HFM

artykulylista3

 

Z King Crimson do Ipanemy

74-75 12 2013 01
„Mam nastrój na piosenkę J.J. Cale’a – powiedział Gordon Haskell do rozgrzanej jego koncertem publiczności. – To on zachęcił mnie do śpiewania. Od niego wszystko się zaczęło.”

Sala młodzieżowego domu kultury w Aleksandrowie Łódzkim, w której odbył się koncert Gordona Haskella, ma niewiele miejsc i wszystkie tego wieczoru były zajęte. Bo i okazja wyjątkowa. Wprawdzie artysta bywa w Polsce często i czuje się u nas prawie jak w rodzinnej Anglii – zatrudnił nawet, w charakterze akompaniatorów, dwóch Polaków (Damian Kurasz – gitara i Maciej Kociński – saksofon) – jednak to wciąż legenda światowego rocka. A zobaczyć i usłyszeć go z bliska to ogromna przyjemność.




Muzyczny tort z wisienką

84-86 11 2013 01Największe gwiazdy w Polsce! Jeszcze niedawno takie stwierdzenie mogłoby uchodzić za dobry żart. Teraz jest inaczej. Zmieniły się zarówno czasy, jak i źródła dochodów artystów.



Dawniej granice były pilnie strzeżone, teraz są szeroko otwarte. Kiedyś artyści zarabiali, przede wszystkim sprzedając płyty (niektórzy nawet rezygnowali z występów). Teraz, kiedy niejeden użytkownik Internetu ściąga muzykę za darmo, zarabiają głównie na sprzedaży biletów na koncerty.
Starsi melomani zapewne pamiętają widowisko „The Wall” w Berlinie, z udziałem nie tylko autora i pomysłodawcy, Rogera Watersa, ale też całej plejady równie znanych wykonawców. 23 lata temu mogliśmy oglądać telewizyjną transmisję i zazdrościć berlińczykom, że widzieli na żywo Van Morrisona, Bryana Adamsa, Paula Carracka, Sinead O’Connor czy Scorpions. Teraz prawie wszyscy koncertują też w Polsce. Waters z „The Wall” w sierpniu wystąpił u nas już po raz trzeci (poprzednio 18 i 19 kwietnia 2011 w Łodzi). Na Stadionie Narodowym przedstawił najbardziej spektakularną odsłonę legendarnego widowiska.

Haraszo. Gut. SuperGood.

74-75 07 2013 01Nasze disco polo doczekało się filmu na swój temat – „Kochaj i rób co chcesz” (1997, w reżyserii brata premiera technicznego) – równie zgrzebnego i kiczowatego jak zjawisko, o którym traktował. Fenomen Russendisko, abstrahując od wszystkich cech, różniących je od disco polo, uwieczniony został przez film, którego nie powinni się wstydzić ani twórcy, ani widzowie.

Scenariusz „Russendisko” powstał na podstawie powieści pod tym samym tytułem – bestsellerowej książki Władimira Kaminera, napisanej po niemiecku, a wydanej w roku 2000 (dwa lata później ukazał się przekład angielski).
Kaminer to postać bardzo ciekawa. Miłujący ponad wszystko wolność, urodzony w 1967 roku rosyjski Żyd, przy pierwszej okazji (czyli zaraz po zburzeniu muru berlińskiego) opuścił Związek Sowiecki i w czerwcu 1990 dostał azyl w NRD, a potem obywatelstwo zjednoczonych Niemiec. W ojczyźnie zdążył zaliczyć służbę wojskową w formacjach rakietowych. Zaczął studiować dramatopisarstwo; pracował jako realizator nagrań i didżej. W Berlinie szukał szczęścia w ulicznym handlu, a następnie wraz z kolegami zaczął organizować koncerty artystów rosyjskich i cykliczne imprezy taneczne w Kaffee Burger (Torstrasse 60; dziś wstęp kosztuje 5 euro, a występują tam muzycy i poeci różnych nurtów i narodowości). Tworzy poczytne powieści i opowiadania w języku niemieckim. Jest publicystą rosyjsko-żydowskiego pisma „Herkunft”. Mieszka z żoną Olgą, Rosjanką, i dziećmi w Berlinie.

Coldplay w Warszawie, czyli sztuka stadionowego koncertu

84-87 11 2012 01Brytyjski kwartet zagrał w Warszawie przed ponad 40 tysiącami osób i udowodnił, że na nowym Stadionie Narodowym da się zorganizować bardzo dobry koncert.

Zapewne u większości melomanów perspektywa koncertu na stadionie nie wzbudza ekscytacji. Obiekty tego typu są niewdzięczne akustycznie, w dodatku, w czasie tak wielkiej imprezy trudno o wrażenie bezpośredniego kontaktu z wykonawcą, którego ogląda się na telebimie bądź przez lornetkę.
Tak jednak zwykle wygląda droga na szczyt. Najpierw gra się w klubach dla kilkuset osób; później w halach dla 5-10 tysięcy. W końcu dołącza się do grona około 20 wykonawców, którzy jeżdżą w trasy po obiektach sportowych mieszczących kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Rok Chopinowski

100-103 12 2009 01Statystyki oraz obserwacje wskazują, że najlepiej rozpoznawalnym ze wszystkich naszych kompozytorów jest Fryderyk Chopin. Budujemy mu pomniki, nazywamy jego imieniem lotnisko, statki, filharmonię i uniwersytet muzyczny. Jeżeli jednak jakimś cudem Chopin kojarzył się dotąd komuś tylko z marką wódki, to rok 2010 z pewnością to zmieni.

 

W historii muzyki są takie daty, które upamiętnia się szczególnie. Okrągła rocznica staje się okazją do festiwali, koncertów, sympozjów, wydawania nowych serii płyt, albumów, nowych wystaw w muzeach. W 1991 takim wydarzeniem było 200 lat od śmierci Mozarta. W nadchodzącym 2010 będziemy obchodzić 200. rocznicę urodzin Fryderyka Chopina.

Muzyka w Polsce 2010

108-109 02 2010 01Polska kultura wysoka na pierwszy rzut oka ma się coraz lepiej. Przyjeżdżają do nas najwięksi artyści, repertuar filharmonii i teatrów operowych z roku na rok staje się ciekawszy. Zdarzają się jednak sytuacje, w których wciąż widać, że jesteśmy dopiero na początku drogi.

 

Z przeprowadzonych niedawno badań wynika, że statystyczny Polak wie o Chopinie tyle, że urodził się w Żelazowej Woli, żył z George Sand i umarł na suchoty. Jego twórczość w świadomości przeciętnego Kowalskiego pozostaje czarną dziurą. Rok Chopinowski to szansa, by ten stan choć trochę zmienić, ale trzeba pamiętać, że na Chopinie muzyka się nie kończy.