HFM

artykulylista3

 

Jimmy Greene - Flowers

cd07082017 012

Mack Avenue Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Jimmy Greene należy do cenionych saksofonistów swego pokolenia. Wziął udział w nagraniu ponad 70 albumów, a jego autorskie płyty wydają: Sunnyside, Criss Cross, RCA Victor czy Mack Avenue. Ostatnia z wymienionych oficyn w 2014 roku opublikowała szczególny album Greena, nominowany do Grammy „Beatiful Life”. Płyta powstała po tragicznej śmierci sześcioletniej córki muzyka, Any, zabitej w szkolnej strzelaninie. Kolejny krążek, „Flowers”, opatrzony dopiskiem „Beatiful Life – Volume 2”, także nawiązuje do tej tragedii, ale wydaje się już mniej obciążony emocjonalnie. Utwory są bardziej nasycone rytmem i witalnością, jak gdyby artysta po swoistym katharsis wracał do wypracowanego wcześniej stylu. Jimmy Greene do perfekcji opanował technikę gry na saksofonach: sopranowym, altowym, tenorowym i barytonowym, a na „Flowers” słyszymy partie każdego z nich. Liderowi towarzyszą: basista John Patitucci, gitarzysta Mike Moreno oraz pianista Kevin Hays. W balladach „Flowers” i „Someday”, zakorzenionych w estetyce klasycznego soulu, obecny jest wokal.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mark Wade Trio - Event Horizon

cd07082017 015

Mark Wade 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Mark Wade – basista i kompozytor z Nowego Jorku – już od 20 lat towarzyszy uznanym solistom. Od pewnego czasu prowadzi też własne trio, a w dorocznym podsumowaniu czytelników magazynu „Down Beat” znalazł się w gronie 10 najlepszych jazzowych basistów 2016 roku. Na pierwszej autorskiej płycie towarzyszą mu pianista Tim Harrison oraz Scott Neumann, uznawany za jednego z najbardziej błyskotliwych nowojorskich perkusistów. W ich grze dostrzeżemy nie tylko kreatywność, ale także perfekcyjne dopasowanie partii pod kątem jej współistnienia z resztą składu. Przemyślana koncepcja sprawia, że muzyka wydaje się jednolitym organizmem. W partiach fortepianu dostrzeżemy liryczny posmak klasyki, co szczególnie dobrze się sprawdza w stonowanych tematach. Jednym z nich jest „Valley and Stream”, grany przez lidera częściowo smyczkiem. To prawdziwa ozdoba tego wydawnictwa. Perkusja została nagrana specyficznie. Otacza słuchacza zewsząd i balansuje pomiędzy kanałami. Zastosowanie tego tricku, w połączeniu ze zdecydowanym stylem Neumanna, dało ciekawy efekt. „Event Horizon” to album pełen niespodzianek i zmian w zakresie metrum i harmonii. To także porcja wykwintnie zagranego amerykańskiego jazzu

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Marta Król & Paweł Tomaszewski Group - Tribute To The Police

cd062017021

ECM 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Po udanych „The First Look” i „Thank God I’m a Woman” wokalistka Marta Król proponuje album z jazzującymi wersjami największych hitów The Police. Trochę się obawiałem tego projektu, mając świadomość, jak łatwo podobny materiał może się wymknąć spod kontroli. Zanim sięgnąłem po płytę, obejrzałem klip „Every Little Thing”, który uświadomił mi, że obawy były nieuzasadnione. Album ma wiele walorów, z których dwa wydają się najistotniejsze. Pierwszy to aranżacje. Ich autor, pianista Paweł Tomaszewski, potraktował materiał źródłowy z wyczuciem, utrzymując równowagę między rockowym charakterem piosenek Stinga, a lekką, acz wysublimowaną formułą pop-jazzu. Jego opracowania to muzyka stworzona niemal od podstaw. Linie melodyczne oryginałów zostały obudowane nową harmonią, wzmocnione bardziej złożoną warstwą rytmiczną i zyskały oryginalną szatę brzmieniową. To efekt przemyślanej selekcji instrumentów (flety, klarnety, saksofony, waltornia plus fortepian z sekcją) i wykorzystania ich potencjału kolorystycznego. Brzmi to po prostu bajecznie! Drugim atutem jest wokalistka Marta Król, której przepiękny alt o nieskazitelnej intonacji i ciepłej barwie ukazał muzykę The Police w bardziej lirycznej odsłonie. Polecam szczególnie „Every Breath You Take”, „Wrapped Around Your Finger” i „Roxanne”.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

John Abercrombie Quartet - Up and Coming

cd062017003

ECM 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Sporo sobie obiecywałem po najnowszym krążku Johna Abercrombiego, którego cenię za oryginalny styl i masę świetnych albumów. Jednak już po pierwszym utworze („Joy”) dotarło do mnie, że mam do czynienia z produkcją nieco poniżej poziomu, do jakiego nas przyzwyczaił. To wrażenie potwierdziła kolejna kompozycja – „Flipside” – bezproblemowy postbop o stałym pulsie i repryzowej budowie. Zdecydowanie lepiej wypadł „Sunday School” – tu możemy podziwiać walory „późnego” stylu gitarzysty, który rozkłada dźwięki z rozwagą godną mistrza. Pozytywnie zaskoczył „Silver Circle” autorstwa Marka Coplanda – pianisty kwartetu. Temat tego utworu, asymetryczny w strukturze, został wyposażony w zgrabny motyw, który lider twórczo rozwinął w ciekawej improwizacji. Pokazał w niej też inne, nieco groźniejsze oblicze, operując bardziej surowym tonem i uwalniając swą grę od ciągłej kontroli. Słabością albumu, obok przeciętnych kompozycji, jest też bezwolność reszty zespołu. Zamiast budować opozycję do mocno zredukowanego stylu lidera, a w efekcie wywołać konflikt, ferment, który jest głównym paliwem jazzu, muzycy Abercrombiego podążyli za nim biernie, nie wychodząc poza przypisane im role. Taka postawa spowolniła i tak już dość statyczną narrację, osłabiając przy tym wyrazistość przekazu. Niemniej, warto sięgnąć po ten album, choćby dla magii brzmienia gitary lidera.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Benedikt Jahnel Trio - The Invariant

cd062017005

ECM 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Dwa pierwsze utwory „The Invariant” wydały mi się zbyt gładkie i bezkolizyjne jak na wyśrubowane standardy ECM-u. Wszystko zmieniło się w „Mirrors”, gdzie Jahnel błysnął kunsztem kompozytorskim. Ten prosty, acz fenomenalnie zharmonizowany temat zapadł mi w pamięć. W ogóle harmonia, tak w sensie struktury akordów, jak i jak ich rozplanowania, jest mocną stroną muzyki lidera. Już w rozpoczynającym płytę „Further Consequences” tonacje zmieniają się jak w kalejdoskopie, a finał („En Passant”) to przykład brawurowego zastosowania modulacji. Podobał mi się też „Part Of The Game”, w którym zapętlona formuła lewej ręki tworzy bazę dla ekspozycji i rozwijania przekornego tematu. Sporo dobrego można też powiedzieć o Jahnelu jako pianiście. Dysponuje solidną techniką i głębokim tonem. Ze smakiem „gra” przestrzenią. Nieco rozczarowuje w partiach improwizowanych – kiedy dramaturgia jego solówek słabnie, „ratuje się” wirtuozerią rodem z muzyki klasycznej. Trio prezentuje się całkiem nieźle. Brzmi jak jednolity, idealnie zsynchronizowany organizm. Ma zbalansowany sound, a każdy z jego członków zna swoje miejsce. Do pełni szczęścia zabrakło mi ciekawych interakcji – przez większość płyty basista i perkusista pracują na konto lidera. Jednak to udany album. Spodziewałem się muzyki bardziej oczywistej, a spotkało mnie miłe zaskoczenie.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Dominic Miller - Silent Light

dm123321

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

„Oprócz wykonywania znanych utworów rockowych, ma smykałkę do klimatów jazzowych i angielskiego folku.” Tak o Dominiku Millerze pisze w dołączonej do płyty książeczce Paul Simon. Wie, co mówi, bo występował z Millerem i nieraz widział go w akcji. Ciepłych słów Millerowi nie szczędzi także Sting, którego gitarzysta wielokrotnie wspomagał muzycznie. Ostatnio panowie pracowali razem nad płytą „The Last Ship”. Dlaczego jednak o nowym albumie gitarzysty wypowiadają się artyści rockowi, a nie wykonawcy muzyki improwizowanej? Przecież album „Silent Light” został wydany przez ECM. To prawda, ale nie zawiera wyłącznie utworów jazzowych. Mamy tu głównie melodyjne współbrzmienia gitary akustycznej i perkusjonaliów, nad którymi wzorowo panuje Miles Bould. „Silent Light” to jazzująca muzyka świata, rozpisana na dwa instrumenty. Jedynie w utworze „Chaos Theory” Miller gra na elektrycznym basie. „Silent Light” to doskonałe utwory na wieczorną zadumę. Ciekawiej było na krążku „November” sprzed dwóch lat, ale i tu jest czego posłuchać. Do samochodu nie polecam, bo można zasnąć. Nie z nudy, bo sporo się dzieje, ale klimat nagrań jest na tyle relaksacyjny, że można przeoczyć jakiś znak drogowy.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF