HFM

artykulylista3

 

Tour de Chopin

100-105 11 2010 01Tour de Chopin - Podsumowanie XVI Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie

 

Na świecie jest dziś 750 konkursów pianistycznych. Tylko w tym roku odbyło się ich 330. Życia by nie starczyło, by być uczestnikiem wszystkich, choć rekordzista zaliczył ich 120. Konkurs Chopinowski należy do najstarszych wydarzeń muzycznych i wciąż się liczy. Pianistów i publiczność przyciąga od 83 lat. Właśnie zakończyła się jego XVI edycja.

 

Zimowe początki i Chopin w Internecie
Wszystko zaczęło się w lutym, kiedy zebrała się komisja kwalifikacyjna, która przesłuchała nagrania nadesłane przez kandydatów. Wybrano wtedy 230 osób i zaproszono je do udziału w eliminacjach. Te odbyły się w drugiej połowie kwietnia i wyłoniły 81 pianistów. Ostatecznie do Warszawy przyjechało na początku października 79 osób. Tegoroczny konkurs został włączony w obchody roku chopinowskiego; postanowiono zatem nadać mu szczególną rangę. Było to widać przede wszystkim po składzie jury. Nigdy jeszcze w historii tej imprezy nie zdarzyło się, by do Warszawy zjechało tylu wielkich pianistów. W komisji zasiedli: Martha Argerich, Nelson Freire, Fou Ts’Ong, Dang Thai Son, Kevin Kenner, Philippe Entremont, Bella Dawidowicz, Michie Koyama, Adam Harasiewicz, Katarzyna Popowa-Zydroń, Piotr Paleczny i Andrzej Jasiński.

Producenci muzyki znów w Łodzi

98-100 12 2010 03Producent w branży muzycznej to równoprawny twórca, który niekiedy ma większy wpływ na ostateczny kształt nagrania niż wykonawca. Słuchając płyt, rzadko doceniamy jego zasługi. Tymczasem to producent decyduje o brzmieniu utworu, budując odpowiedni nastrój, dobierając oprawę instrumentalną czy kompletując skład akompaniatorów.

 

Najłatwiej ocenić, co zawdzięczają mu nagrania, jeśli pozbawimy je oprawy. Przykładem wydany niedawno album „Let It Be Naked”, zawierający piosenki Beatlesów w surowej wersji, bez słynnej ściany dźwięku, za którą na oryginalnym wydaniu „Let It Be” odpowiadał Phil Spector – jeden z najsłynniejszych producentów złotej ery rock and rolla. Był nie tylko świetnym fachowcem, ale też utalentowanym kompozytorem. Wspólnie z The Righteous Brothers napisał przebój „You’ve Lost That Lovin’ Feelin’”, który śpiewało wielu wykonawców, jak chociażby amerykański duet Daryl Hall i John Oates. Niestety, kariera Spectora zakończyła się w zupełnie nie muzycznych klimatach. Twórca „ściany dźwięku”, po trwającym sześć lat procesie, został w 2009 skazany na 19 lat więzienia za zamordowanie w 2003 roku aktorki Lany Clarkson.

Made in Chicago czyli Wielka Czarna Muzyka w Poznaniu

98-100 01 2011 01Jakiś czas temu na łamach „HFiM” pisałem o AACM (Association for Advancement of Creative Musicians) – szczególnym zjawisku w czarnej kulturze Ameryki.

Powstały w pierwszej połowie lat 60. w Chicago ruch harmonijnie łączył afrykańską tradycję z bluesem i jazzową awangardą. Kolejne pokolenia, którym przyświeca misja tworzenia Wielkiej Czarnej Muzyki, wydają najbardziej kreatywnych artystów na dzisiejszej scenie jazzowej.
Niektórzy przedstawiciele AACM są już znani na świecie. Dotyczy to przede wszystkim Roscoe Mitchella, Josepha Jarmana czy Malachi Favorsa – członków sztandarowej grupy chicagowskiego środowiska – Art Ensemble of Chicago. Jednak scena Wietrznego Miasta jest niesłychanie bogata. W dodatku na jego ulicach niemal wszystkie gatunki czarnej muzyki mieszają się z twórczością przybyszów z Azji. AACM stara się łączyć całe to bogactwo w spójną propozycję artystyczną, podporządkowaną miejskiemu rytuałowi i dewizie „Ancient to the future”.

Wesele Figara, czyli rewolucja z płyt pilśniowych

91-92 01 2011 01Mozart był znany z pikantnych żartów, które dziś wszyscy bez problemu mu wybaczamy. Gdy jednak zaczynała brzmieć muzyka, jego twarz poważniała i górę brały wrażliwość oraz szacunek dla sztuki. Reżyser warszawskiego wystawienia „Wesela Figara” o tej przemianie zapomniał. Pozostał głuchy na muzykę, a to w operze musi przynieść katastrofę.

Przypomina mi się scena z filmu „Amadeusz” Formana. Roześmiany Wolfi, sam na sam z Konstancją w jadalni, najpierw wyciąga ją za nogi spod stołu, a potem z ochotą oddaje się grom słownym o dość ordynarnym charakterze. I wtedy z dala dobiegają dźwięki jego muzyki granej przez pałacowych wykonawców bez spóźnialskiego kompozytora. Mozart zrywa się na równe nogi, pędzi przez kolejne sale i uroczyście, ze spokojem staje przed orkiestrą, przejmując rolę dyrygenta. Nawet jeśli ta scena nigdy nie miała miejsca, to pokazuje naturę wielkiego geniusza. Będąc życiowym komediantem, potrafił pracować w powadze i absolutnym skupieniu.

Trojanie, nie trojany

73-74 02 2011 01Hector Berlioz był świetnym kompozytorem, lecz mniej świetnym librecistą. Jego utwory sceniczne naznaczone są takimi cechami, jak rozwlekłe tempo i wątła nić narracji, statyczność sekwencji, niska temperatura konfliktów między postaciami.

Berlioz kochał literaturę, długą frazę klasyki starożytnej, szekspirowskiej czy romantycznej i swoją muzyką chciał służyć pięknu słowa. Imiennik bohatera „Wojny Trojańskiej” zawsze marzył o napisaniu opery według „Eneidy”, a ukończywszy ją (1858), stwierdził: „Furda, co się z tym dalej stanie, czy to wystawią, czy nie. Najważniejsze, że moja Wergilowa i muzyczna namiętność została zaspokojona”.
Długość dzieła, rozmach obsady i inscenizacji, wymogi kondycyjne stawiane wykonawcom głównych partii sprawiły, że rzeczywiście nieczęsto jest wystawiane. Z lekkimi skrótami w partyturze, licząc dwie przerwy, warszawskie przedstawienie trwa blisko pięć godzin, ale jego autorzy starają się nie zanudzić publiczności.

Triumf opery

68 06 2011 01Dorobek niemieckiego pisarza Georga Büchnera z pierwszej połowy XIX wieku stał się inspiracją dla powstania w wieku XX dwóch oper – „Wozzecka” (1925) Albana Berga i „Jakoba Lenza” (1979) Wolfganga Rihma. Zarówno tytułowy bohater dramatu „Woyzeck”, jak i bohater noweli „Lenz” żyli naprawdę, a ich krótkie żywoty, naznaczone zaburzeniami psychicznymi i konfliktem ze społeczeństwem, przeszły do legendy.

O ile jednak Woyzeck był prostym żołnierzem, wszechstronnie wykształcony Lenz należał do największych talentów literackich epoki. Choroba przeszkodziła mu w twórczości, a z drugiej strony – stała się formą ekspresji artystycznej Lenza. Bogactwo jego wizji, nasyconych wrażeniami płynącymi ze wszystkich zmysłów, było niezapisaną treścią jego artystycznej wyobraźni. Tak zaczęto postrzegać sztukę w romantyzmie, taki też punkt widzenia przyjęła współczesna psychiatria humanistyczna. Pastorowi Oberlinowi, u którego Lenz przebywał przez kilkanaście dni, zawdzięczamy pisemną relację z zachowań 27-letniego schizofrenika. Dzięki niej powstała nowela Büchnera, a później – libretto Michaela Fröhlinga i opera Rihma.