HFM

artykulyskrot3

Hijiri HGP Million

3437032016 001
Kazuo Kiuchi to człowiek-marka. Kiedy coś wychodzi spod jego ręki, wiadomo, że czeka nas spotkanie z produktem wyjątkowym. Na premierę Hijiri przyszło czekać 16 lat.

Dziełem życia Kazuo jest Combak Corporation. Słowo „korporacja” kojarzy się źle, zwłaszcza w przemyśle hi-fi. Kiedy wielkie firmy, jak to się ładnie mówi, „biorą pod swoje skrzydła” małe, uznane marki, w 90 % wygląda to tak, że liczą się tylko zyski.

 


 


Samą nazwę należy traktować raczej humorystycznie, bo marki są tworzone na konkretne potrzeby. Reimyo to elektronika, Encore – kolumny, Enacom – filtry sieciowe i sygnałowe, a Harmonix – kable i akcesoria. Hijiri zakłóca podział zadań w Combaku, ale warto spojrzeć na historię tej marki. Jakieś półtora roku temu pojawił się zasilający przewód Million i recenzenci uznali go wręcz za objawienie. Stwierdzenia, że to „najlepsza sieciówka na świecie”, padały gęsto, a klienci kolportowali pocztą pantoflową podobne opinie. Ciekawe, że szczegóły techniczne pozostały tajemnicą, a Kazuo się nimi nie dzielił. Tak czy siak, łączówka Hijiri ma wykorzystywać doświadczenia nabyte przy tamtej okazji.
To dobry przykład działania pracowitego Japończyka. Poprzedni flagowy interkonekt Harmoniksa był produkowany od przeszło 15 lat i nie było potrzeby tworzenia nowych bytów. Do czasu, gdy pojawiły się nowe rozwiązania techniczne. Prace trwały półtora roku, a efekt okazał się na tyle sensowny dla samego konstruktora, że postanowił przeznaczyć na jego potrzeby nową markę. Prawdziwa korporacja natychmiast zaproponowałaby produkt w kilku wersjach i dodatkową linię przewodów głośnikowych, HDMI, USB i koaksjalnych, natomiast „korporacja” Combak zachowała się jak Arcam czy NAD z okresu garażowego. Jest jeden dopracowany produkt. Oferujemy go w wersji RCA i XLR, w różnych długościach. I tyle. Wieść niesie, że głośnikówka też się pojawi, ale trzeba na nią jeszcze trochę poczekać.
Do pomysłów pana Kiuchi mam duże zaufanie. W jego biografii zawodowej odnajdziemy także drugi wątek działalności, czyli pracę realizatora i producenta płyt. Pan Kazuo jest współwłaścicielem wytwórni JVC XRCD i jednocześnie jednym z trzech jej dźwiękowców oraz dystrybutorem. Oznacza to, że pracuje na swoim sprzęcie na co dzień. Tworzy urządzenia potrzebne, a nie modne. Wykorzystuje doświadczenia ze studia, a efekty? Te są wymierne, jak nigdzie. Wystarczy posłuchać dowolnego albumu, porównać wcześniejsze z późniejszymi. Każdy, kto miał kontakt z płytami tego wydawnictwa wie, że prezentują wzorcową jakość.


Dźwiękowcy bywają ludźmi, którzy pozjadali wszystkie rozumy. Nie wierzą w kable, plotą głupoty w rodzaju „cyfra to cyfra”. Na studiach zdarzało mi się słyszeć rewelacje, że nawet wzmacniacze się między sobą nie różnią, ewentualnie mocą. Jest tylko jeden problem: nagrania „fachowców” jakoś nie zwalają z nóg. A skoro JVC XRCD stanowi wzorzec, to coś musi w tym być. A może ktoś?
Jak nietrudno się domyślić, studio jest wyposażone w sprzęt i gadżety Combaka. W tym również wszystkie kable Harmoniksa; teraz także Hijiri. Wierzcie mi, różnice, które słyszycie w domu, pojawiają się też po drugiej stronie mikrofonu. Jeżeli przewód sygnałowy między wzmacniaczem a kolumnami wnosi zauważalne zmiany, to ten między mikrofonem a przedwzmacniaczem również. Może nawet większe ze względu na długości odcinków. Na przykład pomiędzy sceną a reżyserką w warszawskim studiu S1 przewody mają ponad 50 metrów! To wspaniała sala, o akustyce wymarzonej do nagrań, a wyobraźcie sobie, że jej okablowanie to zwykły drut, pochodzący jeszcze z lat 60. Ile świetnych płyt nie brzmi przez to, jak należy... Ile znakomitych mogłoby być jeszcze lepszymi? Rozumiem, że „audiofilskie fanaberie” dla techników to jedynie powód do drwin z cen „złotych kabli”, ale gdyby nasze ministerstwo zechciało potraktować S1 jak dobro narodowe i zaprosiło pana Kazuo do pełnego wyposażenia i okablowania studia, mogłaby to być lepsza inwestycja niż międzynarodowy festiwal.


Budowa
Koń jaki jest, każdy widzi. A HGP jest pstrokaty jak ogon pawia. Zewnętrzny oplot to jakaś mulina albo kordonek. Bawełniana nitka do haftowania w trzech kolorach. Domyślam się, że pełni jedynie funkcję dekoracyjną. Udatnie, bo przyciąga oko.
Wtyki są firmowe, czyli powstają pod okiem Kazuo, chociaż z jednej strony namalowano logo Hijiri, a z drugiej – Harmoniksa. Ich jakość nie podlega dyskusji. Zaciski chodzą pewnie i gładko, a całość nie rusza się w gniazdach. Połączenie wtyku z kablem jest sztywne i zabezpieczone koszulkami termokurczliwymi. Dalej będą same tajemnice. Na każdym kablu znajduje się puszka, a w niej – nie wiadomo co. Podobnie materiał przewodzący. „Optymalny, opracowany przez lata”, ale czy to miedź, czy srebro, a może jakiś stop? Kolejny sekret.
Kable są kierunkowe. Od strony wzmacniacza spod koszulki wystają druciki uziemiające, które powinniśmy przykręcić do jego obudowy (masy). Izolacja jest podobno wyjątkowa, ale producent nie podaje szczegółów. Tak samo jest w przypadku samej budowy kabla. Wiadomo natomiast, że przewody są składane ręcznie i występują w postaci RCA (R w symbolu), XLR (końcówka X) i kilku długościach (szczegóły w tabelce z cenami). Łączówkę można ponoć stosować w systemach za milion (stąd nazwa). Z przyczyn prozaicznych, słuchałem jej w nieco tańszym.

 

3437032016 002Efektowna kolorystyka.


Wrażenia odsłuchowe
Nie będę owijał w bawełnę. Muszę mieć ten kabel. Zdaję sobie sprawę, że może to zakrawać na absurd, bo jeśli dojdzie głośnikowy, cena okablowania przekroczy wartość kolumn. Ta świadomość może się kłócić ze zdrowym rozsądkiem, ale mam wymówkę: to narzędzie pracy.
Odnoszę wrażenie, że Tempo VI to ostatnie kolumny „prawdziwego” Audio Physica. Pewnie mógłbym je wymienić na inne, ale jakoś nie trafiało się nic interesującego. A jeśli już, to od razu pojawiała się cena z co najmniej piątką z przodu. Wzmacniacz? Mak jest świetny, ale Ypsilon lekko potrząsnął moją hierarchią wartości. W moim systemie niby nie mam zamiaru niczego zmieniać, ale też zdaję sobie sprawę, że życie codziennie przynosi niespodzianki i w końcu się złamię. Warunek – coś musi mnie powalić na kolana. Inaczej nie wyciągnę z portfela ani złotówki. Za dużo w swoim życiu wydałem na sprzęt. Miałbym z tego godną emeryturę, a wzmacniacza do garnka nie włożę.
W swoim audiofilskim życiorysie jestem modelowym przykładem zadowolonego posiadacza „skończonego systemu”. Nie mogę mieć zupełnej egzotyki, bo nie nadaje się do roboty, ale przez 20 lat poszukiwań dorobiłem się zestawienia, które mnie satysfakcjonuje i daje radość z odsłuchu. Od czasu do czasu wpadają też koledzy-muzycy i proszą o pomoc w zrobieniu „soundu” na płycie. Sam już nie nagrywam, ale nie straciłem kontaktu z tym światem, stąd może też sympatia i zrozumienie dla przygód pana Kiuchi.
Jestem zadowolony, ale też wiem, że każde akcesorium, które poprawia brzmienie mojego „skończonego” systemu, korzystnie wpływa na komfort pracy i przyjemność słuchania. Każda zmiana kosztuje słono, ale równocześnie jest inwestycją. Jeżeli kupię lepsze kolumny, wzmacniacz czy CD albo, tfu, jakiegoś plikograja, to akcesoria również „zapracują” na siebie. Kupując „oczyszczalnię prądu” Ansae, wiedziałem, co robię. Wystarczyło kilka sekund słuchania po jej wypięciu i było jasne, że trzeba „zainwestować”. Łączówka Hijiri to ten sam przypadek. Do systemu za milion pewnie nie dojdę, ale mam ten temat z głowy. Na podkładki pod kable jestem obojętny, podobnie jak na cudowne kulki do poprawiania akustyki. Słyszę za to działanie podkładek pod graty. Ale okablowanie to konieczność. Coś, co może nadać systemowi szlif i podnieść brzmienie o klasę, a nawet dwie.

3437032016 002Flagowiec w krasie trzech kolorów.


Hijiri to robi. Chociaż tak naprawdę nie robi nic. Ale spójrzmy na to z innej perspektywy: skoro Angela Merkel chce zapłacić Erdoganowi 6 mld euro za podobne „usługi”, to ja mogę Combakowi ułamek tej sumy za to samo: obietnicę świętego spokoju. Że nikt nie psuje mi obrazu orkiestry symfonicznej, nie zabierze podatku w postaci kilku decybeli dynamiki czy herców basu. Ta łączówka „przepuszcza” sygnał bez przeszkód, a przynajmniej tak znajduję jej rolę w systemie. Zadanie Erdogana jest odwrotne, ale nie wchodźmy w szczegóły.
Opis brzmienia mógłbym sobie w tym przypadku darować, bo o czym pisać? Jak brzmi orkiestra? Zawracanie głowy. Bilet do filharmonii bywa tańszy od płyty. Na koncert dobrego zespołu – mniej niż granitowe płyty pod kolumny. Posłuchać dobrego organisty można przeważnie za darmo, muzyki ludowej – przy konsumpcji kotleta w Zakopanem. System ma tę muzykę odtworzyć w domu. Mój radzi sobie nieźle, ale po wpięciu Hijiri uświadomiłem sobie, że robię krok do przodu. Na tym albumie malutki, na tamtym całkiem spory, na innym – zasadniczy. Ale zawsze w dobrym kierunku. Nie ma tu kontrowersji w rodzaju: do klasyki super, ale do rocka przydałoby się coś jeszcze. Konkluzja pozostaje identyczna. Poprawiło się, a powrót do poprzedniej konfiguracji odbiera chęć słuchania.
Hijiri jest jak dobry alkohol i tytoń fajkowy. Niby od razu smakuje. Golnąć i pyknąć – przyjemnie, ale klasę docenia się z czasem. Odkrywa się niuanse, rozwija wrażliwość. Pewne rzeczy docierają wolniej, ale potrafimy je trafniej zidentyfikować. HGP też się rozwijał, a przy okazji wygrzewał.

Na początku odczuwamy lekkie uspokojenie i jakby minimalne cofnięcie góry. Szybko się okazuje, że to efekt wycięcia z pasma elementów, za którymi już nie zatęsknimy. Szumów, cyknięć, syknięć i ogólnie – nieprzyjemnych zakłóceń, z których nie zdawaliśmy sobie sprawy. Dźwięk instrumentów staje się gładszy, bardziej okrągły. Okazuje się, że tak naprawdę góry jest więcej, jest czytelniejsza, słyszymy więcej szczegółów i rozpoznajemy ich pochodzenie. Metaliczność talerzy, alikwoty fletu i pogłos stają się bardziej bezpośrednie i fizjologiczne. Spokój jest tylko tłem, na którym może się rozwijać dynamika. Im jej skala jest większa, tym wrażenia dobitniejsze. Muzyka w wykonaniu Hijiri startuje niemal od zera, więc każda kulminacja rośnie jak na drożdżach. W kwestii barwy jest podobnie. Malarz zostawia swoje dzieło na płótnie, filmowiec na kliszy (no dobrze, teraz na dysku), ale jedno jest ważne: podkład musi być czysty.

3437032016 002Własne wtyki. Co jest w puszce? Tajemnica.


Słowo „czystość” w opisie Hijiri ma kluczowe znaczenie. Nie wiem, czy jest to „absolutne zero”; w każdym razie blisko. Na tym opiera się klasa kabelka. Rozwija się przestrzeń, spektakularna w głębi, przejrzystość faktur, bogactwo barw, nie zgaszonych szarością tła, skala dynamiczna, rytm i tempo basu. Słuchałem HGP na siedmiu parach monitorów do 2000 zł, Tempo VI, Blumenhoferach, Sabrinach Wilsona, wielkich Grahamach i wiecie co? Dynamika, barwa i przestrzeń zależą od kolumn. Łączówka ma nie przeszkadzać. Hijiri w porównaniu do kabli używanych przeze mnie wcześniej pokazał wyraźniejsze różnice, a jednocześnie wszystkie głośniki zabrzmiały lepiej. Czy potrzeba lepszego uzasadnienia zmiany?

Konkluzja
I tylko jedno miałem z tyłu głowy: obecny głośnikowy ogranicza przekaz. Dlatego czekam niecierpliwie. Kiuchi-san jest zawodowcem i robi potrzebne rzeczy. Jedną z nich właśnie przywitałem w systemie. Na dobry początek.

 




 

 

HijiriHGPmillion o




Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF