HFM

artykulyskrot3

Pierre Boulez odchodzi…

7479042016 004„Nauczył nas słuchać, dał nam nowe uszy.”
Simon Rattle

„Chyba nikt nie zrobił tak spektakularnej kariery od czasów Wagnera, z którym zresztą Boulez miał wiele cech wspólnych, zaś stosunek Bouleza do Wagnera może wiele powiedzieć o jego charakterze.”
Michael Tanner, „The Spectator”


 




Długie, ciekawe życie
O fantastycznym słuchu Bouleza krążyły legendy. Podobno kiedy w czasie próby gdzieś na podłogę upadła szpilka, potrafił określić wysokość wydanego przez nią dźwięku. Wyłapywał odchylenia intonacyjne pojedynczych instrumentalistów. Słuch miał dany od Boga. Dyscypliny, pracowitości i wczesnego wstawania uczył się od szóstego roku życia w surowej szkole katolickiej. Z Bogiem i kościołem wziął jednak rozbrat; uważał, że katolicki Bóg nie zdał egzaminu.
Pierre Boulez urodził się 26 marca 1925 roku w Montbrison (75 km od Lyonu), w rodzinie inżyniera, dyrektora stalowni. Dla utalentowanego muzycznie i matematycznie młodego człowieka pierwszym wyborem kierunku studiów była matematyka na uniwersytecie w Lyonie. W 1942 roku przyjechał do Paryża na studia muzyczne. Kompozycji uczył go Olivier Messiaen (1908-92), jeden z najsłynniejszych kompozytorów i organistów XX wieku. Po latach, oceniając dorobek swego studenta, Messiaen uznał go za wielkiego kompozytora i bardzo inteligentnego człowieka. Boulez natomiast podziwiał Messiaena jako człowieka, z pewnym lekceważeniem wypowiadał się zaś o „słodyczy” brzmienia jego kompozycji. Symfonię „Turangalila” nazwał „muzyką dla burdelu”.

7479042016 001

W 1945 z najwyższą lokatą ukończył konserwatorium, nie decydując się na poświęcenie życia konkretnej dyscyplinie muzycznej. Występował jako pianista i wirtuoz gry na falach Martenota – klawiszowym instrumencie elektronicznym, w którym dźwięk kształtowany jest ruchami ręki, zaburzającymi pole elektromagnetyczne. Stabilny dochód zapewniała mu posada w teatrze, którą zawdzięczał rekomendacji Arthura Honeggera – od 1946 przez 12 lat był szefem muzycznym teatru Compagnie Renaud-Barrault i był to czas zbierania doświadczeń w pracy z orkiestrą oraz ćwiczenia umiejętności dyrygenckich. Równocześnie rozwijał własny język muzyczny. Kontakty z europejską awangardą kompozytorską (choćby na corocznych kursach w Darmstadt) i sukcesy kolejnych utworów sprawiały, że rosła pozycja Bouleza w środowisku francuskich intelektualistów. Przyjaźń połaczyła go m.in. z filozofami Michelem Foucaltem i Gilles’em Delleuze, z pisarzem Jeanem Genetem. Doskonale orientował się w literaturze i sztuce – do jego ulubionych artystów należeli tacy pisarze jak René Char, Stéphane Mallarmé, James Joyce czy malarz Paul Klee.

7479042016 001

Boulez cenił kulturę Francji, ale często nie mógł się dogadać z instytucjami i ich „organizacyjną głupotą”. Pod koniec lat 50. wyjechał z Paryża do Baden-Baden (to miasto zresztą do końca życia pozostało jego drugim domem), aby podjąć współpracę z tamtejszą rozgłośnią radiową jako dyrygent. Prowadził też wykłady w Darmstadt i w Bazylei, a wśród jego studentów znaleźli się m.in. Cornelius Cardew i Heinz Holliger. W 1963 znów zawitał do Paryża i z wielkim sukcesem przygotował nowe inscenizacje „Święta wiosny” Strawińskiego i „Wozzecka” Berga. Minister kultury Francji, André Malraux, proponował mu misję uzdrowienia francuskiego życia muzycznego, ale, w głośnym artykule, Boulez odmówił. Zdawał sobie sprawę, że środowisko nie zaakceptuje proponowanego przez niego systemu pracy, opartego na rygorze wielomiesięcznych prób (wymagał ich co najmniej 35) i obowiązkowej obecności każdego członka orkiestry na każdej próbie oraz na długofalowych przygotowaniach do każdej produkcji, w których od początku dyrygent uzgadnia koncepcję z reżyserem. Jeśli teatry operowe pracują leniwie i nieefektywnie – należy je spalić i z takim przesłaniem Boulez wystąpił w roku 1967 w słynnym wywiadzie dla „Spiegla”.
7479042016 001
Przy całym szacunku dla muzyki, która była „nowa” czterdzieści, sześćdziesiąt lat wcześniej, Boulez chciał tworzyć i propagować naprawdę nową muzykę, wykorzystującą i nowatorską estetykę, i nowoczesne środki obróbki i rejestracji dźwięku. Warunki dla realizacji jego pomysłów stworzył mu prezydent Francji Georges Pompidou, za którego kadencji powstało wielkie centrum sztuki w paryskiej dzielnicy Boubourg.
W 1972 Pompidou mianował Bouleza dyrektorem IRCAM (Institut de Recherche et de Coordination Acoustique/Musique – Centrum Badawczo-Koordynacyjne Akustyki i Muzyki). Ten ośrodek, oficjalnie otwarty w 1977, był jak latarnia morska dla francuskiej i międzynarodowej awangardy muzycznej, a Boulez panował tam niepodzielnie do roku 1992. Pewien złośliwy krytyk nazwał go nawet „nowym Lullym”, który cieszy się przywilejami władzy podobnie jak prawdziwy Lully na dworze Ludwika XIV.
Dorobek życia Bouleza obejmuje: kompozycje, płyty, książki i artykuły oraz to, co niematerialne – wpływ na kilka pokoleń muzyków i słuchaczy. Był laureatem 26 nagród Grammy. Na jego 90. urodziny Columbia Records wydała jubileuszowy zestaw 67 CD, a Deutsche Grammophon – 44 CD z nagraniami francuskiego giganta.
7479042016 015Boulez był świetnym rozmówcą – co widać i słychać w wywiadach dostępnych na YouTubie. Wielka wiedza, błyskotliwość, jasność dyskursu, poczucie humoru i nieagresywna ironia – tymi cechami zyskiwał sympatię i podziw. Z całą świadomością unikał tematów osobistych. Twierdził, że będzie pierwszym kompozytorem, który umrze bez biografii. Nigdy nie założył rodziny. Był bardzo zżyty z siostrą Jeanne i bratem Rogerem oraz ich dziećmi i wnukami. W domu w Baden-Baden mieszkał z mężczyzną, którego przedstawiał jako lokaja, ale wtajemniczeni wiedzieli, że to jego stały partner.
Pierre Boulez zmarł 5 stycznia 2016 w Baden-Baden i tam, po nabożeństwie żałobnym, został pochowany. Nazajutrz po pogrzebie na mszę w paryskim kościele Saint-Sulpice przyszli przedstawiciele świata muzycznego (jak Daniel Barenboim) i innych sztuk (jak sławny architekt Renzo Piano). W powszechnej opinii, wraz z Boulezem skończyła się cała epoka w dziejach muzyki.

Kompozytor
Jako kompozytor Boulez zaczynał od utworów na fortepian solo (tużpowojenne dwie sonaty). Olivier Messiaen zauważył, że jego były student zrewolucjonizował podejście do sonorystyki fortepianowej, a Boulez dalej szukał swojej drogi w muzyce. Uznał historię za ciężar, którego należy się pozbyć. Nie chodziło mu o pogardę dla przeszłości, o totalne odrzucenie dorobku poprzedników, ale o wyraźne odseparowanie swojej indywidualności od tego, co już wymyślili inni. Jego zdaniem, historia jest jak gilotyna, która ścina głowy kompozytorom podążającym w niewłaściwym kierunku – czyli nie do przodu, a wstecz. Próbą ognia dla muzyków dojrzewających w II połowie XX wieku miała być dodekafonia. Zdaniem Bouleza, każdy powinien mieć w swojej biografii doświadczenie dodekafonistyczne.
O tym, aby poważnie zająć się komponowaniem, pomyślał, kiedy poznał sztandarowe dzieła Drugiej Szkoły Wiedeńskiej – „Pierrot lunaire” Schoenberga i symfonię op.21 Berga. Ale nie wystarczyła mu podstawowa zasada dodekafonii – czyli układanie utworów z zestawu (serii) kolejnych dwunastu dźwięków. Boulez rozciągnął regułę serii na rytm, dynamikę i instrumentację. W ogóle wolał używać nazwy „serializm”, ponieważ termin „dodekafonia” miał korzenie w starożytnej grece.7479042016 001

Najpopularniejszym tworem Bouleza, wywiedzionym z techniki serialnej, jest „Le marteau sans maitre” („Młot bez majstra”) na głos altowy i 6 instrumentów. Inne znane tytuły to np. „Polyphonie X” na 18 instrumentów w 7 grupach oraz „Structures I” na duet fortepianowy. Po latach kompozytor przyznawał w wywiadach, że jego celem było połączenie dwóch światów, przedtem całkowicie rozdzielnych: Drugiej Szkoły Wiedeńskiej i impresjonizmu francuskiego; pewnej „schematyczności” i swobody. Kiedy forma serializmu zaczęła go uwierać, przyjął za swoją poetykę aleatoryzm. Chociaż równocześnie ideę przypadku w podejmowaniu decyzji muzycznych głosili John Cage i Karlheinz Stockhausen, Bouleza wyróżniał przymiotnik „kontrolowany”; nie chciał oddawać w ręce losu całego kształtu dzieła. Np. w jego III sonacie forepianowej pianista może dowolnie ustawić kolejność wykonywania poszczególnych fragmentów. Ale kompozytor, według Bouleza, ma też swobodę w przepracowywaniu własnej twórczości, w prezentowaniu wciąż nowych wersji danego utworu. Boulez odwołuje się do pojęcia „dzieła otwartego”, które w literaturze głoszone było przez takich pisarzy jak Mallarmé i Joyce. W przypadku niektórych swoich kompozycji (choćby „Le visage nuptial”) co kilka lat przedstawiał nową wersję – rozbudowaną tematycznie, ze zmienioną obsadą i instrumentacją.
Boulez słuchał bardzo dużo muzyki nieeuropejskiej – afrykańskiej, azjatyckiej. To uczyło go wrażliwości na brzmienie, z drugiej zaś strony, od początku lat 50. interesował się muzyką konkretną i elektronicznymi możliwościami modyfikacji barwy dźwięku. Współpracował ze studiem eksperymentalnym Pierre’a Schaeffera we francuskim radiu, a także z podobnym studiem w rozgłośni w Baden-Baden. Jedną z najbardziej znanych jego kompozycji wspomaganych elektroniką jest „Poésie pour pouvoir” na orkiestrę i taśmę, a właściwie na 3 orkiestry, 2 dyrygentów i 84 głośniki, otaczające słuchaczy.
7479042016 001
Fascynował go również głos ludzki i współistnienie słowa z muzyką. Zapytany, co jest ważniejsze, słowo czy muzyka, odpowiedział, że… nie zna odpowiedzi. Czasem tekst poetycki był dla niego tylko inspiracją dla kompozycji instrumentalnej (jak poemat Henriego Michaux dla wspomnianej „Poésie…”); czasem był podawany przez głos ludzki, ale głos wtopiony w całe instrumentarium („Le soleil des eaux” do wierszy René Chara); czasem śpiewak dostawał swobodę improwizacji („Pli selon pli” do fragmentów wierszy Mallarmégo; nota bene, w pierwszym nagraniu tego utworu, z orkiestrą BBC pod batutą samego Bouleza, solistką była polska śpiewaczka Halina Łukomska).
Boulez przez wiele lat przymierzał się do skomponowania opery. Prosił o napisanie libretta Jeana Geneta. Rozważał też adaptację jego sztuki „Parawany”; potem skłaniał się raczej do adaptacji „Czekając na Godota” Samuela Becketta. Na realizację operowego projektu nie wystarczyło jednak czasu wśród ogromu innych zobowiązań.
Wszystkim młodym kompozytorom, szukającym swojego miejsca i języka, można dedykować słowa Bouleza: „… muzyka jest zarówno wiedzą, jak i sztuką: któż zdoła stopić te dwie dziedziny w jednym tyglu, jeśli nie Wyobraźnia – «Królowa możliwości»!”.
7479042016 001
Dyrygent
Boulez nigdy nie krył, że jest dyrygenckim samoukiem. Nie krył też, że nie spotkał dyrygenta, który by lepiej dyrygował jego utworami, aczkolwiek nie wykluczał, że kiedyś to się zdarzy. Podkreślał rolę emocji, ekspresji, swoistej agresji na podium dyrygenckim – tyko w ten sposób można przekonać publiczność do danej interpretacji. Krytyka natomiast ceniła w jego dyrygowaniu klarowność, precyzję i wierność partyturze. Nie używał batuty. Wielką wagę przywiązywał do akustyki sali, w której miał wystąpić; do danych warunków przystosowywał tempo i dynamikę.
Był szefem orkiestr symfonicznych w Nowym Jorku i w Londynie. Współpracował z najsłynniejszymi zespołami świata (np. w Bostonie, Cleveland, Chicago, Los Angeles). Prowadził utwory Bartóka i Debussy’ego, Ravela i Strawińskiego, Beethovena i Mahlera, Wagnera i Szymanowskiego, ale także Franka Zappy, którego zaprosił do wspólnego występu z Ensemble Intercontemporain.
W 1966 na zaproszenie Wielanda Wagnera rozpoczął współpracę z Festiwalem w Bayreuth. Poprowadził „Parsifala”.
W 1976 jako dyrygent przygotował w Bayreuth tetralogię „Pierścień Nibelunga” w reżyserii Patrice’a Chereau (na jubileusz stulecia wielkiego operowego cyklu). Powtarzana w następnych latach inscenizacja doczekała się wydania na płytach i kasetach wideo.
W latach 2004-07 ponownie dyrygował Tetralogią w Bayreuth, tym razem w reżyserii Christopha Schlingensiefa.7479042016 001
Czuł misję popularyzacji muzyki współczesnej. Jako dyrygent nowojorskiej filharmonii wprowadzał utwory Berga i Weberna do programów poranków symfonicznych, ale konserwatywna publiczność, złożona z szacownych dam w kosztownej biżuterii domagała się zwrotu pieniędzy za bilety. Boulez rozumiał, że dla opornych należy zachować dotychczasową formułę koncertów, a dla snobów, których ciekawość podbechtał, można zorganizować coś bardziej ambitnego. Dla melomanów miał prostą radę: „Przyjść i słuchać”.
Boulez-dyrygent pozostawił kilkaset godzin nagrań. W trakcie sesji w studiu rejestrował całe utwory lub całe części. Unikał sytuacji, kiedy trzeba było dograć i wstawić jakiś fragment.
Rozstał się z dyrygowaniem dopiero na trzy lata przed śmiercią, kiedy wzrok odmówił mu posłuszeństwa.7479042016 014
Idee, czyny, zasługi
Boulez nie tylko komponował muzykę, nie tylko ją interpretował, lecz również pisał o niej i organizował życie muzyczne. Zasłynął kilkoma tekstami i hasłami, którymi chciał sprowokować do dyskusji. O wezwaniu do spalenia oper i  publicznym odrzuceniu zaproszenia ministra kultury już była mowa. Wspomnieć warto jeszcze tytuł artykułu „Schoenberg is dead” (1951), pozornie nekrologu napisanego po śmierci wielkiego nowatora muzyki, a w istocie proklamacji nowego patrona awangardy muzycznej, bowiem Boulez wystąpił z tezą: „Umarł Schoenberg, niech żyje Webern” i totalny serializm. Z kolei w 1960 roku, aby przedstawić program muzycznego dzieła otwartego, Boulez nadał esejowi tytuł w formie pytania: „Sonato, czego ode mnie chcesz?”.
Swymi przemyśleniami chętnie się dzielił z kolegami i studentami. Przyjaźń łączyła go z takimi orędownikami awangardy, jak Karlheinz Stockhausen, Luciano Berio i György Ligeti. Był wykładowcą i dyskutantem letnich kursów nowej muzyki w Darmstadt. Od 1953 przez 14 lat prowadził cykle koncertów założonego przez siebie stowarzyszenia Domaine Musical, w czasie których wykonywano utwory współczesne – Bartóka, Messiaena, Henzego, Beria, Cage’a. W 1992 Boulez zrezygnował z kierowania IRCAM, aby poświęcić się kompozycji i dyrygenturze, ale w późniejszych latach z powodzeniem organizował kolejne nowe instytucje muzyczne w stolicy Francji: Opéra Bastille i Cité de la musique, a równocześnie szefował swojemu zespołowi Ensemble Intercontemporain.7479042016 001
W latach 1976-95 był profesorem College de France, jakkolwiek do możliwości nauczania kompozycji podchodził z rezerwą. Twierdził, że między nauczycielem a uczniem, czy między mistrzem a adeptem, musi zaistnieć magiczna więź, natychmiastowe porozumienie – jeśli tego nie ma, to szkoda czasu na lekcje.

W wieku 80 lat założył Lucerne Festival Academy, czyli letnie kursy orkiestrowe, poświęcone wykonawstwu muzyki XX i XXI wieku.
Wśród dokonań Bouleza znajdziemy również polonika. Nagrał koncerty fortepianowe Ravela (G-dur i D-dur na lewą rękę) z Krystianem Zimermanem jako solistą (1994, 1996). W 2010 roku, na 85. urodziny Maestra, ukazał się album zawierający I koncert skrzypcowy (solista: Christian Tetzlaff) i III symfonię Karola Szymanowskiego. 15 grudnia 2012 w paryskiej Salle Pleyel Pierre Boulez otrzymał z rąk polskiego ambasadora dwa wyróżnienia: Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, przyznany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, oraz nagrodę im. Karola Szymanowskiego, przyznaną przez Fundację Karola Szymanowskiego. A wszystko zaczęło się od tego, że siedemnastoletni Boulez usłyszał „Źródło Aretuzy”, jedną z miniatur skrzypcowych z cyklu „Mity” Szymanowskiego.7479042016 001
Umarł Pierre Boulez, niech żyje… Kto?

Hanna Milewska
Pobierz ten artykuł jako PDF