HFM

artykulylista3

 

Rok Chopinowski

100-103 12 2009 01Statystyki oraz obserwacje wskazują, że najlepiej rozpoznawalnym ze wszystkich naszych kompozytorów jest Fryderyk Chopin. Budujemy mu pomniki, nazywamy jego imieniem lotnisko, statki, filharmonię i uniwersytet muzyczny. Jeżeli jednak jakimś cudem Chopin kojarzył się dotąd komuś tylko z marką wódki, to rok 2010 z pewnością to zmieni.

 

W historii muzyki są takie daty, które upamiętnia się szczególnie. Okrągła rocznica staje się okazją do festiwali, koncertów, sympozjów, wydawania nowych serii płyt, albumów, nowych wystaw w muzeach. W 1991 takim wydarzeniem było 200 lat od śmierci Mozarta. W nadchodzącym 2010 będziemy obchodzić 200. rocznicę urodzin Fryderyka Chopina.

Muzyka w Polsce 2010

108-109 02 2010 01Polska kultura wysoka na pierwszy rzut oka ma się coraz lepiej. Przyjeżdżają do nas najwięksi artyści, repertuar filharmonii i teatrów operowych z roku na rok staje się ciekawszy. Zdarzają się jednak sytuacje, w których wciąż widać, że jesteśmy dopiero na początku drogi.

 

Z przeprowadzonych niedawno badań wynika, że statystyczny Polak wie o Chopinie tyle, że urodził się w Żelazowej Woli, żył z George Sand i umarł na suchoty. Jego twórczość w świadomości przeciętnego Kowalskiego pozostaje czarną dziurą. Rok Chopinowski to szansa, by ten stan choć trochę zmienić, ale trzeba pamiętać, że na Chopinie muzyka się nie kończy.

Midem 2010 - Chopin i komórki

86-88 03 2010 03Międzynarodowe targi Midem, jak co roku, ściągnęły do Cannes przedstawicieli branży muzycznej. Choć gościem honorowym była tym razem Republika Południowej Afryki, to także Polska znalazła się w centrum zainteresowania. Nie sposób było nas nie zauważyć.

Koniec stycznia na Francuskiej Riwierze zawsze się różni od tego nad Wisłą. Jadąc tam, można się poczuć jak przybysz z dalekiej północy odwiedzający tropiki. Kiedy w Warszawie trzaskał mróz, w Cannes było powyżej +10 stopni. Słońce, palmy i jachty przycumowane w porcie dawały poczucie, że jest się w zupełnie innym świecie.
O Polsce jednak nie dało się zapomnieć. I bardzo dobrze. Na pałacu festiwalowym zawisł gigantyczny banner z portretem Chopina, zapraszający w imieniu Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina na galę wręczenia nagród Midem Classical Awards oraz na stronę internetową obchodów Roku Chopinowskiego. Równie okazale prezentował się nasz pawilon, zaprojektowany przez Borysa Kudliczkę.

Nie udawać Greka

92 05 2010 01W odstępie zaledwie dziesięciu dni stołeczny Teatr Wielki był świadkiem premier dwóch oper, których libretta oparto na dziejach mitycznego rodu Atrydów. Opisano je w starogreckich tragediach – Ajschylos w trylogii scenicznej „Oresteja” i Sofokles w „Elektrze”.

„Elektra” Richarda Straussa to przeniesienie z Amsterdamu inscenizacji Willego Dekkera, zrealizowanej przed dziesięciu laty. Monumentalna, surowa scenografia idealnie zapełniła przepastną przestrzeń Teatru Wielkiego. Orkiestra dała z siebie wszystko, a Ewa Podleś w partii Klitemnestry stworzyła kreację wiekopomną, lecz... nie była to produkcja rodzima od początku do końca, a koncepcja Dekkera podkreślała archetypiczność i uniwersalność opowiedzianej historii.

Sezon na tak

77-79 07-08 2010 012009/10 to pierwszy sezon, w którym od września do czerwca stołecznym Teatrem Wielkim kierował dyrektoriat: Waldemar Dąbrowski (dyrektor naczelny), Mariusz Treliński (szef artystyczny),Tadeusz Kozłowski (szef muzyczny) i Krzysztof Pastor (dyrektor niedawno powołanego Baletu Narodowego). Wiosną dołączył jeszcze Leszek Barwiński, obejmując nowo utworzone stanowisko – „casting directora”. Co więcej, skład głównych decydentów wydaje się stabilny, co pozwala, po raz pierwszy od wielu lat, z optymizmem patrzeć na wprowadzanie w życie ambitnych zamierzeń. A jest ich wiele.

Kiedy rok temu na konferencji prasowej z udziałem Bogdana Zdrojewskiego, ministra kultury, ogłoszono plany na nowy sezon, wielu krytyków i melomanów patrzyło na nie sceptycznie. A jednak udało się zrealizować prawie wszystko, w przewidzianych terminach i obsadach; było nawet kilka ważnych wydarzeń wcześniej niezapowiedzianych.

Pół wieku roztrąbionej Guczy

110-113 11 2010 01W tym roku już po raz 50. leżąca w centrum Serbii Gucza stała się sceną największego festiwalu muzyki bałkańskiej na świecie.

Gucza to także fenomen w większej skali, w perspektywie całego półwyspu. Jak nic innego, w centrum regionu od dziesięcioleci nazywanego „kotłem bałkańskim” potrafi połączyć Serbów z przyjezdnymi Bośniakami, Chorwatami czy Czarnogórcami w wielką świętującą wspólnotę. Mówi się, że Gucza jest zbiorową psychoterapią pokaleczonych wojennymi traumami Bałkanów. Rzeczywiście, musi być w niej coś uzdrawiającego, bo jak inaczej wytłumaczyć, że wśród napędzanych piwem i lokalną rakiją tłumów nie dochodzi do bójek i to pomimo tego, że część gości paraduje dumnie w koszulkach z podobiznami ludzi, których inni współbiesiadnicy mogą śmiało uznać za zbrodniarzy wojennych? Że wszędzie powiewają flagi narodowe, że sprzedawane na straganach wojskowe czapki i karabiny-zabawki wywołują koszmarne skojarzenia, że młodzi Serbowie pozdrawiają się trzypalczastym przywitaniem charakterystycznym dla nacjonalistycznie nastawionych środowisk? Musi być coś terapeutycznego w hipnotyzujących odgłosach trąb. Coś, co sprawia, że wyzwolona w ludziach energia jest wykorzystywana wyłącznie na zabawę.