HFM

Elvis with The Royal Philharmonic Orchestra - The Wonder Of You

cd042017001

Sony Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Album „If I Can Dream” zawierał przeboje Elvisa, oprawione przez Royal Philharmonic Orchestra i sprzedał się w nakładzie ponad 1,5 mln egzemplarzy. Teraz doczekaliśmy się jego kontynuacji. „The Wonder Of You” powstał w londyńskich Abbey Road Studios, pod okiem cenionych producentów – Dona Reedmana i Nicka Patricka. Nadanie takim utworom, jak „Suspicious Minds”, „Love Letters”, „Memories” czy „Always On My Mind”, potężnego brzmienia orkiestrowego wywołuje zupełnie nowe doznania. W realizacji nagrań zadbano o każdy detal, dzięki czemu materiał brzmi tak, jakby został zarejestrowany przez Elvisa w 2016 roku. Aby uzyskać pożądany efekt, wykorzystano ścieżki wokalne, niejednokrotnie pochodzące z nagrań koncertowych. Album ukazał się w kilku formatach. Najbogatszą wersją jest boks, zawierający dwie 150-gramowe płyty winylowe, czarny z obu stron krążek CD, umieszczony w osobnej kopercie, duży plakat oraz piękną ilustrowaną książeczkę. Tłoczenie winylowe jest staranne i brzmi bardzo dobrze. Instrumenty wypełniają szeroki plan, dając efekt panoramicznej stereofonii, a głos Elvisa, umiejscowiony przed sekcją smyczkową, jest zupełnie oderwany od kolumn. Nagranie świetnie się sprawdza w kontemplacyjnym odsłuchu, który pozwala się delektować wysoką jakością dźwięku z nośnika analogowego. Jeżeli jednak zechcemy posłuchać go w mniej absorbującej audiofilską wrażliwość postaci, wystarczy, że sięgniemy po dołączony do boksu krążek CD, który również brzmi znakomicie. Taka forma wydawania płyt winylowych to rozwiązanie na każdą okazję.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 04/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Avishai Cohen Trio - From Darkness

cd042017003

Razdaz Records 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

To już 15. album izraelskiego kontrabasisty w roli lidera własnego tria. Avishai Cohen przyzwyczaił nas do charakterystycznego brzmienia i kompozycji opartych na orientalnych motywach i zwartych rytmach. Wraz z pianistą Nitai Hershkovitsem i perkusistą Danielem Dor stworzył jeden z najbardziej błyskotliwych kameralnych składów jazzowych ostatnich lat. „From Darkness” to suma inspiracji brzmieniami afrykańskimi, latynoamerykańskimi i arabskimi. Pośród 11 utworów znajdziemy romantyczne jazzowe ballady („Ballad for an Unborn”), nastrojowe i pełne melancholii tematy („Almah Sleeping”) oraz emanujące witalnością utwory w rodzaju „Abie” i „Lost Tribe”. Krótkie i zwięzłe kompozycje o nieskomplikowanej melodyce zostały podane w orientalnej manierze. Dzięki niej mają szansę przemówić zarówno do miłośników muzyki etnicznej, jak i jazzu. Ciekawostką jest zamykająca program kompozycja Charliego Chaplina „Smile”, odsłaniająca wyjątkową melodyjność kontrabasu pod palcami lidera. Okładka longplaya wygląda stylowo, mimo minimalistycznej edycji, pozbawionej koperty wewnętrznej. Jeżeli jednak chodzi o realizację dźwięku, spodziewałbym się zdecydowanie szerszego zakresu pasma, przede wszystkim zaś bazy niskich tonów. Tymczasem trwającą 42 minuty płytę wytłoczono tak, jakby rowki zapisu zostały sztucznie zawężone w celu ich skompresowania, co często zdarza się w przypadku krążków przekraczających 50 minut. Na domiar złego, druga strona mojego, dopiero co rozpakowanego, egzemplarza, poza pożądanymi dźwiękami, zawiera uciążliwe szumy, mogące wynikać jedynie z niskiej jakości tłoczenia bądź samego winylu użytego do produkcji.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 04/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Piotr Lemańczyk Quart-er - Live In Klub Żak

cd032017 013

Soliton 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Z okazji 25-lecia pracy artystycznej, kontrabasista Piotr Lemańczyk powołał do życia wyjątkowy skład. Na saksofonie zagrał Walter Smith III, na fortepianie – Dave Kikoski, a wsparcie rytmiczne zapewnił Colin Stranahan. Gościnnie wystąpił też czołowy polski puzonista – Grzegorz Nagórski. Płyta z zapisem koncertu w gdańskim klubie Żak jest wolna od szumów i trzasków. Bardzo dobrze wypadają partie kontrabasu, o które realizatorzy zatroszczyli się szczególnie. Solówki brzmią przestrzennie, a niskie tony zostają wyeksponowane. W partiach saksofonu tenorowego oszczędzono nam irytujących efektów przesterowania, właściwych wielu sesjom klubowym. Jedynie fortepian został pozbawiony właściwej palety barw i niejednokrotnie brzmi płasko i syntetycznie. Niewykluczone, że przyczyna tkwi w samym instrumencie, co tłumaczyłoby dyskomfort. Na analogowej płycie pominięto dwa utwory, które znalazły się na wydanym równolegle kompakcie. Zmieniono też kolejność ścieżek, aby zachować właściwy tradycyjnym longplayom czas odtwarzania (około 43 min.). Mimo to – po porównaniu płyty CD z nośnikiem analogowym – wybieram winyl. Muzyka tak silnie nawiązująca do przeszłości zdecydowanie lepiej smakuje na dużym talerzu. Stylowa okładka (dzieło firmy Acrobat) wywołuje skojarzenia z historycznymi albumami Blue Note czy Impulse z lat 60. XX wieku. To również rodzaj hołdu dla epoki i stylistyki wielkich mistrzów, którym Lemańczyk pozostaje wierny.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 03/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Brda - Światło wody

cd032017 002

Bydgoska Fundacja Wolnej Myśli 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Dziewięć utworów, wypełniających płytę grupy Brda, obfituje w akustyczne, gitarowe brzmienia, z wyraźnymi wpływami jazzu i stylowej elektroniki. Obok perkusisty Marcina Karnowskiego skład tworzą: gitarzysta i basista Marek Maciejewski oraz wokalistka Joanna Frejus. Gościnnie pojawia się Wojciech Jachna, grający na trąbce. Specyficzne, chłodne brzmienie Brdy dobrze się sprawdza na analogowym nośniku. Realizacja sprawia nawet wrażenie, że powstała specjalnie pod kątem płyty winylowej. Detale są wyraźne, a baza stereofoniczna szeroka, mimo że w muzyce odnajdziemy celowo eksponowaną surowość i chłód. W partiach gitar udało się uchwycić sedno garażowego brzmienia, nie powodując przy tym niezamierzonych zniekształceń. Zachowano też specyfikę archaicznych syntezatorów, które brzmią atrakcyjnie, nawet jak na standardy współczesnej techniki nagraniowej. Uwagę zwraca okładka, nawiązująca do klimatu płyty. Zamieszczono na niej zdjęcie autorstwa Evelyn Bencicovej, słowackiej artystki, zwyciężczyni konkursu Hasselblad Master Awards 2016. „Światło wody”, poza atrakcyjną zawartością muzyczną, może stanowić kolekcjonerski rarytas dla zwolenników stylowych wydawnictw spod znaku 4AD czy Factory. Tym bardziej, że longplay pochodzi z GM Records – jedynej w Polsce tłoczni płyt winylowych, uruchomionej w 2015 roku.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 03/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Rolling Stones - Blue & Lonesome

cd032017 006

Polydor 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Nie jest to album z nowymi utworami, lecz sentymentalna podróż Rolling Stones w krainę bluesowych standardów. „Blue & Lonesome” nie zawiera jednak odrzutów z wcześniejszych sesji. Zespół zebrał się w studiu z zamiarem rejestracji skarbów wyszperanych w przepastnym archiwum bluesa i zrealizował go w sobie tylko właściwym stylu. Głos Jaggera wydaje się niezniszczalny. Gitara Richardsa emanuje mocą, a Ronnie Wood i Charlie Watts genialnie sekundują tej oryginalnej „Encyklopedii bluesa według Stonesów”. Nie mogę jednak zrozumieć sensu wydania materiału w formie dwupłytowej. Całość trwa niewiele ponad 40 minut, co z powodzeniem da się zmieścić na jednym longplayu. Wydawcy zapewne chodziło o najwyższą jakość dźwięku, jednak w przypadku surowego brzmienia Rolling Stones ewentualny przyrost jakości nie rekompensuje dyskomfortu wynikającego z konieczności przekładania płyt co kilka minut. Przed laty, nie bez powodu, ustalono standardy dotyczące płyt długogrających. Szkoda, że właśnie zespół, który większość swoich albumów konstruował z myślą o czarnych płytach, wydał „Blue & Lonesome” w tak dziwnej formie. Na dodatek, nie jest to płyta, która mogłaby uchodzić za audiofilską, lecz materiał celowo stylizowany na estetykę nagrań z lat 60. XX wieku. W tej kategorii może uchodzić za majstersztyk, ponieważ wydaje się wolny od współczesnej obróbki komputerowej. Czy rzeczywiście sesję zarejestrowano na analogowym sprzęcie, czy to jednak tylko udana stylizacja – pozostanie tajemnicą producenta. Faktem jest, że Stonesi zawsze najlepiej brzmią z winylu.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 03/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF