogowanie między głosem a zespołem.
Drugi wątek repertuaru stanowią pieśni fado i flamenco – muzyka bliższa współczesności, oparta na prostych formach i harmonii dur-moll.
Głos Aminy jest zjawiskowy. Czyste, nasycone brzmienie i egzotyczna aura zniewalają słuchacza. Uwagę zwracają subtelne ozdobniki, melizmaty i niuanse intonacyjne. Wokalistce towarzyszą wybitni instrumentaliści: skrzypek Saifallah Ben Abderrazak, wirtuoz oudu Sofiane Negra, gitarzysta flamenco Jose Luis Montón, mandolinista Eduardo Miranda oraz syn wokalistki, perkusjonista i gitarzysta Idriss Agnel.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Keith Jarrett - Rio

j keithJarret 04 2012

ECM 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Od pierwszego solowego albumu Keitha Jarretta „Facing You” minęło 40 lat! Wydany w 1975 roku „The Koln Concert” stał się wielkim przebojem wydawniczym i, obok „Kind of Blue” Davisa, najbardziej rozpoznawalną płytą w historii jazzu. Nie jest to najlepszy album Jarretta – obok fragmentów genialnych zdarzają się tam mielizny, okresy, gdy brakuje mu inwencji improwizatorskiej.
W późniejszych latach Jarrett dopracował koncepcję solowych recitali. Nabrał doświadczenia. Zaczął unikać mielizn, ale nie powtórzył sukcesu kolońskiego już nigdy.
Czy powtórzy teraz? Wątpię, chociaż „Rio” to znakomity album. Przeplatają się w nim gatunki – od pianistycznego ekspresjonizmu, przez całotonowe impresjonistyczne skale, po... stylizowany ragtime. Szeroki jest wachlarz i nastrojów – od dynamicznej gorączki nowojorskiej ulicy, przez rozmarzenie letniego popołudnia, melancholię samotnego wieczoru, po atmosferę zagrożenia.
Słychać wyraźnie, że pianista doskonale wie, co i jak chce wyrazić. Kompozycje, mimo że powstały w wyniku improwizacji, są zwarte i przemyślane (najdłuższe mają około 7 min.). Nie s brakuje w nich frapujących melodii i i intrygujących zwrotów akcji. Jeśli czegoś mogę jeszcze chcieć, to posłuchać wreszcie solowego koncertu Jarretta w Polsce.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ahmad Jamal - Blue Moon

j AhmadJamal BlueMoon

ACM Productions 2012
Dystrybucja: CMD

Interpretacja: k6
Realizacja: k6

Fenomenalna porcja jazzu. Artysta ma 82 lata, a gra jak młodzieniaszek; do tego wyjątkowo utalentowany. Skomponowal tylko trzy utwory, ale za to jakie!
Rozpoczynający album „Autumn Rain” to dynamit. Podobnie jak gra autora. Wprawdzie na pierwszy plan wysuwa się rytmiczny akompaniament Herlina Rileya (bębny) i Manolo Badreny (instrumenty perkusyjne), ale fortepianowe partie też są na medal. Basista, Reginald Veal, tym razem pozostaje w tle, dając o sobie znać, kiedy trzeba. Bardziej słyszymy go w utworze drugim, gdzie na wstępie „rozmawia” z instrumentami perkusyjnymi. Dopiero po kilkunastu taktach dołącza fortepian Jamala.
Utwór „Blue Moon” – kompozycja Richarda Rodgersa i Lorenza Harta – pulsuje podobnie jak utwór pierwszy. Parzyste rytmy dominują również w kolejnych. Bohater płyty postawił na rytm, ale jego muzyka nie ma nic wspólnego ze smooth jazzem. To mainstream w najczystszej postaci, do tego wyjątkowo łatwy w odbiorze. Mogą go śmiało słuchać wszyscy melomani, nawet ci, którzy nie są mocno osadzeni w jazzie. Ahmad Jamal nagrał płytę dla wszystkich wielbicieli wartościowej muzyki.
Realizatorzy dopilnowali, aby dźwięk dochodził do odbiorców w możliwie naturalnej formie. Mamy więc doskonałą muzykę i audiofilskie brzmienie.Takie nagrania nie zdarzają się często, więc gorąco polecam.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Robert Glasper Experiment - Black Radio

j RobertGlasperExperiment BlackRadio

Blue Note 2012

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Blue Note, kojarzona przez ortodoksyjnych fanów z płytami Silvera, Morgana i Blakeya, wydaje także – ostatnio coraz intensywniej – muzykę okołojazzową. Album czarnoskórego pianisty Roberta Glaspera dobrze ilustruje politykę firmy, która chce docierać do szerokiego kręgu odbiorców.
Płyta zawiera utwory utrzymane w szeroko rozumianej stylistyce „black music” i zgrabnie łączy elementy soulu, bluesa, R&B, gospel, hip-hopu, jazzu i fusion. Podstawowy zespół Glaspera (klawisze, bas, bębny) został poszerzony o kilkunastu gości, w tym grupę wokalistów, rapera i didżeja, zaś materiał zarejestrowano w różnych studiach.
Repertuar składa się z kompozycji wielu autorów, m.in. Glaspera oraz – uwaga – Davida Bowie i Nirvany. Największą szansę zostania hitem albumu ma „Afro Blue”, z Eryką Badu w roli głównej. Jest to kawałek mocno nasycony czarną ekspresją, ze świetnym aranżem, brzmieniem i rytmicznym wykopem. Można w nim także posłuchać zgrabnych solówek lidera na fortepianie. Podobał mi się też „Gonna Be Alright” w wykonaniu Ledisi oraz „Fever”, z miłą barwą głosu Hindi Zahiry. Niestety, kiepsko wypadła „czarna” wersja „Smells Like Teen Spirit”. Pomysł przepuszczenia głosu wokalisty przez vocoder okazał się, mówiąc oględnie, mało oryginalny.
Dobry, choć nierówny album.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 5/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF