HFM

artykulyskrot3

Cary Audio DMC 600SE

3845052016 006
Ceniona za urządzenia lampowe amerykańska firma Cary Audio Design powstała w 1989 roku. Jej założyciel, Denis Had, rozpoczął przygodę z hi-fi znacznie wcześniej, amatorsko montując wzmacniacze na stole w salonie. Później, chcąc wzbogacić ofertę, zajął się odtwarzaczami płyt kompaktowych, te zaś skierowały go w stronę nowego wówczas formatu SACD. Kiedy zaczęli go stosować znani producenci, Cary miało już własne modele.

Jako jedna z nielicznych, firma stosowała lampy w sekcji analogowej odtwarzaczy i przetworników c/a. Modyfikowała także napędy, by poprawić ich właściwości. Odtwarzacze i konwertery Cary dołączyły do światowej czołówki. SACD to jednak przeszłość, bo w nowym katalogu znajdziemy tylko dwa topowe odtwarzacze CD, wyposażone w szeroką gamę wejść cyfrowych. Kiedy piszę te słowa, na stronie polskiego dystrybutora dostępne są jeszcze dwa tańsze modele, ale na amerykańskiej już ich nie ma.

 


 



Zbudowane solidnie jak prom kosmiczny najnowsze dzieło – DMC 600SE – firma nazywa cyfrowym centrum muzycznym (Digital Music Center). To szczytowy model w ofercie. Akceptuje bodaj wszystkie aktualne formaty wysokiej rozdzielczości, ze studyjnymi DXD i DSD256 włącznie. Ale w jednym aspekcie się cofa – odtwarza tylko płyty CD. Posiadaczom krążków SACD pozostaje nadzieja, że są hybrydowe, bo tylko takich będą mogli posłuchać.

3845052016 001Przełączniki sterujące
funkcjami odtwarzacza
i wyborem wejścia.



Budowa
Recenzowany dziś flagowy DMC 600SE to specjalna wersja DMC 600, wyposażona w lepsze komponenty.
„Sześćsetka” to zupełnie nowa konstrukcja. Jest dostępna z czarnym albo srebrnym frontem. Aluminiowy panel ma aż 10 mm grubości. Podcięcie w dolnej części nieco go wysmukla. Podświetlony niebieską diodą włącznik zasilania uruchamia urządzenie (można to zrobić także pilotem). Odtwarzacz jest gotowy do działania po około 30 sekundach. Sekwencję inicjacji pokazuje na dużym, centralnie umieszczonym wyświetlaczu z niebieskimi napisami.
Display ma trzy poziomy jasności, wybierane pilotem. Można go też wyłączyć. Pokazuje informacje dotyczące płyty CD i częstotliwości próbkowania. Pewnie działające przyciski aktywują dostęp do ważniejszych funkcji, jak: uruchomienie lub wyłączenie stopnia lampowego, pętla zewnętrznego zegara taktującego, przełącznik częstotliwości próbkowania, a także sterowanie napędem oraz wybór jednego z pięciu wejść cyfrowych. Są to: USB, dwa koaksjalne, optyczne i AES/UBU. Jest jeszcze bezprzewodowe wejście Bluetooth. Korzysta z algorytmu CSR aptX v. 4.0, przeznaczonego do transmisji bezstratnej. Przykręca się do niego niewielką antenkę. USB przyjmuje sygnał do 384 kHz; pozostałe: 44,1 – 192 kHz. Wyjścia cyfrowe są dwa: optyczne i koaksjalne. Wyjścia analogowe to złocone RCA i XLR. Zestaw uzupełnia szeregowy port RS232, przydatny w instalacjach, oraz wejście wyzwalacza 12 V i czujnika podczerwieni. Trójbolcowe gniazdo zasilania ma czytelnie oznaczoną prawidłową polaryzację kabla.  

3845052016 001Analogowe wyjścia RCA i XLR.


Pilot dobrze leży w dłoni, jest ergonomicznie zaprojektowany i elegancki. W dolnej części wydzielono sekcję sterowania wzmacniaczem Cary. Wysokość stabilnych, dwuczęściowych nóżek można regulować.
Pokrywa z 2,5-mm blachy stalowej, lakierowanej proszkowo, kryje układy elektroniczne, rozmieszczone na piętrowo zamontowanych płytkach. Niemal jedną trzecią objętości zajmuje rozbudowany zasilacz, oparty na dwóch transformatorach z rdzeniem R. Cztery kondensatory po 4700 μF, cztery po 4800 μF i cztery po 2200 μF filtrują zasilanie wszystkich układów.

3845052016 001Siedem wejść cyfrowych, Bluetooth,
złącza zewnętrznego zegara,
RS232 i wyzwalacze.



Napęd CD nosi oznaczenie Cary Audio Design i symbol D-10A. Jednak poniżej znajdziemy oznaczenie DSL-710A, sugerujące, że to napęd DVD-ROM, produkowany przez koreańską firmę DVS (świadczą o tym dodatkowe litery w nazwie), a następnie modyfikowany przez Amerykanów. Pod transportem ulokowano płytkę z układem sterowania.
Zaawansowany i wydajny procesor DSP bazuje na chipie 128-bitowym. Dostępnych jest siedem trybów upsamplingu TruBit, aż do częstotliwości 768 kHz. Upsampling można wybrać pilotem. Wejście USB połączono z procesorem XMOS xCore, taktującym sygnał asynchronicznie. Podwójne przetaktowanie (reclocking, system OSO) wszystkich sygnałów cyfrowych, także tych z wejścia USB XMOS, znacząco redukuje jitter.

3845052016 001Ergonomiczny pilot.


DAC oparto na konwerterze AK4495EQ i dwóch dwukanałowych AK4490EQ serii Verita japońskiej firmy AKM Asahi Kasei Microdevices. Japończycy opracowali oryginalną architekturę Velvet Sound i chwalą się niezwykle detalicznym brzmieniem o niskich zniekształceniach. Jak zaawansowany to DAC, świadczy częstotliwość próbkowania sygnału: do 768 kHz PCM oraz 5,6 i 11,2 MHz DSD (DSD 64, DSD 128, DSD 256) przy rozdzielczości 32 bitów, a także filtr cyfrowy z 8-krotnym nadpróbkowaniem.
W sekcji analogowej znajdziemy m.in. kondensatory Wimy. Uwagę zwracają jednak dwie lampy 12AU7 (ECC82) oraz cztery papierowo-olejowe kondensatory 0,22 μF Jensen Audio ze srebrnymi wyprowadzeniami. Układy wyjściowe składają się z dwóch niezależnych sekcji: tranzystorowej i lampowej. Zmiana jest bardzo szybka i dostępna z pilota, co daje możliwość bezpośredniego porównania brzmienia i wybrania tego, które lepiej pasuje do charakteru słuchanej muzyki.

3845052016 001Trzy
części: analogowa,
cyfrowa z napędem i zasilanie.



Konfiguracja
Odtwarzacz Cary pracował w kilku konfiguracjach. W trybie z regulowanym wyjściem zasilał bezpośrednio końcówkę mocy ModWright KWA100SE (tranzystorowa), jak i lampową SE Cary Audio 300S. Pośrednictwo przedwzmacniacza dawało więcej przestrzeni, ale nie pozostawało bez wpływu na niuanse barwy, a te pragnąłem pozostawić bez zmian i dlatego większość odsłuchów wykonałem bez preampu. Pewne jest, że można oszczędzić na przedwzmacniaczu. Tym bardziej, że nie zauważyłem degradacji jakości brzmienia przy korzystaniu z regulacji w Cary Audio DMC 600SE. A jeśli już cokolwiek podłączać, to najwyższej klasy. Nie zaoszczędzimy też na pozostałych komponentach; dotyczy to także okablowania.

3845052016 001Poziomowanie.



Wrażenia odsłuchowe
Niektóre urządzenia zachęcają do przesłuchania wszystkich ulubionych płyt i Cary Audio DMC 600SE zdecydowanie do nich należy. Od czasu recenzowania DAC-a Meitnera nie miałem w systemie lepszego źródła, ale też poziom cenowy jest podobny.
DMC 600SE to odtwarzacz na dopalaczach. Od pierwszych chwil uwagę zwraca jego energia, witalność, wręcz żywiołowość.
Druga cecha sprawiła nie lada niespodziankę. Jakość dźwięku z płyt kompaktowych okazała się zadziwiająco wysoka. Musiałem szukać najlepszych plików hi-res, żeby, korzystając z wejścia USB, przewyższyć srebrne krążki. Cary nie robi różnicy, czy przetwarza sygnał o rozdzielczości 16 czy 24 bitów, częstotliwości 44,1 czy 96 kHz. Wszystkie opcje traktował tak samo precyzyjnie, dając audiofilskie brzmienie. Potwierdziła się opinia, którą powtarzają najlepsi inżynierowie dźwięku, że nie liczby są ważne, a jakość nagrania. Czyli to, co się kryje w bitach. Cary Audio DMC 600SE wydobędzie z bitów to, co najlepsze.

3845052016 001Napęd czyta tylko płyty CD.



Możliwość podniesienia częstotliwości próbkowania sygnału z CD pozwala na porównanie w czasie rzeczywistym, co nam bardziej odpowiada, ale konia z rzędem temu, kto wybierze wyższą w ślepych testach. Z pewnością do 88,2 kHz można ją podnieść – zauważyłem wtedy pewną poprawę w przestrzeni i wyrazistej konturowości dźwięków – ale pójście wyżej jest wątpliwe. Chyba że ktoś rzeczywiście usłyszy różnicę.

Cary Audio DMC 600SE to urządzenie w pewnym sensie futurystyczne. Nie znajdziemy wielu plików o parametrach 32 bity/384 kHz ani DSD 256; chyba tylko testowe. To formaty studyjne, które nawet poddawane obróbce w procesie miksowania i masteringu podlegają obniżeniu, bo w przypadku wielu śladów zajmowałyby pamięć liczoną w terabajtach. Ponieważ istnieje rynkowa presja liczb, amerykański producent wyszedł jej naprzeciw. Nawet prekursor gęstych formatów, norweska wytwórnia 2L, oferuje do pobrania maksymalnie 24 bity/352,8 kHz po 3,20 euro za utwór. Ponieważ są to znakomite jakościowo nagrania, to nawet w 96 kHz zachwycają słuchaczy.

3845052016 001Piętrowo ułożone płytki DAC-a.



Na pierwszy ogień poszedł David Chesky z brazylijskiego albumu „Club de Sol”. Cary uczyniło nagranie tak realistycznym, że chciałem wskoczyć do wyimaginowanego studia i bić muzykom brawo. Dokładnie zdefiniowana przestrzeń, perkusjonalia, nylonowe struny gitary, subtelne akordy fortepianu stojącego trochę z boku oczarowały mnie jak nigdy dotąd. Tak, Meitner był naturalny, ale Cary łączy naturalność, zwłaszcza w budowaniu sceny, z precyzją oddania niuansów i wybuchową energią!
Podekscytowany, musiałem się ukoić głosem Rebekki Pidgeon w nagraniu „Kalerka”. Trzy minuty z albumem „The Raven” pozwoliły mi odgrzać miłość do subtelnego głosu wokalistki. Słodycz wlała mi się prosto w serce, a fortepian miał dźwięczność wiosennego poranka, jeśli wiecie, co mam na myśli.

3845052016 001Rozbudowany zasilacz.


Co innego Patricia Barber z głosem chłodnym, ale obiecującym mocne przeżycia, kiedy siada do organów Hammonda w klubie The Green Mill. Koncert, wydany na płycie „Companion”, podniósł mi poziom adrenaliny, bo wirujące głośniki Leslie cudownie modulowały brzmienie Hammonda B3, jakbym siedział tuż obok i sączył bourbona. Kontrabas Michaela Arnopola próbował rozsadzić moje Tannoye, a to wielkie kolumny. Ale przecież kontrabas też mały nie jest. Chęć odtworzenia instrumentów takimi, jakie są w rzeczywistości, to kolejna cecha DMC 600SE. Pojawiły się też detale instrumentów perkusyjnych, których wcześniej nie zauważyłem. Scena klubu wydawała się bardziej rozepchnięta wszerz i jeszcze bardziej w głąb, ale realistycznie, co przypadło mi do gustu. Pojawiające się tuż przy uchu oklaski fanów kilka razy kazały mi odwrócić głowę w tę stronę, a następnie pokręcić nią z niedowierzaniem. Motoryczny puls sekcji rytmicznej, połączony z pewną miękkością w artykulacji mocniejszych akcentów, pozwala spędzić z muzyką długie godziny.
Kwartet Tomasza Stańki z „Balladyny” nie potrzebuje dopalaczy, ale DMC 600SE pozwolił głębiej wniknąć w strukturę akordów kontrabasu Dave’a Hollanda oraz postrzępionych fraz trąbki lidera i saksofonu Tomasza Szukalskiego. Fantastyczna przestrzeń wciągnęła mnie bez reszty.
Zrównoważone brzmienie albumu Donalda Fagena „Nightfly” zyskało głębię, ale nie zakłóciło zrelaksowanego charakteru muzyki przeznaczonej na wieczór. Tylko instrumenty solowe wysunęły się na pierwszy plan bardziej niż zwykle, a głos Fagena zyskał wyraźniejsze, naturalne echo. W sumie nagranie stało się bardziej plastyczne, o co go wcześniej nie posądzałem. Przecież to zamierzchły rok 1982.

3845052016 001Lampy i miedziane Jenseny
w układzie analogowym.



Powietrze wypełniające scenę z orkiestrą symfoniczną i chórami w nagraniu dzieła „Carmina Burana” Carla Orffa pod kierunkiem Kristjana Jarviego było tak naturalne, że można było nim oddychać. Głosy solistów wychodziły na pierwszy plan, dobitnie podkreślając każdą sylabę łacińskiego tekstu. Rozciągnięty w przestrzeni chór sprawił, że salon znacznie się powiększył. Wystarczyło przymknąć oczy. Spektakularne uderzenia w kotły i ryk trąb mroziły krew w żyłach. DMC 600SE jest wprost stworzony do muzyki klasycznej. Zresztą nie tylko. On jest stworzony do każdej, bo stary rock też brzmi świetnie, co potwierdził Carlos Santana.
Kilkakrotnie przełączałem sekcję analogową z lampowej na tranzystorową i z powrotem, uzyskując efekt zgodny z oczekiwaniami. Lampy łagodzą brzmienie, lekko ocieplają wokale, ale muzyka nie traci szczegółów. Starsze realizacje zyskiwały w tej opcji. Jednak powrót do tranzystorów uzmysławiał, że to w nich ukryte zostały dopalacze i generator dodatkowej przestrzeni.


3845052016 001Cary Audio DMC 600SE


Przesłuchałem też pliki hi-res, jak i te skompresowane. W przypadku MP3 cud nie nastąpił, choć dały się przyswoić bez bólu. Natomiast krążki CD, zgrane na dysk MacBooka i odtwarzane przez program JRiver, były całkiem efektowne. Jednak skoku jakościowego w porównaniu z kręcącą się płytą nie odnotowałem. Ten nastąpił dopiero w przypadku bardzo dobrych plików wysokiej rozdzielczości, pochodzących z serwerów audiofilskich wytwórni. Świetnie odrestaurowane nagranie Bena Webstera i Colemana Hawkinsa „Encounters” w wersji 24/192 zabrzmiało nadzwyczaj realistycznie. Monofoniczna wersja „Kind of Blue” Milesa Davisa nabrała przestrzeni w głąb sceny, co pomogło się skupić na barwie instrumentów.
Przez antenkę Bluetooth przepuściłem streaming z sieci. Szału nie było, bo to wysoki stopień kompresji, ale przecież można słuchać internetowego radia, myjąc zęby.

Konkluzja
Cary Audio DMC 600SE to źródło pozwalające na nowo cieszyć się z kolekcji płyt kompaktowych i inwestować w bibliotekę plików hi-res. Jego możliwości wychodzą naprzeciw pogoni za bitami i częstotliwościami, dzięki czemu mamy spokój na lata. Może nawet na zawsze, bo trudno znaleźć coś lepszego i bardziej uniwersalnego, nawet podwajając budżet.



 
 

 

CaryAudioDMC600SE o




Janusz Michalski
Źródło: HFM 05/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF